Bernard Balayn

przesłanie historii dla dzisiejszego zagrożonego świata:

Zwycięstwo pod Lepanto, 7 października 1571.

 

MIESIĄC MARYI

Każdego roku, październik świętowany jest jako drugi, obok maja, miesiąc maryjny: miesiąc Różańca Świętego. To w tym miesiącu, w 1917 roku, trzynastego dnia października, Matka Boża ukazała się w Fatimie przedstawiając się jako Pani Różańca Świętego, a podczas poruszania się słońca, troje pastuszków widziało obok niej jakby trzy obrazy prezentujące trzy części Różańca: radosne, bolesne i chwalebne. Dziewica Maryja zaprosiła świat do przygotowania wielkiego zwycięstwa nad szatanem, jakie zapowiedziała 13 lipca, przy szczególnej pomocy Różańca, jaki nosiła na ramieniu, piękny jak słońce, różaniec, który z wieku na wiek, z etapu na etap, przygotowuje i przyspiesza to zwycięstwo, teraz już bliskie.

Pomiędzy tymi etapami jest jedna z najbardziej znaczących dat:

7 października 1571 roku, dzień naznaczony zwycięstwem pod Lepanto.

Ktokolwiek udaje się z pielgrzymką do bazyliki Najświętszej Maryi Panny z Fourviere w Lyonie jest uderzony wielkimi mozaikami osadzonymi na lewej ścianie majestatycznej barokowej nawy. Przedstawia ona bitwę morską niezwykle rozległą, gdzie jawna jest interwencja nadprzyrodzona. Podobnie jak stało się podczas bitwy cesarza Konstantyna z jego wrogiem Maksensem w 312 roku, kiedy ujrzał on pojawiający się na niebie Rzymu krzyż i słowa: In hoc Signo vinces – przez ten znak zwyciężysz. Ten znak kazał potem wyhaftować na swoim sztandarze.

Lepanto to zagrożenie islamem. Fatima zaś przywodzi na myśl córkę Mahometa. Czy nie ma w tych obrazach silnego wskazania tego, co sprzeciwia się prawdziwej wierze? Czy chodzi o tylko herezje z dawnych czasów czy także o współczesny ateizm?

Niewiasta obiecana w Księdze Rodzaju (por. Rdz 3,15), przyspieszająca Swój tryumf nad Smokiem wstaje jak matka, aby nas wspomóc tak, jak Syn prosił Ją o to, gdy stała u stóp Krzyża: ‘Oto syn twój’ (por.J 19,27).

WZROST ZAGROŻENIA TURECKIEGO

Na początku współczesnych czasów, chrześcijaństwo z trudem podnosiło się z konwulsyjnej agonii średniowiecznej. Jego jedność została złamana przez religijne niesnaski wywołane protestantyzmem, konfliktami wojskowymi i innymi.

A ponieważ nieszczęścia, jak mówią, chodzą parami, to wierze groziła wtedy coraz bardziej rosnąca potęga islamu poprzez pozycję imperium ottomańskiego Turcji.

Szeroki rozkwit chrześcijaństwa, tym razem w Europie zachodniej, za czasów Karola V, stanowił słabość będącą zarazem siłą imperium, które nie przerwało swej presji od czasów, gdy Karol Młot odniósł pod Poitiers w 732 roku zwycięstwo nad Arabami.

Oczywiście Najwznioślejsza Brama właśnie utraciła swój ostatni bastion na zachodzie, w 1492 roku: emirat Grenady, strata, która przesuwała granice jej wpływów bardziej na wschód, lecz zdobycie Konstantynopola w 1453 roku wynagrodziło niepowodzenie i miało posłużyć nawet jako wyrzutnia do zdobycia ogromnego imperium obejmującego cały rejon Śródziemnomorski na wschodzie, od Turcji po Tunezję aż po bramy Wiednia, ledwie oszczędzonego, przechodzącego przez Egipt, Mezopotamię i południe Persji. Rzym miał się czego obawiać!

