Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga VI - Męka Jezusa Chrystusa

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

19. OSTATNIA WIECZERZA

Napisane 9 marca 1945. A, 11467-11533

Zaczyna się cierpienie Wielkiego Czwartku. Apostołowie, a jest ich dziesięciu, przygotowują wieczernik. Judasz wspiąwszy się na stół patrzy, czy jest oliwa we wszystkich zbiorniczkach wielkiej lampy.

Przypomina ona koronę podwójnej fuksji, bo “łodygę”, na której jest zawieszona, otacza pięć ampułek podobnych do płatków, potem – drugi rząd, niżej, będący prawdziwą koroną małych płomieni. Jeszcze niżej znajdują się trzy małe lampki zawieszone na łańcuszkach, podobne do słupków świetlistego kwiatu. Nie śmiejcie się z mojego rysunku.

[Judasz] zeskakuje na podłogę i pomaga Andrzejowi ułożyć artystycznie naczynia na stole, na którym rozciągnięto bardzo delikatny obrus. Słyszę, jak Andrzej mówi:

«Co za wspaniały len!»

Iskariota [dodaje]:

«Jeden z najlepszych [należących do] Łazarza. Marta koniecznie chciała go przynieść.

«A te kielichy? A te amfory?» – zauważa Tomasz, który wlał wino do cennych amfor i przygląda się im z podziwem, okiem znawcy, szczególnie ich delikatnym wybrzuszeniom. Głaszcze ich uchwyty, wykonane dłutem.

«Kto wie, ile są warte, co?» [– odzywa się Judasz Iskariota.]

«To praca wykonana młotem. Mój ojciec oszalałby na ich [widok]. Listki srebra i złota z łatwością zwijają się pod wpływem ciepła. Lecz tak obrabiane... jedna chwila i można wszystko zniszczyć. Wystarczy jeden cios źle wymierzony. Trzeba równocześnie i siły, i lekkości. Widzisz uchwyty? Obrabiane w bryle, a nie spojone. Naczynia bogaczy... Pomyśl, że wszystkie opiłki i to, co się odłupie, jest stracone. Nie wiem, czy mnie rozumiesz?»

«Ech! Czy rozumiem! To tak jak praca rzeźbiarza.»

«Właśnie tak.»

Wszyscy podziwiają, a potem powracają do swej pracy. Jeden rozkłada miejsca do siedzenia, inny przygotowuje kredensy. Piotr i Szymon wchodzą razem.

«O! Wreszcie jesteście! Gdzie znowu chodziliście? Po przybyciu z Nauczycielem i z nami, znowu się wymknęliście» – mówi Iskariota.

«Jeszcze jedna powinność, przed godziną...» – odpowiada krótko Szymon.

«Ogarnęła cię melancholia?»

«Sądzę, że po tym, co usłyszeliśmy w tych dniach z tych ust, na których nigdy nie znajdzie się kłamstwa, jest ku temu przyczyna...»

«I z tym smrodem z... no, zamilcz, Piotrze!» – szepcze Piotr [do siebie] przez zęby.

«Ty też!... Wydajesz mi się szalonym od kilku dni. Masz wygląd dzikiego zająca, który czuje za sobą szakala» – odpowiada Judasz Iskariota.

«A ty masz mordę jak kuna!... Ty też nie jesteś zbyt piękny od kilku dni. Wyglądasz jak... Masz nawet wykrzywione jedno oko... Kogo chcesz lub kogo masz nadzieję ujrzeć? Niby wydajesz się pełen pewności siebie, chcesz przynajmniej na takiego wyglądać, ale masz wygląd kogoś, kto się boi» – odpowiada Piotr.

«O! Co do strachu!... Ty z pewnością nie jesteś bohaterem, ty też nie!» [– odcina się Judasz.]

«Nikt z nas nim nie jest, Judaszu. Ty nosisz imię Machabeusza, lecz nim nie jesteś. Ja przez moje imię mówię: “Bóg daje łaskę” [– mówi Jan –], lecz przysięgam ci, że mam w sobie drżenie, przez które mogę popaść w niełaskę – przede wszystkim w niełaskę u Boga. Szymon, syn Jony, nazwany “Skałą”, jest teraz miękki jak wosk przy ogniu. Nie panuje już nad sobą – ten, którego nigdy nie widziałem drżącego w czasie najbardziej gwałtownych burz! Mateusz, Bartłomiej i Filip wydają się lunatykami. Mój brat i Andrzej tylko wzdychają. Dwaj kuzyni, w których jest boleść pokrewieństwa, prócz miłości do Nauczyciela... spójrz na nich, wyglądają jak starcy. Tomasz utracił wesołość, a Szymon wygląda, jakby na nowo stał się wyczerpanym trędowatym, jakim był przed trzema laty, tak jest naznaczony bólem, wyniszczony, siny, przygnębiony»

«Tak. On nas wszystkich zaraził Swoją melancholią» – zauważa Iskariota.

«Mój kuzyn Jezus, mój i wasz Nauczyciel i Pan, jest i nie jest melancholikiem. Jeśli chcesz przez to słowo stwierdzić, iż jest smutny z powodu zbyt wielkiego bólu, jaki cały Izrael właśnie Mu zadaje, co widzimy, i z powodu innego bólu, ukrytego, który On sam widzi, to mówię ci: “Masz rację”. Jeśli jednak używasz takiego słowa, aby powiedzieć, że jest szalony, to zakazuję ci» – mówi Jakub, syn Alfeusza.

«A czyż nie jest szaleństwem stała myśl melancholijna? Studiowałem też sprawy świeckie. Wiem. On zbyt wiele dał z Siebie. Teraz ma wyczerpany umysł» [– stwierdza Iskariota.]

«Co oznacza obłąkanie, prawda?» – pyta drugi kuzyn, Juda, pozornie spokojny.

«Właśnie to! Dobrze widziałem twego ojca, sprawiedliwego w świętej pamięci, do którego jesteś podobny w sprawiedliwości i mądrości! Jezus – smutny los znakomitego domu, zbyt starego i dotkniętego starzeniem psychicznym – zawsze miał skłonność do tej choroby, najpierw łagodny, a potem coraz bardziej agresywny. Widziałeś, jak zaatakował faryzeuszy i uczonych w Piśmie, saduceuszy i herodian. Uczynił Swe życie nieznośnym jak droga pokryta odłamkami kwarcu. To On je rozrzucił. My... Kochaliśmy Go dopóty, dopóki miłość to przed nami ukrywała. Ci jednak, którzy kochali Go bez bałwochwalstwa – twój ojciec, twój brat Józef i na początku Szymon – widzieli dobrze... my powinniśmy byli otworzyć oczy, słuchając ich... A tymczasem wszyscy zostaliśmy zwiedzeni przez słodkie oczarowanie chorym [człowiekiem]. A teraz... Niestety!»

Juda Tadeusz, który jest tak samo wysoki jak Iskariota i stoi naprzeciw niego, wydając się słuchać spokojnie, zrywa się gwałtownie i mocnym uderzeniem ręki przewraca go na jedno z siedzeń i z opanowywanym gniewem, bez podnoszenia głosu, pochylając się, syczy w twarz tchórza:

«To za obłąkanie, gadzie! I to tylko dlatego, że On jest obok, a dziś jest Pascha, nie duszę cię. Zastanów się jednak, zastanów się dobrze! Jeśli Jemu stanie się coś złego i jeśli Jego nie będzie już tutaj, aby powstrzymać moją siłę, nikt cię nie ocali. To tak jakbyś już miał sznur na szyi. I to te ręce, uczciwe i mocne galilejskiego rzemieślnika i potomka pogromcy Goliata, zajmą się tobą. Wstawaj, obrzydliwy rozpustniku! I bacz na swe zachowanie!»

Judasz podnosi się, siny, bez najmniejszej reakcji. Zaskakuje mnie to, że nikt nie reaguje na tak nowe zachowanie Tadeusza. Przeciwnie!... Jest jasne, że wszyscy go pochwalają.

Ledwie atmosfera powróciła do normalności, kiedy wchodzi Jezus. Ukazuje się na progu małych drzwi, w których z trudem mieści się Jego wysoka sylwetka. Staje na małym tarasie i z uśmiechem łagodnym i smutnym mówi, otwierając ramiona:

«Pokój niech będzie z wami.»

Jego głos jest zmęczony, jak u kogoś, kto cierpi fizycznie i duchowo. Schodzi, głaszcze jasną głowę Jana, który podbiegł do Niego. Jakby o niczym nie wiedział, uśmiecha się do Swego kuzyna Judy i mówi do drugiego kuzyna:

«Twoja matka prosi cię, abyś był łagodny wobec Józefa. Niedawno pytał niewiasty o nowiny o Mnie i o tobie. Żałuję, że się z nim nie przywitałem.»

«Jutro to zrobisz.»

«Jutro?... [– mówi Jezus –] Ależ zawsze będę miał czas, aby go zobaczyć... O! Piotrze! Wreszcie będziemy trochę razem! Od wczoraj wydajesz Mi się błędnym ognikiem. Widzę cię, a potem już cię nie widzę. Dziś mogę prawie powiedzieć, że cię straciłem. Ciebie też, Szymonie.»

«Nasze włosy bardziej białe niż czarne mogą Cię zapewnić, że nie byliśmy nieobecni z powodu pragnień naszego ciała» – mówi Szymon z powagą.

«Choć... w każdym wieku można odczuwać ten głód... Starzy! Gorsi od młodych...» – mówi Iskariota zaczepnie.

Szymon patrzy na niego i chce się mu odciąć. Lecz Jezus także patrzy [na Judasza] i mówi:

«Bolą cię zęby? Masz prawy policzek spuchnięty i czerwony.»

«Tak. Bolą mnie. Ale nie warto się tym zajmować.»

Inni nic nie mówią i tak sprawa się kończy.

«Czy uczyniliście wszystko, co należało uczynić? Ty, Mateuszu? A ty, Andrzeju? A ty, Judaszu, czy pomyślałeś o ofierze na Świątynię?»

Dwaj pierwsi, tak samo jak Iskariota, mówią:

«Wszystko jest wykonane, o czym mówiłeś, abyśmy dziś to zrobili. Bądź spokojny.»

«Ja zaniosłem nowalijki od Łazarza do Joanny, żony Chuzy, dla dzieci. Powiedziały: “Te jabłka są lepsze!”. Miały smak ich głodu! I to były Twoje jabłka» – mówi Jan uśmiechając się i marząc.

Jezus też się uśmiecha na pewne wspomnienie...

«Widziałem Nikodema i Józefa [z Arymatei]» – mówi Tomasz.

«Widziałeś ich? Rozmawiałeś z nimi?» – pyta Iskariota z przesadnym zainteresowaniem.

«Tak. Co w tym dziwnego? Józef jest dobrym klientem mojego ojca» [– wyjaśnia Tomasz.]

«Nie mówiłeś o tym wcześniej. To dlatego jestem zdziwiony!...» – Judasz próbuje zatrzeć wrażenie, jakie wcześniej wywołał niepokojem [na wiadomość o] spotkaniu Tomasza z Józefem i Nikodemem.

