«Poemat Boga-Człowieka» – DAR NA III TYSIĄCLECIE

«POWIERZAM CI MOJE SŁOWO»

GŁOS BOGA

W kwietniu 1943 r. Maria Valtorta, nie opuszczająca od 9 lat domu, po tragicznej napaści i uderzeniu, które wywołało jej kalectwo, zaczęła po raz pierwszy zapisywać słyszane od Boga słowa. Otwarcie się na działanie Boga, któremu powierzyła życie jako ofiara miłości, zaowocowało w ciągu zaledwie kilku lat ogromnym dziełem przekraczającym możliwości człowieka. Znalazła w tym głosie rozlegającym się w jej duszy wielką pociechę w chorobie, w trudach życia i w duchowych próbach. Od początku było jednak jasne, że Bóg nie przemawia wyłącznie dla jej radości i pociechy.

10 września 1943 Jezus wyjaśnił jej:

„Mój mały Janie, powierzam ci moje Słowo. Przekaż je nauczycielom, aby się nim posługiwali dla dobra stworzeń. Ono pochodzi od Jedynego Pasterza, od dobrego Pasterza, który napisał prawdę swego Słowa swoją Krwią.

...Moje słowo nie służy daniu jedynie jakiegoś ziemskiego dobra, lecz udzieleniu Dobra, które nie umiera: Życia wiecznego. Dlatego nie ma nic bardziej świętego i cenniejszego od mojego Słowa” („I Quaderni 1943”, str. 335).

Włoski wydawca oryginału pism M. Valtorty przyznaje wielokrotnie: „Jak zaznaczono Maria Valtorta zawsze wyjaśniała zjawisko swych pism przypisując je wizjom nadprzyrodzonym i nadprzyrodzonym dyktandom...” („Libro di Azaria”, str. 228, przypis 24, Ed. Pisani)

POKUSA PRZYPISANIA SOBIE DZIEŁA BOŻEGO

Jednak na początku Maria musiała stoczyć ważną walkę, która zadecydowała o losach „jej” pism. Przeżywając liczne utrapienia czasu wojny, pogłębione dodatkowo jej stanem fizycznym, doświadczyła zrozumiałej pokusy, którą 19 marca 1945, patrząc wstecz, zrelacjonowała następująco:

„Szatan sugerował mi, abym uczyniła z tych podyktowanych słów moje dzieło i – przypisując sobie zasługę – opublikowała je, zyskując pieniądze” („Poemat...” Księga II,101).

Pamiętała jednak doskonale o ostrzeżeniu, jakie otrzymała na samym początku powierzenia jej misji nosicielki Słowa, podobnej do Jana Ewangelisty, z którym Bóg często ją porównywał, nazywając małym Janem:

„Daję duszom wybranym to, czego nie daję ogółowi... Daję pouczenia i światło, które są błogosławieństwami dla nich samych oraz przewodnikiem dla dusz siostrzanych, mniej wiedzących, bo są mniej złączone ze Mną.

Biada jednak tym uprzywilejowanym duszom, gdyby okazały się skąpe i wyniosłe z powodu tego daru. Nie lubię skąpych i nie znoszę pysznych.

Pierwsi uchybiają miłości, bo zabierają dla siebie to, co należy do wszystkich, bo jestem Ojcem każdego i moje skarby przekazuję umiłowanym, aby byli moimi jałmużnikami wobec ubogich duchem, a nie po to, aby gromadzili chciwie i wbrew miłości te skarby, zabijając miłość i okazując nieposłuszeństwo woli Bożej” („I Quaderni 1943” 12 września, s. 341).

ZWYCIĘSTWO DUCHOWE

Szatan starał się ją pokonać wykorzystując otoczenie. Przyjaciele, a także matka – znając talent pisarski Marii – zachęcali ją do napisania książki, która zapewniłaby jej środki do życia i uniezależniła od liczenia wyłącznie na życzliwość innych. Ona jednak, pomimo tych nacisków, zdecydowała się już na wejście na inną drogę, drogę Bożą, często nierozumianą przez ludzi tego świata, bo „...myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55,8) – mówi Bóg.

