Serce Jezusa i Maryi"Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych..." (Hbr 4,7)



 «GŁOS PANA» – Pismo ewangelizacyjne nr 2 (67) 2001

http://www.voxdomini.com.pl sklep@voxdomini.com.pl

ISSN 1232-7492
Mapa witryny


strony 1-8

W numerze 2/2001:

l O Mszach świętych „gregoriańskich” – str. 9 l Eugenio Zolli – wielki rabin Rzymu – str. 10-11 l Pan Jezus o przyszłości Izraela – str. 12-13 l Nieznany dokument: Testament Marii Valtorty – str. 14-15 l Jak codziennie zyskać odpust? – str. 16.


Znalezione w internecie

O DUSZY MNICHA JUSTYNA, CZYLI O TRADYCJI MSZY ŚWIĘTYCH GREGORIAŃSKICH

W dziele św. Grzegorza Wielkiego, papieża i Doktora Kościoła, żyjącego w VI wieku, pt. Dialogi, wśród wielu rozmów historycznych, pomiędzy uczniem Piotrem, który zadaje pytania, a Grzegorzem, który daje na nie odpowiedzi (stąd tytuł: Dialogi), zawierających opisy życia osób świętobliwością znamienitych i o nieśmiertelności duszy, a których to opisów jedynym celem jest chwała Boga cudownego w świętych swoich i zbudowanie wiernych oraz danie zachęty i pobudki innym duchownym, znajduje się i następujący tekst:

Piotr:  – Co więc duszom zmarłych może pomóc?

Grzegorz:  – O ile winy są takie, że mogą być darowane, to zwykle duszom i po śmierci bardzo pomaga ofiara Zbawczej Hostii, tak że niekiedy same dusze zmarłych zdają się Ją wypraszać.

(...) Sądzę też, że nie mogę zamilczeć, co jak pamiętam, stało się w moim klasztorze przed trzema laty. Był tam pewien mnich imieniem Justyn, który znał się na leczeniu i gdy byłem w klasztorze, starannie mnie obsługiwał i w ustawicznych moich chorobach zazwyczaj czuwał przy mnie.

Zachorował i był umierający. Opiekował się nim w chorobie jego rodzony brat Kopiosus, który również teraz tutaj w mieście leczeniem zarabia na życie. Jednakże wspomniany Justyn, widząc że jego kres się zbliża, powiedział swemu bratu Kopiosowi, że ma ukryte trzy złote pieniądze. Przed braćmi nie mógł tego ukryć. Pilnie szukając i przerzucając wszystkie jego lekarstwa, znaleźli owe pieniądze (solidy) w jednym z tych lekarstw. Gdy mi o tym doniesiono, nie mogłem obojętnie znieść tak wielkiego występku brata, który wspólnie żył z nami, stałą bowiem w naszym klasztorze było regułą, aby bracia tak wspólnie żyli, aby żaden z nich nie miał swej osobistej własności.

Bardzo zmartwiony począłem rozmyślać, co mam uczynić, aby umierającego nakłonić do pokuty, a żyjącym braciom dać naukę. Przywoławszy więc do siebie Pretioza, tegoż klasztoru przeora, tak mu powiedziałem:

„Idź i staraj się, aby żaden z braci do umierającego się nie zbliżał; niech z żadnych ust nie otrzymuje słów pociechy, a gdyby umierając pragnął aby bracia doń przybyli, ma mu jego rodzony brat powiedzieć, że z powodu tych solidów jakie ukrywał, wszyscy bracia się nim brzydzą, aby przynajmniej przy śmierci gorzko żałował za swoją winę i oczyścił się z grzechu, jaki popełnił.

Gdy umrze jego ciało nie ma być pochowane z ciałami braci, lecz koło jakiejś gnojówki. Zróbcie dół i wrzućcie do niego jego ciało, a na nie wrzućcie trzy złote pieniądze jakie zostawił, i wołajcie wszyscy razem: „Pieniądze twoje niech będą z tobą na zatracenie” (por. Dz Ap 8,20) i przykryjcie go ziemią”.

Chciałem w obu tych rzeczach pomóc braciom: umierającemu, aby gorycz jego śmierci od winy go uwolniła, żyjącym zaś braciom, aby tak surowy wyrok odstraszył ich od naśladowania jego winy.

Tak się też stało. Gdy bowiem ów mnich umierał i usilnie pragnął braciom się polecić, a żaden nie chciał do niego przybyć i z nim rozmawiać, powiedział mu jego rodzony brat, dlaczego wszyscy nim się brzydzą. Ten zaraz za swą winę bardzo żałował i umarł w swym zmartwieniu. Pochowano go tak, jak powiedziałem.

Wszyscy bracia, wstrząśnięci tą karą, poczęli jeden po drugim przynosić drobne, liczne rzeczy, które według reguły mogli mieć u siebie, bardzo się bowiem lękali, aby nic nie mieli, za co mogliby być zganieni.

Gdy już od jego śmierci minęło dni trzydzieści, począłem w duchu litować się nad zmarłym bratem i myśleć z głębokim smutkiem o jego katuszach i szukać jakiegoś środka, aby mu pomóc. Wezwawszy do siebie Pretioza, przeora naszego klasztoru, smutny tak mu powiedziałem:

„Już długo ów zmarły brat w ogniu jest męczony; musimy mu okazać jakąś miłość i pomóc mu, o ile zdołamy, do uwolnienia. Idź więc i postaraj się, aby od dzisiaj przez trzydzieści dni składano za niego Ofiarę, żeby ani jednego dnia nie opuścić, w którym by zbawcza Hostia za niego złożona nie była”.

Zaraz odszedł i uczynił tak, jak powiedziałem. Gdy byliśmy zajęci innymi sprawami i nie liczyliśmy minionych dni, ów zmarły brat pewnej nocy ukazał się w widzeniu swemu rodzonemu bratu Kopiosusowi. Gdy ten go ujrzał, zaraz zapytał: „Co z tobą bracie?”.

Odpowiedział: „Dotąd było źle, lecz teraz jest mi dobrze, bo dzisiaj zostałem przyjęty do wspólnoty”.

Zaraz Kopiosus zawiadomił o tym braci w klasztorze. Bracia starannie policzyli dni, a właśnie był to dzień, w którym po raz trzydziesty Ofiara za zmarłego została złożona. Ponieważ Kopiosus nie wiedział o Ofierze braci, a ci nie wiedzieli o widzeniu Kopiosusa, w tymże samym czasie poznali: ten, co bracia uczynili, a oni, co on widział; widzenie i Ofiara ze sobą się zgadzały.

Z tego wyraźnie się okazało, że zmarły brat przez zbawczą Hostię z katuszy został uwolniony.

Stąd się wzięła trochę już zapomniana tradycja dotycząca odprawiania Mszy św. zwanych gregoriańskimi (od imienia autora tego dzieła), to znaczy 30 Mszy św., które przez 30 kolejnych dni są odprawiane za jednego zmarłego. Wierni żywią nadzieję, że te Msze św. mają taką skuteczność, iż zmarły, za którego są odprawiane, z łaskawości Bożej i za wstawiennictwem św. Grzegorza, jest uwolniony z kar czyśćca.

o. Piotr Mędrak OFM

Źródło: http://www.chorzowfranc.katowice.opoka.org.pl/gregor.html


9
Vox Domini


Eugenio Zolli, wielki rabin Rzymu, nawrócony na katolicyzm (1881-1956)

Wspaniałomyślność szczególnych dróg Pana nie ma sobie równych. „Dlaczego Mnie prześladujesz? – zapytał Szawła na drodze do Damaszku, a w synagodze rzymskiej w 20 wieków później uprzedził rabina Eugenio Zolli’ego:

„Jesteś tu po raz ostatni.”

