Serce Jezusa i Maryi"Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych..." (Hbr 4,7)



 «GŁOS PANA» – Pismo ewangelizacyjne nr 10 (65) 2000

http://www.voxdomini.com.pl sklep@voxdomini.com.pl

ISSN 1232-7492
Mapa witryny



W numerze 10/2000:

l Vassula opowiada o spotkaniu w Beninie l List do Vassuli l Nasza promocyjna sprzedaż trwa l Cztery kolumny wiary chrześcijańskiej l Żyjąca Księga Miłości Miłosiernej l Jubileuszowy list więźnia do Matki Bożej l Zamknięcie Roku Jubileuszowego l List do Redakcji l Szopki bożonarodzeniowe 

część II

Modlitwa Ojca Świętego na Placu Hiszpańskim w Rzymie (8.12.1999)

Niepokalana Dziewico!

Dwa tysiące lat temu w Betlejem judzkim porodziłaś Zwycięzcę śmierci i Twórcę życia, który rozjaśnił Ewangelią całe ludzkie życie. Chrystus przyszedł do nas, aby przywrócić pełnię godności człowiekowi stworzonemu na obraz Boży. 

Tak, człowiek nie może pozostać w ciemności; tęskni za prawdziwym światłem, które rozjaśni szlak jego ziemskiej pielgrzymki. Człowiek nie miłuje śmierci: obdarzony naturą duchową, pragnie nieśmiertelności całej swej istoty.

Jezus zmazał własną krwią potęgę śmierci i dzięki temu może się urzeczywistnić to głębokie pragnienie ludzkiego serca.

Patrząc na Ciebie, Panno wybrana i pełna łaski, my, pielgrzymujący po ziemi, widzimy spełnienie obietnicy nieśmiertelności w pełnej komunii z Bogiem.

W Tobie, o Matko żyjących, spełniły się słowa Apostoła będące zapowiedzią chwały: Pan Jezus „przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło”.

Kościół ponawia to radosne orędzie także w tym roku, na progu nowego tysiąclecia. Oto dlaczego dzisiaj stajemy znów u Twoich stóp, Niepokalana, pełna łaski, aby w imieniu całego chrześcijańskiego ludu prosić Cię o przyjęcie naszego hołdu, wyrazu naszej wiary i oddania, oraz by z głęboką wdzięcznością przekazać następnemu tysiącleciu piękną tradycję tego modlitewnego spotkania z Tobą...

Ty zaś, Niepokalana Panno Maryjo, módl się za nami!


Orędzie Matki Bożej dla parafii w Medziugorju 
i dla świata z 25 listopada 2000:

Drogie dzieci! Dziś, kiedy Niebo jest blisko was w szczególny sposób, wzywam was do modlitwy tak, abyście poprzez modlitwę umieścili Boga na pierwszym miejscu. Drogie dzieci, dziś jestem blisko was i błogosławię każdego z was moim matczynym błogosławieństwem, abyście mieli siłę i miłość do wszystkich ludzi, jakich spotykacie w doczesnym życiu i żebyście mogli dawać miłość Bożą. Cieszę się z wami i pragnę wam powiedzieć, że wasz brat Slavko narodził się dla Nieba i oręduje za wami. Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

O. Slavko Barbarić zmarł 24 listopada na górze Kriżevać (zob. str. 11).


2
Vox Domini


Vassula opowiada o niezwykłym spotkaniu w Beninie w czasie Roku Jubileuszowego

Przywódcy wudu wysłuchali z szacunkiem orędzia Pana

Na samym początku chcę podziękować naszemu Panu za wszelkie wysiłki podejmowane przez Catherine Hounsokou z Beninu w celu przygotowania w jej kraju przyjęcia orędzi naszego Pana. Dziękuję również wszystkim, którzy w tym dopomogli i współpracowali oraz wszystkim, którzy nas przyjmowali.

Złotą zasadą zawartą w Piśmie Świętym jest to, aby traktować innych tak, jak sami chcielibyśmy, aby inni nas traktowali. To zasada Prawa i proroków. Niestety wielu chrześcijan, i to zarówno świeckich, jak i kapłanów, nie czyta wystarczająco uważnie Pisma i nie postępuje zgodnie z pouczeniami Jezusa. Nie żyją Ewangelią. To jeden z licznych powodów, dla których Bóg działa w naszym czasie i przychodzi przemówić do nas.

Zostałam zaproszona, żeby 13 kwietnia w roku 2000 dać świadectwo w Beninie. Liczni wierni przybyli, aby mnie wysłuchać. Znajdował się pośród nich biskup Dagnon (na zdjęciu w białej sutannie). Obok niego usiadł były prezydent Beninu. Wszyscy bardzo uważnie słuchali słów, jakie im czytałam, danych przez naszego Pana w „Prawdziwym Życiu w Bogu”. Catherine dokonała krótkiego wprowadzenia:

„Jesteśmy światłością świata. Światło nie ma być ukryte, lecz umieszczone na świeczniku, aby świeciło, aby każdy mógł je widzieć. Nasza światłość powinna świecić przed ludźmi. Jesteśmy solą ziemi, ale jeśli sól utraci smak, nie nadaje się już do niczego.”

Nazajutrz, 14 kwietnia 2000 r., Catherine zaprosiła wszystkich przywódców różnych tradycji i praktyk religijnych obecnych w Beninie, a przede wszystkim – wudu. Nie zostałam o tym wcale uprzedzona. Gdyby tak było, nie wiem, jak bym się zachowywała. Być może byłabym onieśmielona. Myślałam, że byli obecni na spotkaniu przedstawiciele różnych wyznań chrześcijańskich. Pomimo ich mieniących się szat i barwnych koron, dając świadectwo nie miałam najmniejszego pojęcia, kim są. Możliwe, że to nasz Pan chciał, aby spotkanie przebiegło w taki sposób. Był pośród obecnych także pewien imam muzułmański, kilku pastorów protestanckich oraz kilka osób należących do różnych małych religii.

Przed rozpoczęciem spotkania Catherine wydawała się bardzo zaniepokojona. Zastanawiałam się, dlaczego. Postanowiła wypić szklankę wody święconej. Następnie zapytała mnie, czy noszę krzyż św. Benedykta. Ja jednak miałam przy sobie inny krzyż. Zapytała mnie więc, czy można by poprosić kogoś o krzyż św. Benedykta. Byłam coraz bardziej zaskoczona jej naleganiem i obawami. Usiłowałam ją uspokoić, mówiąc, że jestem przyzwyczajona do przemawiania do różnych hierarchów i teologów, chociaż nieraz nie wiem, że są obecni pośród słuchaczy.

Podczas spotkania mówiłam swobodnie i Duch Pański natchnął mnie, abym przedstawiła orędzie dane przez św. Michała, 14 października 1994 r., w którym mówi on o kultach satanistycznych i o zbrodni przerywania ciąży. Mówiłam także o Miłości Boga i o Jego Miłosierdziu.

Widząc, jak słuchacze zajmują miejsca, mówiłam do siebie: nie wydają się jeszcze członkami naszego Kościoła, a jednak opuścili już swą drogę, aby mnie spotkać i słuchać orędzi. Ukazali wspaniałomyślność wobec naszego Stwórcy, przyjmując zaproszenie i On tego nie zapomni. Kapłani zaś, których uczono Prawa Miłości i których proszono o naśladowanie Chrystusa, nie przyszli, nawet przez wzgląd na tę miłość. Ja opuściłam mój dom i na polecenie Boga podróżowałam, aby im zanieść posłanie naszego Pana, ale oni nie przyjęli Jego zaproszenia. Ci zaś, którzy byli obecni, chociaż nie mieli tego samego sposobu widzenia i nie pochodzili z tych samych religii, okazali mi o wiele więcej wspaniałomyślności i miłości w czasie tych dwóch godzin niż kapłani, którzy zostali zaproszeni, a nie odpowiedzieli. Widziałam w nich wielki szacunek wobec mnie - cudzoziemki, i miłość. Zechcieli bowiem mnie wysłuchać i nie osądzali mnie ani nie potępiali. Dali dowód cierpliwości i wyrozumiałości w odniesieniu do mojego przemówienia, które przecież rozsiewało iskry, jakie mogły z łatwością rozpalić gniewem to zgromadzenie, gdyż godziło w ich tradycje i sprzeciwiało się ich wierzeniom. Tymczasem w czasie przeznaczonym na zadawanie pytań odnosili się do mnie z szacunkiem, jaki rzadko znajdowałam u moich braci chrześcijan, kiedy mówiłam o tym, co przeciwstawiało się ich sposobowi myślenia oraz własnej doskonałości, co do której byli przekonani.