Pod koniec, napisanej pod wpływem kierownika duchowego, o. Romualda Migliorini, „Autobiografii” wyznała swe całkowite, pokorne zdanie się na Boga (str. 354):

„Jestem narzędziem w ręku Boga.1  Żadne narzędzie pracy nie uskarża się jeśli rzemieślnik lub artysta posługuje się nim aż do zniszczenia go lub złamania z rozśpiewaną duszą, jak się nie żali on sam, zmęczony używaniem go, rzuca go w kąt i zostawia bezużytecznie na zakurzenie... Ja też muszę być takim narzędziem. Hebel, młotek, piła i śrubokręt w rękach Syna Stwórcy zajętego budowaniem dusz zgodnie ze swą pracą Boskiego rzemiosła. Jak harfa lub lutnia, cymbał lub trąba muszę być gotowa wydać głos lub zamilknąć, według życzenia Boskiego Artysty... A jeśli pean zbyt głośny zniszczy moją śpiewającą duszę, to nie ma znaczenia... Innej duszy, bardziej śpiewnej od mojej, użyje Nauczyciel, aby pohamować rozszalałe stworzenia i przywrócić je jako owieczki owczarni Chrystusa.”

Jej zmagania wewnętrzne, zakończone pokonaniem pokusy, docenił i pochwalił anioł stróż wyjaśniając, gdy zapisywanie „Poematu...” zmierzało ku końcowi (22 września 1946):

„‘Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.’ – mówi w dzisiejszym czytaniu apostoł.

Skonfrontujmy działania. Z jednej strony jesteś ty, z twoim bezinteresownym wyzbyciem się tego, co mogłoby ci przynieść także ludzką chwałę. W tej sprawie szatan kusił cię wiele razy. Ciebie, o wyższym umyśle i pozycji, mógł kusić jedynie tym i zrobił to. Na ciebie, w niedostatku i potrzebującą pomocy, było łatwo napaść wzbudzając lęk o jutro i przedstawić ci użyteczność opublikowania Poematu Boga-Człowieka jako własnego. Oto Kusiciel, abyś upadła, pobudzał twą psychikę i ciało: pychę umysłu, potrzebę ciała. Przyjęcie jego przeklętej rady, byłoby okłamaniem Boga i ludzi, i kradzieżą wobec Boga, i wszystko by się skończyło. Czy nigdy się nie zastanawiałaś nad tym, że prawdziwa, uporządkowana Ewangelia2  zaczęła się, kiedy przezwyciężyłaś pokusy bezprawnego przywłaszczenia sobie tego dzieła w celu osiągnięcia zysku i chwały? Najpierw to przezwyciężyłaś, potem je otrzymałaś....” („Libro di Azaria”, str. 276-277)

BYĆ PIÓREM PANA, CZYLI <AUTORKA>, KTÓRA WYRZEKŁA SIĘ PRAWA DO <AUTORSTWA>

Decyzja Marii Valtorty, wsłuchującej się pilnie w głos Boga i szukającej wyłącznie Jego woli, nie mogła być inna. Dzieło, jakie Bóg jej powierzył, nie należało do niej. Było łaską – nieodłącznie związaną z cierpieniem – dla niej, dla przyjaciół, łaską przeznaczoną dla wszystkich ludzi. W pismach „I Quaderni 1943” (19 lipca, str. 220-221) Maria Valtorta zapisała pod natchnieniem następujące słowa Boże:

„Dar, jakiego ci udzieliłem, nie powinien nigdy wywoływać w tobie pychy i skłaniać cię do uważania siebie za coś, czym nie jesteś. Jesteś tylko nośnikiem Mojego Głosu i kanałem dla jego fali. Tak, jak posłużyłem się tobą, tak mogę też wziąć każdą inną duszę. Gdy kogoś wybieram już to czyni go zdolnym do stania się kanałem i nośnikiem Głosu Chrystusa, bo moje dotknięcie dokonuje cudu. Ale ty sama jesteś niczym”.