To było w samym sercu ceremonii Wielkiego Przebaczenia w październiku r. 1944: Jezus uprzedza w ten sposób w intymności wewnętrznej lokucji duszę, która już słuchała tego, co miał jej powiedzieć: „Odtąd pójdziesz za mną” – dodaje. I Italo Zolli, urodzony jako Izrael Zoller, już daje słyszeć swą odpowiedź swemu nowemu Panu i nauczycielowi, jakby to była rzecz najbardziej naturalna: „Tak niech jest, tak niech się stanie, tak trzeba”.

Odwrócił w swoim życiu stronicę oddzielającą Stary Testament od Nowego, jak czynił już tysiące razy z Biblią, gdyż zdążył się zaznajomić ze słowami Chrystusa, o którym proroctwa mesjańskie nie były mu obce. Cudowna zgodność dwóch kultur, żydowskiej i chrześcijańskiej, skonkretyzowała w jednej osobie Italo Zolli słuszność zdania Ozanama:

„To wielki zaszczyt być żydem, mającym szczęście bycia chrześcijaninem!”

Odkrycie sprawiedliwości, <która przewyższa sprawiedliwość>

Z tej zgodności religii, zbyt często nie uznawanej, Izrael Zolli zdawał sobie sprawę od najmłodszych lat. W austriackiej Galicji odkrył u swego przyjaciela Stanisława „krucyfiks powieszony na białym murze”.

Czy ten straceniec jest „cierpiącym Sługą” z prorockich zapowiedzi? – zastanawiał się studiując Talmud.

Miał zamiar zostać rabinem. Marzenie to przetrwało w nim pomimo ofiar, jakie narzucała bieda, w jaką niespodziewanie wpadła jego rodzina.

Studiując we Lwowie bada w chwilach zapomnienia i wbrew umowom – Ewangelię. Zachwycają go błogosławieństwa. Odkrywa w nich sprawiedliwość „przewyższającą sprawiedliwość”, gdyż nie opiera się ona na równowadze tego, co się otrzymuje i tego, co się daje, lecz na dobru jako jedynej odpowiedzi tak na dobro, jak i na zło. Nie ma wyboru. Wróg staje się przedmiotem miłości. „To mnie zaskakiwało – powie Izrael w swoich pamiętnikach –. Zaiste Nowy Testament był Testamentem nowym!”

Studia i niezależność myślenia

W 1904 roku po śmierci swej matki wyjeżdża do Florencji, w której się osiedla na dziewięć lat, na czas studiów świeckich i religijnych. Broni doktoratu z filozofii i otrzymuje dyplom niezbędny dla mianowania go zastępcą rabina w Trieście, wówczas austriackim. Przed wyjazdem poślubia Adelę Litwak ze Lwowa, która urodzi mu córkę.

Jego sympatia dla Włochów da mu w nagrodę w 1918 r. stanowisko głównego rabina w Trieście, na nowo włoskim. Jego małżonka wkrótce umiera, on zaś w 1920 r. poślubia Emmę Majonica, która urodzi mu drugą córkę. Wykłada literaturę oraz języki hebrajskie i semickie na uniwersytetach w Padwie i w Trieście. Pośród jego studentów są też klerycy, którzy się za niego modlą... Już jego pierwsze dzieła dają świadectwo, że ich modły były wysłuchiwane.

W 1935 roku ukazuje się książka Izrael: studium historyczne i religijne. Młody rabin daje w niej świadectwo znaczącej niezależności myślenia:

„Istnieje pragnienie Boga – pisze – które w historii narodu żydowskiego ukaże się w jednej Osobie: Boga, który się stał Człowiekiem.”

W świetle tego, co się zdarzy w przyszłości, niektóre linijki jego pism wydają się osobistymi zwierzeniami:

„Mistycyzm... jest pielgrzymowaniem ku Absolutowi, którym jest Bóg. To droga wymagająca, niepewna, samotna i często bolesna.”

Poszukiwacz prawdy

Dzieło Nazarejczyk (1938) zawiera jakby semantyczną analizę bogatą w pouczenia. Zolli opisuje możliwe źródła etymologiczne, jakich dostarczają terminy w większości aramejskie: „nazirejczyk” (ten, który jest poświęcony); „nesar” – śpiewać lub deklamować; „nasrana” (ten, który poucza o tradycji; „nasora” (ten, który wyjaśnia). A zatem dla tłumu Jezus nie był po prostu osobą pochodzącą z Nazaretu, lecz Nazarejczyk oznaczał też Mówcę.

Zolli opisuje obrzęd, tak ważny dla kasty kapłanów, stwierdzając, że proroctwa bazują na kulcie. Cytuje słowa Izajasza:

„Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich. (...) Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć.” (Iz 53,7-8) Zolli przychyla się do identyfikacji baranka z Chrystusem. Dodaje:

„Chrystus to Mesjasz, Mesjasz to Bóg, Chrystus to Bóg”.

Słowa zaskakujące u rabina, ale jeszcze bardziej zaskakuje to, że w tamtej epoce nie wywołały zgorszenia, jakiego można by się spodziewać.

Zolli sprzyja syjonizmowi, ale sam podczas podróży do Izraela już nie potrafi zaakceptować ducha, jaki tam panuje: „To tak jakby się poświęcało Królestwo dla królestwa” – pisze.


10
2/2001



Czarna karta historii

Wytyczne administracji nakazują zmianę imienia z Izraela Zolli na Italo Zolli. Tak zitalianizowany nie waha się interweniować u pewnego katolickiego profesora z Triestu, który zapowiedział serię antysemickich konferencji. Udaje mu się go przekonać i ten wobec sali wypełnionej po brzegi, odwołuje zapowiedziane konferencje. Salę ogarnia burza braw.

Zolli nie ukrywał pogardy wobec praw rasowych z Norymbergii. Jego szczerość podobała się początkowo władzom lokalnym. Jednakże później odebrano mu obywatelstwo włoskie. W roku 1940 wspólnota żydowska z Rzymu ofiarowała mu wakujące miejsce po rabinie i rektorze gimnazjum. Jego dyplomatyczna zręczność pozwoliła mu przy tej okazji otrzymać w porę złagodzenie udręk zadawanych żydom w stolicy.

Tymczasem niektórzy wpływowi członkowie wspólnoty żydowskiej niesłusznie pewni siebie z powodu swej długiej zażyłości z wysokimi urzędnikami faszystowskimi ujrzą w nim złowieszczego proroka. Z braku rozeznania rzeczywistej sytuacji będą zwalczać jego inicjatywy, nawet w godzinach największych niebezpieczeństw, jakie nastąpią po zajęciu Rzymu przez grupy niemieckie we wrześniu 1943 r. Kiedy przybędzie SS, Kappler zażąda daniny 50 kg złota od żydów ze stolicy. Uda się im zgromadzić 35 kg. Zolli udaje się do Watykanu, aby usilnie prosić o pomoc Papieża, od którego otrzymuje obietnicę zebrania brakującej części. 15 kg, o które chodzi, zgromadziły organizacje katolickie i kapłani. Himmler wpadł w szał, że zamiast Żydów do zabicia ma tylko złoto. Zolli w samą porę ucieka przed Gestapo. Wyznaczają cenę za jego głowę. Jego i bliskich przygarniają rodziny chrześcijańskie. Jednak jego dar przewidywania niebezpieczeństwa dla wspólnoty żydowskiej, nie zostaje doceniony, nawet po tych przykrych wydarzeniach. W lutym 1944 roku Rada Wspólnoty Żydowskiej, zgromadzona w ukryciu, ogłasza zdjęcie Zolli’ego z urzędu wielkiego rabina i odmawia mu wszelkiego wsparcia materialnego.

