Serce Jezusa i Maryi"Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych..." (Hbr 4,7)



 «GŁOS PANA» – Pismo ewangelizacyjne nr 9 (44) 1998

http://www.voxdomini.com.pl sklep@voxdomini.com.pl

ISSN 1232-7492
Mapa witryny



Spis najważniejszych artykułów i informacji:

Słowa Papieża o Całunie TuryńskimNajnowsze Orędzie Matki Bożej z NajuWywiad z Jakovem Colo z MedziugorjaRené Lejeune: Święty AugustynHomilia Ojca Świętego na 20-lecie Pontyfikatu

 
7 października 1998
Święto Matki Bożej Różańcowej: Orędzie Matki Bożej z Naju

Julia: Płakałam przez całą noc, tak bardzo cierpiałam. Ofiarowałam wszelkie cierpienia Panu i Dziewicy za nawrócenie grzeszników. Około 5.50 rano potężna smuga światła zstąpiła od strony Krucyfiksu i spoczęła na mnie. W tej chwili usłyszałam smutny, ale łagodny i kochający, głos Najświętszej Panny.

Maryja: «Moja umiłowana córko! Moje umiłowane dzieci, które wezwałam! Jak ptak gromadzi swe pisklęta pod skrzydła, tak samo Ja wzywam wiele Moich dzieci i gromadzę je pod Moim płaszczem. Jednak większość z nich nie jest Mi wdzięczna. Rozpraszają się we wszystkich kierunkach, łączą się z demonem, zamiast stawać się światłem dla tego świata, który ogarnęły ciemności. Przepełnia Mnie smutek.
Obecnie, naśladując tych, którzy żyją poza Kościołem, wiele Moich dzieci, twierdzących, że kochają Pana, odłącza się od Niego. Stają się we wnętrzu swoich serc jakby zabójcami i sprawiają, że ten świat staje się równie nieszczęsny jak wtedy, gdy Kain zabił Abla.
Zniszczenie rozszerzyło się nie tylko w społeczeństwie i w rodzinach, lecz nawet w Kościele, ogarniając ten świat mroczną zasłoną. Większość rządzących polityków i władz Kościoła, których obowiązkiem jest rozwiązywać problemy, nie potrafi się ze sobą porozumieć.
Krytykują się, zwalczają, rzucają fałszywe oskarżenia, a z pychą wysławiają swą wiedzę. Kimże więc oni są? Są jak właściciele statków, które płyną po pełnym morzu, lecz oni stali się ślepi, głusi, duchowo chromi.
Czy Bóg może nie być tym oburzony? Jeśli będą żałować, uderzając się w pierś, płacząc i krzycząc, wtedy gdy Boska kara – zasłużona przez obecne grzechy – spadnie na zepsuty świat, na cóż się im to przyda? Ja teraz was uprzedzam, zaniepokojona, powtarzając wciąż te same słowa, dlatego, że wówczas nie będę mogła nic uczynić.
Wszystkie Moje dzieci tego świata! Jeszcze nie jest za późno. Śpieszcie się przywrócić wolność waszym sercom, okazać skruchę i powrócić do Mnie - waszej Boskiej Matki. Wtedy Pan, który stał się Żertwą ofiarną w ofierze przebłagalnej dla waszego ocalenia, ujrzy, że prosicie o przebaczenie. On odbuduje to, co szatan zniszczył i uzdrowi zadane wam przez niego rany.
Módlcie się więc i wstawiajcie z miłością nawet za tych, których cieszy nędza bliźniego. To bowiem jedynie przez miłość odniesiecie zwycięstwo nad demonem. Pamiętajcie o tym, że Bóg powstrzymuje czarę Swego gniewu jedynie dzięki modlitwom, ofiarom i wynagrodzeniom małych dusz, które ofiarowały się Mojemu Niepokalanemu Sercu. Wy, których wezwałam, stańcie się apostołami Najświętszego Serca Jezusa i Mojego Niepokalanego Serca, uzbrójcie się w miłość, pozostańcie przebudzeni i módlcie się do Boga, żeby zaniechał ukarania ludzi, jak na to zasługują.
Moje dzieci, tak bardzo umiłowane! Moje dzieci, które zostałyście wezwane jako apostołowie Najświętszego Serca Jezusa i Mojego Niepokalanego Serca! Myślcie o Mnie zawsze i jednoczcie się ze Mną.
Wasza praca dla Pana i dla Mnie sprawi, że wiele będziecie mieć trosk. Jednakże wiedzcie, że im bardziej cierpicie, tym większą otrzymacie nagrodę w Niebie. Składajcie więc wspaniałomyślnie w ofierze wszystkie wasze cierpienia.
Obecnie nie ma już czasu, żeby się cofać i wahać. Chcę, żebyście wszyscy z większą odwagą i bardziej zjednoczeni, okazywali moc miłości. Z heroiczną wiernością i bez zastrzeżeń starajcie się, by cały świat poznał gorejącą Miłość i zatrwożone wezwania Mojego Niepokalanego Serca.
Nawet jeśli jęczycie, czując się tak, jakbyście się osuwali na niebezpiecznym stoku, kiedy dajecie Mnie poznać innym, to potrwa zaledwie krótki czas. Ja was ochronię pod Moim płaszczem, zawsze gotowym, żeby was przyjąć i poprowadzę was ku Niebu.»