«Wydaje mi się dziwne, że nie przybyli Cię tu uczcić. Ani oni, ani Chuza, ani Manaen... Żaden z...» – odzywa się Bartłomiej.

Iskariota przerywa mu z wymuszonym śmiechem i mówi:

«Krokodyl kryje się w ziemi, gdy trzeba.»

«Co chcesz powiedzieć? Co ty podejrzewasz?» – dopytuje się Szymon, agresywny jak nigdy dotąd.

«Pokój, pokój! Cóż wam jest? To wieczór paschalny! Nigdy nie mieliśmy tak stosownej okazałości przy spożywaniu baranka. Spożyjmy więc wieczerzę w duchu pokoju. Widzę, że bardzo was wzburzyłem Moimi pouczeniami w te ostatnie wieczory. Lecz, widzicie? Skończyłem! Teraz już was więcej nie będę niepokoił. Nie wszystko, co odnosi się do Mnie, zostało powiedziane. Jedynie to, co najistotniejsze. Resztę... pojmiecie potem. Zostanie wam powiedziana... Tak. Przyjdzie Ten, który wam to powie! Janie, idź z Judaszem i jeszcze z kimś po naczynia do oczyszczeń. A potem siądźmy do stołu.»

Łagodność Jezusa jest przejmująca. Jan wraz z Andrzejem i Juda Tadeusz z Jakubem przynoszą pojemne naczynie i podają im wodę do obmycia rąk, ofiarowując ręczniki Jezusowi i swym towarzyszom. Ci zaś robią to samo dla nich. Odstawiają naczynie do kąta. To metalowa miednica.

«A teraz zajmijcie wasze miejsca. Ja tutaj, a tu (po prawej) Jan i z drugiej strony Mój wierny Jakub. Dwóch pierwszych uczniów. Za Janem Mój silny Piotr, a za Jakubem ten, który jest jak powietrze: nie zauważa się go, a jest zawsze obecny i umacnia – Andrzej. Przy nim Mój kuzyn Jakub. Nie ubolewasz, kochany bracie, że daję pierwsze miejsce pierwszym? Jesteś bratankiem Sprawiedliwego, którego duch drży i jest nade Mną w ten wieczór – bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Miej pokój, ojcze Mojej dziecięcej słabości, dębie, w którego cieniu wypoczywała Matka i Syn! Miej pokój!... Po Piotrze: Szymon... Szymonie, przyjdź tutaj na chwilę. Chcę spojrzeć na twe wierne oblicze. Potem ujrzę cię, ale niewyraźnie, bo inni zasłonią Mi twoją szlachetną twarz. Dziękuję, Szymonie. Za wszystko.» I całuje go.

Szymon, kiedy Jezus go puszcza, idzie na swe miejsce, unosząc na chwilę ręce do twarzy, w geście strapienia.

«Naprzeciw Szymona – Mój Bartłomiej, dwóch szlachetnych i dwóch mędrców, którzy się przeglądają. Dobrze im razem. I całkiem blisko ty, Judo, Mój bracie. Dzięki temu będę cię widział... i wyda Mi się, że jestem w Nazarecie... kiedy jakieś uroczystości gromadziły nas przy jednym stole... I także w Kanie... Pamiętasz? Byliśmy razem. Święto... święto zaślubin... pierwszy cud... przemiana wody w wino... Dziś też jest Święto... i dziś także będzie cud... Wino zmieni swą naturę... i stanie się...»

Jezus pogrążony w myślach, z pochyloną głową, przebywa jakby sam w Swoim tajemnym świecie. Inni patrzą na Niego i nie mówią nic. Zbawiciel podnosi głowę i zatrzymuje wzrok na Judaszu Iskariocie. Mówi do niego:

«Ty będziesz naprzeciw Mnie.»

«Kochasz Mnie do tego stopnia? Bardziej niż Szymona, że chcesz mnie mieć wciąż naprzeciw Ciebie.» [– pyta Judasz.]

«Tak bardzo. Jak rzekłeś.»

«Dlaczego, Nauczycielu?»

«Bo zrobiłeś dla tej godziny więcej niż wszyscy.»

Judasz spogląda w odmienny sposób na Nauczyciela i na towarzyszy. Na pierwszego [patrzy] z wyrazem jakby ironicznej litości, na drugich – z tryumfem.

«A obok ciebie... z jednej strony Mateusz, a z drugiej – Tomasz.»

«W takim razie Mateusz po mojej lewicy, a Tomasz po prawicy» [– zarządza Judasz.]

«Jak chcesz, jak chcesz – zgadza się Mateusz – wystarczy mi mieć dokładnie naprzeciw mojego Zbawcę.»

«Ostatni – Filip. Tak, widzicie? Kto nie jest przy Mnie na miejscu honorowym, ma zaszczyt być naprzeciw Mnie.»

Jezus stoi na Swoim miejscu, wlewa wino do wielkiego kielicha, stojącego przed Nim. Wszyscy mają wysokie kielichy, lecz Jezus ma o wiele większy niż pozostali. To musi być kielich przeznaczony do obrzędu [Paschy]. Wlewa wino, podnosi, ofiarowuje, odstawia. Potem wszyscy razem pytają tonem psalmowym:

«Po co ta uroczystość?»

Oczywiście jest to pytanie czysto formalne, obrzędowe. Jezus jako głowa rodziny, odpowiada na nie:

«Dzień ten upamiętnia nasze uwolnienie z Egiptu. Niech będzie błogosławiony Jahwe, który stworzył owoc winnego krzewu.»

Pije łyk tego wina, który ofiarował, i podaje kielich innym. Potem ofiarowuje chleb. Dzieli go na kawałki, rozdziela, potem – jarzyny umoczone różowawym sosem, znajdującym się w czterech naczyniach.

Po skończeniu tej części posiłku śpiewają chóralnie psalmy. Potem przynoszą z kredensu i stawiają na stole, przed Jezusem, wielki półmisek z upieczonym barankiem. Piotr, który spełnia rolę... rozpoczynania chóru – tak to nazwę – pyta:

«Po co ten baranek?»

«Na wspomnienie tego, jak Izrael został ocalony przez ofiarowanego baranka. Pierworodny nie umarł tam, gdzie krew błyszczała na odrzwiach i na progach. A potem, gdy Egipt opłakiwał swych umarłych synów, od pałacu króla aż po nory, Hebrajczycy, pod wodzą Mojżesza, rozpoczęli marsz ku ziemi wyzwolenia i obietnicy. Mając już biodra przepasane, sandały na nogach, kije w dłoniach, lud Abrahama z pośpiechem udał się w drogę, śpiewając radosne hymny.»

Wszyscy wstają i intonują:

«Kiedy Izrael wyruszył z Egiptu, z domu Jakuba, spośród ludu pogańskiego, Judea stała się jego sanktuarium...» itd.

Teraz Jezus kroi baranka, znowu napełnia kielich i po wypiciu z niego podaje [innym]. Potem śpiewają jeszcze:

«Dzieci, wychwalajcie Pana. Niech będzie błogosławione Imię Przedwiecznego teraz i na wieki wieków. Od wschodu aż do zachodu On powinien być wychwalany...» itd.

Jezus daje każdemu kawałek, zwracając uwagę na to, by wszyscy zostali dobrze obsłużeni – dokładnie tak, jak ojciec rodziny między swymi synami, którzy wszyscy są Mu drodzy. Jest uroczysty, nieco smutny, kiedy mówi:

 

[por. Łk 22,15] «Gorąco pragnąłem spożywać z wami tę Paschę. To było Moje największe pragnienie odkąd odwiecznie byłem “Zbawicielem”. Wiedziałem, że ta godzina poprzedzi inną i że radość dania Siebie z wyprzedzeniem przyniesie ulgę Mojemu męczeństwu... Gorąco pragnąłem spożywać z wami tę Paschę, bo już nigdy nie zakosztuję owocu winnego krzewu, aż przyjdzie Królestwo Boże. Wtedy na nowo zasiądę z wybranymi na Uczcie Baranka, na zaślubinach Żyjących z Żyjącym. Przyjdą jednak na nią tylko ci, którzy byli pokorni i czyści sercem, jak Ja jestem.»

[por. Łk 22,24-40] «Nauczycielu, przed chwilą powiedziałeś, że kto nie ma zaszczytnego miejsca, ten ma [miejsce] naprzeciw Ciebie. Skąd więc możemy wiedzieć, kto jest pierwszy między nami?» – pyta Bartłomiej.

«Wszyscy i nikt. Kiedyś.... wracaliśmy zmęczeni.... zniechęceni przez zaciętość faryzejską. Nie byliście jednak [na tyle] zmęczeni, by sprzeczać się między sobą o to, kto z was jest największy... Przebiegało blisko Mnie dziecko... Mój mały przyjaciel... I jego niewinność złagodziła Mój niesmak z powodu tamtych sporów. To nie ostatni [przejaw] waszego ludzkiego uporu. Gdzie jesteś teraz, mały Beniaminie, z mądrą odpowiedzią, która przyszła do ciebie z Nieba, gdyż byłeś jak anioł i Duch mówił do ciebie? Powiedziałem wam wtedy: “Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim i sługą wszystkich”. I dałem wam za przykład mądre dziecko. Teraz mówię wam: “Królowie narodów panują nad nimi. Ludy zaś uciskane – chociaż ich nienawidzą – wiwatują im i królowie są nazywani ‘Dobroczyńcami’, ‘Ojcami Ojczyzny’. Jednak nienawiść ukrywa się pod udawanym szacunkiem. Ale między wami niech tak nie będzie. Największy niech będzie jak najmniejszy, przełożony jak ten, kto służy. Kto naprawdę jest większy? Ten, który siedzi przy stole, czy ten, kto służy? Ten, który siedzi przy stole. A przecież wam służę. I za chwilę będę wam służył. Wy jesteście tymi, którzy byli ze Mną w doświadczeniach. Ja przygotowuję dla was miejsce w Moim Królestwie. Będę w nim Królem, zgodnie z wolą Ojca, abyście jedli i pili przy Moim wiecznym stole i siedzieli na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. Pozostaliście ze Mną w Moich doświadczeniach... Już samo to da wam wielkość w oczach Ojca.»

«A ci, którzy przyjdą? Nie będą mieć miejsca w Królestwie? My – sami?»

«O, iluż książąt w Moim Domu! Wszyscy ci, którzy będą wierni Chrystusowi w doświadczeniach życia, będą książętami w Moim Królestwie. Ci bowiem, którzy wytrwają aż do końca w męczeństwie życia, będą podobni do was, którzy ze Mną wytrwaliście w Moich doświadczeniach. Utożsamiam się z Moimi wierzącymi. Ból, który przyjmuję z powodu was i z powodu wszystkich ludzi, daję najbardziej wybranym jako sztandar. Ten, kto w Cierpieniu będzie Mi wierny, będzie Moim błogosławionym, podobnym do was, o, Moi umiłowani.»