Troska Papieża o <potomstwo Abrahama> 

„Wielki dług wdzięczności żydów wobec jego Świątobliwości Piusa XII dotyczy zwłaszcza żydów z Rzymu, gdyż będąc najbliżej Watykanu byli przedmiotem szczególnej jego troski” – napisał Eugenio Zolli.

Jego świadectwo jest cenne, gdyż zgadza się z tym, o czym wiemy dzięki archiwom watykańskim, jakie ujawnił o. Blet (1997). Pozwala nam to również zrozumieć, dlaczego, dla większej skuteczności, działania Ojca Świętego musiały być ciche. Było tak z roztropności „w interesie samych ofiar, aby nie uczynić, przeciwnie do intencji, cięższą i bardziej nie do zniesienia ich sytuację” (Mowa do kardynałów z 2 czerwca 1942 roku).

Pius XII wysłał sekretny list do biskupów „nakazujący cofnięcie ścisłej klauzury w domach zakonnych, aby mogły się stać kryjówką dla żydów.”

„Znam klasztor – napisze Eugenio Zolli – w którym zakonnice spały w piwnicy, aby uciekinierzy mogli zająć ich łóżka.”

Tajemna troska Papieża o zachowanie potomstwa Abrahama wydała nieoczekiwane owoce. „W sumie – jak napisał o. Blet – klasztory i domy zakonne wydawały się cieszyć tajemniczą nietykalnością, pomimo jednostek, które za cenę złota donosiły, iż znajdują się w nich żydzi.”

«Teraz pójdziesz za Mną...»

Kiedy Rzym został wyzwolony, wdzięczność tych, którzy przeżyli wyraziła się w następujących słowach: „Kościół katolicki ocalił więcej żydowskich istnień podczas wojny niż wszystkie inne kościoły, instytucje religijne i organizacje w tym celu powołane, razem wzięte.” Taka była opinia Pinchasa Lapide’a, byłego konsula Izraela we Włoszech.

21 września 1944 r. za sprawą władz aliantów Zolli odzyskał włoską narodowość i tytuł wielkiego rabina. Ale ta ostatnia funkcja wkrótce zaczęła mu ciążyć. Do decydującego o jego życiu wydarzenia doszło w krótkim czasie podczas ceremonii Wielkiego Przebaczenia, które tak opisał:

„Nagle oczyma ducha ujrzałem wielką łąkę, a pośrodku niej, na zielonej trawie stał Jezus Chrystus odziany w biały płaszcz. Niebo było błękitne... To wtedy w głębi serca usłyszałem te słowa: ‘Jesteś tutaj po raz ostatni. Teraz pójdziesz za Mną!’”

Po powrocie do domu słyszy od swej żony Emmy wyznanie: „Kiedy stałeś przed arką i torą wydawało mi się, że widzę Jezusa Chrystusa. Był odziany w biel i położył dłoń na twojej głowie, jakby cię błogosławił.”

Porzucając od tej chwili całkowicie dobrowolnie swą funkcję, Zolli przyjmuje chrzest 13 lutego 1945 roku w kościele Najświętszej Maryi Panny od Aniołów. Wybiera imię Eugenio, na znak czci i wdzięczności wobec Papieża, któremu wspólnota żydowska tak wiele zawdzięczała. Jego żona przyjmuje chrzest w tym samym dniu, a córka – w rok później.

Nowina o jego nawróceniu została bardzo źle przyjęta przez środowisko dawnych współwyznawców. Zolli broni się jednak, mówiąc: „Nawrócony, jak cudownie uzdrowiony, jest przedmiotem, a nie podmiotem cudu.”

To nazywamy uprzedzającym działaniem łaski, bo nawrócenie jest nie mniejszym cudem Boga niż uzdrowienie wbrew prawom natury.

Pomsta za <zdradę>

Nikt jednakże nie jest bardziej głuchy od tego, kto nie chce słuchać. Wspólnota żydowska Rzymu oceni to jako zdradę, inni – jako zachowanie interesowne. Tymczasem bez swego stanowiska, były rabin, którego mieszkanie zostało splądrowane przez nazistów, żyje w ubóstwie. Od nędzy, ale nie od ubóstwa, ocali mianowanie go profesorem w Papieskim Instytucie Studiów Biblijnych.

Charakteryzuje go żywa pobożność, która poprzedzała jego nawrócenie, które ją tylko umocniło.

Bystrość jego umysłu wprowadza go na tory prorockiego ducha, który ujawnia się między innymi wtedy, gdy mówi do córki:

„Zobaczysz, z Piusa XII zrobi się kozła ofiarnego za milczenie całego świata wobec nazistowskich zbrodni.”

Spotyka Ojca Świętego, którego prosi o usunięcie słowa: „przewrotni Żydzi” z wezwania w Wielki Piątek: „oremus et pro perfidis Judeis” z powodu negatywnego znaczenia tego słowa w językach współczesnych. Przychylono się do jego prośby!

O. Dezza utrzymuje też, że pośmiertny wpływ Zolli’ego można odkryć nawet w tekstach o więziach łączących lud Starego i Nowego Przymierza powstałych w czasie Soboru Watykańskiego II, takich jak Konstytucja Lumen Gentium i Deklaracja Nostre aetate.

Eugenio zakłada Stowarzyszenie Matki Bożej z Syjonu, aby pomóc nawróconym Żydom. Redaguje też dzieło biograficzne Before the Dawn („Przed jutrzenką”). W „Chrystusie”, syntezie jego pism, porusza czytelnika osobisty akcent tego wytrawnego pisarza, który wyznaje: „W ciszy samotnej nocy słyszę pukanie do drzwi mojej duszy.”

W godzinie umierania z powodu zapalenia płuc w 1956 roku ten mistyk będzie gotowy:

„Posiadam jedynie to, co straciłem, jedynie to, czego nigdy mieć nie będę i wszystko, czego żałuję. Jestem niegodny, a to jest wszystko, co mogę ofiarować mojemu Panu. To najlepsza część mnie samego.”

Zapowiada godzinę swego odejścia: „Umrę w pierwszy piątek miesiąca o 15-tej, jak nasz Pan.”

Tak się stało. Odszedł w osiem dni później, 2 marca 1956 roku.

Eugenio Zolli, dusza mistyczna, poucza swych braci przez obietnicę, że Stary Testament ma swe dopełnienie jedynie w Jezusie Chrystusie i to w Jezusie ukrzyżowanym.

 

Na podst. książki Judith Cabaud: „Eugenio Zolli, prophete d’un monde nouveau”.

Stella Maris nr 368, marzec 2001, str. 23-24 Przekład z franc. za zgodą Wyd. du Parvis


Rekolekcje w Czernej w drugiej połowie roku 2001

SIERPIEŃ 3-8: ODDANIE I MIŁOŚĆ W MAŁŻEŃSTWIE - dla małżeństw; 27-31: OBY MI SIĘ STAŁO WEDŁUG SŁOWA TWEGO (Łk 1,38) dla dziewcząt szkół średnich, studiujących, pracujących.

WRZESIEŃ 26-1.10: NA PROGU MEDYTACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ - formacyjne II etap.