Julia: Kiedy Dziewica skończyła mówić znikło światło i ustały też moje cierpienia.


 
Rozmowa z Jakovem Colo w dniu 13 marca 1998 w Medziugorju
«DZIĘKI OBJAWIENIOM MOJE ŻYCIE STAJE SIĘ Z KAŻDYM DNIEM BOGATSZE»

– Jakovie, opowiedz nam, gdzie przebywałeś ostatnio i co robiłeś.

– Dość często byłem zagranicą, przez cały listopad w Ameryce, w lutym we Włoszech. Obecnie jestem w Medziugorju, gdzie pozostanę przez pewien czas wraz z moją rodziną. W czasie każdej, dłuższej podróży dość wyraźnie ujawnia się chęć powrotu do ojczyzny. Dla mnie powrót do domu jest najpiękniejszym przeżyciem. Najchętniej przebywam w Medziugorju.

– Czy będąc z dala od Medziugorja spotykasz się z pozostałymi widzącymi, o czym wówczas najczęściej rozmawiacie?

– W Medziugorju nasze domy położone są blisko siebie, możemy spotykać się często. Zagranicą spotykamy się raczej rzadko. W ubiegłym roku w Ameryce spotkałem Ivana. Mariję, która mieszka we Włoszech, widuję najczęściej tylko kiedy odwiedza Medziugorje. Mirjana mieszka tak blisko nas, że w zasadzie spotykamy się codziennie i bardzo często widuję też w Medziugorju Vickę. Rozmawiamy wówczas o naszym życiu, o dzieciach, rodzinach, po prostu o wszystkim. Czasem rozmawiamy oczywiście również o orędziach.

– W czasie twego pobytu w Medziugorju są tu również liczne grupy pielgrzymów. Czy odwiedzają cię? Jakie najczęściej zadają pytania?

– Niemal codziennie o godzinie 9-tej przyjmuję grupy pielgrzymów. Zapowiadają swe przybycie i wówczas ustalam z nimi termin spotkania. Mówię im przeważnie o objawieniach, ale odpowiadam również na pytania, dotyczące nurtujących ich spraw. Staramy się zawsze być do dyspozycji pielgrzymów, jednak zdarza się czasem, że jest to niemożliwe. Mamy rodziny, a więc i związane z tym obowiązki. W zasadzie jednak co najmniej jedna z osób widzących jest obecna w Medziugorju. Uważam, iż nie odgrywa szczególnej roli kto z nas jest na miejscu, bo każdy z widzących może przekazać pielgrzymom to, co Gospa mówi do nas wszystkich.

– Ty nadal doznajesz objawień Gospy każdego dnia. Jak z tym żyjesz?

– Im starszy się staję, tym lepiej potrafię zrozumieć i spełniać to, co Gospa do mnie mówi i czego żąda. Dziś uświadamiam sobie w pełni, jak wielkim darem obdarzył mnie Bóg przez to że i ja jestem jednym z widzących. Jest to bezcenny dar, który napełnia mnie radością... Moje życie poprzez objawienia staje się z każdym dniem bogatsze.

– Jak przeżywasz te spotkania z Gospą, wiedząc iż jest posłanniczką Boga?

– Trudno to wyrazić słowami. To przeżywa się sercem! Pokój, który pragnie nam Ona ofiarować, wypełnia nie tylko nas, widzących, ale i każdego który pragnie Jej pokój przyjąć. Nigdy nie podziękuję Bogu wystarczająco za to, że pozwala mi wiedzieć Matkę Bożą.