Dwukrotnie, kiedy dawałam świadectwo, słyszałam przywódców wudu, jak mówili, że jestem bardzo odważną kobietą. Rzeczywiście tak to odczuwali. Mówiłam do nich swobodnie, nie wiedząc nic o ich obecności...

W pewnej chwili, kiedy jeden z nich powstał, zwracając się do mnie w dłuższym wywodzie, pokazując mi, że nie zgadza się ze mną, jakiś mężczyzna z kościołów lokalnych powstał i odpowiedział za mnie. W sposób pełen szacunku, a równocześnie zdecydowany, bronił mnie i orędzi. Powiedział:

„Byłem tu wczoraj, kiedy Vassula zwróciła się do nas i to, co nam powiedziała, było pełne miłości Ducha Świętego. Przekazała nam Miłość Boga i nauczyłem się od niej wielu dobrych rzeczy. Pouczyła nas, jak zrobić w nas miejsce dla Ducha Świętego, aby nas doskonalił. Dała przesłanie miłości nam wszystkich, naszemu narodowi, naszemu ludowi... itd.”

Wszyscy słuchali go bardzo uważnie i po jego wystąpieniu nagrodzili go brawami. Wtedy dodałam:

„Gdzie jest miłość, tam jest Bóg, a tam, gdzie jest zło, jest szatan. Nie powinniśmy osądzać, gdyż Bóg sprawia, że słońce świeci tak nad dobrymi jak i nad złymi.”

Mówiłam dalej, że nie powinniśmy krępować Ducha Świętego naszymi wadami i grzechami. Naszym zadaniem jest wyzbycie się samych siebie przez skruchę. Mamy się odwrócić od naszych złych dróg, a wtedy Duch Święty udoskonali nas, abyśmy oddali cześć Bogu, wypełniając Jego Wolę.

Jeden z przywódców wudu powiedział, że spotkał wielu chrześcijan o twardych sercach, którzy nie żyją zgodnie ze swą nauką i czynią zło. Odpowiedziałam: „Dlatego właśnie Bóg wkracza w naszą epokę: właśnie z tego powodu. Bóg przychodzi nas obudzić.”

Słysząc to, potakiwał głową.

Zauważyłam ich pragnienie słuchania i słysząc ich pytania zrozumiałam, że chcieli dowiedzieć się i zrozumieć pewne sprawy dotyczące Ducha Świętego i dzieła stworzenia. Spotkanie zakończyło się oklaskami. Przywódca wszystkich, mężczyzna w podeszłym wieku, podał mi rękę, aby mi życzyć szczęśliwej podróży, mówiąc: „Niech wasz Bóg panią błogosławi i niech nasi bogowie towarzyszą pani.” Mogłam mu odpowiedzieć, że mój Bóg wystarczy do tego wszystkiego, ale powstrzymałam się, widziałam, że ten mężczyzna miał dobre intencje i chciał uczynić dobro.

Wychodząc z sali spotkałam imama. Ofiarowałam mu książkę „Mój Anioł Daniel”. Przyjął ją z radością. Kiedy weszłam do autobusu Catherine powiedziała mi, że przyszło co najmniej 16 przywódców wudu z okolicy. To była dla mnie wiadomość wstrząsająca. Omal nie zemdlałam z wrażenia. Dopiero wtedy zrozumiałam, dlaczego Catherine była taka zaniepokojona przed rozpoczęciem spotkania.

Być może w czasie mojej przyszłej wizyty w Beninie, nasz Pan sprawi, że spotkamy się ponownie i da mi inną okazję ewangelizowania ich i powiedzenia im więcej o Dobroci naszego Boga.

Myślę, że to spotkanie urzeczywistniło proroctwo z 8 sierpnia 1994 r., w którym Bóg powiedział: „Pójdę do krajów, które nigdy nie uważały Mojego Imienia za Święte. Będę mówił do narodów, które nigdy Mnie nie wzywały ani nie wzywały Mojego Imienia.”

Pragnę o tym napisać dlatego, że my chrześcijanie sądzimy, że to my jesteśmy sprawiedliwi i że my potrafimy widzieć jasno, a tymczasem tak naprawdę daleko nam do sprawiedliwości i wielu z nas trwa jeszcze w zaślepieniu. Bóg wzywa nas dniem i nocą do nawrócenia, abyśmy dzięki temu nawróceniu mogli otrzymać jego owoc: miłość. Zapominamy, że ostatni może stać się pierwszym. Na końcu, w Dniu Sądu, wszyscy będziemy sądzeni według wielkości miłości, jaką mieliśmy na ziemi. Miłości jednak brakuje. Wielu głosi Ewangelię, która opiera się na miłości, ale głosząc ją nie działają zgodnie z Ewangelią. Nie jest więc dziwne, że Bóg wkracza. Ci, którzy nie czytają orędzi, a przeciwstawiają się im, to ci, którzy nie żyją zgodnie z Ewangelią i w ten sposób łatwo nam ich rozpoznać. Nie kochają Boga. Za każdym razem, kiedy Bóg wkracza (a jest to znakiem, że ci, których On wybrał na stróżów odpowiedzialnych za Jego owieczki, nie spełniają swego zadania) właśnie oni czują się zagrożeni. Kiedy Bóg interweniuje, aby mówić do nas i nas napominać, wielu okazuje brak pokory.

Pismo mówi: „Ci, którym o Nim nie mówiono, zobaczą Go, i ci, którzy o Nim nie słyszeli, poznają Go” (Rz 15,21). Pismo nigdy nie kłamie.

Vassula 

Stella Maris nr 361 (lipiec/sierpień 2000) str. 13-14. Przekład z franc. za zgodą Wydawnictwa du Parvis


3
Vox Domini

List Czytelniczki

Droga Vassulo,

Piszę do ciebie z San Antonio, z Teksasu, aby Ci przekazać, jak jestem ci wdzięczna za twoje piękne oddanie i służbę dla naszego Boga w Najświętszej Trójcy...

Czytam dopiero siódmy tom. Poznaję twoje odczucia i łzy, kiedy ludzie odrzucają te orędzia, nie wierząc, że to są słowa żyjącego Jezusa; czuję smutek w sercu z powodu tego prześladowania, które musisz przechodzić i wyobrażam sobie, jak się czujesz będąc prześladowaną...

Oto moje osobiste świadectwo:

Pewnego dnia mój tata, wspaniały człowiek, dał mi książkę z orędziami Anioła Daniela. Znalazł ją w małym sklepie i przeczytał. Następnie zakupił wszystkie tomy „Prawdziwego Życia w Bogu”. Zabrałam tę pierwszą książkę do pracy pewnego dnia i przeczytałam całą przed obiadem. Nigdy wcześniej nie czytałam książki religijnej z przyjemnością, a tę – tak! Kiedy skończyłam czytać – ucałowałam ją.

Następnie pojechałam coś zjeść. W trakcie jazdy powiedziałam w myśli do Jezusa: “Dzięki Ci, Boże, za Twe piękne słowa”. Czułam się taka szczęśliwa i kochana. Wtedy, zupełnie niespodziewanie i nagle coś zaiskrzyło i ujrzałam błyski światła wystrzelające z mojego radia i usłyszałam dźwięki podobne do odgłosów burzy. Byłam zaskoczona i zadrżałam ze strachu, z powodu tego, co działo się z moim samochodowym radiem. Po czym nagle usłyszałam następujące słowa utworu płynącego z mojego radia: „W ramionach Anioła znajdziesz spokój”.

Nie potrafiłam zapanować nad wzruszeniem. Po tym wydarzeniu poszłam coś zjeść, ale cały czas byłam w szoku z powodu tego, w jaki sposób Bóg potwierdził prawdziwość Swych Słów. Potem wróciłam do pracy.