Bóg wymaga jednak od Marii Valtorty jeszcze większej ofiary. Nie tylko uznania, że Dzieło należy do Niego, nie tylko wyrzeczenia się przypisywania sobie zapisanego pod Boże dyktando dzieła, ale także – pozostania nieznaną aż do śmierci. Dopiero bowiem wtedy ludzki entuzjazm nie mógłby już zaszkodzić jej skupieniu się na Bogu i wzrastania w pokorze. 2 czerwca 1946 Maria Valtorta zapisała następujące dyktando Boga:

„Moja wola wyrażona w sposób jasny i stały od początku tej pracy – i Romuald [Migliorini] wie o tym – jest taka, aby Moje Słowo było zanotowane, rozpowszechniane, używane przez osoby konsekrowane i wiernych, narzędzie zaś ma pozostać nieznane do śmierci. Nigdy nie wychwala się pióra pisarza, nawet w jednym z tych głupich entuzjazmów tłumu. Wychwala się pisarza. Maria jest Moim piórem. Niczym więcej. Ja jestem Pisarzem. Myśl jest Moja. Mogę więc nią rozporządzać jak chcę. A ja chcę, aby Moja Myśl, przetłumaczona na Słowo z impulsu Miłości szła i ożywiała tych, którzy umierają na tej ziemi, na której tak są aktywne siły Zła” („I Quaderni 1945-50”, str. 291-292).

I stało się zgodnie z wolą Pana. Wydania „Poematu Boga-Człowieka” z okresu, w którym Maria jeszcze żyła, nie podawały nazwiska osoby, która poświęciła życie i siły tej pisarskiej służbie Bogu.

KSIĘGA NATCHNIONA

«Mogę zaświadczyć, że nie miałam ludzkich źródeł, aby móc wiedzieć to, o czym piszę, a czego, pisząc, wiele razy nie rozumiem».

Tymi słowami Maria Valtorta zakończyła swą „Autobiografię” (str. 444), odnosząc je do wszystkich pism, znanych pod tytułem „Poemat Boga-Człowieka” oraz tych, które dotąd opublikowano w zasadzie jedynie po włosku. Należą do nich też dyktanda na różne tematy, zawarte w innych, cytowanych tu książkach:

Libro di Azaria – komentarze Anioła stróża do czytań mszalnych na 58 Mszy św. w uroczystości kościelne; Lezioni sull’Epistola di Paolo ai Romani – komentarz św. Pawła i Ducha Świętego do Listu św. Pawła do Rzymian; I Quaderni del 1943; I Quaderni del 1944; I Quaderni dal 1945 al 1950.

Wielu zadaje sobie pytanie, jak więc – nie posiadając stosownej wiedzy – napisała tak wiele, pozostając cały czas w pozycji pół leżącej? W dodatku dyktanda i opisane wizje dotyczą tematów teologicznych, których poprawność mogą ocenić często jedynie wytrawni i... wytrwali teologowie, którzy zechcą sięgnąć po kilkanaście tomów pism.

Pan, odpowiadając na te wątpliwości, wyjaśnia 28 stycznia 1947: „...słusznym jest określenie, że pisarz natchniony <ma Boga jako autora>. Boga, który objawia lub oświeca tajemnice lub prawdy, zgodnie z tym, co Jemu się podoba, tym ze swoich narzędzi, ‘które pobudza i porusza nadprzyrodzonymi cnotami, asystując przy ich pisaniu w taki sposób, że prawidłowo pojmują rozumem i chcą wiernie zapisać, i przy pomocy odpowiednich środków i z nieomylną prawdą wyrazić wszystkie i jedynie te rzeczy, które On, Bóg, nakazuje’...

Zaprawdę powiadam wam, że to jest księga natchniona, gdyż ona nie jest narzędziem zdolnym do napisania stron, których nawet nie rozumiałaby, gdybym Ja sam jej nie wyjaśnił.”