– Wielu nie wierzy w Gospę i Jej objawienia. Co więcej, próbują nawet to ośmieszać.

– Wynika to zapewne stąd, iż nie przyjęli Gospy do swoich serc. Niewierzący zawsze byli i nadal ich nie zabraknie. My – jako wierzący i noszący Gospę w swoich sercach – możemy niewierzącym pomóc jedynie naszymi modlitwami i świadectwami naszych czynów i słów.

– Do widzących często kierowane są pytania: czy z upływem czasu zmieniło się coś w objawieniach Matki Bożej.

– Dla nas w objawieniach Matki Bożej nic się nie zmieniło. Staliśmy się jednak ludźmi już dorosłymi, więc wiele spraw rozumiemy inaczej, lepiej aniżeli na początku objawień. Gospa jest w niektórych dniach smutna, potem znów radosna, więc nie zawsze odczuwamy to jednakowo, jednak w przeżyciach Jej obecności nie zmieniło się nic.

– Gospa żąda od ludzi modlitwy, przebaczenia, nawrócenia oraz aby wszyscy stali się nosicielami Pokoju. Jak w obecnych czasach człowiek winien te żądania spełniać?

– To, o co Gospa prosi, każdy może spełnić. Jednak, aby stać się nosicielem Jej pokoju, każdy musi wpierw wypełnić własnym pokojem swoje wnętrze, jak bowiem mógłby innym przekazywać coś, czego sam nie posiada? Pokój można osiągnąć tylko przez modlitwę. Bóg zasiewa ten pokój w sercu każdego i tylko w ten sposób możemy pokój Gospy przekazywać dalej. Nie jest to wcale trudne, Gospa bowiem nie żąda przecież od nas rzeczy niemożliwych. Pragnie tego od nas przekonana, że możemy, potrafimy Jej żądania spełniać. Wszystko zależy więc od decyzji czy usłucha się Jej głosu.

– Orędzia Matki Bożej zawierają bogatą i głęboką treść, pozostaną jednak tylko słowami, jeżeli nie wcielimy ich w życie.

– Tak, to się zgadza, niestety. Wielu pielgrzymów w czasie pobytu w Medziugorju jest przekonanych, że potrafią treść orędzi przenieść w swe życie, jednak w domu ogarnięci codziennymi problemami zapominają o tym. Wówczas rodzi się pytanie: po co wobec tego pielgrzymowali do Medziugorja? Życzeniem Gospy jest przecież, żebyśmy w swoich domach, tam gdzie jest to szczególnie potrzebne, dawali świadectwo. Jeżeli w Medziugorju pielgrzymi postępują zgodnie z orędziami, to muszą też zanosić je do swoich domów, do swej codzienności. Mówię pielgrzymom, że nie mam sensu przywożenie z Medziugorja różańca, jeżeli nie jest naszym zamiarem odmawianie modlitwy różańcowej. Również przywożenie krzyża z Medziugorja nie ma znaczenia, jeżeli nie będziemy się przed nim modlić.

– Każdy, kto z otwartym sercem przyjeżdża do Medziugorja jest zafascynowany. To dowodzi, że tam rzeczywiście dzieje się coś szczególnego, to się odczuwa i przeżywa.

– Każdy pielgrzym, który przybył do Medziugorja, nie przybył tu przypadkowo, lecz został świadomie przez Gospę zaproszony. Nikogo nie przyciąga tu nuda bądź własna wola, również tego, który zaprzecza objawieniom i sądzi, iż przybył z własnej inicjatywy. Nikt nie potrafi powiedzieć, jakie są boskie plany dotyczące nas wszystkich, ale każdy poszukujący, który tego pragnie, odnajdzie coś w Medziugorju i to może być jego „wygraną”. Warunkiem jednak jest, aby doznane w Medziugorju przeżycia po powrocie do codzienności nadal oddziaływały i tylko w rękach pielgrzyma spoczywa decyzja czy potrafi zachować dar otrzymany od Boga za pośrednictwem Matki Bożej.

– Gospa nazywa nas dziećmi. Oznacza to, iż troszczy się o nas wszystkich i życzeniem jej jest, abyśmy stali się godnymi być Jej dziećmi.