Popołudniu, jadąc samochodem do domu powiedziałam Bogu:

„Ty wiesz, Boże, Ty oczywiście wiesz, jak zwrócić moją uwagę. Zrobiłeś to poprzez muzykę, bo wiesz jak ją kocham.” Powiedziałam jeszcze: „Boże, Ty wiesz, że nie potrzebowałam żadnego znaku, aby przekonać się, że te słowa pochodzą od Ciebie. Uwierzyłam, że tylko Ty możesz mówić do nas z taką Miłością. Niemniej jednak dziękuję Ci za tak piękny znak.”

Wtedy nagle skończyła się piosenka w radiu i zaczął się spokojny, piękny utwór (na stacji raczej hard-rockowej) i jakiś człowiek zaczął śpiewać łagodnym głosem:

„Tęsknię do tego w jaki sposób zwykle mówiliśmy ze sobą, nie rozmawiamy już w taki sposób. Mów do mnie, przyjdź do mnie. Pragnę cię usłyszeć.”

To właściwie nie była piosenka, a raczej nie rymujące się słowa i melodia. Znowu zaczęłam płakać, ponieważ uświadomiłam sobie, jak jestem nie warta Miłości Jezusa i Jego współczucia. Ale tak ogromnie cieszę się będąc świadoma tego, że mnie kocha i że jeszcze mnie nie porzucił! Nasz Pan poruszył mnie dzięki twemu wstawiennictwu, Vassulo, i jestem za to wdzięczna.

Moje życie jest teraz tak inne. Szukam tylko skarbów Bożych, Nieba, a nie bogactw materialnych, ziemskich czy osobistych sukcesów. Nie mogę uwierzyć, że dotąd moje życie było materialistyczne i zakłamane w dziedzinie religijnej. Przywykłam myśleć, że Bóg mnie kocha, skoro mam bogatego męża, dwoje pięknych dzieci i wiele dóbr. Myślałam sobie, że miałam to wszystko, gdyż Bóg mnie kocha. Myślałam też, że zasłużyłam na te wszystkie drogie rzeczy.

Ale wtedy moje życie zaczęło się zmieniać. W moim małżeństwie zaczęło się coś psuć, z powodu kłamstw straciłam dzieci, którymi zajął się mój mąż, straciłam pracę. Pomyślałam, że zostałam na pastwie losu.

Po kilku miesiącach udało mi się jednak znaleźć dobrą pracę, polegającą na świadczeniu usług dentystycznych dla ludzi ubogich w naszym mieście. Nie zarabiam teraz tak dużo jak kiedyś, ale jestem duchowo przebudzona. Jestem przekonana, że Bóg musiał dopuścić to wszystko, aby mnie obudzić z mojego snu. Wiem, że mam do przebycia długą drogę, zanim Bóg będzie ze mnie zadowolony, ale ciągle się staram, więc będę mogła dotrzeć do Nieba! Nie mogę doczekać się na resztę Jego Orędzi. I jeszcze raz dziękuję ci, że spełniłaś Boże pragnienia. Zawsze będę o tobie pamiętać w moich modlitwach.

Niech Bóg cię błogosławi, Vassulo!

N. N.


PROMOCYJNA SPRZEDAŻ „Prawdziwego Życia w Bogu” od 10 listopada 2000 do 10 lutego 2001

Spośród osób, które w okresie od 10 listopada 2000 do 10 lutego 2001 zakupią bezpośrednio w Wydawnictwie komplet książek „Prawdziwe Życie w Bogu” (zamawiając przesyłkę za zaliczeniem pocztowym) wylosujemy nagrody. Nagroda główna to pielgrzymka do Medziugorja w roku 2001. Termin wyjazdu – do uzgodnienia z Wydawnictwem.

W przypadku rezygnacji z wyjazdu, z powodu braku paszportu, choroby lub innych okoliczności, nagrodę główną można odstąpić jedynie najbliższym członkom rodziny. Nie można jednak otrzymać równowartości pieniężnej za niewykorzystany wyjazd.

Czas i miejsce losowania zostaną podane w terminie późniejszym. Aby wziąć udział w losowaniu należy wypełnić i odesłać kupon konkursowy na nasz adres, zaznaczając na kopercie: <KONKURS>.

O Medziugorju i pielgrzymkach do Medziugorja – str. 10-13.


4
Vox Domini


Rozmyślanie na koniec roku

René Lejeune

Cztery kolumny wiary chrześcijańskiej

We współczesnym społeczeństwie najwyraźniej daje się słyszeć podstawowe pytanie:

«Kim jestem?»

Coraz liczniejsze osoby podnoszą tę kwestię. Ich spojrzenia ujawniają lęk.

W istocie pytanie to pozostaje bez odpowiedzi poza perspektywą religijną. Wiara chrześcijańska odpowiada na nie w sposób całkowicie satysfakcjonujący i cudowny dla serca, lecz także wymagający w odniesieniu do konkretnego życia.

Pierwsza kolumna naszej wiary

Otwórzcie Biblię na pierwszej stronicy. Znajdziecie tam werset najważniejszy z około 1500 stron. Najważniejszy dlatego, że cała reszta dla człowieka od niego zależy. Cała historia zbawienia, włączywszy wcielenie Boga w Jezusa, Jego ogłoszenie Dobrej Nowiny, Jego śmierć na Krzyżu i Zmartwychwstanie. Ten werset, czy raczej te dwa wersety, to z Księgi Rodzaju 1,26-27:

„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”.

Oto centralna kolumna naszej chrześcijańskiej wiary. Pobudza ona zaraz, bardzo logicznie do postawienia kolejnego pytania:

«Kimże zatem jest Bóg?»

Na pytanie to odpowiada apostoł Jan, ten, którego Jezus tak szczególnie miłował. To on siedząc obok Niego podczas Ostatniej Wieczerzy, stawiał sobie pytanie: kto spośród nich ośmieli się zdradzić Pana i słuchał przyspieszonego rytmu Serca Jezusa.

DRUGA KOLUMNA

To ten właśnie apostoł ośmielił się zdefiniować Boga w trzech nieśmiertelnych słowach (1 J 4,8):

«Bóg jest Miłością».

Jak słońce jest światłem i ciepłem i aż po kres czasów będzie zawsze dawać swe światło i ciepło, tak samo Bóg, który jest miłością, będzie zawsze, ponad czasem, promieniował miłością. Samą miłością i niczym innym tylko miłością.

Nasze szczęście – i nieszczęście – polega na tym, że miłość wymaga porywu serca. Tego porywu nie można nakazać. On wymaga wolności. Z niej wypływa błogosławione źródło wszelkiego szczęścia. Z niej też wypływa zatrute źródło zła. Wolność wymaga wyboru. Lucyfer wybrał, aby już nie służyć Miłości. I po nim wielka liczba istot ludzkich, których się uczynił „zabójcą od początku” (J 8, 44), wybrała odrzucenie miłości, będąc posłuszna raczej „ojcu kłamstwa” (J 8,44) niż Bogu miłości. Skąd bierze się ta potworna decyzja człowieka? Stąd, że ten ojciec prowadzi po drodze szerokiej, łatwo dostępnej. idzie się nią naprzód wygodnie, a tymczasem droga Ojca Niebieskiego, droga miłości, jest wąska i uciążliwa.

TRZECIA KOLUMNA

Trzecia kolumna wiary chrześcijańskiej wiąże się z pytaniem:

«Czym jest miłość?»

Gdyby zgromadzić wszystkie książki, których tematem jest miłość, byłaby potrzebna wielka biblioteka, aby się zmieściły na jej półkach. Nawet jeśli w tym ogromnym zalewie jest kilka bryłek złota, wszystkie te bryłki zgromadzone w jedno nie są jednak warte trzynastu wersetów, jakie św. Paweł poświęcił konkretnej definicji miłości. Każdy chrześcijanin powinien nauczyć się tego tekstu na pamięć. Co niedzielę powinien czytać ponownie te trzynaście wersetów trzynastego rozdziału Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian. Cieszyć się działaniami, jakie były zgodne z wymogami miłości, żałować tego, co ją zraniło. To tak i tylko tak czyni się postępy na uciążliwej drodze świętości, to inne słowo określające prawdziwą miłość.