(„I Quaderni 1945-50”, str. 403-404)

«KOMU WIELE DANO...», CZYLI ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SŁOWO

Współpraca z Bogiem dla dobra ludzi to nie tylko radość, przepleciona cierpieniem, ale także wielka odpowiedzialność za przekazywane Słowo. Jak mówi Ewangelia: „Komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą...” (Łk 12,48). Bezpośrednio od Boga usłyszała następujące słowa:

„Mario, wybieram was do roli osób ukazujących Moje Bóstwo w Jego różnych przejawach, wobec tych, którzy potrzebują obudzenia i prowadzenia dla dostrzeżenia Boga. Dlatego pamiętaj, że masz być dokładną w najwyższym stopniu w powtarzaniu tego, co widzisz. Nawet drobnostka ma znaczenie i nie jest twoja, lecz Moja. Dlatego nie wolno ci jej ująć. Byłoby to nieuczciwe i egoistyczne. Pamiętaj, że jesteś naczyniem wody boskiej, do którego ta woda się wlewa, aby wszyscy przychodzili jej zaczerpnąć.” („Poemat...” Księga III,99)

Tajemnica wagi tych „drobnostek” i wątpliwa wartość wszelkich skrótów Bożych słów staje się jaśniejsza, gdy dowiadujemy się z pojawiających się odkryć i doniesień naukowców, których Pan prowadzi ku Swemu dziełu.

I tak np. w 1987 r. archeolodzy odkryli położenie starożytnej Gerazy, które w szczegółach Maria opisała w roku... 1945! (Maria Valtorta, qui es-tu? J. Aulagnier, Résiac 1992 str. 163).

Inny przykład: wybitny lekarz został wstrząśnięty realizmem wszystkich etapów i objawów agonii na krzyżu Człowieka-Boga. To prof. Nicole Pende, specjalista światowej sławy w dziedzinie patologii oraz endokrynologii. Wyznał: „To co wzbudziło we mnie najwyższy podziw i autentyczne zaskoczenie to mistrzostwo eksperta, z jakim Valtorta opisuje zjawisko, jakie niewielu lekarzy potrafiłoby opisać: scenę agonii Jezusa na krzyżu. Ogromny ból skurczowy, jaki znosił Odkupiciel z powodu ran głowy, rąk i stóp, które podtrzymywały resztę ciała, co powoduje, w opisie Valtorty, skurcze całego ciała, zesztywnienie tężcowe piersi i członków, a co wcale nie mąci ani umysłu, ani woli Pana, lecz wyraża najsilniejszy ból fizyczny, wywołany najgorszą z męczarni” (zob. Vox Domini nr 39, str. 16).

W miarę, jak dzieło będzie się rozszerzać na świecie, poznamy z pewnością coraz liczniejsze świadectwa znawców innych dziedzin. Gdyby zechcieli je przeczytać bibliści, odkryliby z pewnością kopalnię niezwykłych interpretacji starotestamentalnych tekstów wyjaśnianych przez Jezusa oraz zapełnienie wielu luk zaciemniających opisy ewangeliczne, jak np. tekst o łuskaniu kłosów w szabat (Księga III,79), wyjaśnienie kontekstu większości przypowieści (np. o celniku i faryzeuszu – Księga IV,220), tajemnica potępienia się Judasza, ukazana z taką wyrazistością w Księdze V itp. Może kiedyś wypowiedzą się także sami żydzi o tym, jaką wartość mają tak realistycznie opisane przez Marię Valtortę zwyczaje, ubiory, a nawet potrawy w dawnej Palestynie.

«ROZDZIELAJCIE TEN CHLEB!»

Jednak, aby Dzieło to było poznane we wszystkich środowiskach, także tych, z których mogłoby przyjść kolejne potwierdzenie jego wielkiej wartości, musi być rozpowszechniane i dawane wszystkim. Azariasz – anioł stróż Marii Valtorty – wyraźnie jej to poleca:

„...wy ‘głosy’, niezwykłe narzędzia, musicie, z uczciwości nad uczciwościami, wprawiać się w: niedodawaniu niczego do skarbu; nietrwonieniu skarbu, uznawaniu zawsze, że to nie jest dzieło wasze, lecz Dzieło Boga. Trwać na kolanach, zawsze, z wyciągniętymi ramionami, aby otrzymać, udźwignąć ten ciężar, jaki wam został dany i jaki musicie utrzymywać w górze w stałej ofierze dla Najwyższego od którego on pochodzi...” (7 kwietnia 1946, „Libro di Azaria”, str. 49)

W następnych dniach dodaje: „...posiedliście dar otrzymywania Najświętszego Słowa, aby je dać braciom. A więc czyńcie to z radością, pokorą, pilnością, hojnością” (2 czerwca 1946, „Libro di Azaria”, str. 146).