– Gospa w Swoich orędziach niezliczoną ilość razy nazwała nas „drogimi dziećmi”. Nie oznacza to nic innego jak to, że Ona jako Matka uważa nas za swe dzieci. Od nas jednak zależy, czy pragniemy być Jej dziećmi. Gospa nieustannie dziękuje nam, że odpowiadamy na Jej wezwanie. Z tego widać, jaką wewnętrzną miłość odczuwa w stosunku do nas. Ona dziękuje również za to, że spełniamy Jej żądania, ponieważ to owocuje dobrem dla nas i całej ludzkości.

– W jaki sposób młodzi ludzie, osaczeni pokusami doczesnego świata i szatana, mogą dobrze się modlić i stać się prawdziwymi dziećmi Gospy?

– W pierwszym rzędzie rodzice winni być dla swoich dzieci przykładem i podporą. Wielu rodziców skarży się, że ich dziecko ani się nie modli, ani nie chodzi do kościoła, nie przestrzega przykazań, nie poświęca najmniejszej uwagi sprawom wiary. Ja pytam wówczas tych rodziców czy modlą się wspólnie z dziećmi. Najczęściej słyszę odpowiedź: “nie”. Jak można więc oczekiwać, że dziecko czy młody człowiek będzie się modlił i żył wiarą, skoro wiara w Boga nie została mu w rodzinie wpojona? Oznacza to, iż jest obowiązkiem rodziców przekonać dziecko własnym przykładem, że jest określony czas, który należy poświęcić modlitwie. Młodzi, którzy noszą Boga w sercu, są zdolni pokonać każdą przeszkodę. Szatan podszeptuje, że wiara nie jest ważna, lecz kto wierzy w Boga dla tego nie ulega złu i nie ma powodu bać się szatańskich pokus.

– Gospa wstawia się za młodymi rodzinami, kontynuatorami życia na ziemi. Z nimi wkracza w trzecie tysiąclecie...

– Młodym Gospa przekazuje swoje orędzia poprzez widzącego Ivana. Wzywa do modlitw w rodzinach. Wiara w Boga i modlitwa uświęcają rodzinę, która wtedy z tej drogi świętości nie zejdzie. W rodzinie, w której Bóg nie znajduje się w centrum uwagi, w której nie praktykuje się wspólnych modlitw pozwalających wszystko zwyciężyć i znieść każdy krzyż każda drobnostka może urosnąć do rangi problemu trudnego do przezwyciężenia, potrafi poróżnić małżonków.

– Co chciałbyś jeszcze dodać naszym czytelnikom?

– W rozmowach ze mną, które dotyczą przede wszystkim orędzi, wielu ludzi pragnie dowiedzieć się, czy jest w nich coś nowego, o co Gospa nas prosi. Ważne jest jednak to, byśmy wreszcie usłuchali tego, do czego nas od 17 lat nawołuje. Nie powinniśmy spodziewać się czegoś nowego, dopóki nie spełnimy Jej próśb o modlitwy, post, pokój i nawrócenie. To jest najważniejszą treścią orędzi, które w gruncie rzeczy nie zawierają żądań innych od tych których domaga się Kościół. Nie wolno nam pytać o „nowości”, dopóki nie spełnimy i nie przyjmiemy tych podstawowych żądań.

– Jakovie, dziękujemy za rozmowę.

Rozmowę dla „Gebetsaktion Wien” prowadził vd (3/98, str. 18-21). Przekład z niem.: B. Bromboszcz


 
Homilia Jana Pawła II na 20-lecie Pontyfikatu
«Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?» (Łk 18,8)

Pytanie to, zadane kiedyś przez Chrystusa Jego uczniom, stawiane było wielokrotnie w ciągu 2000 lat ery chrześcijańskiej ludziom, których Opatrzność Boża wzywała do przyjęcia drogi Piotrowej. Myślę w tej chwili o wszystkich moich, dalekich i bliskich, poprzednikach. Myślę w sposób szczególny o sobie i o tym wszystkim, co wydarzyło się 16 października 1978 r.

W dzisiejszej celebracji dziękuję Bogu wraz z Wami wszystkimi za tych 20 lat Pontyfikatu. Przywołuję w pamięci wspomnienie 26 sierpnia 1978 r., gdy w Kaplicy Sykstyńskiej zabrzmiały słowa pierwszego kardynała w porządku biskupów i kamerlinga Świętego Kościoła Rzymskiego, skierowane do mojego bezpośredniego poprzednika: „Czy przyjmujesz ten kanoniczny wybór na Najwyższego Kapłana?”. „Przyjmuję” – odpowiedział kard. Albino Luciani. „Jak chcesz się nazywać?” - pytał dalej kard. Villot. „Jan Paweł” - brzmiała odpowiedź. Któż pomyślałby wówczas, że po zaledwie kilku tygodniach te same pytania będą skierowane do mnie, jako jego następcy?