PAŹDZIERNIK 3-8: ZAPROSZENIE DO MODLITWY - formacyjne - I etap.

LISTOPAD 20-23: ABYŚ NA NOWO ROZPALIŁ DAR BOŻY, KTÓRY JEST W TOBIE... - dla kapłanów (prosimy przywieźć alby);

30-2.12: KIM JESTEŚ MARYJO? - dni skupienia z okazji Jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego.

GRUDZIEŃ 7-9: KIM JESTEŚ MARYJO? - dni skupienia z okazji Jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego.

 

Zgłoszenia przyjmują SS. Karmelitanki od Dzieciątka Jezus. Tel.: (012) 282-12-45 lub 282-65-41.

 


11
Vox Domini


Wizja przyszłości Izraela


«Ziemia, która odrzuciła Zbawiciela, nie zazna nigdy pokoju...»


Świt ledwie się rozpoczął, ukazując swą czystość w pierwszej różowości jutrzenki. Świeżą ciszę pól coraz częściej zastępuje i upiększa świergot przebudzonych ptaków.

Jezus wychodzi jako pierwszy z domu Nike, popycha cicho drzwi i kieruje się w stronę zielonego ogrodu, gdzie wyśpiewuje swe czyste nuty gajówka czarnołbista i gdzie łagodnym głosem śpiewają kosy.

Ale nie doszedł tam jeszcze, kiedy wychodzą Mu naprzeciw cztery osoby. Czterech spośród tych, którzy byli wczoraj w nieznanej grupie i ani razu nie odkryli twarzy. Kłaniają się do samej ziemi, po czym Jezus wita ich Swoim pozdrowieniem pokoju:

«Wstańcie! Czego chcecie ode Mnie?»

Na ten nakaz i pytanie, które Jezus im stawia, wstają i zdejmują płaszcze i lniane nakrycia głowy, którymi zasłaniali swe twarze jak Beduini.

Rozpoznaję oblicze blade i szczupłe uczonego w Piśmie Joela, syna Abiasza, widzianego w wizji z Sabeą. Innych nie znam, aż do chwili, gdy wypowiadają swe imiona:

«Ja jestem Juda z Beteronu, ostatni z prawdziwych asydejczyków, przyjaciół Matatiasza Asmodejczyka.» 

«Ja – Eliel i mój brat Elkana z Betlejem Judzkiego, bracia Joanny, Twojej uczennicy, i nie ma dla nas tytułu większego. Nieobecni, gdy byłeś mocny, obecni teraz, gdy jesteś prześladowany.»

«Ja – Joel, syn Abiasza, o oczach tak długo zaślepionych, ale teraz otwartych na Twoje Światło.»

«Już was pożegnałem. Czego chcecie ode Mnie?»

«Powiedzieć Ci, że... że pozostaliśmy zasłonięci nie z powodu Ciebie, lecz...» – mówi Eliel.

«No, mówcie!» [– zachęca Jezus.]

«Bo... Mów ty, Joelu, bo ty najlepiej wiesz...»

«Panie... To, co wiem, jest tak... okropne... że chciałbym, żeby nawet bryły ziemi nie wiedziały i nie słyszały tego, co mam powiedzieć...»

«Ziemia naprawdę zadrży, ale nie Ja, bo wiem, co chcesz Mi powiedzieć. Mów jednak...»

«Skoro wiesz... pozwól, żeby moje wargi nie drżały mówiąc o tych straszliwych rzeczach. To nie dlatego, że myślę, iż Ty kłamiesz, mówiąc, że wiesz, a mimo to chcesz, abym powiedział, aby się dowiedzieć, ale naprawdę, bo...»

«Tak, gdyż to jest coś, co krzyczy do Pana. Ale powiem to, aby przekonać wszystkich, że znam serca ludzkie. Ty, członek Sanhedrynu, zdobyty dla Prawdy, odkryłeś coś, czego nie potrafiłeś znieść sam. To bowiem było zbyt wielkie. I poszedłeś do nich, prawdziwych Żydów, którzy mają dobrego ducha, aby ich poprosić o radę. Dobrze uczyniłeś, nawet jeśli to, co zrobiłeś, na nic się nie zda. Ostatni z asydejczyków gotów był powtórzyć gest swoich ojców, aby służyć prawdziwemu Wybawicielowi. Nie on jeden. Jego krewny Barcelaj zrobiłby to także i wielu z nim. I poszliby za nim bracia Joanny, z miłości do Mnie i do swej siostry, a nie tylko z miłości do Ojczyzny. Ale Ja nie odniosę zwycięstwa przy pomocy włóczni i mieczy. Wejdźcie całkowicie w Prawdę. Mój tryumf będzie niebieski.

Ty – oto jest to, co sprawia, że bledniesz jeszcze bardziej niż zwykle – wiesz, kto i jakie przedstawił dowody oskarżenia przeciwko Mnie. Te oskarżenia, chociaż są fałszywe w duchu, są prawdziwe w opisie rzeczywistych [czynów]. Ja bowiem naprawdę pogwałciłem szabat, kiedy musiałem uciekać, gdyż Moja godzina jeszcze nie nadeszła, i kiedy wyrwałem niewinne dzieci złodziejom. Mógłbym powiedzieć, że konieczność usprawiedliwia czyn, jak konieczność usprawiedliwiła to, że Dawid spożył chleby pokładne. 

Rzeczywiście schroniłem się w Samarii, ale – ponieważ Moja godzina nadeszła – [kiedy] otrzymałem propozycję Samarytan pozostania z nimi jako Najwyższy Kapłan, odrzuciłem zaszczyty i bezpieczeństwo, aby pozostać wiernym Prawu, nawet jeśli to znaczy wydanie Siebie nieprzyjaciołom.

To prawda, że kocham grzeszników i grzesznice do tego stopnia, że [chcę] ich wyrwać z grzechu.

To prawda, że głoszę upadek Świątyni, ale Moje słowa to tylko potwierdzenie przez Mesjasza słów Jego proroków.

Ten, który dostarcza tych i innych oskarżeń, i obraca nawet cuda w oskarżenia,  i posłużył się wszystkim, co jest na ziemi, aby spróbować skłonić Mnie do grzechu i aby móc dorzucić inne oskarżenia do pierwszych, ten jest Moim przyjacielem. To również zostało powiedziane przez króla proroka, od którego pochodzę przez Moją Matkę: „Ten, który jadł Mój chleb, podniósł na Mnie swoją piętę”. Wiem to. Umarłbym dwa razy, gdybym tylko mógł powstrzymać go od popełnienia zbrodni – odtąd bowiem... jego wola oddała się Śmierci, a Bóg nie gwałci woli ludzkiej – ale żeby on przynajmniej... och! Żeby przynajmniej wstrząśnięty popełnioną okropnością rzucił się z żalem do stóp Boga...

