Rozmowa z Jakovem Colo

«W SERCU POZOSTAJE PIĘKNO I POKÓJ MATKI BOŻEJ...»

 

Na początku objawień w Medziugorju Jakov Colo był najmłodszym wśród widzących. Miał 10 lat. Dziś jest dorosłym człowiekiem, ojcem rodziny. Ma troje dzieci. 12 września 1998 r. Matka Boża przekazała mu dziesiątą tajemnicę i tym samym – po niemal 18 latach – codzienne objawienia dla Jakova dobiegły kresu. Nie było łatwo mu przyzwyczaić się do nowej sytuacji, w której spotkania z Matką Bożą nie następowały każdego dnia.

O związanych z tym przeżyciach i doświadczeniach Jakova, o jego nowym życiu, mieliśmy okazję porozmawiać 22 marca 2000 r. w Medziugorju.

 

– Jakovie, codzienne objawienia zakończyły się dla ciebie 12 września 1998 r. Jakich doznałeś uczuć otrzymując dziesiątą tajemnicę? Czy możesz nam opowiedzieć, co przeżywałeś w tym dniu?

 

– W dniu, w którym otrzymałem dziesiątą tajemnicę, nie byłem w Medziugorju. Miało to miejsce podczas podroży do USA, w Miami na Florydzie. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym, czy codzienne objawienia się zakończą ani kiedy to nastąpi. Będąc w podróży, w ogóle o tym nie myślałem.

W tej podroży była ze mną Mirjana. W przeddzień uczestniczyłem w spotkaniu z pewną grupą modlitewną. W tym dniu wieczorem Gospa przekazała mi, że następnego dnia otrzymam od Niej dziesiątą tajemnicę. Gdy to usłyszałem, w sercu żywiłem jednak nadal nadzieję, że codzienne objawienia nie zakończą się, tak trudno było mi w to uwierzyć. Gospa przecież nigdy nie powiedziała nam, że nastąpi to, gdy przekaże dziesiątą tajemnicę. Stąd i w moim sercu była nadzieja dalszych, codziennych objawień.

Jednak równocześnie, gdy zastanawiałem się nad tym, pojawiła się także niepewność. Wiedziałem bowiem, iż dla Mirjany i Ivanki, po otrzymaniu dziesiątej tajemnicy, tego dnia nastąpił również kres objawień. Ogarnął mnie smutek, bo doszedłem do przekonania, że tak będzie też w moim przypadku.

Następnego dnia, w czasie objawienia, Gospa przekazała mi dziesiątą tajemnicę. Wszystko stało się też jasne, powiedziała bowiem, że już nie będzie codziennych objawień. Usłyszawszy to, doznałem uczucia jakby cały mój świat legł w gruzach; bądź co bądź przez całe 18 lat objawienia następowały każdego dnia, teraz tak nagle miały się zakończyć. Uświadomiłem sobie wówczas też, jak wiele w tym wieloletnim okresie nauczyłem się o Jezusie, o Bogu. Zrodziły się także pytania: Jak potoczy się teraz moje życie? Czy będzie możliwe bez spotkań z Gospą? Jak przeżywać będę każdego dnia te godziny, w których Gospa się pojawiała?

Zrozumiałem też coś bardzo ważnego i może dlatego wspominam o tym teraz, w pełni świadom łaski, jakiej doznawałem móc codziennie oglądać Gospę. Uświadomiłem sobie, iż być może jeszcze ważniejszym od oglądania Jej własnymi oczami jest to, aby zachować Ją w sercu. Nie ulega wątpliwości, że nadal jest mi ciężko, ale przecież zawsze i nieprzerwanie czuję Jej obecność: poprzez modlitwę. Tak powinien to odczuwać każdy człowiek.