Na pierwsze pytanie: „Czy przyjmujesz?” odpowiedziałem: „W duchu posłuszeństwa wiary przed Chrystusem, moim Panem, powierzając się Matce Chrystusa i Kościoła, świadom wielkich trudności – przyjmuję”. A na następne pytanie: „Jak chcesz się nazywać?” także ja odpowiedziałem: „Jan Paweł”. Po zmartwychwstaniu Chrystus trzykrotnie zapytał Piotra: „Czy Mnie miłujesz?” (por. J 21,15-17). Apostoł, świadom swej własnej słabości, odpowiedział: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” i otrzymał od Niego zadanie: „Paś owce Moje!” (J 21, 17). Misję tę powierzył Pan Piotrowi, a w nim – wszystkim jego następcom. Te same słowa skierował także ku temu, który dzisiaj przemawia do Was w chwili, w której zostało mu powierzone zadanie umacniania braci w wierze. Jakże często powracałem myślami ku słowom Jezusa, które św. Łukasz zachował w swej Ewangelii. Niewiele czasu przed podjęciem męki Jezus powiedział do Piotra: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci” (Łk 22, 31-32). „Utwierdzanie w wierze braci” jest zatem jednym z najbardziej podstawowych aspektów posługi duszpasterskiej powierzonej Piotrowi i jego następcom.

W liturgii dzisiejszej Jezus stawia pytanie:

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

Jest to pytanie, które dotyczy wszystkich, a w sposób szczególny następców Piotra. „Gdy przyjdzie, czy znajdzie...?” Z każdym rokiem przybliża się Jego nadejście.

Sprawując Świętą Ofiarę Mszy, po konsekracji powtarzamy zawsze: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia”. Czy po nadejściu znajdzie wiarę na ziemi? Czytania liturgiczne tej niedzieli mogą sugerować podwójną odpowiedź na to pytanie. Pierwszą czerpiemy z wezwania, z jakim św. Paweł zwraca się do swego zaufanego współpracownika Tymoteusza. Pisze Apostoł: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę; [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz” (2 Tm 4,1-2). To jest synteza szczegółowego programu działania. Rzeczywiście, posługa apostolska, a zwłaszcza posługiwanie św. Piotra, wyraża się przede wszystkim w nauczaniu. Aby nauczać prawdy Bożej, ten, kto to czyni, musi sam „trwać w tym – jak jeszcze raz pisze Apostoł do Tymoteusza – czego się nauczyłeś i co ci powierzono” (2 Tm 3, 14). Biskup, a w jeszcze większym stopniu Papież, musi ciągle wracać do źródeł mądrości, które prowadzą do zbawienia. Musi kochać Słowo Boże.

Po 20 latach służby na Stolicy Piotrowej muszę sam sobie dzisiaj zadać kilka pytań. Czy zachowałeś to wszystko? Czy byłeś gorliwym i czujnym nauczycielem wiary w Kościele? Czy próbowałeś przybliżać współczesnym ludziom wielkie dzieła II Soboru Watykańskiego? Czy próbowałeś zadowolić oczekiwania wierzących w Kościele i także ten głód prawdy, który daje się odczuć w świecie, poza Kościołem? W mojej duszy brzmi echo tego wezwania św. Pawła: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych - i który będzie sądził także ciebie - głoś Słowo” (por. 2 Tm 4,1-2)! Głosić Słowo! To jest mój obowiązek: robić wszystko, co możliwe, aby Syn Człowieczy, gdy przyjdzie, mógł znaleźć wiarę na ziemi. Jest ponadto jeszcze jedna odpowiedź, którą możemy wyłowić z pierwszego czytania biblijnego, zaczerpniętego z Księgi Wyjścia. Ukazuje ono symboliczny obraz Mojżesza trwającego na modlitwie, z rękami wzniesionymi do nieba, podczas gdy na wzgórzu trwała bitwa jego ludu z Amalekitami. Gdy Mojżesz miał uniesione ramiona, Izrael przeważał, a ponieważ Mojżesz czuł, że jego ramiona coraz bardziej mu ciążyły, przyniesiono mu kamień, aby usiadł, podczas gdy Aaron z jednej strony a Chur z drugiej podtrzymywali jego ramiona. A on trwał na modlitwie aż do zmierzchu, aż do porażki Amalekitów, których pokonał Jozue (por. Wj 17,11-13).