[por Łk 22,31-32] «My wytrwaliśmy do końca» [– stwierdza Piotr.]

«Tak uważasz, Piotrze? A Ja ci powiadam, że godzina próby dopiero nadejdzie. Szymonie, Szymonie synu Jony, oto szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę. Modliłem się jednak za ciebie, aby twoja wiara nie zachwiała się. Kiedy więc opamiętasz się, umacniaj swoich braci.»

«Wiem, że jestem grzesznikiem. Ale wiernym Tobie będę aż do śmierci. Nie mam tego grzechu. Nigdy go nie będę mieć.»

«Nie bądź pyszny, Mój Piotrze. Ta godzina przemieni bardzo wiele spraw, które najpierw były takie, a teraz będą inne. O, ileż!... One przynoszą i sprowadzają nowe potrzeby. Wiecie o tym.

[por. Łk 22,35-38] Zawsze mówiłem wam, nawet kiedy szliśmy do miejsc odległych, atakowanych przez zbójców: “Nie bójcie się. Nic nam się złego nie przydarzy, bo aniołowie Pańscy są z nami. O nic się nie troszczcie”. Przypominacie sobie, jak wam mówiłem: “Nie troszczcie się o to, co macie jeść, i o odzienie, bo Ojciec wie, czego potrzebujemy”? Powiedziałem wam także: “Człowiek znaczy o wiele więcej niż wróbel i kwiat, który dzisiaj jest [żyjącą] rośliną a jutro sianem. A jednak Ojciec troszczy się także o kwiat i o ptaszka. Czyż możecie wątpić w to, że troszczy się także o was?” Powiedziałem wam jeszcze: “Dajcie każdemu, kto was prosi, a temu, kto was obraża, nadstawcie drugi policzek”. Mówiłem wam: “Nie miejcie trzosa ani laski”. Uczyłem miłości i zaufania. Ale teraz... teraz to już nie ten czas... Otóż pytam was: “Czy wam kiedykolwiek brakowało czego do tej pory? Czy byliście kiedykolwiek obrażani”?»

«Niczego, Nauczycielu, i tylko Ciebie obrażano.»

«Widzicie więc, że Moje słowo było prawdą. Ale teraz Pan odwołał wszystkich Swoich aniołów do Siebie. To godzina demona. Złocistymi skrzydłami aniołowie Pańscy zakrywają sobie oczy, okrywają się i ubolewają, że ich skrzydła nie mają barwy smutku, bo jest godzina żałoby, żałoby straszliwej, świętokradzkiej... Nie ma aniołów na Ziemi tego wieczora. Są przed tronem Boga, aby śpiewem zagłuszyć bluźnierstwa bogobójczego świata i płacz Niewinnego. I jesteśmy sami... Ja i wy – sami. I demony są panami tej godziny. Dlatego obecnie przyjmiemy wygląd i wymiary biednych ludzi, którzy nie ufają i nie kochają. Teraz ten, kto ma trzos, niech weźmie i torbę. Kto nie ma miecza, niech sprzeda płaszcz i niech go sobie kupi. I to bowiem jest powiedziane o Mnie w Piśmie i musi się spełnić: “Został zaliczony do złoczyńców”. Zaprawdę wszystko, co Mnie dotyczy, ma swoje wypełnienie.»

Szymon wstał i podszedł do skrzyni-ławy, w której złożył swój bogaty płaszcz. Tego wieczoru wszyscy są w najlepszych szatach i dlatego mają przy bogatych pasach damasceńskie sztylety, jednak bardzo krótkie, [przypominające] bardziej noże niż sztylety. Bierze dwa miecze, dwa prawdziwe miecze, długie, lekko zakrzywione, i przynosi je Jezusowi. Mówi:

«Ja i Piotr jesteśmy uzbrojeni tego wieczoru. To mamy. Inni mają tylko krótkie sztylety.»

Jezus bierze miecze, patrzy na nie, wydobywa jeden z pochwy, bada jego ostrze na paznokciu. Dziwny to widok i dziwne wrażenie sprawia patrzenie na Jezusa z okrutnym narzędziem w rękach.

«Kto wam je dał?» – pyta Iskariota, kiedy Jezus w milczeniu je ogląda. Wydaje się, jakby Judasz [siedział] na rozżarzonych węglach...

«Kto? Przypominam ci, że mój ojciec był ze znamienitego rodu i potężny.»

«Ale Piotr...»

«Co? Odkąd to muszę rozliczać się z darów, które chcę dawać moim przyjaciołom?»

Jezus podnosi głowę, schowawszy z powrotem do pochwy broń. Oddaje miecze Zelocie.

«Dobrze, wystarczą. Dobrze zrobiłeś, że je wziąłeś.

[por. J 13,1-20] A teraz, przed wypiciem trzeciego kielicha, poczekajcie chwilę. Powiedziałem wam, że największy jest równy najmniejszemu, że Ja mam szaty sługi przy tym stole i że jeszcze bardziej was obsłużę. Dotąd dawałem wam pokarm. [Było to] służenie ciału. Teraz chcę wam dać pokarm dla ducha. Nie jest to danie należące go dawnego obrzędu. [Należy do] obrzędu nowego. 

por. Mt 3,13 Mk1,9; Łk 3,21Chciałem przyjąć chrzest, zanim byłem ‘Nauczycielem’. Dla rozsiewania Słowa wystarczał tamten chrzest. Teraz zostanie przelana Krew. Potrzeba innego obmycia, nawet dla was, którzy już zostaliście oczyszczeni przez Chrzciciela, za jego czasów, a także dzisiaj w Świątyni. Ale to jeszcze nie wystarcza. Przyjdźcie, abym Ja was oczyścił. Przerwijcie posiłek. Jest coś bardziej wzniosłego i koniecznego niż pokarm dany dla napełnienia żołądka, nawet jeśli jest pokarmem świętym, jak ten [stanowiący część] obrzędu paschalnego. To duch czysty, gotowy przyjąć Dar Niebios, który już zstępuje, aby uczynić sobie tron w was i dać wam Życie – dać Życie temu, kto jest czysty.»

Jezus podnosi się, każe wstać Janowi, aby Mu było łatwiej opuścić Swe miejsce. Idzie w stronę ławy i zdejmuje czerwoną szatę, kładąc ją złożoną na już poskładany płaszcz. Opasuje się dużym ręcznikiem. Potem podchodzi do innej miski, jeszcze pustej i czystej. Wlewa do niej wody, przenosi na środek pokoju. Apostołowie patrzą na Niego, zaskoczeni.

«Nie pytacie Mnie, co robię?»

«Nie wiemy. Mówię Ci, że jesteśmy już oczyszczeni» – odpowiada Piotr.

«Powtarzam ci, że to nie ma znaczenia. Moje oczyszczenie pomoże stać się jeszcze czystszym temu, kto już jest czysty.»

Klęka. Odwiązuje sandały Iskariocie i obmywa mu nogi, jedną po drugiej. Łatwo to zrobić, bo łoża biesiadne są ustawione w taki sposób, że nogi są po zewnętrznej stronie. Judasz jest oszołomiony i nic nie mówi. Jedynie wtedy, gdy Jezus – przed włożeniem sandała na lewą nogę i powstaniem – całuje jego prawą stopę, już obutą, cofa gwałtownie nogę i uderza podeszwą boskie usta. Robi to nieumyślnie. Nie jest to mocne uderzenie, sprawia mi jednak tak wielkie cierpienie. Judasz pyta Go:

«Nie sprawiłem Ci bólu? Nie chciałem... Wybacz.»

Jezus, uśmiechając się do apostoła, odpowiada mu:

«Nie, przyjacielu. Uczyniłeś to bez złośliwości, dlatego nie sprawia bólu.»

Judasz patrzy na Niego... Ma spojrzenie zmieszane, unikające... Jezus przechodzi do Tomasza, potem do Filipa... Przechodzi wzdłuż wąskiej części stołu i dochodzi do Swego kuzyna Jakuba. Obmywa go, a powstawszy, całuje go w czoło. Przechodzi do Andrzeja, który rumieni się, zawstydzony, i stara się nie płakać. Obmywa go, głaszcząc jak dziecko. Potem jest Jakub, syn Zebedeusza, który nie przestaje szeptać:

«O! Nauczycielu! Nauczycielu! Nauczycielu! Tak się uniżasz, Mój wspaniały Nauczycielu!»

Jan już zdjął sandały i kiedy Jezus schyla się, by mu wytrzeć nogi, zgina się, by pocałować Jego włosy. Ale Piotr!... Nie jest łatwo przekonać Piotra do poddania się temu obrzędowi!

«Ty mi nogi myjesz? Nawet o tym nie myśl! Jak długo będę żył, nie pozwolę na to. Ja jestem robakiem, a Ty – Bogiem. Każdy ma swoje miejsce» [– protestuje Piotr.]

«Tego, co Ja czynię, Ty nie możesz teraz zrozumieć, lecz potem zrozumiesz to. Pozwól Mi to uczynić.»

«Wszystko, co chcesz, Nauczycielu. Chcesz mi obciąć głowę. Zrób to. Ale myć mi nogi... tego nie zrobisz.»

«O, Mój Szymonie! Czy nie wiesz, że jeśli cię nie obmyję, nie będziesz miał udziału w Moim Królestwie? Szymonie, Szymonie! Potrzebujesz tej wody dla twojej duszy i na tę drogę, którą musisz przebyć. Czy nie chcesz iść ze Mną? Jeśli cię nie obmyję, nie wejdziesz do Mego Królestwa.»

«O! Mój błogosławiony Panie! Zatem umyj mnie całego! Nogi, ręce, głowę!» [– woła Piotr.]

«Kto, jak wy, jest wykąpany, potrzebuje tylko umyć sobie nogi, gdyż jest całkowicie czysty. Nogi... Człowiek bowiem wchodzi nogami w brud. A to jeszcze byłoby niewiele, bo – powiedziałem wam już – że nie to, co wchodzi i wychodzi z pokarmem, czyni nieczystym, ani nie to, co się osadza na stopach w czasie chodzenia, zanieczyszcza człowieka, ale to, co wylęga się i dojrzewa w jego sercu i stamtąd wychodzi, aby skazić jego czyny i jego członki. A nogi człowieka o nieczystej duszy prowadzą go tam, gdzie jest obżarstwo i pijaństwo, rozpusta, niedozwolony handel, zbrodnie... Dlatego [nogi] są pośród części ciała tymi, które muszą być w wielkim stopniu oczyszczane... wraz z oczami, z ustami... O, człowieku, człowieku! Doskonałe stworzenie któregoś dnia, na początku! A potem tak zepsute przez Zwodziciela! Nie było w tobie złości, o człowieku, ani grzechu!... A teraz? Cały jesteś złością i grzechem i nie ma w tobie części, która by nie grzeszyła!»

Jezus obmył stopy Piotra, całuje je. Piotr zaś płacze i bierze, i ściska swymi dużymi dłońmi ręce Jezusa, przysuwa do oczu, a potem całuje je.