 

– Powiedziałeś, że Mirjana podróżowała z tobą. Czy można wobec tego wyrazić przypuszczenie, że skoro byłeś z nią łatwiej ci było przyjąć kres objawień? Ona była przecież pierwszą wśród was, która przeżyła zakończenie codziennych objawień i dzięki temu mogła cię w takiej chwili pocieszyć?

 

– Mirjana rzeczywiście była ze mną, lecz dzień wcześniej, 11 września, kiedy Gospa jedynie zapowiedziała mi zamiar przekazania dziesiątej tajemnicy. Następnego dnia, podczas objawienia, Mirjany już ze mną nie było. Znajdowała się w drodze powrotnej do domu. Wcześniej, jak powiedziałem, żywiłem jeszcze nadzieję, że objawienia nie ustaną, że nadal będą codzienne. Kiedy jednak już wszystko się zdarzyło, musiałem się z tym pogodzić.

 

– Matka Boża przyrzekła ci podczas ostatniego z objawień codziennych, że od tej pory pojawi się tylko raz w roku, mianowicie w Boże Narodzenie. Doznałeś już dwóch takich objawień. Potrafisz te spotkania z Gospą opisać?

 

– Już krótko wspomniałem o nieustannej obecności Gospy w moim sercu, nawet kiedy nie mogę Jej zobaczyć. Boże Narodzenie jest wielkim, chrześcijańskim świętem. Wspominamy narodzenie się Jezusa Chrystusa. Właśnie w tym tak radosnym dniu otrzymuję dar Gospy, że mogę Ją wówczas ponownie zobaczyć. Dla mnie jest w tym coś szczególnego i kiedy myślę o tym, że przez wiele lat dane mi było oglądać ją każdego dnia, miłe staje się, iż mogę Ją widzieć w tym niezwykłym dniu narodzin Jezusa. Okres jednego roku – od Bożego Narodzenia do Bożego Narodzenia – może wydawać mi się wiecznością. Jednak gdy zbliża się chwila objawienia, przestaję o tym myśleć, że nie widziałem Jej przez okrągły rok. Wtedy ogarniają mnie te same uczucia, jak w latach codziennych widzeń, są to uczucia radości i pokoju. Odnoszę wrażenie, jakby przez cały rok była ze mną. Jest w takich chwilach także moim pragnieniem, aby Gospa pozostawała możliwie jak najdłużej. Gdy bożonarodzeniowe objawienie kończy się, po wielkiej radości w sercu znów pojawia się jakby pustka, ponownie nachodzą myśli, że nie będę mógł Jej zobaczyć przez długi okres jednego roku, a jednak pozostaje to co najpiękniejsze: Jej piękno i pokój, który nam zawsze przekazywała. Z tego serce czerpie siłę, która pozwala zachować nadzieję i niezłomną wolę przetrwania do następnego spotkania.

 

– Jakovie, przez 18 lat Gospa ukazywała ci się codziennie. Dużo nauczyłeś się «w szkole» Maryi. Minęły 2 lata, odkąd nie ukazuje się już każdego dnia. Jakich uczuć doznajesz w tych chwilach, kiedy uświadamiasz sobie, iż tego dnia się nie ukaże? Jak przeżywałeś to na początku rocznej przerwy?

 

– Początkowo trudno było pogodzić się z tym, czułem się dziwnie wstrząśnięty. Wieloletnie, codzienne spotkania tworzyły w moim życiu pewien rytm i nagle uległo to zmianie, jednak musiałem ten fakt zrozumieć i przyjąć. W takich chwilach dnia modlę się. Kiedy Gospa przestała się ukazywać, gdy wszystko mi powiedziała, zdarzały mi się chwile nadziei, że jednak się objawi, jednak to się nie zdarzyło. Po pewnym czasie człowiek musi po prostu się z tym pogodzić, że nic się nie zmieni. Właśnie dlatego w godzinie dawnych objawień modlę się, wiedząc, iż ukazuje się innym widzącym.