Dawać – bo Słowo jest przeznaczone dla wszystkich, być jedynie pośrednikiem w dotarciu Boga do ludzi. Sam Jezus ukazuje jej także – w tym samym dniu 2 czerwca 1946 – że dane jej dzieło jest duchowym chlebem o niezwykłej w naszych czasach wartości:

„Spójrzcie, ilu ginie lub jest zwiedzionych, gdyż posiadali jedynie zatruty chleb herezji wszelkiego rodzaju lub zostali oczarowani, gdyż ogłuszyły ich głosy fałszywych apostołów, sług Bestii. Pomóżcie Nauczycielowi, który ma miłosierdzie nad tym tłumem i daje wam chleb, żeby nie umarł na pustyni. Dawajcie ten chleb.” („I Quaderni 1945-50”, str. 291-292).

Dając nie należy obawiać się wyczerpania Bożego skarbu. Jezus zapewnia Marię: „Ciesz się klejnotami o wszystkich barwach, które ci daję, a potem rozdaj je, hojna i szczęśliwa, czekającym na nie. Ja będę zawsze napełniał twoją małą rączkę nowymi skarbami. Nie bój się. Rozdawaj, rozdawaj. Twój Król ma niewyczerpany skarbiec, aby sprawiać radość Swoim dzieciom.” („Poemat...” Księga VII,15).

Dając, rozdawać rzeczywiście wszystkim, nie tylko wybranym, nie tylko tym, którzy wierzą, postępować jak Chrystus, zgodnie z Jego wskazaniem: „Nie jesteś już Marią Valtortą. Jesteś nośnikiem Mojego głosu. Głos Chrystusa idzie do wszystkich, jak Chrystus chodził do wszystkich. Pozostawił nawet krewnych, aby iść do nieznajomych, pośród których byli jego oszczercy i zabójcy. Tego bowiem wymagały sprawy Mego Ojca.’” („I Quaderni 1944”, 10 września, str. 629)

POKARM I LEKARSTWO DLA DUSZ

Bóg żyje i wciąż niezmiennie nas kocha, jak mówi św. Paweł: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8). Dlatego dziś na tej duchowej pustyni trwającej już całe dziesięciolecia mówi jak niegdyś: „Żal Mi tego tłumu... nie mają co jeść!” (Mt 15,32)

Właśnie ta niezmierzona litość nad nami skłoniła Go do ofiarowania nam wielkiego daru, który zakończył słowami (28 kwietnia 1947):

„Nie odtrącajcie Mnie. Pragnę oddać się wam, bo was miłuję. To Moje nieustanne pragnienie. Gorąco pragnę przekazać wam Siebie, aby was przygotować na ucztę niebiańskich godów. Potrzebujecie Mnie, żeby nie marnieć, żeby móc odziać się w ozdobne szaty na Gody Baranka, na wielkie święto Boga, po pokonaniu udręki na tej pustyni pełnej zasadzek, cierni i węży, jaką jest ziemia. Mając Mnie w sobie, przejdziecie przez płomienie bez doznania szkody, podepczecie węże, a gdybyście połknęli truciznę, nie umrzecie... I jeszcze to wam powiadam: „Bierzcie, bierzcie to Dzieło i ‘nie pieczętujcie go’, ale czytajcie i dawajcie do czytania, ‘bo czas jest bliski’,3  ‘a kto jest święty, niechaj się jeszcze bardziej uświęci’”4  („Poemat...” VII,38)