Także Szymon zdjął sandały i bez słowa pozwala się obmyć. Ale potem, gdy Jezus już miał przejść do Bartłomieja, klęka i całuje Jego stopy, mówiąc:

«Oczyść mnie z trądu grzechu, jak mi oczyściłeś z trądu ciało, abym nie był zawstydzony w godzinie sądu, mój Zbawicielu!»

«Nie bój się, Szymonie. Przyjdziesz do Miasta niebieskiego, biały jak śnieg z wysokich gór.»

«A ja, Panie? Co powiesz Twojemu staremu Bartłomiejowi? Widziałeś mnie w cieniu figowca i czytałeś w moim sercu. A teraz, co widzisz i gdzie mnie widzisz? Uspokój biednego starca, który obawia się, że nie będzie miał sił ani czasu, aby stać się takim, jakim Ty chciałbyś go mieć.»

Bartłomiej jest bardzo wzruszony. [Jezus mówi mu:]

«Ty również nie obawiaj się. Powiedziałem wtedy: “Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. Teraz mówię: “Oto prawdziwy chrześcijanin, godny Chrystusa.” Gdzie cię widzę? Na wiecznym tronie, przywdzianego w purpurę. Zawsze będę z tobą.»

Teraz kolej na Judę Tadeusza. Widząc u swych stóp Jezusa, nie potrafi się pohamować. Pochyla głowę na ramieniu opartym o stół i płacze.

«Nie płacz, miły bracie. Teraz jesteś jak ktoś, kto musi przecierpieć oderwanie nerwu, i wydaje ci się, że nie będziesz umiał tego znieść. Ale ból będzie krótki. Potem... o, będziesz szczęśliwy, bo Mnie kochasz. Nazywasz się Juda. I jesteś jak nasz wielki Juda, jak olbrzym. Jesteś tym, który strzeże. Twoje czyny są jak lew i ryczące lwiątka. Spłoszysz bezbożnych, którzy przed tobą cofną się, a nieprawi będą przerażeni. Wiem. Bądź mocny. Wieczna jedność zacieśni i uczyni doskonałym nasze pokrewieństwo w Niebie.» Jego także całuje w czoło, jak drugiego kuzyna.

«Jestem grzesznikiem, Nauczycielu. Mnie nie...» [ – odzywa się Mateusz.]

«Byłeś grzesznikiem, Mateuszu. Teraz jesteś apostołem. Jesteś jednym z Moich ‘głosów’. Błogosławię cię. Ileż dróg przemierzyły te stopy, aby iść ciągle naprzód, ku Bogu... Dusza je pobudzała i porzuciły każdą drogę, która nie była Moją drogą. Postępuj tak dalej. Czy wiesz, gdzie prowadzi ta ścieżka? Na łono Ojca Mojego i twojego.»

Jezus skończył. Podnosi kawałek płótna, myje ręce w czystej wodzie, ponownie nakłada szatę, powraca na Swoje miejsce i – gdy je zajmuje – mówi:

«Teraz jesteście czyści, ale nie wszyscy. Tylko ci, którzy tego chcieli.»

Patrzy uważnie na Judasza z Kariotu, który udaje, że nie słyszy, zajęty wyjaśnianiem Mateuszowi, jak ojciec postanowił posłać go do Jerozolimy. To rozmowa niepotrzebna, mająca jedyny cel: dodać Judaszowi pewności siebie, bo on, choć jest zuchwały, musi czuć się nieswojo.

Jezus nalewa [wina] po raz trzeci do wspólnego kielicha. Pije, daje do picia. Potem intonuje, a inni chóralnie podejmują:

«Miłuję Pana, albowiem słyszy głos mego błagania, bo ucho Swe nakłania ku mnie. Będę Go wzywał przez całe me życie. Oplotły mnie więzy śmierci...» itd.

Na chwilę przerywa, a potem podejmuje śpiew:

«Każdy człowiek jest kłamcą...»

Przeszywa spojrzeniem Judasza. Głos mojego Jezusa, zmęczony dziś wieczorem, odzyskuje Swą moc, kiedy woła:

«Cenna jest w oczach Pana śmierć świętych... Ty rozerwałeś Moje kajdany. Tobie złożę ofiarę pochwalną, wzywając imienia Pana...» itd.

Znowu krótka przerwa w śpiewie, a potem dalej:

«Chwalcie wszyscy Pana, o narody. Wysławiajcie Go wszystkie ludy. Bo umocniło się nad nami Jego miłosierdzie i prawda Pana trwa na wieki.»

Znowu krótka przerwa, a potem długi hymn: «Sławcie Pana, bo jest dobry, bo Jego miłosierdzie trwa na wieki...»

Judasz z Kariotu śpiewa tak fałszywie, że dwa razy Tomasz podaje mu ton swym mocnym barytonem i patrzy na niego przenikliwie. Pozostali apostołowie też spoglądają na niego, bo przeważnie śpiewał dobrze swym głosem, którym – jak mogłam to zrozumieć – pysznił się, jak i wszystkim innym. Ale dziś wieczorem! Niektóre fragmenty – i również spojrzenia Jezusa, które podkreślają niektóre zdania – do tego stopnia odbierają mu spokój, że śpiewa fałszując. Jedno z nich to: “Lepiej uciec się do Pana niż pokładać ufność w człowieku”. Inne: “Popchnięty, zachwiałem się i upadłbym, gdyby Pan mnie nie podtrzymał.” Jeszcze inne: “Nie umrę, lecz żył będę i głosił dzieła Pana.” I wreszcie te dwa, wypowiadane teraz, duszą głos Zdrajcy: “Kamień odrzucony przez budujących stał się głowicą węgła” oraz: “Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie!”

Po skończonym psalmie Jezus odcina części baranka i podaje je. Mateusz w tym czasie pyta Judasza z Kariotu:

«Nie czujesz się źle?»

«Nie. Zostaw mnie w spokoju. Nie zajmuj się mną.»

Mateusz wzrusza ramionami. Jan, który to usłyszał, mówi:

«Nauczyciel też nie czuje się dobrze. Co Ci jest, mój Jezu? Twój głos jest słaby jak u chorego lub u kogoś, kto wiele płakał.»

I obejmuje Go, opierając głowę na piersi Jezusa.

«On tylko dużo mówił, jak ja dużo chodziłem i zaziębiłem się» – mówi zdenerwowany Judasz.

Jezus, nie odpowiadając mu, odzywa się do Jana:

«Znasz Mnie już dobrze... i wiesz, co Mnie męczy...»

Już prawie spożyto baranka. Jezus – który jadł bardzo niewiele, przełykając jedynie łyk wina z każdego kielicha oraz pijąc bardzo dużo wody, jakby miał gorączkę – ponownie mówi:

«Chcę, ażebyście zrozumieli Mój gest, który dopiero co wykonałem. Powiedziałem wam, że pierwszy jest jak ostatni i że dam wam pokarm, który nie będzie cielesny. Dałem wam pokarm pokory. Dla waszego ducha. Nazywacie Mnie Nauczycielem i Panem. Dobrze mówicie, bo jestem Nim. Jeśli zatem Ja obmyłem wam nogi, także wy powinniście czynić to sobie wzajemnie. Dałem wam przykład, abyście i wy postępowali jak Ja. Zaprawdę powiadam wam: sługa nie jest większy od pana ani apostoł nie jest większy od Tego, który go nim uczynił. Starajcie się to zrozumieć. Jeśli potem, rozumiejąc, będziecie wprowadzać to w czyn, będziecie błogosławieni. Ale nie wszyscy będziecie błogosławieni. Znam was. Wiem, kogo wybrałem. Nie mówię o wszystkich w ten sam sposób. Mówię jednak to, co jest prawdziwe. Musi się też wypełnić to, co jest napisane o Mnie: “Nawet ten, który chleb mój jadł, podniósł na mnie piętę”. Mówię o tym wszystkim, zanim się to wydarzy, abyście nie zwątpili we Mnie. Kiedy wszystko się wypełni, uwierzycie jeszcze bardziej, że ja jestem – to Ja. Kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał: Świętego Ojca, który jest w Niebiosach; a kto przyjmie tych, których Ja poślę, Mnie samego przyjmie. Ponieważ Ja jestem z Ojcem, a wy jesteście ze Mną... Ale teraz dopełnijmy obrzędu.»

Znowu napełnia wspólny kielich winem i – zanim z niego wypije i zanim poda go do picia – wstaje i wszyscy wstają wraz z Nim, a On znowu śpiewa jeden z psalmów:

«Uwierzyłem, dlatego przemówiłem...»

A potem inny... który się nie kończy. Jest piękny... ale trwa bez końca! Myślę, że go odnajdę według początkowych słów i... po długości. To Psalm 119. Śpiewają go w ten sposób: jeden fragment razem, potem kolejno każdy wypowiada jeden werset, a następnie śpiewają wszyscy razem – i tak do końca. Sądzę, że na koniec są spragnieni!

[por. Mt,26,26-30; Mk 14,22-25; Łk 22,19-20] Jezus siada, nie kładzie się [na łożu biesiadnym]. Pozostaje w pozycji siedzącej, jak my, i mówi:

«Teraz, kiedy dawny obrzęd został spełniony, sprawuję obrzęd nowy. Przyrzekłem wam cud miłości. Jest czas dokonania go. Dlatego pragnąłem tej Paschy. Odtąd ta Hostia będzie składana w ciągłym obrzędzie miłości. Kochałem was przez całe życie na ziemi, umiłowani przyjaciele. Kochałem was przez całą wieczność, dzieci Moje. I kochać was chcę do końca. Nie ma nic większego od tego. Pamiętajcie o tym. Odchodzę, ale pozostaniemy na zawsze zjednoczeni za pośrednictwem cudu, który teraz spełniam.»

Jezus bierze cały jeszcze chleb. Kładzie go na napełnionym kielichu. Błogosławi, ofiarowuje i chleb, i wino. Potem zaś dzieli chleb, robiąc z niego trzynaście kawałków. Podając po jednym każdemu z apostołów, mówi:

«Bierzcie i jedzcie. To jest Moje Ciało. Czyńcie to na Moją pamiątkę – Tego, który odchodzi.»

Podaje kielich i mówi:

«Bierzcie i pijcie. To jest Moja Krew. To kielich nowego przymierza we Krwi i przez Moją Krew, która zostanie przelana za was na odpuszczenie waszych grzechów i aby dać wam Życie. To czyńcie na Moją pamiątkę.»

Jezus jest smutny. Wszelki uśmiech, jakikolwiek ślad światła, koloru, opuściły Go. Jego twarz już wyraża agonię. Apostołowie patrzą na Niego, zasmuceni. Jezus wstaje, mówiąc:

«Pozostańcie na miejscach. Zaraz powrócę.»

Bierze trzynasty kawałek chleba, zabiera kielich i wychodzi z wieczernika.

«Idzie do Swojej Matki» – szepcze Jan.

A Juda Tadeusz wzdycha:

«Biedna niewiasta!»

Piotr pyta całkiem cicho:

«Czy sądzisz, że Ona wie?»

«Ona wie wszystko. Zawsze wszystko wiedziała.»