Oto jest ikona o niezwykłej mocy wyrazu; ikona pasterza, który się modli. Trudno jest znaleźć bardziej wymowne odniesienie dla wszystkich sytuacji, w jakich znajduje się nowy Izrael - Kościół, walcząc z różnymi Amalekitami. W pewnym sensie wszystko zależy od wzniesionych ku górze ramion Mojżesza. Modlitwa pasterza podtrzymuje owczarnię. Jest to rzecz pewna. Zarazem jednak prawdą jest także to, że modlitwa ludu podtrzymuje tego, który ma za zadanie tej owczarni przewodzić. Tak było od samego początku. Gdy w Jerozolimie został uwięziony Piotr, aby wraz z Jakubem zostać skazanym na śmierć tuż po świętach, cały Kościół modlił się za niego (por. Dz 12,1-5). Jak podają Dzieje Apostolskie, w sposób cudowny został on wyprowadzony z więzienia (por. Dz 12,6-11). Tak działo się niezliczoną ilość razy w ciągu wieków. Ja sam jestem tego świadkiem, doświadczając tego na mojej własnej osobie. Modlitwa Kościoła ma wielką moc! Chciałbym tutaj podziękować wszystkim tym, którzy w tych dniach wyrazili swoją solidarność ze mną. Dziękuję za liczne przesłania z życzeniami, jakie otrzymałem. Przede wszystkim dziękuję za nieustającą pamięć w modlitwie. W szczególny sposób myślę o chorych i cierpiących, którzy są mi bliscy, ofiarowując swe cierpienia. Myślę o klasztorach klauzurowych i o wielu zakonnicach i zakonnikach, o młodych i o rodzinach, którzy nie przestają zanosić chóralnych modlitw do Boga za moją osobę i za moją posługę powszechną. Czułem w tych dniach, jak bije przy mnie serce Kościoła!

Dziękuję Wam wszystkim, obecnym tu, na Placu św. Piotra, którzy łączycie się z moją dziękczynną modlitwą do Boga za 20 lat posługiwania Kościołowi i światu. Szczególne słowa wdzięczności kieruję do prezydenta Republiki Włoskiej i do wszystkich, którzy mu dzisiaj towarzyszyli, zaszczycając mnie swoją obecnością. Z braterską miłością dziękuję następnie kard. Camillo Ruiniemu, który na początku dzisiejszej uroczystości wyraził wdzięczność Was wszystkich Chrystusowi i Następcy św. Piotra. Jestem wzruszony obecnością tak wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów, a zwłaszcza kapłanów diecezji rzymskiej i Kurii Rzymskiej, którzy uczestniczą w tej uroczystej Eucharystii. Chciałbym w tym momencie powiedzieć Wam wszystkim, jak cenne było dla mnie Wasze wsparcie w ciągu tych lat służby Kościołowi na Stolicy Piotrowej. Chciałbym zaświadczyć swoją wdzięczność za ciepło, z jakim miasto Rzym i Włochy przyjęły mnie od pierwszych dni mego posługiwania Piotrowego. Proszę Boga, aby wynagrodził Was szczodrze za to wszystko, co uczyniliście i robicie, aby wspomóc mnie w spełnianiu powierzonych mi obowiązków. Najdrożsi Bracia i Siostry z Rzymu, z Włoch i całego świata! Takie jest znaczenie naszego modlitewnego zgromadzenia na Palcu św. Piotra: dziękować Bogu za opatrznościową troskę, z jaką nieustannie prowadzi i wspiera swój Lud na drodze historii; ponowić z mojej strony „tak”, wypowiedziane 20 lat temu, w zawierzeniu Łasce Bożej; ofiarować z Waszej strony zobowiązanie do ciągłej modlitwy za tego papieża, aby do końca mógł wypełnić swoją misję.

Ponawiam z całego serca zawierzenie mojego życia i mojej posługi Pannie Maryi, Matce Zbawiciela i Matce Kościoła. Jej powtarzam z synowskim oddaniem: Totus Tuus! (Cały Twój). Amen.

Powrót do strony głównej Wydawnictwa "Vox Domini"

Powrót do początku tej strony

Archiwum pisma "Vox Domini"


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]