To echo Jego słów wypowiedzianych u progu Dzieła: „Pamiętajcie zawsze o tym, że macie leki odpowiednie do leczenia dusz i że dusze są doprowadzone do stanu wielkiego zniszczenia z powodu namiętności i grzechów. Są one szarpane wewnętrznymi wybuchami zła i uderzane do krwi przez zewnętrzne ciosy. Są więc jedną raną i są wyczerpane. Jak lekarze powinniście dotykać je delikatnie i cierpliwie, aby tych zranionych biedaków leczyć i wlać w nich Życie.” („I Quaderni 1943”, 23 sierpnia, str. 282-283)

I jeszcze dalej: „Wstańcie. Zbliżcie się do Mego Daru. ‘Bierzcie i jedzcie. Bierzcie i pijcie’ – powiedziałem Apostołom.5  ‘Gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, który do ciebie mówi: <Daj mi pić>, sama prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej’ – powiedziałem Samarytance.6 Teraz jeszcze raz mówię to doktorom i Samarytanom, albowiem potrzebują tego te dwie skrajne grupy. Potrzebują tego też ludzie znajdujący się pomiędzy tymi dwiema skrajnościami.

Pierwszym [mówię to] w tym celu, żeby nie byli niedożywieni i pozbawieni sił oraz pożywienia nadprzyrodzonego [przeznaczonego] dla tych, którzy marnieją z powodu nieznajomości Boga, Boga-Człowieka, Nauczyciela i Zbawiciela. Drugim [mówię to] dlatego, że dusze potrzebują wody żywej, kiedy giną z dala od źródeł. Ci zaś, którzy są między pierwszymi a drugimi, stanowią wielką ilość nie grzeszących poważnie, ale nie czyniących postępów z powodu opieszałości, letniości lub błędnego pojęcia o świętości.... to Dzieło dałoby im początkowy bodziec do wyjścia z zastoju i do wejścia na drogę heroizmu.

To Ja mówię do was te słowa. Ja ofiarowuję wam to pożywienie i ten napój wody żywej. Moje Słowo jest Życiem. Chcę, żebyście mieli Życie ze Mną. I mnożę Moje słowa, aby zrównoważyć niezdrowe wyziewy szatana, niszczące w was żywotne siły ducha. Niech łaska waszego Pana Jezusa Chrystusa będzie ze wszystkimi tymi, którzy widzą, że poprzez tę książkę Ja przychodzę i niech usilnie proszą, żeby to [Moje przyjście] dokonało się dla ich obrony. Niech wołają z Miłością: «Przyjdź, Panie Jezu!»”. („Poemat...” Księga VII,38)

CIERPIENIE I ROZCZAROWANIE APOSTOŁÓW

Bóg nigdy jednak nie krył przed Marią, Swym pokornym narzędziem, że jej wysiłek, choć miły Jemu, choć owocny przez cierpienie, nie przyniesie spektakularnych zwycięstw, dlatego że człowiek często z uporem odrzuca, jak Judasz, ocalenie, jakiego pragnie dla niego Bóg („Poemat...” V: 36,43,47). Obiecał jednak jej samej wieczną chwałę w Niebie oraz umocnienie tym, którzy zechcą Go posłuchać:

„Nie ulegajcie złudzeniu, że uzyskacie dzięki moim słowom coś wielkiego. Padają one na dusze niemal martwe. Ale powinniśmy aż do ostatka starać się o zbawienie serc. Bracia Moi, po to zostaliśmy ukształtowani. Przekazujemy więc prawdziwy tlen duszom, które – zatruwane przez świat, zmysły i pieniądze – duszą się. My wypełniamy nasze dzieło, a jeśli one zostaną bez życia, tym gorzej dla nich” („I Quaderni 1943”, 23 sierpnia, str. 282-283).

„Maria-Jan, dała Moje słowa tym, którzy marnieją w niewiedzy lub w letniości albo w zwątpieniu w Wierze. Pamiętała o tym, co jest powiedziane w Księdze Mądrości: ci, co znoszą trud i ból, by dać innym poznać Boga, będą w wieczności błyszczeć jak gwiazdy, oddając chwałę Miłości tym, że doprowadzili do poznania Jej i ukochania przez wielu ludzi...