– Twoje teraz już coroczne spotkanie z Matką Bożą miało miejsce 25 grudnia minionego 1999 r., gdy rozpoczynał się Rok Jubileuszowy, który jest rokiem łaski, rokiem Pana. Jak przeżywasz ten czas, co on dla ciebie znaczy?

 

– Sądzę, że każdy rok darowany nam przez Boga jest ważny, a to oznacza, iż o każdym można powiedzieć, że jest rokiem Bożej Łaski. Od ludzi jedynie zależy, czy tę łaskę przyjmą lub nie, czy otwierają swe serca dla Boga.

Obecnie tak wiele mówi się o roku 2000, o nowym Millenium, nowym wieku. Czasem ludzie przywiązują szczególną wagę do jednego, określonego roku lub innego okresu czasu. Należy jednak uświadomić sobie, że każdy czas jest czasem Bożej Łaski. Bóg nieprzerwanie obdarza nas i zachęca do przyjęcia Jego łask.

O Roku Jubileuszowym już wiele napisano i powiedziano. Niestety, należy powiedzieć również, że jest sporo dziedzin życia, w których zło się powiększa. To co dawniej uznawano za nienormalne, staje się normalnością. Potwierdzają to przede wszystkim programy telewizyjne. Posłużę się przykładem. Oglądałem kiedyś pewien program telewizji włoskiej. Występująca w nim matka opowiadała o swojej rodzinie. Mówiła m. in. o tym, że jej syn jest homoseksualistą, a córka – lesbijką. Kolejną uczestniczką programu była zakonnica. Reprezentowała Oazę Pokoju. I to właśnie ona, osoba duchowna, dająca świadectwo życia – uznana została za nienormalną!

To tylko jeden przykład zjawisk zachodzących w obecnym świecie, w dzisiejszych czasach. Jednak rzadko kto zadaje sobie pytanie, czy jest rzeczą normalną, iż po upływie 2000 lat nie zdołaliśmy jeszcze prawdziwie poznać Boga, uświadomić sobie Jego miłości do nas, nakłonić samych siebie do modlitwy. Niestety, ludzie nie często stawiają sobie tego rodzaju pytania i wydaje się, że dla nich jest to sprawa mało ważna.

 

– Podczas objawień Matka Boża mówi do was, a wy możecie mówić do Niej. W takiej rozmowie poruszane są sprawy, dotyczące was osobiście. Orędzia zaś pragnie przekazać za waszym pośrednictwem nam wszystkim. Co jest w nich najważniejsze?

 

– W pierwszym rzędzie Gospa ukazuje nam Swego Syna, Jezusa. Pragnie ukazać miłość Jezusa, którą obdarza On ludzi. Każdy człowiek, który choć trochę otworzy swe serce dla Maryi i Jezusa, potrafi poznać i doświadczyć tej niezmierzonej miłości, którą Bóg okazuje ludziom. Tu, w Medziugorju, potrafimy po tylu latach objawień uświadomić sobie, że w tym 18-letnim okresie Gospa przychodzi powodowana troską o każdego człowieka. Gospa pragnie darować nam Boga, lecz niestety, nie każdy Go przyjmuje.

 

– Wielu nie przyjmuje tego, co jest im ofiarowywane. Można jednak zadawać sobie też pytanie: Czy ludzie są do tego dostatecznie przygotowani, czy w ogóle potrafią przyjąć to, co Bóg poprzez Matkę Bożą im przekazuje?

 

– Każdy człowiek umie przyjąć to, czego poszukuje. Od nikogo Bóg naprawdę nie żąda niczego, co byłoby niemożliwe do spełnienia. Kiedy jednak mowa o postach, wielu powiada: «Nie możemy pościć!» To nieprawda. W każdym pojedynczym przypadku jest to przede wszystkim zależne od tego, jak dany człowiek pojmuje post i co on dla niego oznacza.