Na wzór papiestwa, zatroskanego o zachowanie katolicyzmu, ujętego w imadło pomiędzy protestantyzmem na północy, islamem na południu, dwie potęgi europejskie miały bezpośredni interes w tym, by się sprzeciwić temu ostatniemu: Republika Wenecji z racji ekonomicznych (traci Cypr w latach 1570-71) i Hiszpania w osobie Jego Wysokości Filipa II, bardzo katolickiego, syna Karola V, szaniec zachodni Morza Śródziemnego i chrześcijaństwa, od Balearów do południa Włoch.

Co do Francji i Karola IX obawiała się ona hegemonii hiszpańskiej i imperium, które ją otaczało (Anglia królowej Elżbiety była anglikańska). Najstarsza Córa Kościoła nie stroniła więc od ugody z Turcją, aby się uwolnić, a zwłaszcza od wojen religijnych (w latach 1562-70) i ostatecznie masakry hugenotów w noc świętego Bartłomieja (1572).

W tym czasie Turcy zagrażali Grecji, nie dalekiej od Italii. Pomimo tego niebezpieczeństwa Papieżowi, świętemu Piusowi V, trudno było zgromadzić synów Krzyża przeciw zwolennikom półksiężyca.

Pius V był jednym z najbardziej znanych papieży Kontrreformacji katolickiej, pochodzącym z szeregów św. Dominika, którego Najświętsza Panna pouczyła o mocy różańca w walce z herezją. Jako wielki czciciel Najświętszej Panny sprzyjał bractwom różańcowym w epoce powstrzymywania protestanckich herezji, jakie siały spustoszenie w północnej części Europy. Dominikanie uczynili ze swoich bractw prawdziwą szkołę duchowości. Ich członkowie gromadzili się w pierwszą niedzielę każdego miesiąca, aby czcić szczególnie Najświętszą Pannę Różańcową.

PRZYGOTOWANIE DO WALKI

I tak papież, pobożny i roztropny, działał mądrze przy użyciu sił ludzkich i boskich. Nie tylko udało mu się zgromadzić Świętą Ligę: Hiszpanów, Genueńczyków i Wenecczyków wokół jego małej armii, a wszystko pod przewodem Marka Antoniusza Colonna, głównego dowódcy sił Państwa Kościelnego, Jana Austriackiego (przyrodniego brata Filipa II), admirała floty, Jana Andrzeja Doria, komendanta floty genueńskiej, i Veniero, kapitana statków weneckich. Ale przede wszystkim Najwyższy Pasterz powierzył „resztę” miłosiernemu wstawiennictwu Matki Bożej, dopinając swego przez mocne przygotowanie duchowe walczących (na wzór świętej Joanny d’Arc), połączone z modłami o ratunek przed islamem całego chrześcijańskiego świata, w czasie trwania uroczystego jubileuszu ogłoszonego przez Jego Świątobliwość.

Ostatnie kłótnie prowizorycznie przycichły w szeregach chrześcijan, ich flota stanęła niespodziewanie naprzeciw floty tureckiej, na zachodzie Zatoki Korynckiej, nad brzegiem Lepanto, na północy, naprzeciw portu Patras. Mieszkańcy zachodu zamykają wejście do zatoki od razu pozostawiając muzułmanów na swej łasce. Był wschód słońca, w niedzielę 7 października 1571 roku, pierwsza niedziela miesiąca według, wtedy jeszcze juliańskiego, kalendarza. Niedziela szczególnie poświęcona przez dominikańskich czcicieli Matki Bożej – Pani Różańca Świętego.

Flota chrześcijańska zgromadziła 208 okrętów. Na niektórych były działa spełniające decydującą rolę. 65 tysięcy żołnierzy. Przeciw sobie mieli 230 okrętów nieprzyjacielskich i około 80 tysięcy żołnierzy. Większość miała szablę lub łuk.

Papież przekazał admirałowi nową poświęconą chorągiew, na dziobie wzniesiono krzyż Chrystusowy, rozdano medaliki i różańce, nawoływano całe wojsko, aby wezwało Maryję, Wspomożenie chrześcijan. Po przybyciu na miejsce wyspowiadali się, odmówili wspólnie różaniec na każdym ze statków. W południe wznieśli sztandar Jezusa i rozpoczęła się walka.