Maria-Jan też jest męczennicą Nienawiści, która nie chce, żeby sławiono Moje cuda, dzięki temu Dziełu – potężnej broni, pomagającej wyrwać [ze szponów] Nienawiści tak wiele zdobyczy. Maria-Jan wie także, jak wiedziała Maria Teresa Goretti, że męczeństwo, jakiekolwiek posiada imię i kształt, jest kluczem do bezzwłocznego otwarcia bramy Królestwa tym, którzy je cierpią, kontynuując Moją Mękę.”

(„Poemat Boga-Człowieka” Księga VII,25)

ZATEM EWANGELIA NAM NIE WYSTARCZY?

Mimo tak wielu argumentów świadczących o Boskim pochodzeniu pism Marii Valtorty oraz o ich niezwykłej wartości często rozbrzmiewa jeszcze – wśród odrzucających Marię i inne nośniki głosu Boga – echo ostatniego argumentu: „Bóg wszystko nam już powiedział. Pismo Święte nam wystarczy!”

Czy jest tak rzeczywiście, skoro wciąż nie potrafimy wprowadzić Jego zaleceń w życie? Jezus wysuwającym te i inne zastrzeżenia odpowiedział: «Liczne są powody, które skłoniły Mnie do naświetlenia zdarzeń i podyktowania słów małemu Janowi. Duszą zaś tego wszystkiego jest Moja miłość do nauczającego i walczącego Kościoła oraz pragnienie wspomagania dusz w osiąganiu przez nie doskonałości. Poznanie Mnie stanowi pomoc we wzrastaniu. Moje Słowo jest Życiem. Wymieniam najważniejsze [powody dania tego Dzieła]:

I. Zmierzacie ku zgubie, a Ja chcę was ocalić. Oto główna przyczyna. Najgłębszy powód podarowania [wam] tego Dzieła jest następujący: w czasach modernizmu powodującego gnicie w postaci szerzenia się coraz to bardziej szkodliwych nauk, chcę, aby Kościół Święty miał dodatkowy materiał do zwalczania tych, którzy zaprzeczają:

4 nadprzyrodzoności dogmatów;

4 Boskości Chrystusa; Prawdzie o Chrystusie, Bogu i Człowieku, prawdziwym i doskonałym, jak przekazuje to wiara i historia (Ewangelia, Dzieje Apostolskie, Listy i Tradycja);

4 nauczaniu Pawła, Jana i Soborów: Nicejskiego, Efeskiego i Chalcedońskiego, jako Mojej prawdziwej nauce, którą ustnie przekazałem;

4 Mojej wiedzy nieograniczonej: Boskiej i doskonałej;

4 Boskiemu pochodzeniu dogmatów o Sakramentach Kościoła jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego;

4 powszechności Ewangelii, danej przeze Mnie dla wszystkich ludzi, oraz jej ciągłości aż do końca wieków;

4 doskonałości Mojej nauki, która była taką od początku i nie ukształtowała się przez kolejne przemiany, lecz jako taka została dana: nauka o Chrystusie, o czasie Łaski, o Królestwie Niebieskim i o Królestwie Bożym w was. To Dobra Nowina, Boska, doskonała, niezmienna dla wszystkich spragnionych Boga.

II. Pragnę obudzić w kapłanach i świeckich żywą miłość do Ewangelii i do tego, co odnosi się do Chrystusa. Przede wszystkim zaś pragnę odnowić miłość do Mojej Matki, w której modlitwach tkwi tajemnica ocalenia świata. To Ona, Moja Matka, jest Pogromczynią przeklętego Smoka. Maryja dała światu Zbawiciela. Przez Nią świat dostąpi ocalenia.

III. Pragnę udzielić nauczycielom duchownym i kierownikom dusz pomocy w ich posłudze, analizując świat różnych duchów, które były wokół Mnie, oraz różne sposoby, którymi się posługiwałem, aby je ocalić.

IV. Pragnę odtworzyć prawdziwy obraz Syna Człowieczego oraz Maryi, prawdziwych dzieci Adama, według ciała i krwi, ale – Adama niewinnego.