To dlatego ty, Judo z Beteronu, ostrzegłeś wczoraj Manaena, żeby zamilkł, bo wąż był obecny i mógł wyrządzić szkodę nie tylko Nauczycielowi, ale też uczniowi. Nie. Tylko Nauczyciel zostanie uderzony. Nie bójcie się. To nie z powodu Mnie przyjdą na was troski i nieszczęścia. Ale to z powodu zbrodni całego narodu będziecie mieli wszyscy to, co zostało powiedziane przez proroków. Nieszczęsna, biedna Moja Ojczyzno! Nieszczęśliwa ziemia, która pozna karę Bożą! Biedni mieszkańcy i dzieci, które teraz błogosławię i które chciałbym ocalić, które – chociaż niewinne – jako dorosłe będą cierpieć udrękę największego nieszczęścia. Spójrzcie na waszą ziemię kwitnącą, piękną, zieloną i ukwieconą jak cudowny dywan, żyzną jak Eden... Wyryjcie sobie jej piękno w sercach, a potem... kiedy powrócę tam, skąd przyszedłem... uciekajcie. Uciekajcie, dopóki będzie to dla was możliwe, nim się tu nie rozszerzy jak drapieżnik z piekła, ohyda spustoszenia, bo ona spadnie, zniszczy, wyjałowi i spali bardziej niż w Gomorze, bardziej niż w Sodomie... Tak, bardziej niż tam, gdzie była tylko szybka śmierć. Tu... Joelu, przypominasz sobie Sabeę? Ona prorokowała ostatnio przyszłość Narodu Bożego, który nie chciał Syna Bożego.» 

Czterej mężczyźni są przerażeni. Strach przed przyszłością sprawił, że oniemieli. Wreszcie Eliel mówi: «Radzisz nam?...»

«Tak. Wyjedźcie. Tu nie będzie już nic, co by było warte zatrzymania synów ludu Abrahama. A zresztą, szczególnie wam, jego osobistościom, nie pozwoli się... Potężni, uczynieni więźniami, upiększają tryumf zwycięzcy.

Świątynia nowa i nieśmiertelna napełni sobą ziemię i każdy człowiek, który Mnie szuka, posiądzie Mnie, bo będę wszędzie, gdzie jakieś serce Mnie kocha. Odejdźcie. Zabierzcie stąd wasze żony, dzieci, starców... Wy Mi ofiarowujecie ocalenie i pomoc. Ja wam udzielam rady ocalającej i pomagam wam przez tę radę... Nie gardźcie nią.»

«Ale przecież teraz... jak Rzym może nam jeszcze bardziej szkodzić? Panuje nad nami. Ale chociaż jego prawo jest twarde, to prawdą jest także, że Rzym odbudował domy i miasta, i...»

«Zaprawdę, wiedzcie to, ani jeden kamień Jerozolimy nie pozostanie nietknięty. Ogień, tarany, proce i oszczepy zwalą na ziemię, zniszczą, wstrząsną każdym domem i Miasto święte stanie się jaskinią i nie tylko ono... Jaskinią będzie nasza Ojczyzna. Pastwiskami dzikich osłów i szakali, jak mówią prorocy, i to nie na jeden rok ani na wiele lat, ani na wieki, lecz na zawsze. Pustynia, ziemie spalone, jałowość... Oto los tych ziem! Pole sporów, miejsce udręki, marzenie odbudowania ciągle niszczone przez bezlitosny wyrok, próby powstania na nowo – tłumione w zarodku. Los ziemi, która odrzuciła Zbawiciela i chciała rosy, która jest ogniem, na grzesznych.»

«Nie będzie więc już... nigdy królestwa Izraela? Nie będziemy już nigdy tym, o czym marzyliśmy?» – pyta trzech dostojników żydowskich przybitym głosem. Uczony w Piśmie Joel płacze...

«Czy przyglądaliście się kiedyś staremu drzewu, którego rdzeń niszczy choroba? Przez lata wegetuje z trudnością, z takim wysiłkiem, że nie wydaje ani kwiatów, ani owoców. Tylko kilka nielicznych liści na wyczerpanych gałęziach wskazuje, że jeszcze nieco soku się wznosi w górę... Nagle, w kwietniu, kwitnie cudownie i pokrywa się licznymi liśćmi. Właściciel cieszy się z tego, bo przez tyle lat troszczył się o nie, nie otrzymując owoców. Cieszy się myśląc, że drzewo wyzdrowiało i staje się znowu bujne po tak nędznym stanie... O, a to jest złudzenie! Po tak żywiołowym wybuchu życia, oto przychodzi nagła śmierć. Opadają kwiaty, liście i małe owoce – które już, jak się wydawało, zawiązują się na gałęziach i zapowiadają obfity zbiór – i z nieoczekiwanym łoskotem, drzewo wali się na ziemię, zepsute u podstawy.

Tak stanie się z Izraelem. Po wegetowaniu przez wieki bez dawania owoców, rozproszony, zgromadzi się na starym pniu i będzie wyglądał jak odbudowany. W końcu zgromadzi się Lud rozproszony. Zgromadzony otrzyma przebaczenie. Tak. Bóg poczeka na tę godzinę, aby zatrzymać bieg wieków. Wtedy nie będzie już wieków, lecz wieczność. Błogosławieni ci, którzy otrzymawszy przebaczenie, będą stanowić przelotne kwitnienie ostatniego Izraela, który się stanie, po tylu wiekach, własnością Chrystusa. Umrą oni odkupieni wraz z wszystkimi ludami ziemi. A z nimi błogosławieni ci spośród nich, którzy nie tylko poznają Moje istnienie, ale przyjmą Moje Prawo jako prawo zbawienia i życia.



12
2/2001


Słyszę głosy Moich apostołów. Odejdźcie, zanim przybędą...»

«To nie przez tchórzostwo, Panie, usiłujemy pozostać nieznanymi, ale aby Ci służyć, aby móc Ci służyć. Gdyby wiedziano, że my, a zwłaszcza ja, przyszliśmy do Ciebie, zostalibyśmy wykluczeni z obrad...» – mówi Joel.

«Rozumiem. Ale uważajcie, bo wąż jest przebiegły. Szczególnie ty, Joelu, bądź ostrożny...»

«Och, zabiliby mnie! Ale wolałbym moją śmierć niż Twoją! I nie widzieć dni, o których mówisz! Bądź błogosławiony, Panie, za umocnienie mnie...»

«Błogosławię was wszystkich w imię Boga Jedynego w Trójcy, i w imię Słowa, które wcieliło się po to, aby być zbawieniem dla ludzi dobrej woli.»

Jezus błogosławi ich wspólnie szerokim gestem, a potem kładzie dłoń na pochylonych głowach mężczyzn klęczących u Jego stóp.

Następnie wstają, zasłaniają na nowo twarze i ukrywają się między drzewami sadu i za murowanym ogrodzeniem, które oddziela grusze od jabłoni, te zaś od innych drzew. Odchodzą akurat na czas, bo dwunastu apostołów wychodzi w grupie z domu, aby zawołać Nauczyciela i wyruszyć w drogę.

 

Fragment z Księgi V „Poematu Boga-Człowieka” wizja nr 41 pt. <JUDASZ DOSTARCZA SANHEDRYNOWI OSKARŻENIA PRZECIWKO JEZUSOWI. DWÓCH NIEWIDOMYCH Z JERYCHA>, napisanej 17 marca 1947.


Z Ewangelii według św. Łukasza (19,41-44)

«Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł:

O gdybyś ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! ale teraz zostało to zakryte

przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię

wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą

i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia...»


13
Vox Domini



NIEZNANY DOKUMENT


ZŁOŻENIE I PUBLIKACJA TESTAMENTU

SPORZĄDZONEGO WŁASNORĘCZNIE

PRZEZ MARIĘ VALTORTĘ

W roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym, dnia dwudziestego drugiego miesiąca listopada w Rzymie w moim biurze przy Corsia Agonale 10, o godzinie osiemnastej piętnaście.