CZWARTA KOLUMNA

Czwarta kolumna, na której wznosi się promienna budowla wiary chrześcijańskiej to: szkoła Pana. On zachęca nas serdecznie: «Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.» (Mt 11,29b) I żeby porwać nas za sobą mówi: «Weźcie moje jarzmo na siebie... Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.» (Mt 11,29a.30)

W szkole Pana uczymy się włączać w Jego życie, opanowywać te dwie życiowe cnoty: łagodność i pokorę. W tej szkole jesteśmy uczniami aż do ostatniego tchnienia. Chrześcijanin nigdy jej nie opuszcza. Jesteśmy jednak chrześcijanami jedynie dzięki tej nauce, dzięki czynionym postępom.

Nie łudźmy się, nie ulegajmy urokom fałszywych pozorów: jesteśmy autentycznymi chrześcijanami jedynie wtedy, gdy czynimy postępy na drodze miłości takiej, jaką zdefiniował apostoł. I czynimy rzeczywiste postępy na tej drodze tylko wtedy, gdy naśladujemy Jezusa. Ono streszcza całą chrześcijańską wiarę. Ono stanowi syntezę całej teologii. Rozumiejąc to, wprowadzając to w wasze życie codzienne, będziecie żyć dosłownie całą Ewangelią i będziecie mistrzami całej teologii, będąc dzięki temu autentycznymi uczniami Jezusa Chrystusa.

WYRZUT SŁUCHACZKI

Niedawno wygłaszałem konferencję na temat, o którym tu piszę. Na koniec spotkania podeszła do mnie pewna słuchaczka, aby ze mną porozmawiać. Spojrzenie zaniepokojone i pytające. Mówi do mnie, czy raczej pyta mnie:

„Skoro cała Ewangelia streszcza się w wersecie 11,29 św. Mateusza i w 13 rozdziale Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian, na cóż więc się przydaje rozmyślanie nad Starym i Nowym Testamentem?”

Odpowiedziałem jej: „Proszę Pani, ja nie mówiłem, że Ewangelia streszcza się w tych dwóch cytatach. Ewangelii nie można streścić. Ona sama jest krótkim streszczeniem tematów, słów, wypowiedzi, jakie Jezus wygłaszał podczas trzech długich lat swego publicznego życia i podczas czterdziestu dni pomiędzy Zmartwychwstaniem i Wniebowstąpieniem. Pisząc w 21 małych rozdziałach opowiadanie swej wersji Ewangelii apostoł Jan kończy zresztą tymi słowami: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (J 21,25). Jan nie potrafił wyrazić tych fal, jakie wylewały się z jego serca inaczej, jak tylko tym środkiem przesadnym, przenośnią często używaną na nasłonecznionych ziemiach śródziemnego wschodu. To, co powiedziałem, droga Pani, to to, że każda wiara chrześcijańska znajduje odzwierciedlenie w tych dwóch fragmentach. Jeśli znałaby Pani jedynie te dwa fragmenty i wcielała je w życie, byłaby Pani doskonałą uczennicą Chrystusa. Przeciwnie, gdyby znała Pani na pamięć całą Ewangelię, a nawet Biblię i gdyby całe życie codzienne było w opozycji lub po prostu w oddaleniu od tych dwóch fragmentów, nie mogłaby Pani w żadnym wypadku powoływać się na Chrystusa ani nawet określać siebie jako chrześcijankę. Ściślej biorąc: byłaby Pani chrześcijanką z imienia, lecz nie z czynu.”

Spoglądając na mnie smutnym spojrzeniem powiedziała:

„W takim razie lepiej przejść na islam. Tam wystarczy mechaniczne spełnianie przepisanych obrzędów, żeby być uznanym za dobrego muzułmanina.”

„Ależ tak – mówię jej – życie chrześcijańskie to coś zupełnie odmiennego od rytuałów. One są jedynie ozdobą na tunice bez szwów, jakie przywdziewają uczniowie Jezusa. Pan jest strasznie wymagający wobec swoich. Wymaga od nich tego, co niemożliwe. Rzeczywiście jeśli dwa wspomniane fragmenty są jeszcze dla nas osiągalne z wielką trudnością, to prawdą jest, że jego ostateczne wymagania takimi nie są. Oto one: ‘Miłujcie waszych nieprzyjaciół i czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą’ (Łk 6,27). I Jezus wyjaśnia: ‘Powiedziano wam: „będziesz miłował twego bliźniego, a nieprzyjaciela będziesz nienawidził”.; Ja zaś wam mówię: „Kochajcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,43-44). Jezus stawia nas na zewnątrz, w opozycji do wszelkiej religii. Jego cel: budowanie z uczniami przez wieki Królestwa Bożego na ziemi. Wspaniały, cudowny cel. Czyż stawka nie jest warta tego, by uczniowie poświęcili swe życie?”

„Po co? – pyta niewiasta – Przecież jesteśmy do tego niezdolni. Dwadzieścia wieków historii chrześcijaństwa tego dowodzi...”

„Proszę nie zapominać, że skoro Jezus wymaga nawet tego, co niemożliwe, to jest też nieskończenie miłosierny. Niech to pani nie zniechęca do postępowania naprzód każdego dnia na drodze jego wymagań. Jeden mały krok co dnia, a we wszystkie niedziele – rewizja życia z minionego tygodnia. W końcu ujrzy pani, że wszystko jest możliwe. To nawet wcale nie jest trudne. A to jest źródło tak wielkiej radości...”

Po tych słowach kobieta odeszła próbując się uśmiechnąć.

METODA MAŁYCH KROKÓW

Nikt nigdy nie będzie zdolny zbudować swego życia z dnia na dzień na czterech kolumnach wiary chrześcijańskiej. Jeśli macie zamiar zbudować dom, nigdy nie uczynicie tego z dnia na dzień. Trzeba go zbudować kamień po kamieniu. Podobnie jest z życiem chrześcijańskim, z prawdziwym życiem w Bogu. Trzeba stawiać kamień na kamieniu i nie zadowalać się niesieniem w swym duchu mglistej sylwetki chrześcijańskiej siedziby, w jakiej chcielibyście mieszkać.

Stawiać kamień na kamieniu w życiu chrześcijańskim to metoda małych kroków. Przyłożona do trzynastego rozdziału Listu do Koryntian oznacza, że jeśli brak wam zwyczaju bycia cierpliwym (to niestety mój przypadek!), to właśnie dziś postaracie się co najmniej jeden raz zapanować nad odruchem zniecierpliwienia. Lub jeszcze jeśli jesteście ludźmi chowającymi urazy, to przy najbliższej okazji postaracie się wyrwać ze swego serca odrobinę rozgoryczenia, urazy wobec bliskiego lub znajomego, który was obraził. Lub jeśli niezasłużone nieszczęście spotka osobę, którą nienawidzicie, za wszelką cenę unikniecie powiedzenia: „Dobrze jej tak!” I tak ugnieciecie swe serce, aż wszelki ślad niechęci, wstrętu lub nieżyczliwości zostanie z niego wyrzucony. Tak, nawet najmniejszy ślad.

Wierzcie mi, nie jestem tylko dawcą dobrych rad. Pisząc te linijki spoglądam równocześnie na siebie. To rodzaj zastanowienia w świetle słów Jezusa i Jego apostoła powalonego na ziemię przez miłość na drodze do Damaszku. Ileż jeszcze muszę zrobić postępów na mojej drodze życia! Ja wcale nie jestem u kresu mojej drogi do Damaszku.

To, co wiem, to co wy wiecie, to, że w dniu Sądu Boski Sędzia będzie nam zadawał pytania. Zapyta mnie o to, czy wprowadzałem w życie prawdziwą miłość do bliźniego, szczególnie potrzebującego, cierpiącego, małego, zagłodzonego, uwięzionego, chorego, obcego. W uzupełnieniu fragmentów już cytowanych z Nowego Testamentu trzeba ponownie przeczytać i często rozmyślać nad rozdziałem 25, wersety od 31 do 46 Ewangelii wg św. Mateusza. Potem zastanówmy się nad licznymi pytaniami, jakie sobie stawiamy w odniesieniu do naszego życia i porównajmy je z tymi, jakie zostaną nam postawione w dniu sądu ostatecznego. Będziecie zaskoczeni, jak za każdym razem ja sam jestem zaskoczony, rozmyślając nad tymi wersetami z Ewangelii według św. Mateusza.