ZWYCIĘSTWO

Nagle ucichł wiatr niekorzystny dla chrześcijan. Uznano to za nadprzyrodzony znak. Ten cud zdwoił siły. Walczono zażarcie przez cztery i pół godziny. Wiele razy z trudem stawiano opór, aż wreszcie nastąpił odwrót sił tureckich.

Jest prawdą, że J. Andrzej Doria obciął ostrogi galery, żeby artyleria lepiej celowała; że potężne weneckie galery, prawdziwe pływające fortece, rozdzieliły i rozproszyły nieprzyjacielskie okręty; że doskonała piechota hiszpańska odegrała ważną rolę, dodana do uderzeń dział z Wenecji i że Opatrzność – w tym wypadku poprzez Maryję – dokonała reszty.

W swoim dziele „Morze Śródziemne w czasach Filipa II”, znany historyk Fernand Braudel zanotował, iż jedynie 30 okrętów tureckich się wymknęło, pod wodzą admirała Euldj Ali. Wszystkie inne zostały wzięte i podzielone pomiędzy zwycięzców lub zatonęły. W walce Turcy stracili 30 tysięcy osób, zabitych lub rannych, 3 tysiące trafiło do niewoli, 15 tys. galerników zostało uwolnionych, z pewnością dzięki Matce Bożej Miłosierdzia. Chrześcijanie stracili 10 okrętów, 8 tys. osób zginęło, a 21 tysięcy odniosło rany. Po ludzku drogo zapłacili za zwycięstwo. Szkoda, że Doria nie umiał go wykorzystać, lecz tryumf chrześcijaństwa był ogromny.

WAŻNE POCZYNANIA KOŚCIOŁA

Flota chrześcijańska nie parła dalej naprzód po swym zwycięstwie, zbliżał się martwy sezon, straty był znaczne, zapasy żywności i amunicji bardzo osłabione, Turcy zostali wytępieni.

Niemniej jednak ocalono katolicyzm i to, czego nie mogła dopełnić broń, dokonały zdobycze duchowe poprzez szczęśliwe decyzje Soboru Trydenckiego, poprzez reformy, takie jak Karmelu i nowoutworzone dzieła, takie jak Zakon Jezuitów. Odzyskiwano społeczności wstrząśnięte Reformacją i ożywiano ducha w wątpiących wiernych.

Potęga muzułmańska była nieuleczalnie naruszona i odepchnięta, choć później miała powrócić do natarcia. W rzeczywistości miała jednak ulec nowej klęsce dzięki królowi Polski. Jan III Sobieski ocalił Wiedeń, znowu oblężony, 12 września 1683 roku. Wtedy rozszerzono w Kościele święto Najświętszego Imienia Maryi, gdyż to pod Jej imieniem odniesiono zwycięstwo. Papież Klemens X ogłosił je najpierw na ziemiach hiszpańskich w rocznicę bitwy pod Lepanto.

Papież Pius V – który doznał łaski ujrzenia wizji zwycięstwa w zatoce Patras w chwili jej dokonywania się – z wdzięczności uznał, że było ono owocem potężnego pośrednictwa Matki Bożej Różańcowej i ustanowił Wspomnienie Matki Bożej Zwycięskiej na dzień 7 października. Senat Wenecji nie pomylił się, kiedy na tablicy pamiątkowej umieścił napis:  „To nie potęga ani broń, ani dowódcy pomogli nam odnieść zwycięstwo, lecz Maryja Różańcowa.” 

W 1573 roku Grzegorz XIII ustanowił święto Matki Bożej Różańcowej na pierwszą niedzielę października. Klemens X rozszerzył je na kalendarz łaciński po nowym zwycięstwie cesarza Karola VI pod Peterwarden w 1716 roku, po czym, po reformie liturgicznej, święty Pius X przeniósł je na 7 października.