Przede mną, adwokatem Francesco Antonelli, Notariuszem w Rzymie, wpisanym do Rejestru Notariuszy Połączonych Okręgów Rzymu i Velletri, w obecności świadków panów:

– Ferdinando Giuliani, urodzonego w Labico dnia 14-go lutego 1902 r., zamieszkałego w Rzymie przy Via Luigi Mencinelli 34, pracownika umysłowego;

– mgr Ernesta Gentile, urodzonego w Castrovillari, dnia 9-go października 1936 r., zamieszkałego w Rzymie przy Via Sebino nr 11, praktykującego Notariusza (świadkowie zgodni z przepisami prawa)

Szanowny Adwokat Profesor Camillo Corsanego, urodzony w Genui, dnia 20-go marca 1891 r., zamieszkały w Rzymie przy Via Crescenzio 82. Wyżej wymieniony Stawający, którego tożsamość, ja Notariusz poświadczam, uważając, że jest zainteresowany sukcesją po Pani Marii Valtorta, urodzonej w Caserta, dnia 14-go marca 1897 roku i zmarłej w Viareggio dnia 12-go października 1961 roku, jak wynika z odpisu aktu zgonu wystawionego przez Urzędnika Urzędu Stanu Cywilnego Miasta Viareggio dnia 15-go listopada 1961 roku, po uprzednim odczytaniu go przeze mnie wnioskodawcy w obecności świadków, zwraca się do mnie z prośbą o opublikowanie testamentu własnoręcznego wyżej wymienionej zmarłej.

W odpowiedzi na tę prośbę ja, Notariusz, biorę testament zawarty na kartce papieru w kratkę. Zapis zajmuje całe pierwsze trzy strony i część czwartej. Jest napisany charakterem pisma, który petent rozpoznaje jako pismo testatorki. Tekst nie zawiera skreśleń. Na pierwszej stronie w wierszu dwudziestym pierwszym i dwudziestym drugim osiem słów od „Morte” [Śmierć] do „stessa” [ta sama] jest podkreślonych; to samo dotyczy sześciu słów od „nessuna” [żadna] do „nessuno” [żaden, nikt] w trzecim wierszu na drugiej strome, to samo dotyczy czterech słów od „venga” [niech zostanie] do „chiave” [klucz] 18-tego wiersza; w 24-tym wierszu drugiej strony słowo „oppure” [lub] jest nadpisane i na czwartej stronie po podpisie i dacie znajduje się dopisek na marginesie. W tekście kodycylu litera „N” w trzecim wierszu jedynej zapisanej strony jest przekreślona, tak samo jak litera „N” na szóstej stronie, a w dziesiątym wierszu zostało przekreślone słowo „febbraio” [luty]. Oprócz testamentu petent przekazuje mi pół strony czystej kartki, takiej samej jak jest stosowana do listów handlowych, zawierającej kodycyl napisany tylko na pierwszej strome omawianego pisma. Zarówno testament jak i kodycyl zostały podpisane na każdej stronie przez wszystkich obecnych i załączone do niniejszego aktu i tutaj w całości przepisane.

Zapis testamentowy ma następujące brzmienie:

 

„Mój testament i moja ostatnia wola.

Będąc w pełni władz umysłowych, powierzywszy Bogu moją duszę spisuję moją ostatnią wolę i po przedstawieniu jej mojemu prawnikowi: Komandorowi Adwokatowi Tito Cangini Via S. Paolo nr 11 Piza, który ją przyjął, rozporządzam moimi rzeczami.

I. Mój dom i to co się w nim znajduje pozostawiam Marcie Diciotti, do końca jej życia.

II. Po jej [Marii Diciotti] śmierci dom przejdzie na rzecz O.S.M. /Zgromadzenia Braci Sług Najświętszej Marii Panny/ jako schronienie dla członków Zgromadzenia Braci Sług N.M.P. pierwszego, drugiego i trzeciego oddziału, którzy są starzy lub chorzy. W ten sposób zamierzam refundować, na tyle, na ile mogę, koszty poniesione z mojego powodu przez Zgromadzenie Braci Sług N.M.P.

III. Dzieła i prawa do nich, zgodnie z tym co ustalono w umowie, przechodzą na Martę Diciotti, moją spadkobierczynię, w nagrodę za jej wierność i miłosierdzie godne wszelkiej pochwały i nagrody oraz jako wynagrodzenie wszystkich lat, na razie 18-tu, przez które była przy mnie i mi służyła nie żądając żadnego pieniężnego wynagrodzenia.

IV. Jeżeli umarłabym zanim będę mogła doprowadzić do końca publikację Dzieł, Marta będzie ją kontynuowała jak ja sama, a wręcz z większą swobodą niż ja miałam, z większą ode mnie kompetencją, gdyż lepiej ode mnie zna się na prawie, ponieważ przez wiele lat pracowała w biurze prawnym jako sekretarka, i z moim konkretnym poleceniem zrobienia tego, co Bóg chce.

V. W przypadku, gdyby z jakiegoś powodu umowa z obecnym Wydawcą została rozwiązana, Marta może pertraktować z innymi Wydawcami.

To dotyczy domu i Dzieł.

Jeżeli chodzi o mnie to chcę, aby po mojej śmierci postąpiono następująco:

I. Chcę być ubrana skromnie, okryta moim welonem chrzcielnym, i żeby włożono mi w ręce i na szyję Krzyż, Świętą Koronę, które służyły już moim zmarłym Rodzicom i szkaplerze III-go Zakonu, do którego należę.

II. Żadnego wystawiania zwłok, dla nikogo, z oczywistych względów, również i przede wszystkim po to, aby zabezpieczyć to co znajduje się w moim pokoju przed prawdziwą grabieżą spowodowaną fanatyzmem. Pokój, po złożeniu mnie na łożu pogrzebowym, ma zostać zamknięty na klucz i otwarty dopiero po wyniesieniu z niego mojego ciała w trumnie.

III Trumna ma być prosta, pogrzeb bardzo skromny, rano, wcześnie rano, tak by mogła zostać odprawiona Msza Święta nad ciałem, jeżeli to będzie możliwe w Kościele św. Andrzeja, ponieważ byłam Członkiem Trzeciego Zakonu i ponieważ jedynymi osobami, które zawsze zajmowały się przynoszeniem Świętych Sakramentów byli tylko Bracia Słudzy N.M.P., natomiast Kapłani z mojej Parafii nigdy się mną nie interesowali.

IV. Pragnę być pochowana na cmentarzu, nie pod galeriami. Grób bardzo skromny. Jeżeli byłaby możliwość umieszczenia napisu na nim, to chciałabym, aby to był jeden z następujących:

„Maria Valtorta 14-3-1897-.... Żyła i umarła dla Pana i dla dusz”.

Lub: „Przestałam cierpieć, ale dalej będę kochać”.

Lub: „Jest łaską ogólną, aby urzeczywistnił się powód istnienia. Ofiarować się, aby móc ofiarować Boga”.

Lub: „Dusza, która zawsze dążyła do nieba z ciemności Ziemi odeszła do Wiecznego Światła”.

V. Chcę, aby Marta ofiarowała w intencji naszych dusz 12 Mszy Świętych za zmarłych u Salezjanów w Bolonii, w Kościele akademickim w Bolonii i w Domu Misyjnym w Neapolu, gdzie zapisałam moich Rodziców, którzy nie żyją już od wielu lat.

VI. Niech mój pokój pozostanie takim, jakim był w chwili mojej śmierci, aż do momentu przekazania go Oratorium. Tak samo niech również zostaną zachowane listy. Akty przyjęcia przez Zgromadzenie Braci Sług N.M.P., listy Belfanti, o ile nie zostały jeszcze przeze mnie przekazane jako świadectwo tego, co było zawsze bolesne w moim życiu z powodu braku zrozumienia przez matkę, a także przez innych, i dołączone do prawdziwej historii mojego życia, którą teraz, gdy moja matka już nie żyje, chciałabym jeszcze raz napisać, jeżeli będę miała siły i zdrowie, by to zrobić.