Można tu wyciągnąć następujące pouczenie: wyeliminujmy po trochu to, co niepotrzebne i zorganizujmy powoli nasze życie chrześcijańskie w świetle piętnastu wersetów pierwszego ewangelisty. Wciąż stosujmy metodę małych kroków. To pedagogia pewna, w zasięgu ludzkiej ręki. Gwarantuje sukces.

TAJEMNICA PUSTELNIKA

Przed wielu laty odwiedziłem w Południowych Alpach starego pustelnika. Jan M. był osobą świecką. Odważył pewnego dnia, w latach pięćdziesiątych, porzucić życie pociągające z zewnątrz, lecz które mu się wydawało od wewnątrz nie do zniesienia: ubogie i próżne. Zapytałem go:

– Unika pan ludzi i wyrzeka się rzeczy. Co pana skłoniło lub zmusiło do odrzucenia życia w letargu i w złocie?

– W głębi duszy słyszałem jakby tajemniczy głos, który mnie często wołał: „Życie jest tylko jedno, co ty uczyniłeś ze swoim? Zastanów się i módl.” Czasem miałem wrażenie, że to był głos mojej matki, świętej niewiasty, bardzo pobożnej. Umarła, kiedy miałem piętnaście lat. Piętno, jakie na mnie wywarła, jest nie do zatarcia. Pewnego dnia postanowiłem zastanowić się nad tym głosem poważnie. Modliłem się gorliwie, aby Pan udzielił mi łaski jasnego widzenia. Potem podjąłem ostateczną decyzję wykonania wielkiego skoku w nieznane.

– Czy zaistniała jakaś nagła przyczyna?

– Tak, moja modlitwa opierała się głównie na rozmyślaniu nad Ewangelią. Stale trafiałem na fragment Ewangelii według św. Łukasza 14,26-27: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.” Ponieważ takie jest Słowo Boga, w dniu mojej nieodwołalnej decyzji przyjąłem je dosłownie.

– Co pan znalazł w „nieznanym”?

– Wewnętrzny pokój i niezrównany smak Biblii. Po rozmyślaniu nad nią przez całe lata chciałem z niej uzyskać pokarm najbardziej pożywny. Wybrałem trzy fragmenty Nowego Testamentu jako pokarm dla mojego codziennego życia, jako moją gwiazdę betlejemską i moje wewnętrzne słońce.

– Jakie to fragmenty?

– Najpierw trzy nieśmiertelne słowa, które definiują Pana: „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). To niewyczerpana otchłań do rozmyślania, kontemplacji, wewnętrznego wzrostu. To obszerniejsze niż kosmos, którego człowiek nigdy nie będzie mógł całkowicie przebadać.

Drugi fragment to hymn o miłości św. Pawła (1 Kor 13). Żyjąc w samotności nie mogłem jej już wcale praktykować. Jednakże posiadłem łaskę stałego orędowania, aby wzrastała w świecie, a przede wszystkim pośród chrześcijan „światłość świata”. Trzeci fragment to Jan 16,7-15. Jezus mówi w nim m. in. o Duchu Świętym: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.”

*

Codzienna medytacja tych tekstów otworzyła mój umysł i serce na szersze horyzonty. I to oświecenie trwa... Jeśli ten artykuł ujrzał światło dzienne, jestem za to winien wdzięczność staremu pustelnikowi, którego spotkałem pięknego majowego dnia, w 1972 roku. Bazą tego artykułu są Słowa Boga, metoda należy do Jana M., nawet jeśli fragmenty są odmienne. Słowo Boga jest niewyczerpanym źródłem rozmyślań. Jan M. odszedł do Domu Ojca w 1988 r. Miał 90 lat. Jestem mu wdzięczny za przybliżenie w pewien sposób Biblii, czego dowodzi ten artykuł.

 Stella Maris lipiec/sierpień 2000, str. 18-20. Przekład z franc.: E.B.


5
Vox Domini

Z Ewangelii według św. Łukasza (12,35-38):

«Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy bądźcie podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.

Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.»



Żyjąca księga Miłości Miłosiernej,
czyli słowa Jezusa do małych dusz

Nie brak w dzisiejszych czasach słów kierowanych do człowieka przez Boga. Bóg przypomina o Swoim istnieniu, wzywa, napomina, ocala. Niejeden z naszych czytelników zna już także «Orędzie Miłości miłosiernej do małych dusz», czyli dziennik żyjącej w Belgii Małgorzaty, rozpowszechniany od wielu lat na świecie, również w Polsce.

Światło nie jest po to, aby stało pod korcem

To Orędzie Jezusa, kosztowny prezent Pana dla Jego małych dusz, jest przeznaczony do dawania braciom i siostrom w wierze. Nie może więc w żadnym wypadku być trzymany pod korcem. Dlatego na szczególne żądanie Jezusa jest ono niestrudzenie rozpowszechniane w świecie, aby Dzieło, które do Niego należy – bo Jezus nieustannie dopomina się o pozostawienie Mu prawa do tego Dzieła – mogło się coraz bardziej rozwijać. Nawet kiedy Małgorzata pragnęła w roku 1965 nazwać swój dziennik „Orędzie Miłości Miłosiernej do małych dusz” Jezus powiedział jej:

«Ja pragnę, aby książkę nazywano: ‘Żyjącą księgą Miłości miłosiernej’ (...)

To miłość znana z Ewangelii, wyrażona w sposób serdeczny, bez przeinaczania Prawdy. Czyni ją raczej bliższą ludziom tego czasu, pozbawionym prawdy i miłości.

Nie dodaje niczego do tego, co zostało powiedziane, to „Ewangelia”, lecz sprawia, że wyłania się więcej z tego, co w niej zostało napisane. I to jednym z tych małych, o jakich mówi Pismo, jakim się posłużyłem, aby ponownie ukazać światu Ewangelię i nauczyć tego, o czym zapomniał.

Żyjącej księdze miłości miłosiernej nie można dorównać. Można ją najwyżej naśladować... Moje małe dzieci, sprawcie, że ‘orędzie’ będzie bardziej znane, dopóki jest jeszcze czas» (12.07.92)

ORĘDZIE JEZUSA DO MAŁYCH DUSZ TO PRZEDE WSZYSTKIM:

wezwanie Jego Miłości skierowane do ludzi

„Przesyłam wam Moje Orędzie miłości. Zgłębiajcie jego doktrynę i wprowadzajcie ją w życie” (4.11.1966).

„Tam gdzie to orędzie przeniknie, ogrzeje dusze swym płomieniem miłości”. (12.01.67)

„Ja jestem Miłością, która jako jedyna może was zaspokoić. Cała reszta to nicość i przynosi jedynie rozczarowania i żale”. (10.02.1967)

...w świecie, który się od Niego oddalił.

 „Każdy dzień przynosi coraz więcej dowodów zniszczenia obecnego świata” (20.04.67)

„Pokój na świecie jest zagrożony. Ale o ileż bardziej pokój serc” (29.04.1967).

„Sumienie w wielu duszach jest całkowicie zniszczone” (1.01.1968).

„Cień zniszczenia wisi nad światem. Jeśli narody się nie nawrócą, niech oczekują na poważne nieszczęścia na ziemi, na morzu i w przestworzach. Dumne i zarozumiałe niech uważają, kiedy uwalniają siły zła, aby one ich samych z kolei nie zniszczyły. Ja jednak nie opuszczę Moich wiernych.” (15.01.1967)

Jezus chce ocalić dusze...

„Przychodzę poprzez ciebie, Moje małe dziecko, wstrząsnąć apatią ludów, obojętnością przeciętnych chrześcijan, ożywić miłość czystych serc” (16.04.1970).