Wszyscy mówią cicho, jakby przy umarłym.

«Czy sądzicie jednak, że naprawdę...» – dopytuje się Tomasz, który jeszcze nie potrafi wierzyć.

«I ty w to wątpisz? To jego godzina» – odpowiada mu Jakub, syn Zebedeusza.

«Niech Bóg da nam siłę bycia wiernymi» – mówi Zelota.

«O! Ja...» – zamierza powiedzieć coś Piotr, lecz Jan, który bacznie obserwuje, mówi:

«Ciii!... Oto On.»

Jezus wchodzi. Ma w dłoniach pusty kielich. Na dnie jest tylko ślad po winie i w świetle lampy wygląda jak kropla krwi. Judasz Iskariota, który ma przed sobą ten kielich, patrzy na niego jak zaczarowany, a potem odwraca wzrok. Jezus obserwuje go i drży, co odczuwa Jan, wsparty nadal na Jego piersi.

«Ależ powiedz! Ty drżysz...» – woła.

«Nie, nie drżę od gorączki... Wszystko wam powiedziałem i wszystko wam dałem. Nie mogłem dać wam więcej. Samego Siebie dałem wam.»

Wykonuje Swój słodki gest rękami, które – najpierw złożone – teraz rozdziela i rozkłada, spuszcza głowę, jakby chciał powiedzieć: “Wybaczcie Mi, jeśli nie mogę więcej. Tak to jest.”

«Wszystko wam powiedziałem i wszystko wam dałem. I powtarzam. Nowy obrzęd dokonał się. Czyńcie to na Moją pamiątkę. Obmyłem wam nogi, aby was pouczyć, że [powinniście] być pokorni i czyści jak wasz Nauczyciel. Zaprawdę powiadam wam: jaki jest Nauczyciel, tacy powinni być i uczniowie. Pamiętajcie o tym, pamiętajcie o tym. Także wtedy, gdy będziecie [postawieni] wysoko, pamiętajcie o tym. Nie jest uczeń nad Nauczyciela. Jak Ja was obmyłem, tak i wy czyńcie między sobą. To znaczy miłujcie się jak bracia, pomagając jeden drugiemu, okazując sobie wzajemnie szacunek, będąc przykładem jeden dla drugiego. I bądźcie czyści, aby być godnymi spożywania Chleba żywego, który zstąpił z Nieba, i aby mieć w sobie dzięki Niemu moc bycia Moimi uczniami w świecie nieprzyjaznym, który was znienawidzi z powodu Mojego Imienia.

[por. Mt 26,21-25; Mk 14,17-21; Łk 22,21-23J 13,18. 21-30] Ale jeden z was nie jest czysty. Jeden z was Mnie zdradzi. Z tego powodu Mój duch jest bardzo przygnębiony... Ręka tego, który Mnie zdradza, jest ze Mną na tym stole; i ani Moja miłość, ani Moje Ciało i Moja Krew, ani Moje słowo nie prowadzi go do opamiętania i do żalu. Przebaczyłbym i jemu, idąc na śmierć także za niego.»

Uczniowie patrzą na siebie, przerażeni. Obserwują się, podejrzewając siebie nawzajem. Piotr, w którym przebudziły się wszystkie wątpliwości, przeszywa wzrokiem Judasza. Także Juda Tadeusz wstaje gwałtownie, aby spojrzeć ponad Mateuszem na Iskariotę. Lecz jakaż pewność siebie jest w Judaszu, który bacznie przygląda się Mateuszowi, jakby go podejrzewał! Potem patrzy przenikliwie na Jezusa i pyta z uśmiechem:

«Czyżbym to ja był?»

Wydaje się najbardziej przekonany o własnej uczciwości i mówi to, aby nie przerwać rozmowy. Jezus powtarza Swój gest, mówiąc:

«Ty to powiedziałeś, Judaszu, synu Szymona. Nie Ja. Ty to mówisz. Ja ciebie nie wymieniłem. Dlaczego oskarżasz siebie? Zapytaj swego wewnętrznego [głosu] ostrzegającego, twego ludzkiego sumienia, tego sumienia, które Bóg Ojciec dał ci, by cię prowadzić jak człowieka. Posłuchaj, jeśli cię oskarża. Będziesz to wiedział wcześniej od wszystkich. A jeśli ono cię uspokaja, dlaczego wypowiadasz to słowo i myślisz o czynie, który jest przekleństwem nawet jako tylko wypowiedziany lub pomyślany dla żartu?»

Jezus mówi spokojnie. Podobny jest do nauczyciela, który wyjaśnia tezę przedstawioną swoim uczniom. Poruszenie jest wielkie, lecz spokój Jezusa łagodzi je. Jednakże Piotr, który podejrzewa najbardziej Judasza – a być może także Tadeusz, choć wydaje się uspokojony swobodnym zachowaniem Iskarioty – ciągnie Jana za rękaw. Kiedy Jan – który przytulił się do Jezusa, słysząc co mówi o zdradzie – odwraca się, [Piotr] szepcze do niego:

«Zapytaj, kto to jest.»

Jan powraca do swej poprzedniej pozycji i podnosi tylko głowę, jakby chciał pocałować Jezusa. W tym czasie szepcze Mu do ucha:

«Nauczycielu, kto to jest?»

A Jezus bardzo łagodnie, całując jego włosy, mówi:

«Ten, któremu podam kawałek umoczonego chleba.»

I biorąc chleb jeszcze cały – a nie resztę tego, który posłużył do Eucharystii – odrywa duży kęs, macza go w sosie baranka na półmisku, wyciąga ramię nad stołem i mówi:

«Weź Judaszu. Ty to lubisz.»

«Dziękuję, Nauczycielu. Tak, lubię to» – i je ten kawałek chleba, nie wiedząc, czym on jest.

W tym czasie Jan, przejęty grozą, zamyka oczy, aby nie widzieć straszliwego uśmiechu Iskarioty, który swymi pięknymi zębami zjada oskarżycielski chleb.

«Dobrze! Idź teraz, gdy cię uszczęśliwiłem – mówi Jezus do Judasza – Tutaj (kładzie bardzo silny akcent na to słowo) wszystko jest dokonane. To, co jest do zrobienia jeszcze gdzie indziej, zrób szybko, Judaszu, synu Szymona.»

«Natychmiast jestem Ci posłuszny, Nauczycielu. Potem przyjdę do Ciebie w Getsemani. Tam idziesz, prawda, jak zawsze?»

«Idę tam... jak zawsze... tak.»

«Co on ma do zrobienia? – pyta Piotr – Idzie sam?»

«Nie jestem dzieckiem» – żartuje Judasz, ubierając płaszcz.

«Pozwól mu iść. On i Ja wiemy, co ma do zrobienia» – mówi Jezus.

«Tak, Nauczycielu» – Piotr milknie. Być może sądzi, że zgrzeszył, podejrzewając swego towarzysza. Z ręką na czole rozmyśla.

Jezus tuli Jana do Swego serca i odwraca się do niego, szepcząc mu przez włosy: «Nic nie mów na razie Piotrowi. To byłoby niepotrzebne zgorszenie.»

«Żegnaj, nauczycielu. Żegnajcie, przyjaciele.» – pozdrawia ich Judasz.

«Żegnaj» – mówi Jezus.

Piotr odzywa się: «Żegnam cię, chłopcze.»

Jan z głową niemal na kolanach Jezusa szepcze: «Szatan!»

Jedynie Jezus słyszy to i wzdycha.

Tutaj wszystko się przerywa. Jezus mówi: «Przerywam z litości wobec ciebie. Ukażę ci zakończenie Wieczerzy w innym momencie.»

Na kilka minut zapada całkowita cisza. Jezus pochyla głowę, głaszcząc bezwiednie jasne włosy Jana. Potem wzdryga się, podnosi głowę, patrzy, uśmiecha się, co dodaje otuchy uczniom. Mówi:

«Odejdźmy od stołu i usiądźmy wszyscy jeden przy drugim, jak synowie wokół ojca.»

Biorą łoża służące do siedzenia, znajdujące się za stołem – te Jezusa, Jana, Jakuba, Piotra, Szymona i kuzyna Jakuba – i ustawiają je z drugiej strony.

Jezus zajmuje Swoje miejsce, wciąż pomiędzy Jakubem i Janem. Kiedy widzi Andrzeja, który zamierza usiąść na miejscu pozostawionym przez Iskariotę, krzyczy:

«Nie, nie tam!»

To odruchowy okrzyk, którego nie zdołała powstrzymać Jego najwyższa przezorność. Potem opanowuje się, mówiąc:

«Nie potrzeba tylu miejsc. Możemy siedzieć tylko na tych. One wystarczą. Chcę, żebyście byli bardzo blisko.»

Jakub, syn Zebedeusza, woła Piotra:

«Usiądź tutaj, ja usiądę na małym stołku u stóp Jezusa.»

«Niech Bóg cię błogosławi, Jakubie! Tak bardzo tego pragnąłem!» – mówi Piotr i przysuwa się blisko Jezusa, który jest teraz bardzo blisko Jana i Piotra, z Jakubem u stóp.

Jezus uśmiecha się:

«Widzę, że zaczynają działać wypowiedziane wcześniej słowa. Dobrzy bracia kochają się. Ja też ci powiadam, Jakubie: “Niech Bóg cię błogosławi”. I ten gest nie zostanie zapomniany przez Przedwiecznego i odnajdziesz go tam, w górze.

Ja mogę wszystko, czego pragnę. Widzieliście to. Wystarczyło jedno Moje pragnienie, aby Ojciec pozwolił Synowi dać się na Pokarm człowiekowi. Przez to, co się wydarzyło obecnie, został uwielbiony Syn Człowieczy, bo jest świadectwem mocy cud, który jest możliwy tylko dla przyjaciół Boga. Im większy jest cud, tym pewniejsza i głębsza jest ta Boża przyjaźń. To jest cud, który – ze względu na swoją formę, trwałość, naturę, ze względu na swój zasięg i granice do których dochodzi – jest najpotężniejszy, jaki może istnieć. Mówię wam to: tak jest potężny, nadprzyrodzony, niepojęty dla człowieka pysznego, że tylko niewielu go pojmie tak, jak ma być rozumiany, a wielu mu zaprzeczy. Co wtedy powiem? Potępienie dla nich? Nie. Powiem: litości!

[por. J 13,31-35] Ale im większy jest cud, tym większa jest chwała, która wypływa z niego dla jego sprawcy. Sam Bóg mówi: “Oto czego Mój Umiłowany chciał, to ma. Ja się na to zgodziłem, bo On ma wielką łaskę w oczach Moich.” A tu mówi: “Ma łaskę bezgraniczną, tak jak jest nieskończony cud przez Niego dokonany”. Na podobieństwo spływającej na Twórcę cudu chwały ze strony Boga, jest też chwała, która od tego Twórcy kieruje się do Ojca. Każda bowiem chwała nadprzyrodzona, jako pochodząca od Boga, powraca do swego źródła. I chwała Boga, chociaż już nieskończona, coraz bardziej powiększa się i jaśnieje przez chwałę Jego świętych. Mówię więc: jak został uwielbiony Syn Człowieczy przez Boga, tak Bóg został uwielbiony przez Syna Człowieczego. Uwielbiłem Boga w Sobie samym. Z kolei Bóg uwielbi Swojego Syna w Sobie. Już wkrótce Go uwielbi.