Przebaczam wszystkim tym, którzy zadali mi ból. Zawsze wszystkim wybaczałam, mojej matce jako pierwszej, i będę wybaczać zawsze. Wiele przebaczenia, ponieważ otrzymałam wiele cierpienia od rodziców i przyjaciół. Nie żywię urazy do żadnej z osób, które zadały mi tyle bólu i przez które płakałam, a także z powodu zniewag i niezrozumienia oraz oszczerstw. Ale pamiętam wszystko. Idę na śmierć spokojna i pogodzona z losem, po tym jak niosłam mój krzyż, a raczej: moje krzyże różnego rodzaju, i coraz cięższe, można powiedzieć od momentu moich urodzin, nie kochana ponieważ byłam kobietą, a nie mężczyzną, a potem z powodu nienawiści duchowego i umysłowego degenerata, który w wieku 23 lat unieszczęśliwił mnie fizycznie na całe moje życie.

Módlcie się za mnie. Kochajcie mój dom, gdzie żyło tyle Nieba i skąd poniosłam do Nieba tyle dusz, począwszy od tych dusz moich kuzynów Belfanti do niezliczonych innych, i z moimi cierpieniami ofiarowanymi za nie, z moimi prośbami, i z pismami, które Bóg przekazał, aby dusze uzyskały zbawienie wieczne i których ja, przez posłuszeństwo Jego Boskiej Woli, nie rozpowszechniłam, ale które inni, w celu zbawienia, rozpowszechnili, i które rzeczywiście wielu zbawiły.

Jeżeli chodzi o moje rzeczy: niech zostanie zwrócone pani Paola Belfanti jej złote wieczne pióro. Niech Matce Teresie zostanie przekazana relikwia św. Teresy z B.G. i zwrócony Krzyż odpustowy, który noszę na szyi. Dla Mencarini pamiątka po mnie. Niech zostanie przesłany jeden z moich wizerunków post mortem, z Boskimi Słowami motta, tak jak ja je sobie oznaczyłam. Znajdują się one w żelaznej kasetce, gdzie jest złoto, które mi zostało i które Marta przeznaczy po mojej śmierci temu, komu będzie chciała. Błogosławię i dziękuję wszystkim tym, którzy mnie kochali i mi pomagali, i dla których, również poza tym życiem, będę miała miłość i modlitwy, i powtarzam przebaczenie dla wszystkich tych, którzy nawet niechcący mogli spowodować moje cierpienie. Ostatnie ostateczne pożegnanie dla wszystkich, jednakowo.

Podpisano

Maria Valtorta

1-go listopada 1952 roku

Uroczystość Wszystkich Świętych.

Nadano z mojego domu:

Ulica Fratti 113-Viareggio.

Ten mój testament anuluje każdy mój inny wcześniejszy akt lub pismo, i jest jedynym ważnym przed Bogiem i przed Prawem włoskim”.

 



14
2/2001


Kodycyl ma następujące brzmienie:

 

„W imię Pana. Amen.

Ja, niżej podpisana Maria Valtorta, córka Giuseppe, dzisiaj, 18-tego lutego 1957 roku, o godzinie 17.25, w moim domu przy ulicy Antonio Fratti nr 113, z mojego łoża boleści, po sporządzeniu aktu darowizny Moich Dzieł, Poematu Człowieka Bogu, na rzecz Zgromadzenia Braci Sług Najświętszej Marii Panny, obawiając się, że w chwili mojego przejścia, nie będzie jeszcze zakończone przyjęcie dokonanej przeze mnie wyżej wymienionej darowizny, aktem notarialnym sporządzonym przez notariusza Raffaello Vannucchi z Viareggio, w dniu 18-go lutego 1957, na rzecz Kurii Przełożonego Zgromadzenia Braci Sług N.M.P., pozostawiam w formie legatu wyżej wspomnianej Instytucji Kościelnej wszystko to, co stanowi przedmiot wyżej wspomnianej darowizny, gdyż taka jest moja niewzruszona wola, aby ta moja darowizna została rzeczywiście zrealizowana. Pozostawiam tej samej Instytucji Kościelnej również wszystkie moje pozostałe pisma, prosząc, aby zajęto się ich opublikowaniem i rozpowszechnieniem.

Niniejszy legat, także w najszerszym rozszerzeniu aktualnym należy rozumieć jako legat podlegający wszystkim klauzulom i warunkom przewidzianym w wyżej wspomnianym akcie darowizny, tak jakby były one tutaj powtórzone. W przypadku, gdyby Kuria Przełożonego Zgromadzenia Braci Sług N.M.P. nie chciała lub nie mogła przyjąć darowizny lub legatu, lub gdyby znalazła się w sytuacji, w której nie mogłaby spełnić wszystkich narzuconych jej zobowiązań, pozostawiam jako legat, wyżej wymienione Dzieła pani Marcie Diciotti. Z zachowaniem tych samych obowiązków przewidzianych darowizną wyżej wspomnianą i przywołaną w niniejszym testamencie.

Dzisiaj, 18-go lutego 1957 r.

Podpisano  Maria Valtorta.

 

Podpisano Camillo Corsanego

Podpisano Ferdinando Giuliani świadek

Podpisano Emesto Gentile świadek

Podpisano Adwokat

Francesco Antonelli-Notariusz



15
Vox Domini


Jak zyskać codziennie odpuszczenie kar za swoje winy?

Małe odpusty – droga konkretnego nawrócenia.

«Wyspowiadałem się, przyjąłem Komunię św., nawiedziłem wyznaczony kościół, w którym odmówiłem kilka modlitw, także za Ojca Świętego i już zyskałem odpust zupełny!»

Nie, nie! To zbyt proste, aby mogło być prawdziwe! Jakże mógłbym uzyskać ten odpust, trwając w moich egoistycznych przyzwyczajeniach, nie zmieniając się, nie odnawiając mojego dziecięcego odniesienia do mojego Ojca i nie wzrastając w miłości braterskiej?

Aby uzyskać odpust zupełny nie mogę gardzić autentyczną zmianą życia, która jest wymagana dla dostąpienia przebaczenia.

STAĆ SIĘ <POBŁAŻLIWYM>, CZYLI CZŁOWIEKIEM ODPUSZCZAJĄCYM INNYM.

W rzeczywistości odpust dotyczy całego chrześcijańskiego życia, we wszystkich jego wymiarach. Dlaczego?

Z jednej strony z powodu grzechu, z powodu moich grzechów przeciw miłości Bożej: z powodu mojego wewnętrznego rozregulowania, któremu jest winny grzech pierworodny, wywołujący u mnie trzy pożądliwości: żądzę ciała, oczu i pychę życia (1 J 2,16) z powodu mojej słabości będącej następstwem tych zranień.

Z drugiej zaś strony przez miłosierdzie Boże dane w Jego Synu Jezusie Chrystusie.

Muszę najpierw pojąć, jak Bóg mnie kocha, aby dobrze zrozumieć sens odpuszczenia, którego celem jest pobudzenie mnie z kolei do bezinteresownej miłości wobec Tego, który przeorientuje całe moje życie na Niego.