„Jestem dobry i miłosierny, dlatego zważam bardziej na dobro, jakie mi się czyni, niż na zło, jakie mi się wyrządza. Moja sprawiedliwość lubi zacierać się w obliczu Mojego miłosierdzia. Oto dlaczego pragnę armii małych dusz, które będą się serdecznie jednoczyć pomiędzy moją sprawiedliwością, a grzesznikami pod wodzą Mojej Matki-Królowej” (20.7.67).

...przy udziale Legionu małych Dusz.

Z pism autobiograficznych św. Teresy z Lisieux wiemy o jej gorącym pragnieniu, aby Pan utworzył „legion małych dusz”. Marii-Ange z Arras Jezus powierzył pragnienie powstania takiego Legionu. A 1 kwietnia 1967 powiedział Swej posłanniczce Małgorzacie:

„Wierz, że to jestem Ja. Nie wątp w to. Uformujesz Zgromadzenie Małych Dusz Miłosiernego Serca Jezusa”.

„Przeciw legionowi szatana uformujcie legion małych dusz (...). Waszą bronią będzie miłość” (10.10.1967).

„Wierz w moc Mojej miłości. Ufaj jej. Orędzie to jest rzeczywiście przedłużeniem i pogłębieniem działania terezjańskiego w duszach (22.07.1971).

„Legion małych dusz jest mentalnością duchową, którą pragnąłbym widzieć we wszystkich dziełach i we wszystkich narodach. Wszystko czynić z miłości (...). Jednoczcie się, moje małe dzieci, porzućcie ducha krytyki, który nie przystoi dzieciom tego samego Ojca. Dzieło małych dusz jest dziełem światowym, oczywiście: kwestionowanym, lecz rzeczywistym, gdyż jest Moim Dziełem.” (30.03.1973).

Legion małych dusz: RUCH MODLITWY I APOSTOLSTWA

Najlepiej znany jest oczywiście w diecezji Liege, w Belgii, gdzie został założony w 1971 r. jako organizacja bez celu dochodowego. Jednak Legion Małych Dusz przekroczył już granice, rozszerzając się po świecie.

Chodzi o ruch życia ewangelicznego, dzieło powszechnej miłości, który ma korzenie w objawieniu prywatnym danym przez Jezusa jego założycielce Małgorzacie i rozpowszechnianym jako „Orędzie miłości miłosiernej do małych dusz” (z imprimatur biskupa Liege od początku r. 1971).

Dzieło to pragnie być włączone w życie Kościoła i podporządkowuje swą całą działalność Ewangelii i nauczaniu Kościoła, proponowanemu przez Magisterium, czyli Papieża oraz biskupów zjednoczonych z Papieżem.

Jego centrala jest w Chevremont, blisko Liege, w pobliżu Bazyliki i klasztoru Ojców karmelitów. Legion małych dusz został uznany przez biskupa van Zuylen’a jako prywatne stowarzyszenie wiernych w listopadzie 1983 r.

Samo Orędzie tłumaczone jest obecnie na 30 języków (w tym na rosyjski, chiński, liczne dialekty hinduskie, arabski, japoński). Liczne świadectwa pochodzące z rozmaitych krajów, przesyłane posłanniczce i do centrali, dają świadectwa o głębokich nawróceniach dokonanych za sprawą tego dzieła.

Kiedy Legion rozszerzał się w coraz liczniejszych diecezjach, konieczne było opracowanie kanonicznych statutów stowarzyszenia dla dostosowania ich do nowej sytuacji. Nowe statuty zostały zatwierdzone przez bpa Houssiau w marcu 1993 r., potwierdzając na nowo zatwierdzenie Legionu w łonie Kościoła.

Małe dusze – oprócz rozszerzania słów Miłosiernego Serca Jezusa – mają grupować się w „wysepki świętości” w łonie parafii.

„Powiedziałem i powtarzam: Małe dusze mogą ocalić świat. Formujcie wszędzie wysepki świętości. Kilka świętych dusz w parafii może ocalić tę parafię. Liczne parafie posiadające święte dusze mogą ocalić kraj” (5.12.67).

Gromadzą się przynajmniej jeden raz w miesiącu, aby odmówić modlitwę różańcową, zaczerpnąć sił z adoracji Chrystusa w Najświętszym Sakramencie i z rozmyślania nad słowami Ewangelii i Orędzia. Charakterystycznymi punktami duchowości tych spotkań jest wprowadzenie do duchowego dziecięctwa śladem św. Teresy od Dzieciątka Jezus i zasłuchanie się w Orędzie Miłości Miłosiernej do małych dusz. W ten sposób zasilona mała dusza powraca do swej rodziny, do pracy i do dzielnicy z pragnieniem przekazywania wokół siebie otrzymanej Miłości. Wywołuje miłość do Kościoła i daje szczególne świadectwo swej wierności do Papieża i jego nauczania.

Doroczne zgromadzenie międzynarodowe gromadzi w ostatnią niedzielę miesiąca sierpnia tysiące małych dusz ze wszystkich narodów wokół Posłanniczki Jezusa w błogosławionym miejscu w Chevremont w czasie dnia braterskich spotkań i modlitwy.

Informacja za: Stella Maris październik 2000, str. 20-21.

http://www.male-dusze.com.pl


6
10/2000

Zza więziennej kraty... 

JUBILEUSZOWY LIST DO MATKI BOŻEJ

Najświętsza Niepokalana Maryjo, zawsze Dziewico! Najukochańsza Matko z Matek, Jasnogórska Pani i Królowo!

Maryjo, Niepokalana Święta Boża Rodzicielko, która jesteś naszą Matką i Królową, która przed dwoma tysiącami lat, za sprawą Ducha Świętego, dałaś nam swego Syna Jezusa Chrystusa, a Pana naszego, który jest naszym Zbawicielem. Potem w całym życiu pozwoliłaś się prowadzić przez Jego wewnętrzne działanie, dlatego jawisz się nam jako niewiasta posłuszna głosowi Ducha Świętego. Następnie, przeszło 600 lat temu, zapragnęłaś zamieszkać na naszej polskiej ziemi w małym kościółku na wzgórzu Jasnej Góry nieopodal Częstochowy, gdzie króluje Twe oblicze aż po dzień dzisiejszy.

Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo!

Oto ja Paweł, niegodny grzesznik, przebywający we wronieckim więzieniu, gdzie odbywam karę długoletniego pozbawienia wolności, bo aż 13 lat, postanowiłem w tym pięknym i wspaniałym Roku Jubileuszowym 2000, roku wielkiej łaski od Pana, napisać te oto słowa do Ciebie, Kochana Mamusiu – jako moje świadectwo:

Rozpoczynając ten list-świadectwo, muszę sam siebie zapytać: czym jest moja miłość do Ciebie, Najświętsza Panienko i Matko Jezusa Chrystusa? Czy nie ulotnym ptakiem, który odlatuje, ale zawsze powraca?

Najukochańsza Matko z Matek, ze wspaniałego Twego wizerunku w pięknym obrazie znajdującym się w tutejszej kaplicy pod wezwaniem Św. Krzyża, spoglądasz na nas grzeszników, którzy ranią Twe Matczyne Serce. Toteż ja, niegodny grzesznik, upadam na kolana u Twoich stóp i przed Jezusem Chrystusem, którego nam dałaś dwa tysiące lat temu, upadam, aby się modlić i prosić o wszelkie łaski dla najbardziej potrzebujących; o miłość, jedność i wierność w rodzinie; o szacunek dla życia; o szacunek i poszanowanie dla drugiego człowieka; o Bożą pomoc dla tych, którzy jeszcze nie poznali Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego; za chorych i cierpiących, oraz za więźniów, aby mogli uwierzyć w to, że jesteś naszą Matką i w Twoją matczyną miłość.

Niepokalana Maryjo, która jesteś naszą i moją Mamusią, dziękuję z całego serca, że pozwoliłaś mi, grzesznikowi, mimo iż przebywam od długich lat w zakładzie karnym, stać się prawdziwym uczniem Twego Syna Jezusa przez przykład i modlitwę, a także za to, że z matczynej miłości przytuliłaś mnie do Swego serca i przygarnęłaś pod Swój płaszcz miłości. Tak więc stałem się Twym czcicielem i rycerzem. Stało się to w samo święto Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, 11 czerwca 1998 r., przy Klasztorze OO. Franciszkanów w Niepokalanowie.