V. Pragnę dać wam poznać dokładnie złożoność i czas trwania Mojej długiej udręki, której szczytem była krwawa Męka, dokonana w ciągu kilku godzin. Jednak przez długie lata trawiła Mnie wzrastająca codziennie udręka, a wraz z Moją męką wzrastała także męka Mojej Matki, której serce przeszywał miecz boleści przez podobnie długi okres czasu. Przez to poznanie pragnę pobudzić was do większej miłości ku Nam.

VI. Pragnę też ukazać moc Mego Słowa i jego różne skutki. Zależały one od tego, czy przyjmujący je był człowiekiem dobrej woli, czy też miał wolę [skażoną pożądaniami] zmysłowymi, nie odznaczającą się prawością.

VII. W końcu, [przez to Dzieło,] chcę dać wam poznać tajemnicę Judasza: tajemnicę polegającą na upadku ducha obsypanego przez Boga nadzwyczajnymi dobrodziejstwami; tajemnicę, która niestety powtarza się zbyt często i rani boleśnie Serce waszego Jezusa.

Chciałem wam pokazać, jak można upaść, zmieniając się ze sług i synów Bożych w demony i bogobójców, którzy zabijają w sobie Boga przez niszczenie Łaski. Przez to chcę wam przeszkodzić we wchodzeniu na ścieżki, z których spada się do Piekła... Iluż w każdym stanie życia naśladuje Judasza, oddając się szatanowi i spotykając wieczną śmierć!

Zaprawdę, powinniście Mnie błogosławić, że nowymi światłami powiększam światło, które posiadacie, a które wam już nie wystarcza do „dostrzeżenia” waszego Zbawiciela. [Nie wystarcza ono] do zobaczenia Drogi, Prawdy i Życia i do tego, żebyście odczuli w sobie to duchowe poruszenie, które ogarniało sprawiedliwych Mego czasu. Dzięki temu poznaniu możecie dojść do odnowienia waszych duchów przez miłość. Ona jest waszym ocaleniem, gdyż wznosi was ku doskonałości.

Nie mówię, że jesteście „martwi”, ale śpicie, drzemiecie – podobni do drzew w czasie zimowego uśpienia. Boskie Słońce daje wam Swe oślepiające blaski. Obudźcie się i błogosławcie Słońce, że się wam oddaje. Przyjmijcie je z radością, żeby ogrzało was, od powierzchni aż do wnętrza, żeby was ożywiło, okryło kwiatami i owocami.”

DAR JUBILEUSZOWY

W Roku Wielkiego Jubileuszu oddaliśmy do rąk Czytelników główne dzieło zapisane przez Marię Valtortę: „Poemat Boga-Człowieka” (Księgi I-VII). Wszystkim, którzy zechcieli otworzyć serca na te Boże słowa, dziękujemy za to, że nasza praca nie była daremna. Liczymy nadal na modlitwę o ocalenie tego Dzieła w Polsce, aby coraz więcej ludzi mogło przyjąć ten pokarm i dzięki niemu odzyskać życie, zgodnie z pragnieniem Jezusa Chrystusa.

Niechaj te kilka myśli zaczerpniętych z pism, zapisanych przez Marię Valtortę, posłuży do refleksji nad wielką miłością Boga, który zechciał się nam objawić raz jeszcze i nad wielką odpowiedzialnością tych, którzy – posiadając to dzieło w swych rękach – decydują o jego dalszych losach oraz o tym, czy przekażą je innym.

Ewa Bromboszcz

1) CEV: M. Valtorta w „Poemacie Boga-Człowieka” często potwierdzała głębokie i szczere przekonanie, że jest narzędziem Boga: piórem, nośnikiem Jego Głosu, a swe pisma, a w szczególności wszystko, co jest w nich najwspanialszego, zawsze przypisywała wyłącznie Bogu.” 2) CEV: Dzieło zapisane przez M. Valtortę „Poemat Boga-Człowieka” 3) Ap 22,10. 4) Ap 22,11. 5) Mt 26,26n. 6) J 4,10.


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]