Bóg pragnie być wobec nas pobłażliwy. On chce nas wszystkich ocalić od śmierci. Bóg pragnie naszego serca. Oczekuje od nas aktów czystej miłości. Za Jego przykładem my powinniśmy stać się – w takim sensie jak Bóg – pobłażliwi wobec innych, zmienić mentalność i oczyścić samych siebie przez dobre czyny miłosierdzia i współczucia, jeśli chcemy, aby On i nas wysłuchał.

Oto „małe odpusty” tak potrzebne do naszego duchowego przemienienia. Dzięki nim unikniemy długiego pobytu w czyśćcu.

Dziś proponuję wam pierwszą serię takich działań, które odnoszą się do życia w rodzinie, a wskazują na naszą wewnętrzną przemianę i zyskują nam Boże odpuszczenie:

l współczucie wobec rodziców;  l poświęcanie uwagi dzieciom;  l wierność miłości w małżeństwie.

 Współczucie wobec rodziców

Jedno z dobrych dzieł współczucia, jakie Bóg nam zaleca i które przyciąga Jego pobłażliwość wobec nas, dotyczy naszej postawy wobec rodziców. Czwarte przykazanie poleca nam: „Czcij ojca twego i matkę, abyś w ten sposób przedłużył twoje dni na ziemi, jaką Pan twój Bóg ci daje” (por. Wj 20,12).

Dziś widzimy liczne dzieci, które porzucają swych rodziców z powodu pracy lub spędzania gdzieś tak zwanego weekendu, nie wspominając już o tych, którzy porzucają je w przytułkach, nigdy ich nie odwiedzając... Gdzież jest litość i cierpliwość, które mają moc zatarcia czasowych kar i uczyniłyby sakrament pojednania bardziej owocnym?

Słowo Boga zachęca nas do tego wiele razy. I tak w Księdze Mądrości Syracha czytamy:

„Albowiem Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce” (Syr 3,2-6).

I jeszcze: „Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie. W dzień utrapienia wspomni się o tobie, jak szron w piękną pogodę, tak rozpłyną się twoje grzechy.” (Syr 3,12-15)

Poświęcanie czasu na wychowanie dzieci.

Jeśli dzieci mają obowiązki wobec swych rodziców, to także rodzice powinni praktykować miłość wobec swego potomstwa, zarówno poprzez cierpliwość jak i przez napominanie, dziś zbyt często zapominane. Tego zaś uczył nas św. Paweł: „A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je stosując karcenie i napominanie Pańskie!” (Ef 6,4)

Z powodu telewizji, pracy zawodowej matek i miejskiego rytmu życia wiele dzieci jest pozostawianych samopas i nie mają już nikogo, kto by je wysłuchał. Wielu rodziców okazuje dzieciom troskę jedynie doczesną: kierują je na studia, dla zapewnienia im pozycji, aby odniosły powodzenie w społeczeństwie, lecz lekceważą uczenie ich mądrości Boga.

Katechizm zaś poucza nas: „Rodzice powinni uważać swoje dzieci za dzieci Boże i szanować je jako osoby ludzkie. Wychowują oni swoje dzieci do wypełniania prawa Bożego, ukazując samych siebie jako posłusznych woli Ojca niebieskiego.

Rodzice pierwsi są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci. Wypełniają tę odpowiedzialność najpierw przez założenie ogniska rodzinnego, w którym panuje czułość, przebaczenie, szacunek, wierność i bezinteresowna służba. Dom rodzinny jest właściwym miejscem kształtowania cnót. Wychowanie to wymaga nauczenia się wyrzeczenia, zdrowego osądu, panowania nad sobą, które są podstawą wszelkiej prawdziwej wolności. Rodzice powinni uczyć dzieci podporządkowywać „wymiary materialne i instynktowne... wymiarom wewnętrznym i duchowym”. Na rodzicach spoczywa poważna odpowiedzialność za dawanie dobrego przykładu swoim dzieciom. Jeśli potrafią przyznać się przed nimi do swoich błędów, będą mogli lepiej kierować dziećmi i je poprawiać:” (KKK 2222-3)

Nie ma żadnej wątpliwości: życie rodzinne jest stałą próbą miłości. To miejsce, w którym uczymy się wyrozumiałości, zrozumienia, tolerancji i kochania Boga, przebaczania, gdyż On nam przebaczył jako pierwszy.

Wierność w małżeństwie

Wierność w małżeństwie staje się coraz trudniejsza do zachowania. Prawa rozwodowe, aborcyjne i obecnie hołdujące nawet homoseksualistom, sprzymierzone z naciskiem mediów wypowiadają wojnę Bogu i człowiekowi. Wszystko to wynika z porzucenia modlitwy w rodzinie i prowadzi ku utracie wiary w Boga, który jest i pozostaje wierny niezależnie od tego, co czyni człowiek. Tutaj urzeczywistnia się słowo Jezusa: „Beze mnie nic nie możecie uczynić!” (por. J 15,5) Nasze życie w odstępstwie boleśnie nam to ukazuje.

Bóg jest Miłością. Jak wzrastalibyśmy w tej miłości, gdybyśmy jej nie otrzymywali od Boga? Bez otwarcia się na łaskę Ducha Świętego, który nakłania do wzajemnego słuchania, przebaczania, pojednania, małżonkowie nie mogą stać się świadkami trwającej wiecznie miłości Boga. Sakrament małżeństwa trwa na zawsze, lecz nie ma w nim mocy magicznej. Drzewo nie może wydać owoców bez nawożenia, przycinania i otaczania go troską. Porzucone – dziczeje.

Katechizm poucza:

„Miłość małżeńska ze swej natury wymaga od małżonków nienaruszalnej wierności. Wypływa to z wzajemnego daru, jaki składają sobie małżonkowie. Miłość chce być trwała; nie może być „tymczasowa”. „To głębokie zjednoczenie będące wzajemnym oddaniem się sobie dwóch osób, jak również dobro dzieci, wymaga pełnej wierności małżonków i nieprzerwanej jedności ich współżycia”.

Najgłębszy motyw wynika z wierności Boga wobec swego przymierza i z wierności Chrystusa wobec swego Kościoła. Przez sakrament małżeństwa małżonkowie są uzdolnieni do życia tą wiernością i do świadczenia o niej. Przez ten sakrament nierozerwalność małżeństwa zyskuje nowy i głębszy sens.

Związanie się na całe życie z drugim człowiekiem może wydawać się trudne, a nawet niemożliwe. Tym ważniejsze jest głoszenie Dobrej Nowiny, że Bóg nas kocha miłością trwałą i nieodwołalną, że małżonkowie mają udział w tej miłości, że Bóg ich prowadzi i podtrzymuje oraz że przez swoją wierność mogą oni być świadkami wiernej miłości Boga. Małżonkowie, którzy z pomocą łaski Bożej dają to świadectwo, często w bardzo trudnych warunkach, zasługują na wdzięczność i wsparcie wspólnoty eklezjalnej.” (KKK 1645-48)

Ta wdzięczność i wsparcie wyjednują nam odpuszczenie kar doczesnych, jakie musimy zapłacić na ziemi, a jeśli nie, to po śmierci. Miłością i współczuciem należy zaś otoczyć tych, którzy cierpią w swym ciele i w duchu uchybienia wierności małżeńskiej.

Z łaską Boga możemy więc zdobyć wiele odpustów w tym małym domowym Kościele, jakim jest rodzina.

 Christian Parmantier  Stella Maris nr 355 (str. 22-23)

 



16

Powrót do strony głównej Wydawnictwa "Vox Domini"
Powrót do początku tej strony

 Archiwum pisma "Vox Domini"

 

Pełna wersja pisma drukiem w prenumeracie pocztowej


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]