Jasnogórska Pani i Hetmanko, od tamtego czasu wszystkie moje sprawy takie jak: smutki, radości, bóle, cierpienia, zdrowie i wiele innych, oddaję w Twoje Matczyne i czcigodne ręce, abyś nimi rozporządzała. Dlatego też staram się, aby wszystko, co robię, było przez Ciebie, z Tobą i w Tobie.

O Maryjo, o, Czcigodna Królowo Najświętszego Serca Jezusowego, dzisiaj przed Twym obrazem mogę śmiało i głośno powiedzieć, że rozróżniam, czym jest zło i dobro.

O Niepokalana Dziewico, Ucieczko biednych grzeszników, okaż Swą łaskę i daj nam odczuć, że jesteś Matką i Królową całego globu ziemskiego oraz Matką wszystkich więźniów całego świata i polskich zakładów karnych i aresztów śledczych, ponieważ i oni są Twymi dziećmi.

Kochana Mamusiu, która znajdujesz się w Jasnogórskim Klasztorze-Sanktuarium, Sanktuarium Narodowym Polski, pod opieką Ojców Paulinów, jesteś naszą Orędowniczką, Pośredniczką i Pocieszycielką u Swego Syna Jezusa Chrystusa, jesteś także ucieczką biednych grzeszników. Jestem głęboko wzruszony Twoimi wspaniałymi cudami, jakie okazałaś i okazujesz Swemu biednemu ludowi przez Twą Miłość. Przez te wszystkie dzieje historii, przez jakie przechodził naród polski, dzięki wytrwałej wierze w Boga i Niepokalaną Maryję, mamy w końcu wolną i niepodległą Polskę, na którą tak długo czekaliśmy.

Matko Boża, Niepokalana Maryjo, Ty sama wiesz najlepiej, ilu za Twym pośrednictwem poznałem wspaniałych ludzi takich jak: ksiądz kanonik: tutejszy kapelan, bracia Franciszkanie z WSD we Wronkach, którzy tutaj przychodzą głosić Dobrą Nowinę o Zmartwychwstałym Chrystusie, bracia i siostry z Odnowy w Duchu Świętym – z Bractwa Więziennego oraz bracia i siostry z Wydawnictwa Vox Domini, dzięki którym otrzymuję wspaniałe pismo, jakim jest „Vox Domini”, i wielu innych ludzi. Dziękuję Ci, Matko, za tych wspaniałych ludzi, którzy stanęli na mej drodze, tu, w więzieniu.

Ze wszystkimi braćmi i siostrami modlę się w naszej małej, ale jakże wspaniałej i ciepłej kaplicy przed Twym obrazem i przed Krzyżem, na którym oddał za nas życie Twój Syn, a nasz Pan Jezus Chrystus, dla naszego zbawienia. Dlatego mój krzyk największego ubolewania zamieniam w krzyk nadziei i oczekiwania na lepsze życie tutaj w więzieniu, i na wolności, kiedy opuszczę te mury.

Najświętsza Niepokalana Maryjo, bądź naszą i moją Przewodniczką życia, naszą Matką w niepewności, naszym światłem w ciemności, bądź naszym i moim ratunkiem i obroną w nieszczęściu, bądź naszą Matką przy Sercu Twego Syna Jezusa Chrystusa w ciągu naszego ziemskiego życia.

Kochana Mamusiu, oddanie się Jezusowi Chrystusowi, może jednak dokonać się za Twoim pośrednictwem, gdyż jesteś „przeźroczysta”, nie zatrzymując mnie dla siebie, prowadzisz mnie do swego Syna Zbawiciela, który jest Twoim i moim Panem. O Matko Boża, gdy ofiaruję się Tobie, Niepokalana Maryjo – ofiaruję się Bogu. Dlatego wierzę, że to właśnie Jasnogórska Maryja jest tą wspaniałą Matką, którą dał mi Bóg.

 Paweł Władysław F. Z.K. Wronki



Ostatnie dni Jubileuszu i ostatnia szansa zyskania specjalnego odpustu. Wydarzenia w Watykanie 2000/2001:

l 24 grudnia – Bazylika św. Piotra Msza w nocy.

l 25 grudnia – Uroczystość Narodzenia Pana: Bazylika św. Piotra Msza w dzień, Błogosławieństwo Urbi et Orbi

l 31 grudnia – Bazylika św. Piotra, czuwanie modlitewne w oczekiwaniu na III tysiąclecie

l 1 stycznia 2001 – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki: Bazylika św. Piotra, Msza św. Światowy Dzień Pokoju

l 5 stycznia – Wigilia Uroczystości Objawienia Pańskiego. Bazyliki św. Jana na Lateranie, Matki Boskiej Większej i św. Pawła za Murami. Msze św. Zamknięcie Drzwi Świętych; Ziemia Święta: Zamknięcie Jubileuszu; Kościoły lokalne: Zamknięcie Jubileuszu

l 6 stycznia – Uroczystość Objawienia Pańskiego. Bazylika św. Piotra: Zamknięcie Drzwi Świętych.


7
Vox Domini


LIST DO REDAKCJI W SPRAWIE TRZECIEJ TAJEMNICY I NIE TYLKO...

Wasze czasopismo Vox Domini w nr 8/2000 zwróciło uwagę czytelników na fakt, że dokument Watykańskiej Kongregacji związany z ujawnieniem trzeciej tajemnicy, opuścił tekst drugiej tajemnicy, chociaż w tytule rozdziału odnoszącego się do tychże jest wyraźnie podane: „Pierwsza i druga część tajemnicy”.

Jeśli chodzi o teologiczne znaczenie tej drugiej tajemnicy, to zawsze ją uważałem za ważniejsze niż duszpasterskie wskazania oraz duchowe pouczenia tej pierwszej, tj. o piekle i nabożeństwie do Niepokalanego Serca Maryi. Czy to tylko przeoczenie?

Głębia teologii Kultu Serca Maryi przekazana 13 czerwca tj. w tej drugiej części orędzia fatimskiego (tajemnicy do pewnego czasu!), to być może największe po Vaticanum II wzbogacenie duszpasterstwa i apostolstwa w XX w. Może nawet i szansa całkowitego jego przeorientowania według planu Niebios.

Dodam tylko, że moja praca licencjacka z dogmatyki dotyczy właśnie Kultu Serca Najświętszej Maryi Panny.

Jestem bardzo wdzięczny najpierw Bogu, a potem Redakcji, za te rzeczowe i bardzo fachowe dopowiedzenia – Komentarze do Orędzia Fatimskiego i innych objawień Bożych zwanych „prywatnymi”, a które należałoby bardziej właściwie nazwać „pozabiblijnymi”, aby nie pomniejszać ich znaczenia.

Dziękuję za przekazanie katolikom w Polsce (nr 8/2000) opinii włoskiego księdza Gobbi – założyciela Kapłańskiego Ruchu Maryjnego – na temat III sekretu. To są także i moje przekonania, do których dochodziłem w wielkim trudzie przez wiele lat poszukiwań. Wątpię, czy uczyni to na gruncie polskim ktokolwiek poza Waszym czasopismem. Gratuluję odwagi prawdy.

W szczególności składam uznanie za artykuł w nr 6-7/2000 pt. „Czy wydarzenia opisane w trzeciej tajemnicy należą rzeczywiście do przeszłości?” Zagadnienie zostało ustawione jako otwarte, do dyskusji. Jednakże, według mojego zdania, przytoczone fakty zdecydowanie przemawiają przeciwko zaszeregowaniu III sekretu fatimskiego do przeszłości, ograniczając go tylko np. do zamachu na papieża z 1981 roku. Wraz z wielu innymi ludźmi jestem przekonany, że odnosi się on jeszcze bardziej do przyszłości niż do wydarzeń minionych wieku męczeństwa.

Mam na to szereg argumentów, które przekazuję do wykorzystania przez Redakcję na łamach „Vox’u” wg uznania. To część mojego szerszego opracowania pt. „Znaki zapytania odnośnie do III Tajemnicy fatimskiej”.