Raduj się, Ty, który powracasz na Swój Tron, o Istoto duchowa Drugiej Osoby! Raduj się, o ciało, które wzniesiesz się po takim wygnaniu w błocie. I już nie Raj Adama, lecz niebiański Raj Ojca jest Ci dawany za siedzibę. Jeśli zostało powiedziane, iż z powodu zdumienia rozkazem Bożym, danym przez usta człowieka, zatrzymało się słońce, to co stanie się z gwiazdami, gdy zobaczą cud Ciała Człowieka, jak wstępuje i zasiada po prawicy Ojca, w Swojej Doskonałości uwielbionej materii? Dzieci Moje, jeszcze tylko trochę pozostaję z wami. Potem będziecie Mnie szukać, jak sieroty szukają zmarłego rodzica. I płacząc będziecie chodzić, mówiąc o Nim. I będziecie na próżno uderzać o niemy grób. A potem będziecie jeszcze kołatać w błękitne bramy Niebios, z duszą waszą szamoczącą się w błagalnym poszukiwaniu miłości, mówiąc: “Gdzie jest nasz Jezus? Pragniemy Go. Bez Niego nie ma już światła na świecie ani radości, ani miłości. O, zwróćcie Go nam albo pozwólcie nam wejść. Chcemy być tam, gdzie On przebywa.” Ale teraz nie możecie iść tam, gdzie Ja idę. Powiedziałem też żydom: “Potem będziecie Mnie szukać, ale tam, gdzie Ja idę, wy iść nie możecie.” Mówię to także wam.

Myślcie o Matce... Nawet Ona nie będzie mogła iść tam, gdzie Ja idę. A przecież pozostawiłem Ojca, aby przyjść do Niej i stać się Jezusem w Jej łonie bez skazy. A przecież z Nietkniętej przyszedłem, w promiennej ekstazie Mojego Narodzenia. A przecież Jej miłością, która stała się mlekiem, karmiłem się. Stałem się czystością i miłością, bo Maryja karmiła Mnie Swoim dziewictwem, zapłodnionym Miłością Doskonałą, która żyje w Niebie. A przecież dzięki Niej wzrastałem, za cenę Jej zmęczenia i łez... A przecież wymagam od Niej heroizmu, jakiego nigdy nie było, w stosunku do którego bohaterstwo Judyty i Jael to odważne czyny biednych niewiast, sprzeczających się ze swymi rywalkami przy wiejskim źródle. A przecież nikt nie jest Jej równy w miłowaniu Mnie. A jednak zostawiam Ją i idę tam, gdzie Ona przyjdzie dopiero po długim czasie. Dla Niej nie ma polecenia, które wam daję: “Uświęcajcie się rok po roku, miesiąc po miesiącu, dzień po dniu, godzina po godzinie, aby móc przyjść do Mnie, gdy nadejdzie wasza godzina.” W Niej jest wszelka łaska i świętość. Jest stworzeniem, które wszystko miało i które wszystko dało. Niczego nie można Jej dodać ani odebrać. Jest najświętszym świadectwem tego, co Bóg potrafi [uczynić].

Ale – aby być pewnym, że w was jest zdolność dojścia do Mnie i abyście zapomnieli o cierpieniu żałoby rozdzielenia z waszym Jezusem – daję wam przykazanie nowe. Jest to po to, byście miłowali jedni drugich. Jak Ja was umiłowałem, tak samo wy miłujcie się wzajemnie. Po tym rozpozna się, że jesteście Moimi uczniami. Gdy jakiś ojciec ma wiele dzieci, to po czym się poznaje, że nimi są? Nie tyle po wyglądzie fizycznym – bo są ludzie, którzy we wszystkim są podobni do drugiego człowieka, z którym nie mają żadnego powiązania przez krew ani przez narodowość – ile po wspólnej miłości w rodzinie: do ojca i do siebie nawzajem. I nawet gdy ojciec umrze, nie rozpada się dobra rodzina, bo krew jest jedna i jest tym, co pochodzi z nasienia ojca i tworzy więzy, których nawet śmierć nie rozwiązuje, bo mocniejsza od śmierci jest miłość. Otóż jeśli będziecie się miłować także wtedy, gdy was opuszczę, wszyscy rozpoznają, że jesteście Moimi dziećmi, a przez to Moimi uczniami, a wobec siebie – braćmi, którzy mieli jednego ojca.»

[por. Mt 26,31-35; Mk 14,26-31; Łk 22,33-34; J 13,36-38]   «Panie Jezu, ale dokąd idziesz?» – pyta Piotr.

«Idę tam, dokąd na razie nie możesz za Mną iść. Ale potem pójdziesz.»

«A dlaczego nie teraz? Szedłem za tobą zawsze, odkąd mi powiedziałeś: “Pójdź za Mną”. Wszystko porzuciłem bez żalu... Teraz odchodzisz bez Twojego biednego Szymona, zostawiając mnie pozbawionego Ciebie, mojego Wszystkiego, którym stałeś się, odkąd pozostawiłem moją odrobinę wcześniejszego dobra. Nie jest to słuszne ani piękne z Twojej strony. Idziesz na śmierć? Dobrze. Więc i ja też idę. Pójdziemy razem na drugi świat. Ale wcześniej będę Cię bronić. Jestem gotów oddać życie za Ciebie.»

«Oddasz życie za Mnie? Teraz? Teraz nie. Zaprawdę! O, zaprawdę powiadam ci: nim kogut zapieje, ty już trzy razy zaprzesz się Mnie. Teraz to dopiero pierwsza straż. Potem będzie druga... a potem trzecia. Zanim rozbrzmi śpiew koguta, ty trzy razy zaprzesz się twego Pana.»

«Niemożliwe, Nauczycielu! Wierzę we wszystko, co mówisz, ale nie w to. Jestem pewien za siebie.»

«Teraz na razie jesteś pewien, lecz to dlatego, że masz Mnie jeszcze. Masz Boga ze sobą. Już niebawem Bóg Wcielony zostanie ujęty i nie będziecie Go już mieć. A szatan, uczyniwszy was ociężałymi – twoja pewność jest jednym z podstępów szatana, balastem dla stania się ociężałym – potem przerazi was. Będzie wam wmawiał: “Bóg nie istnieje. Ja istnieję.” A jednak – chociaż otępiali przez strach – jeszcze będziecie myśleć i zrozumiecie, że gdy szatan jest panem chwili, umiera Dobro i działa Zło, bo duch jest powalony a tryumfuje ludzka natura. Wtedy będziecie jak wojownicy pozbawieni przywódcy, ścigani przez nieprzyjaciela. W przerażeniu pokonanych pochylicie kark przed zwycięzcą i – żeby was nie zabito – wyprzecie się upadłego bohatera.

[por. J 14,1-14] Ale proszę was, niech się nie trwoży wasze serce. Wierzcie w Boga. I wierzcie też we Mnie. Pomimo wszystkich pozorów wierzcie we Mnie. Niech wierzy w Moje miłosierdzie i w miłosierdzie Ojca ten, kto pozostaje, oraz ten, kto ucieka; ten, kto milczy, oraz ten, kto otworzy usta, aby powiedzieć: “Nie znam Go.” Tak samo wierzcie w Moje przebaczenie. I wierzcie, że jakiekolwiek byłyby w przyszłości wasze czyny – w Dobru i w Mojej Nauce, a więc w Moim Kościele – one dadzą wam takie samo miejsce w Niebie. W domu Ojca Mojego jest wiele mieszkań. Gdyby tak nie było, powiedziałbym wam to. Idę bowiem przed wami, aby przygotować wam miejsce. Czyż nie postępują tak dobrzy ojcowie, kiedy mają przenieść gdzie indziej swe małe dzieci? Idą wcześniej, przygotowują dom, meble, zapasy. A potem wracają wziąć swe najdroższe dzieci. Tak robią z miłości. Aby małym niczego nie brakło i aby nie doznały niewygody w nowym miejscu. Tak samo i Ja postępuję. I z takiego samego motywu. Teraz odchodzę. A kiedy przygotuję każdemu miejsce w Jeruzalem Niebieskim, przyjdę powtórnie, wezmę was ze Sobą, byście byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, gdzie nie będzie ani śmierci, ani żałoby, ani łez, ani krzyku, ani pragnienia, ani bólu, ani ciemności, ani ognia, lecz tylko światłość, pokój, szczęście i śpiew. O, śpiew Niebios Najwyższych, gdy dwunastu wybranych będzie na swoich tronach z dwunastoma patriarchami pokoleń Izraela i w żarze płomienia miłości duchowej zaśpiewają, stojąc nad morzem szczęśliwości, odwieczny kantyk, który zabrzmi w harmonii z odwiecznym ‘Alleluja’ anielskiego zastępu... Chcę, abyście i wy byli tam, gdzie Ja będę. A wy wiecie, dokąd idę i znacie drogę.»

«Ależ Panie! My nic nie wiemy. Nie mówisz nam, dokąd odchodzisz. Jakże możemy znać drogę, którą należy iść, aby dojść do Ciebie i skrócić oczekiwanie?» – pyta Tomasz.

«Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Słyszeliście, jak to mówiłem i wyjaśniałem wiele razy, a zaprawdę niektórzy – nie wiedzący nawet, że istnieje Bóg – poczynili postępy na Mojej drodze i są już dalej niż wy. O, gdzie jesteś, zagubiona owieczko Boża, którą zaprowadziłem z powrotem do owczarni? A gdzie ty jesteś, wskrzeszona duszo?»

«Kto? O kim mówisz? O Marii Łazarza? Jest tam, z Twoją Matką. Chcesz [żeby przyszła]? Lub Joanna? Z pewnością jest w swoim pałacu. Ale jeśli chcesz, pójdziemy ją zawezwać do Ciebie...»

«Nie. Nie one... Myślę o tej, która zostanie ujawniona dopiero w Niebie... i o Fotynaj... One Mnie odnalazły. I nie porzuciły już Mojej drogi. Jednej ukazałem Ojca jako prawdziwego Boga, a Ducha – jako lewitę w indywidualnej adoracji. Drugiej – która nawet nie wiedziała, że ma duszę – powiedziałem: “Moje imię to Zbawiciel. Zbawiam tego, kto ma dobrą wolę, żeby się zbawić. Jestem Tym, który szuka zgubionych, który daje Życie, Prawdę i Czystość. Kto Mnie szuka, znajduje Mnie.” I obie znalazły Boga... Błogosławię was, słabe Ewy, które stałyście się mocniejsze od Judyty... Idę, tam gdzie wy jesteście, idę... Wy Mnie pocieszycie... Bądźcie błogosławione!...»

«Pokaż nam Ojca, Panie, a będziemy do nich podobni» – mówi Filip.