NADPRZYRODZONE ZNACZENIE FAKTU HISTORYCZNEGO

Być może rozmyślając nad tymi historycznymi wydarzeniami zrozumiemy dodatkowy sens faktu, że Maryja nazwała się w Fatimie Panią Różańcową. Szczególne znaczenie ma chyba także fakt, że miejsce, w którym się ukazała trojgu pastuszkom przywodzi na myśl historyczne wydarzenia. To w odległości kilku kilometrów od Cova da Iria waleczny wódz, potem ogłoszony błogosławionym, Nuno Alvares Pereira, pokonał w przeddzień Wniebowzięcia, w roku 1385 armię kastylijską, wspierany żarliwą modlitwą króla Jana I Wielkiego podczas sławnej bitwy pod Aljubarrota. Ufundował tam następnie klasztor dominikanów zwany Batalha (od portugalskiego słowa: bitwa).

Czyż nie chodzi o to, aby naszej pamięci, czasem zawodnej, przypomnieć, że jesteśmy wpisani w trudny marsz zbawienia i że w niektórych chwilach, szczególnie niebezpiecznych, w historii chrześcijańskiej dobrze jest wezwać na pomoc Tę, którą Bóg nam dał jako Matkę, Pocieszycielkę i Pośredniczkę, Pomocniczkę i Wsparcie, prosząc ją zwłaszcza posługując się modlitwą „Zdrowaś Maryjo...” To modlitwa biblijna, „streszczenie Ewangelii” jak określił ją Jan Paweł II, trynitarna, kościelna, odwieczna modlitwa chrześcijan.

Lepanto nie jest więc wyłącznie zwycięstwem tylko tamtego czasu, podobnie jak Aljubarrota czy Patrewarden... Każde maryjne zwycięstwo wpisuje się w ślad rady danej przez Maryję w Kanie: „Uczyńcie wszystko, co On wam powie”. Co sprowadza się do faktu, że kto czyni świętą wolę Boga, ten jest przez Boga wysłuchiwany, jeśli jego prośba jest prawa i pożyteczna dla zbawienia. Lepanto wpisuje się w logikę Krzyża i Zmartwychwstania, w wierze i nadziei. Wystarczy pamiętać o sprawach z wysoka, chcieć tego, czego Bóg chce, zgadzając się płacić za to cenę. Lepanto oznacza, że wszystko jest możliwe dla Pana niemożliwości dzięki ufności tego, kto wierzy. To wielkie światło zapisane w nocy aktualnego świata, wydanego na pastwę rozpaczy, ateizmu, zniszczenia we wszystkich postaciach.

Lepanto jest wielkim znakiem Maryi, jej bliskiego tryumfu nad siłami Zła, które osiągnęły swój widoczny i przejściowy szczyt. Ponad nauką historii, która przecież ukazuje nam tylko powierzchownie fakty, Lepanto skłania nas do odczytania całej głębi nadprzyrodzonej historii, aby nam ukazać inteligencję tajemnic Bożych, które działają w Jego stworzeniu. To także w tym sensie Maryja powiedziała pastuszkom: „Pragnę, abyście się nauczyli czytać.”

Zatem w tym czasie, u skrzyżowania dróg historii, kiedy wszystko może być stracone, lecz także wszystko można wygrać, odczytajmy raz jeszcze słowa Jana Pawła II, wypowiedziane w środku polskiej zawieruchy lat 80-tych, kiedy pokazywał swoim rodakom różaniec, mówiąc: "Módlcie się, módlcie i nie proście o nic więcej. Polećcie wszystko Matce Bożej. Oto lekarstwo na Zło... Maryja pragnie jedynie całkowitego zbawienia człowieka; jak przypomina o tym tradycja chrześcijańska, ona jest znakiem i obrazem duchowego macierzyństwa Kościoła... Matka Tego, który został wierny Przymierzu aż po Krzyż. Dokąd dojdziemy? Tylko On rozumie krzyże naszej przeszłości. Pomóż nam, Maryjo, na nowo odczytać w Nim naszą przyszłość.”

Stella Maris, nr 374, str. 17-19 

Stella Maris to szwajcarskie pismo religijne ukazujące się w języku niemieckim i francuskim, dostępne w płatnej prenumeracie pod adresem:

Editions du Parvis 1648 Hauteville Szwajcaria.


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]