Niezależnie od drukowanych już artykułów proponuję wszystkim czytelnikom (i w ogóle wszystkim) zapoznanie się z książką ks. Adama Skwarczyńskiego pt. „Z błogosławionymi Hiacyntą i Fanciszkiem w XXI wiek” (Wyd. Michalineum 2000).

Najbardziej nowatorskie spojrzenie na III tajemnicę zawiera rozdział pt.: „Tajemnica fatimska a dziś i jutro Kościoła”. Podpisuję się całkowicie pod przedstawionymi tam opiniami. Przez tekst przemawia wielka kompetencja autora i osobiste duchowe doświadczenie przeżywania Orędzia Fatimskiego i ogromnego zaangażowania się na rzecz jego apostolstwa. Skądinąd mi wiadomo, że jest on doktorem teologii w dziedzinie nauki Kościoła o Najświętszej Maryi Pannie.

Ponieważ książka jest zbyt droga, aby upowszechniać ją masowo (np. przekazać każdej rodzinie w parafii, w której pracuję), więc proponuję, aby Redakcja Vox Domini (oczywiście za zgodą autora) wydrukowała ten 12 rozdział w/w książki jako wkładkę do następnego numeru (20 stron w książce) albo jako oddzielną broszurkę. Sam zakupię od razu co najmniej 500 egzemplarzy.

Z informacji w ostatnich numerach Waszego Pisma wnioskuję, że jest ono zagrożone w dalszym bytowaniu. Zwracam się więc do wszystkich czytelników z prośbą o mobilizację sił celem utworzenia czegoś w rodzaju „SOS” dla czasopisma i wydawnictwa „Vox Domini” podobnie jak to ma miejsce w przypadku Radia Maryja. Nadprzyrodzone SOS, ale także w formie materialnego wsparcia. Nie żałujmy grosza na ten cel, wpłaćmy je jako ofiarę na Wydawnictwo.

Sam odprawiłem już Mszę św. w intencji dalszego egzystowania zarówno pisma jak i wydawnictwa i proponuję, aby czytelnicy prosili swoich kapłanów o taką intencję Mszy św., najlepiej na dzień 29 każdego miesiąca. Uczynimy go dniem naszej małej (a może i wielkiej) solidarności z tym dobrem duchowym, które przecież nie może przestać dalej nas ubogacać. To czasopismo musi się ukazywać i to w większym nakładzie oraz częściej niż tylko 10 razy w roku. Doświadczam tego sam i widzę, jak pomaga ono wielu duszom wśród panującego zamętu. Czytam tylko 3 czasopisma: L’Osservatore Romano, KAI i tenże Vox, i tylko to ostatnie prawie w całości.

A więc: 29 dzień miesiąca – dniem modlitwy, postu i dobrych czynów w intencji Vox Domini. Modlitwą niech będzie przede wszystkim ta do Świętego Michała Archanioła, aby wspomagał nas w walce przeciw niegodziwości szatana i wszelkich złych duchów.

 Ks. A. L.  16 listopada 2000 roku 

8
10/2000



Ze skalnej groty w Greccio, we wszystkie świata strony...

STAJENKI BETLEJEMSKIE NA WSZYSTKICH KONTYNENTACH

Rok 1225. Franciszek, z rodu Bernardonich, mieszkańców Asyżu, miał wówczas 42 lata. Powoli zbliżał się kres Jego ziemskiej wędrówki; cierpiał niedowidząc. Kiedy do kolejnej rocznicy narodzin Chrystusa pozostały 2 tygodnie, przywołał do siebie Jana, współtowarzysza misyjnych wędrówek, wiodącego żywot podobny do Franciszkowego. Poprosił o przygotowanie wszystkiego co niezbędne do żywej inscenizacji przyjścia na świat małego Jezusa. Wskazał mu również miejsce: skalną grotę w Greccio; miejsce ich ówczesnego pobytu.

W „Żywocie pierwszym świętego Franciszka”, spisanym przez Tomasza z Celano, odczytujemy słowa, które wtedy rzekł do Jana:

„Pragnę uczcić pamięć owego Dziecięcia... Niewygody i wyrzeczenia, jakie Pan znosił, gdy został złożony w żłobie i leżał na sianie, w obecności wołu i osła, chcę ukazać, na ile to będzie możliwe, cielesnym oczom przybyłych tu w wigilijną noc...”

Jest również opis owej nocy: "Oświetlona jak dzień. Przybywają ludzie i przeżywają nową radość przy nowym misterium. Las wypełnia się głosami, a radującym się odpowiadają skały. Śpiewają bracia, oddając należną chwałę Panu.”

Franciszek stoi przed żłobem, w którym położono żywe dziecię. Jak wówczas przed z górą dwunastoma wiekami, do groty zbliżyły się również zwierzęta. Leon, inny z Franciszkowych braciszków, odprawił przy żłobie uroczyste nabożeństwo, a sam Święty przemówił do zgromadzonych.

W powszechnym przekonaniu, właśnie to misterium, w grocie we włoskim Greccio, zapoczątkowało, a następnie utrwaliło w całym świecie chrześcijańskim, zwyczaj i tradycję przedstawiania jasełkowych misteriów, a także – w trwałym kształcie plastycznym – sporządzanie scen z betlejemskiej stajenki. W okresie Bożego Narodzenia, „szopki” różnej wielkości ustawiano w kościołach i katedrach. W Polsce pojawiły się wcześnie, bo już w roku 1256, kiedy do Opola, drogą przez Węgry, przybyli Franciszkanie.

Począwszy od XVII wieku, miniatury stajenek można było coraz częściej zobaczyć w domostwach; były i są po dzień dzisiejszy dziełem domorosłych lub prawdziwych artystów, wykorzystujących w tym celu różne materiały: drewno i słomę, gips i glinkę, farby i papier. Konstruowane i malowane w stylu charakterystycznym dla danego regionu, czego przykładem są fotografie obok.

W Polsce najstarsze figurki betlejemskie, z XIV wieku, znajdują się w klasztorze przy kościele św. Andrzeja w Krakowie. Corocznie, na tutejszym Rynku Mariackim eksponowane są również małe i nieco większe arcydziełka bożonarodzeniowych szopek, jedynych w swoim rodzaju.

Znamienne i godne przypomnienia jest to, że – mimo iż zwyczaj i tradycja ustawiania stajenek najwcześniej upowszechniły się we Włoszech (co przecież zrozumiałe...) – jednak w tym najważniejszym centrum kościoła katolickiego, na Placu św. Piotra w Watykanie, dokąd również w grudniu i styczniu przybywają niezliczone rzesze pielgrzymów, po raz pierwszy olbrzymiej wielkości szopkę ustawiono dopiero z inicjatywy obecnego Ojca Świętego, Jana Pawła II. Drewniane postacie odszukano w Muzeum Watykańskim; wcześniej nie udostępniane publiczności, teraz zostały skompletowane i odnowione.

Oryginalną stajenkę wraz z dużym otoczeniem, z pomieszczeniami i wybiegami, po których hasają żywe owieczki, kózki i króliczki, można każdego roku zobaczyć na dziedzińcu klasztoru na Jasnej Górze w Częstochowie. Jest dziełem Ojców Paulinów.

Jeżeli zaś chodzi o kościelne wnętrza, ktokolwiek w okresie świątecznym przewiduje pobyt w Katowicach, radzimy zaglądnąć do Panewnik. Franciszkanie budują tu zawsze wokół głównego ołtarza okazałą i imponującą swoimi rozmiarami scenerię, przedstawiającą miejsce narodzin Jezusa w Betlejem. Jeżeli szczęście dopisze, można będzie równocześnie usłyszeć wspaniały koncert organowy, dzięki czemu widok zbudowanej przez OO. Franciszkanów – kontynuujących tradycje swego założyciela – sceny narodzin Zbawiciela, utrwali się w pamięci na zawsze.

oprac. Bogusław Bromboszcz.


Powrót do strony głównej Wydawnictwa "Vox Domini"
Powrót do początku tej strony

 Archiwum pisma "Vox Domini"

 

Pełna wersja pisma drukiem w prenumeracie pocztowej


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]