To samo odnosi się do orędzi, nawołujących do postów oraz modlitw; orędzi, które nie ujawniają niczego nowego, bo Bóg nieustannie powtarza w nich jedynie to, co powinniśmy czynić dla nawrócenia. Jeżeli jednak uznamy, że są to sprawy drugorzędne i mniej ważne, wówczas z pewnością nie przyjmiemy zawartych w orędziach próśb i wezwań. Trzeba uświadomić sobie, że chodzi tu o nasze dobro i ratunek, o naszą pomyślność. Wówczas dopiero zaczniemy myśleć poważniej i zrozumiemy, o co Gospa prosi, dlaczego tak bardzo to podkreśla. Zrozumiemy też dlaczego Bóg posyła Ją do nas, na ziemię.

Wielu ludzi, którzy modlą się i poszczą, nie bardzo wie, dlaczego to czynią. Powinni zrozumieć, iż czynią to dla samych siebie, dla swego dobra. Matka Boża przychodzi na ziemię nie ze względu na siebie, lecz z naszego powodu; przychodzi do nas.

 

– Jakovie, mówisz o sprawach ważnych, które Matka Boża zawsze w Swoich orędziach tak bardzo podkreśla, od samego początku objawień. Jak przeżywałeś to, o co was – i równocześnie wszystkich – prosiła w tamtych pierwszych dniach i obecnie?

 

– Aby móc, po tak wielu latach, odpowiedzieć na to pytanie: «Jak to wówczas było?» musimy przypomnieć sobie ów początek, te pierwsze dni objawień. Wszyscy, którzy wydarzeniom w Medziugorju towarzyszą od początku aż po dzień dzisiejszy, też powinni powrócić pamięcią do tamtych dni, w których Gospa przekazała nam wszystkim Swe zaproszenie. Przyjęliśmy to już jak coś normalnego i ogarnęła nas wielka radość.

Jeśli chodzi o moje osobiste zdanie o tych pierwszych dniach, to mogę powiedzieć, że – zaproszeni do życia według orędzi – rzeczywiście przyjęliśmy to wezwanie z powagą. Obecnie zdarza się, że ówczesne doznania posiadają już jakby mniejsze znaczenie, słabną w pamięci. Radosny czas początku objawień u wielu przemija. Dlatego obecnie tak ważne jest, aby ludzie powracali w pamięci do źródła, do początku objawień. Łatwiej wówczas odnowić w sobie zaproszenie Gospy, lepiej zrozumieć jego znaczenie oraz wybrać drogę, którą Gospa wskazuje. W Jej orędziach nic się nie zmieniło i nie zmieni się do ostatnich dni. Jedynie u ludzi następują zmiany i dlatego ich myśli biegną nieraz różnymi ścieżkami.

 

– Matka Boża przybyła do Medziugorja jako Królowa Pokoju, wezwała do przyjęcia pokoju. Jak ty rozumiesz pokój, którym Bóg pragnie nas obdarować?

 

– Gospa objawiła się, jak wspomniałeś, jako Królowa Pokoju. Poprzez Jej przyjście Bóg zamierza dać nam ten pokój. Myślę, że w obecnej dobie wycieńczony i rozkojarzony świat bardzo potrzebuje pokoju. Jest więc rzeczą niezmiernie ważną podkreślenie, żeby nie był to pokój jakikolwiek, lecz Pokój Boży. Przede wszystkim najpierw musi on ożyć w naszych sercach. Żaden człowiek nie może modlić się o pokój, jeżeli nie posiada go w sobie. Właśnie to stanowi istotę orędzi pokoju, które są nam przekazywane przez Boga i Gospę.

 

– Ludzie są obecnie narażeni na wiele niebezpieczeństw, co Matka Boża też często podkreśla, zwracając naszą uwagę na plany szatana. Jaką pójść dziś drogą, by uniknąć tych zagrożeń?