«Od tak dawna jestem z wami, a ty, Filipie, jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi Mojego Ojca. Jakże więc możesz mówić: “Pokaż nam Ojca”? Nie udaje ci się uwierzyć, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec jest we Mnie? Słów, które mówię do was, nie wypowiadam od Siebie. Ale Ojciec, który przebywa we Mnie, dokonuje wszystkich Moich czynów. Czy nie wierzycie, że Ja jestem w Ojcu, a On jest we Mnie? Cóż mam powiedzieć, aby skłonić was do wiary? Jeśli nie wierzycie w słowa, wierzcie przynajmniej w czyny. Powiadam wam, a mówię to wam zgodnie z prawdą: Kto wierzy we Mnie, dokona czynów, jakie Ja wykonuję, i jeszcze większych dokona, bo Ja idę do Ojca. I wszystko, o co poprosicie Ojca w Moje imię, spełnię, aby Ojciec był uwielbiony w Swoim Synu. I spełnię, kiedy poprosicie Mnie w Moje Imię. Imię Moje – w tym, czym rzeczywiście jest – znam Ja sam, [zna je] Ojciec, który Mnie zrodził, i Duch, który pochodzi od Naszej miłości. I przez to Imię wszystko jest możliwe.

[por. J 14,15-20] Kto myśli o Moim Imieniu z miłością, ten Mnie kocha i otrzymuje. Ale nie wystarczy Mnie [tylko tak] kochać, trzeba zachowywać Moje przykazania, aby mieć miłość prawdziwą. To czyny świadczą o uczuciach.

I z powodu tej miłości będę prosił Ojca i On da wam innego Pocieszyciela, aby pozostał z wami na zawsze: Kogoś, nad kim Szatan i Świat nie mogą się znęcać, Ducha Prawdy, którego świat nie potrafi przyjąć i nie potrafi zranić, gdyż Go nie widzi i nie zna. Będzie z Niego drwić, ale On jest tak niedosięgły, że urąganie nie będzie umiało Go zranić; a nadzwyczaj miłosierny, ponad wszelką miarę, pozostanie zawsze z tym, który Go kocha, choćby był ubogi i słaby. Wy Go poznacie, bo już przebywa z wami, a wkrótce będzie w was. Nie pozostawię was sierotami. Już wam to powiedziałem: “Powrócę do was”. A przyjdę do was, nim nastanie godzina przybycia i wzięcia was do Mojego Królestwa. Przyjdę do was. Wkrótce świat już Mnie nie ujrzy. Ale wy Mnie widzicie i zobaczycie Mnie. Bo Ja żyję i wy żyjecie. Bo Ja będę żył i wy także będziecie żyli. W tym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu Moim, a wy we Mnie i Ja – w was.

[poJ 14,21-24]  Ten bowiem – kto przyjmuje Moje przykazania i je zachowuje – kocha Mnie. A tego, który Mnie kocha, umiłuje Ojciec Mój i posiądzie on Boga, gdyż Bóg jest miłością i kto kocha, ten ma w sobie Boga. I Ja go umiłuję, bo w nim zobaczę Boga, i ukażę się mu, dając mu poznać Mnie w tajemnicach Mojej miłości, Mojej mądrości, Mojego Wcielonego Bóstwa. To będą Moje powroty do synów ludzkich, których kocham, chociaż są słabi i także wrodzy. Ale ci będą tylko słabi. I Ja ich umocnię. Powiem im: “Powstań!” Powiem: “Wyjdź na zewnątrz!”. Powiem: “Pójdź za Mną!” Powiem: “Słuchaj!” Powiem: “Pisz!”... i wy należycie do nich.»

«Dlaczego, Panie, objawiasz się nam, a nie światu?» – pyta Juda Tadeusz.

«Bo wy Mnie kochacie i zachowujecie Moje słowa. Kto tak będzie czynił, tego umiłuje Ojciec i przyjdziemy do niego, i uczynimy mieszkanie przy nim i w nim. Kto zaś Mnie nie kocha, ten nie zachowuje Moich słów i postępuje według ciała i świata. Teraz wiecie, że to, co wam powiedziałem, nie jest słowem Jezusa Nazarejskiego, lecz słowem Ojca, gdyż Ja jestem Słowem Ojca, który Mnie posłał.

[por. J 14,25-31]  Powiedziałem wam to, mówiąc w ten sposób, rozmawiając z wami, bo pragnę Sam was przygotować na pełne posiadanie Prawdy i Mądrości. Ale jeszcze nie potraficie pojąć ani zapamiętać. Gdy jednak przyjdzie do was Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w Moim Imieniu, wtedy będziecie mogli pojąć i On wszystkiego was nauczy, i przypomni wam to, co wam powiedziałem.

Pokój Mój wam zostawiam. Daję wam Mój pokój. Daję wam go nie tak, jak daje go świat. Ani nawet tak, jak dotąd wam go dawałem: jako błogosławione pozdrowienie Błogosławionego dla błogosławionych. Głębszy jest Pokój, który teraz wam daję. W tym pożegnaniu przekazuję wam Siebie samego, Mojego Ducha pokoju, jak wam przekazałem Moje Ciało i Moją Krew, aby pozostała w was siła do bliskiej walki. Szatan i świat rozpętują wojnę przeciw waszemu Jezusowi. To ich godzina. Miejcie w sobie Pokój, Mojego Ducha, który jest duchem pokoju, gdyż Ja jestem Królem pokoju. Miejcie ten pokój, aby nie być zbytnio osamotnionymi. Kto cierpi mając w sobie pokój Boży, ten cierpi, ale nie bluźni i nie rozpacza.

Nie płaczcie. Słyszeliście przecież, jak powiedziałem: “Idę do Ojca, a potem powrócę”. Gdybyście miłowali Mnie ponad ciało, radowalibyście się, że idę do Ojca, po takim wygnaniu... Idę do Tego, który jest większy ode Mnie i kocha Mnie. Powiedziałem wam to teraz, zanim się to spełni, tak jak wam powiedziałem o wszystkich cierpieniach Odkupiciela przed pójściem na nie, abyście – gdy wszystko się wypełni – wierzyli coraz bardziej we Mnie. Nie smućcie się tak! Nie bójcie się. Wasze serce potrzebuje równowagi... Niewiele mam czasu, aby mówić do was... a jeszcze tyle mam do powiedzenia! Gdy doszedłem do końca tej Mojej ewangelizacji wydaje Mi się, że jeszcze nic nie powiedziałem i że tyle jeszcze, tyle, tak dużo jest do zrobienia. Wasz stan powiększa we Mnie to odczucie. I cóż powiem, że nie wywiązałem się z Mojego obowiązku albo że wy jesteście tak opornego serca, iż to nic nie znaczyło? Będę wątpił? Nie. Zdaję się na Boga i Jemu was powierzam, Moi umiłowani. On dopełni dzieła Swojego Słowa. Nie jestem jak jakiś ojciec, który umiera i ma tylko światło ludzkie. Ufam Bogu. I nawet, odczuwając w Sobie napór wszystkich rad, których – jak widzę – potrzebujecie, i odczuwając upływający czas, idę spokojnie ku Memu losowi. Wiem, że na ziarna, które zostały w was wrzucone, wkrótce zstąpi rosa. Spowoduje ona, że wszystkie wykiełkują. A potem przyjdzie słońce Pocieszyciela i staną się one potężnym drzewem.

Nadchodzi książę tego świata, z którym nie mam nic wspólnego i który – gdyby to nie miało celu odkupieńczego – nie miałby nade Mną [żadnej władzy]. Ale to się dzieje, aby świat poznał, że Ja kocham Ojca. A kocham Go aż do posłuszeństwa śmierci i dlatego czynię to, co Mi polecił. To godzina odejścia. Powstańcie.

[por. J 15,1-11]  I posłuchajcie ostatnich słów. Ja jestem prawdziwym winnym krzewem. Ojciec jest Tym, który go pielęgnuje. Każdą latorośl, która nie przynosi owocu, odcina, a tę, która przynosi owoc, przycina, aby przynosiła go jeszcze więcej. Moje słowo już was oczyściło. Pozostańcie we Mnie, a Ja – w was, abyście nadal tacy byli. Latorośl oderwana od winnego krzewu nie może już przynieść owocu. Tak też i wy, jeśli we Mnie nie będziecie trwać. Ja jestem Winnym Krzewem, a wy – latoroślami. Ten, kto pozostaje zjednoczony ze Mną, przynosi obfite owoce. Ale jeśli ktoś się odrywa, staje się gałęzią suchą. I wrzuca się go do ognia, i tam płonie. Bez zjednoczenia ze Mną nic uczynić nie możecie. Trwajcie zatem we Mnie, a Moje słowa niech pozostają w was. Potem proście, o co chcecie, a zostanie to dla was uczynione. Mój Ojciec tym bardziej będzie uwielbiony, im więcej owocu przyniesiecie i będziecie Moimi uczniami.

Jak Ojciec Mnie umiłował, tak i Ja was. Pozostańcie w Mojej miłości, która zbawia. Kochając Mnie, będziecie posłuszni, a posłuszeństwo powiększa miłość wzajemną. Nie mówcie, że się powtarzam. Znam waszą słabość. I chcę, abyście się zbawili. Mówię wam to, aby radość, którą chcę wam dać, była w was i aby była pełna. Miłujcie się, miłujcie się!

[por. J 15, 12-17] To jest Moje przykazanie nowe. Miłujcie się wzajemnie bardziej, niż każdy kocha samego siebie. Nie ma większej miłości od miłości tego, który oddaje swe życie za przyjaciół. Wy jesteście Moimi przyjaciółmi, a Ja daję życie za was. Czyńcie to, czego was uczę i co nakazuję. Nie nazywam was już sługami. Sługa bowiem nie wie, co czyni jego pan. Wy zaś wiecie, co Ja robię. Wiecie o Mnie wszystko. Objawiłem wam nie tylko Siebie samego, ale także Ojca i Ducha, i wszystko, co usłyszałem od Boga. To nie wy siebie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem, abyście szli między ludy i przynosili owoc w was i w sercach ewangelizowanych ludzi; i aby wasz owoc pozostał; i aby Ojciec dał wam wszystko, o co Go poprosicie w Moje imię.

Nie mówcie: “A więc, jeśli Ty nas wybrałeś, to dlaczego wybrałeś i zdrajcę? Jeśli wszystko wiesz, dlaczego to uczyniłeś?” Nie pytajcie też, kim on jest. To nie jest człowiek. To szatan. Powiedziałem to wiernemu przyjacielowi i pozwoliłem [Sobie] to powiedzieć synowi umiłowanemu. To szatan. Gdyby szatan – ten który odwiecznie małpuje Boga – nie wcielił się w śmiertelne ciało, ten opętany nie mógłby umknąć przed Moją potęgą Jezusa. Powiedziałem: ‘opętany’. Nie. To o wiele więcej: to ktoś unicestwiony w szatanie.»

«Dlaczego Ty, który wypędzałeś demony, nie uwolniłeś go?» – pyta Jakub, syn Alfeusza.