 

– Dziś trudno o ustabilizowane warunki życia. Istnieją rożne możliwości wyboru. Kto prowadzi życie nieustabilizowane, najszybciej pogrąża się w złu. Jeżeli jednak Bóg prawdziwie i stale gości w naszych sercach, wszystko inne będzie od tego zależne. Chcę przez to powiedzieć, że Bóg musi zajmować w nas pierwsze miejsce. Jestem przekonany, że każdy człowiek, który pierwszeństwo oddaje Bogu i do Boga się modli, nigdy od Niego się nie oddali i zawsze będzie umiał odróżniać Dobro od Zła.

 

– Jakovie, Bóg dał twej rodzinie jeszcze jedno dziecko. Możesz powiedzieć, jakie znaczenie posiada dla ciebie ten dar od Boga?

 

– Jest on dla mnie czymś szczególnym, tym bardziej, że ja sam byłem jedynakiem. Dar, który od Boga otrzymałem, przyjmuję jako dar nowego życia. Jednocześnie oznacza on wielką odpowiedzialność. Wraz z nim powierzone mi zostało zadanie. Odpowiem przed Bogiem za to, czy moje dziecko będzie prawdziwym chrześcijaninem, czy zobaczy we mnie przykład dobrego ojca, czy zdoła w mojej osobie rozpoznać Boga? W rodzinie – przy całej radości – odczuwam też spoczywającą na mnie odpowiedzialność.

 

– Jesteś ojcem rodziny, a równocześnie masz świadomość, że naszym wspólnym Ojcem jest Bóg. Co, twoim zdaniem, jest ważne w każdej rodzinie, co powoduje, że potrafi ona pozostać wierną Bogu Ojcu?

 

– W mojej rodzinie przeznaczyliśmy dla Boga pierwsze miejsce. Wszystkie nasze dzieci poświęciliśmy Bogu i Jemu też powierzyliśmy nasze życie. Po prostu oddaliśmy się całkowicie w Jego ręce, żeby nami kierował i chronił nas. Jednak wszystko zależy też od nas samych, od tego, jak stanowczo będziemy kroczyć drogą przez nas wybraną i Jemu poświęconą. Szczególnie ważna jest rodzinna modlitwa, wspólnie odmawiana. Wszystko zależy od tego, czy będziemy się codziennie modlić. Dzieci muszą w nas, rodzicach, widzieć przede wszystkim przykład i wzór tego, co dobre i należy się Bogu. Dzieci muszą być wychowywane w dobrym duchu chrześcijańskim, a to oznacza wspólną z nimi modlitwę i prowadzenie ich ku Kościołowi.

Ojciec Slavko często powtarzał bardzo piękną myśl, kiedy mówił o życiu w rodzinie. Powtórzę ja tu: «Kiedy już na samym początku ukażemy i darujemy naszym dzieciom choć cząstkę Boga, nawet jeżeli przez pewien czas się od Niego oddalą, będą potrafiły powrócić. Zadecyduje o tym wszczepiona przez nas w ich serca choć odrobina Boga.»

 

– Czy mógłbyś na zakończenie naszej rozmowy przekazać coś jeszcze naszym Czytelnikom?

 

– Skoro Gospa w okresie tak wielu lat nie znużyła się powtarzaniem Swoich głównych orędzi, to również my, jako widzący i Jej posłańcy, nie możemy się znużyć głoszeniem Jej orędzi. Powinniśmy zachęcać do rozumienia ich znaczenia, do rozważania ich, do przyjmowania i wcielania w życie wskazań w tych orędziach zawartych. A są to wskazówki stanowiące odpowiedź na proste pytanie: Jak żyć? Jedynie poprzez te orędzia, przez modlitwę i post, jesteśmy w stanie poznać Bożą miłość i łaskę, które Bóg może nam ofiarować.

Rozmowę dla „Gebetsaktion Wien” przeprowadził: vd (2/2000). Przekład z niem.: Bogusław Bromboszcz

 


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]