«Pytasz z miłości do siebie, obawiając się, że nim jesteś? Nie bój się o to.»

«Zatem to ja?»

«Ja?»

«Ja?»

«Uciszcie się. Nie wypowiadam tego imienia. Ja posługuję się miłosierdziem, a i wy czyńcie podobnie.»

«Dlaczegóż go jednak nie pokonałeś? Nie potrafiłeś?»

«Potrafiłem. Lecz przeszkadzając szatanowi we wcieleniu się dla zabicia Mnie, musiałbym unicestwić ludzką rasę przed Odkupieniem. Kogóż więc bym odkupił?»

«Powiedz mi, Panie, powiedz mi! – Piotr osunął się na kolana i potrząsa Jezusem gwałtownie, jakby opanował go szał – Czy to ja? To ja? Badam siebie. Wydaje mi się, że nie. Ale Ty... Ty powiedziałeś, że się Ciebie zaprę... I drżę... O! Co za potworność gdybym to był ja!...»

«Nie, Szymonie, synu Jony, nie ty.»

«Dlaczego odebrałeś mi imię “Piotra”? Stałem się na nowo Szymonem? Widzisz? Powiedziałeś to!... To ja! Ale jak ja mogłem? Powiedzcie... Wy powiedzcie... Kiedy mogłem stać się zdrajcą?... Szymonie?... Janie... No, mówcie!...»

«Piotrze, Piotrze, Piotrze! Jeśli nazywam cię Szymonem, to dlatego, że myślę o naszym pierwszym spotkaniu, kiedy byłeś Szymonem. I myślę, jak zawsze byłeś wierny od pierwszej chwili. To nie ty. Ja ci to mówię – Ja, Prawda.»

«Kto zatem?»

«Ależ to Judasz z Kariotu! Jeszcze tego nie pojąłeś?» – krzyczy Tadeusz, który już nie potrafi nad sobą zapanować.

«Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? Dlaczego?» – Piotr także krzyczy.

«Cisza. To szatan. On nie ma innego imienia. Dokąd idziesz, Piotrze?»

«Poszukać go.»

«Odłóż zaraz swój płaszcz i tę broń. Czy mam cię wypędzić i przekląć?»

«Nie, nie! O! Mój Panie! Ale ja... ale ja... Ja jestem być może chory, oszalały, ja? O! O!»

Piotr rzucił się na ziemię do stóp Jezusa i płacze.

«Daję wam przykazanie, abyście się miłowali i przebaczali. Zrozumieliście? 

[por. J 15,18-26] Jeśli na świecie jest nienawiść, w was niech będzie tylko miłość. Do wszystkich. Iluż zdrajców znajdziecie na waszej drodze! Ale nie powinniście ich nienawidzić ani odpłacać za ich zło złem. Inaczej Ojciec będzie miał was w nienawiści. Przed wami Ja byłem znienawidzony i zdradzony. A przecież widzicie to: nie ma we Mnie nienawiści. Świat nie potrafi kochać tego, co nie jest takie, jak on. Dlatego was nie będzie kochał. Gdybyście do niego należeli, miłowałby was, ale nie jesteście ze świata, gdyż zabrałem was spośród świata. Dlatego też jesteście znienawidzeni.

Powiedziałem wam: sługa nie jest większy od Pana. Jeśli Mnie prześladowali, będą i was prześladować. Jeśli Mnie słuchali, będą słuchać i was. A wszystko będą czynić ze względu na Moje Imię, bo nie znają, bo nie chcą znać Tego, który Mnie posłał. Gdybym nie przyszedł i nie mówił, nie byliby winni. Teraz jednak ich grzech nie ma usprawiedliwienia. Widzieli Moje czyny, słyszeli Moje słowa, a jednak Mnie znienawidzili, a wraz ze Mną – Ojca. Ja bowiem i Ojciec jesteśmy jedną jedyną Jednością Miłości. Napisano jednak: “Znienawidzili Mnie bez powodu”.

Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, da On o Mnie świadectwo; a wy też będziecie świadczyć o Mnie, gdyż byliście ze Mną od początku.

[por. J 16,1-4] To wam mówię, abyście – gdy nadejdzie godzina – nie byli osłabieni i zgorszeni. Nadejdzie niebawem czas, kiedy was wypędzą z synagog, a kto was zabije, pomyśli, że oddaje przez to cześć Bogu. Nie poznali bowiem ani Ojca, ani Mnie. W tym jest ich wytłumaczenie. Nie mówiłem wam o tym tak obszernie wcześniej, gdyż byliście jak nowo narodzone dzieci. Teraz jednak matka was pozostawia.

[por. J 16,5-15]  Odchodzę. Powinniście się przyzwyczaić do innego pokarmu. Chcę, abyście go znali. Nikt Mnie nie pyta: “Dokąd idziesz?”. Smutek czyni was niemymi. Dobrze jest jednak także dla was, żebym odszedł. Inaczej nie przyszedłby Pocieszyciel. Ja wam Go poślę. A kiedy przyjdzie poprzez mądrość i słowo, czyny i bohaterstwo, które wleje w was, przekona świat o jego grzechu bogobójstwa i o sprawiedliwości Mojej świętości. I świat będzie wyraźnie podzielony na odrzuconych, nieprzyjaciół Boga, i na wierzących. Ci będą bardziej lub mniej święci, w zależności od swojej woli. Ale sąd nad księciem świata i nad Jego sługami dokona się. Więcej nie mogę wam powiedzieć, bo jeszcze nie potraficie zrozumieć. Ale On, Boski Pocieszyciel, da wam całą Prawdę, gdyż nie będzie mówił od samego Siebie, ale powie to wszystko, co usłyszy w Boskim Rozumie i przepowie wam przyszłość. Weźmie to, co pochodzi ode Mnie, to znaczy to, co też jest od Ojca, i wam to powie.

[por. J 16,16-33]  Jeszcze krótko będziemy się widzieć. Potem już Mnie nie ujrzycie. I następnie znowu trochę – i potem Mnie zobaczycie.

Szeptacie między sobą i w waszych sercach. Posłuchajcie przypowieści. To ostatnia [przypowieść] waszego Nauczyciela.

Gdy jakaś niewiasta poczęła i zbliża się chwila rodzenia, jest wielkie udręczenie, bo cierpi i jęczy. Ale kiedy małe dziecko przyszło na świat, tuli je do serca, każde cierpienie ustaje i smutek zamienia się w radość, bo człowiek przyszedł na świat.

Tak i wy. Będziecie płakać, a świat będzie się z was śmiać. Ale potem wasz smutek zamieni się w radość – w radość, której świat nigdy nie pozna. Teraz jesteście smutni. Ale kiedy zobaczycie Mnie ponownie, wasze serca staną się pełne radości, której nikt już nie będzie miał mocy wam wydrzeć. [Będzie to] radość tak pełna, że przysłoni w was każdą potrzebę proszenia i dla umysłu, i dla serca, i dla ciała. Sycić będziecie się tylko ponownym oglądaniem Mnie, zapominając wszystko inne. Ale właśnie od tego czasu będziecie mogli o wszystko prosić w Moje imię, a Ojciec da wam, abyście mieli coraz więcej radości. Proście, proście, a otrzymacie.

Nadchodzi godzina, kiedy będę mógł mówić wam otwarcie o Ojcu, gdyż pozostaniecie wierni w próbie i wszystko zostanie pokonane. Doskonała [będzie] potem wasza miłość, gdyż zostanie wam dana moc w doświadczeniu. A czego wam braknie, Ja wam to dodam, biorąc z Mojego ogromnego skarbca i mówiąc: “Ojcze, widzisz to. Oni Mnie umiłowali, wierząc, że przyszedłem od Ciebie.” Zstąpiłem na świat, a teraz go opuszczam i idę do Ojca, i będę się modlił za was.»

«O, teraz wyrażasz się jasno. Teraz wiemy, co chcesz powiedzieć i że wiesz wszystko, i odpowiadasz, choć nikt Cię nie pyta. Naprawdę przychodzisz od Boga!»

«Teraz wierzycie? W ostatniej godzinie? To już trzy lata mówię do was! Ale już działa w was Chleb, który jest Bogiem, i Wino – które jest Krwią nie pochodzącą od człowieka – i daje wam pierwsze drgnienie przebóstwienia. Staniecie się bogami, jeśli wytrwacie w Mojej miłości i w posiadaniu Mnie. Nie tak, jak to powiedział szatan do Adama i Ewy, ale jak Ja wam to mówię. To jest prawdziwy owoc z drzewa Dobra i Życia. Kto się nim żywi, w tym Zło jest pokonane i martwa jest Śmierć. Kto będzie go spożywał, będzie żył na wieki i stanie się ‘bogiem’ w Królestwie Bożym. Staniecie się ‘bogami’, jeśli będziecie trwać we Mnie. A jednak... chociaż macie w sobie ten Chleb i tę Krew, odejdziecie i pozostawicie Mnie samego. Nadchodzi bowiem godzina, kiedy zostaniecie rozproszeni... Ale Ja nie jestem sam. Mam Ojca przy Sobie. Ojcze, Ojcze! Nie opuszczaj Mnie! Wszystko wam powiedziałem... aby dać wam pokój. Mój pokój. Doznacie jeszcze ucisku, ale wierzcie. Ja zwyciężyłem świat.»

[por. J 17,1-5] Jezus wstaje, rozwiera ramiona, jak na krzyżu, i z rozpromienioną twarzą wypowiada wzniosłą modlitwę do Ojca. Jan zapisał ją w całości:

«Ojcze, nadeszła godzina! Otocz Swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.

Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim świat powstał.

[por. J 17,6-19] Objawiłem Imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, bo są Twoimi.

Wszystko bowiem, co Moje, jest Twoje, a Twoje jest Moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie. Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim Imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo.

Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby Moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, żebyś ich zabrał ze świata, ale abyś ich ustrzegł od złego.

Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie.

[por. J 17,20-26] Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.

I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.

Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę Moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.

Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.»

Apostołowie płaczą, mniej lub bardziej skrycie, głośno... Na koniec śpiewają hymn.

Jezus błogosławi ich, potem nakazuje:

«Włóżmy teraz płaszcze i wyjdźmy. Andrzeju, powiedz panu domu, aby spełnił Moją wolę i tak tutaj wszystko pozostawił. Jutro... sprawi wam radość ujrzenie tego miejsca.»

Jezus patrzy na wieczernik. Wydaje się błogosławić mury, sprzęty, wszystko. Potem bierze płaszcz i wychodzi, a za Nim – uczniowie. Blisko Niego znajduje się Jan, na którym się wspiera.

«Nie pożegnasz się z Matką?» – pyta Go syn Zebedeusza.

«Nie. Wszystko już uczyniłem. Nie czyńcie hałasu.»

Szymon, który odpalił od lampy pochodnię, oświetla korytarz prowadzący do drzwi. Piotr otwiera je ostrożnie i wszyscy wychodzą na drogę. Potem, manewrując urządzeniem, zamykają od zewnątrz i udają się w drogę.



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini"