Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga III - Drugi rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

64. JEZUS UCZY MODLITWY “OJCZE NASZ”

Napisane 28 czerwca 1945. A, 5466-5478

Jezus wychodzi z uczniami z domu, znajdującego się blisko murów. Myślę, że jest to wciąż dzielnica Bezeta, bo – aby wyjść poza mury – trzeba przejść przed domem Józefa. Znajduje się on blisko Bramy, którą – jak słyszałam – nazywa się Bramą Heroda. Miasto jest częściowo opustoszałe, w ten spokojny księżycowy wieczór. Uświadamiam sobie, że Paschę spożyto w jednym z domów Łazarza. Nie jest to Wieczernik, bo ten dom znajduje się po przeciwnej stronie, na północy, a [Wieczernik] jest w południowej części Jerozolimy.

Na progu domu Jezus żegna się bardzo uprzejmie z Janem z Endor. Pozostawia go na straży kobiet i dziękuje mu za strzeżenie ich. Całuje Margcjama, który też przyszedł na próg domu. Potem oddala się przez Bramę, zwaną Bramą Heroda.

«Dokąd idziemy, Panie?»

«Chodźcie ze Mną. Prowadzę was, aby uwieńczyć Paschę perłą rzadką i upragnioną. Dlatego właśnie chciałem być tylko z wami. Moi apostołowie! Dziękuję, Moi przyjaciele, za waszą wielką miłość do Mnie. Gdybyście wiedzieli, jak Mnie ona pociesza, zdziwilibyście się. Widzicie, że kroczę pośród przeszkód i ciągłych rozczarowań – waszych rozczarowań. Co do Mnie bowiem – wiedzcie o tym – Ja nie doznaję rozczarowań, gdyż nie został Mi udzielony dar nieznajomości... Dlatego też radzę wam, abyście pozwolili Mi was prowadzić. Jeśli zezwalam na to lub na tamto, nie przeszkadzajcie. Jeśli zatem Ja nie działam, aby czemuś położyć kres, także i wy nie myślcie o tym, by to uczynić. Każda rzecz w swoim czasie. Miejcie ufność we Mnie, ponad wszystko.»

Znajdują się na północno-wschodnim skrzydle obrębu murów. Zakręcają i idą w pobliże góry Moria – aż do miejsca, gdzie można przejść przez mały most na Cedronie.

«Idziemy do Getsemani?» – pyta Jakub, syn Alfeusza.

«Nie. Wyżej. Na Górę Oliwną.»

«O, to będzie piękne!» – mówi Jan.

«To sprawiłoby też radość małemu...» – szepcze Piotr.

«O, on przyjdzie tu jeszcze wiele razy! Był zmęczony. To dziecko. Chcę wam dać coś wielkiego. Teraz jest właściwy czas, byście to posiedli.»

Idą pod górę – pomiędzy drzewami oliwnymi, mając Getsemani po prawej stronie – i wspinają się jeszcze dalej, aż na szczyt, na którym szumią oliwki. Jezus zatrzymuje się i mówi:

«Zatrzymajmy się... Moi drodzy, jakże drodzy uczniowie i Moi przyszli następcy, podejdźcie do Mnie. Kiedyś – i to nie jeden raz – powiedzieliście Mi: “Naucz nas modlić się, jak Ty się modlisz. Naucz nas tak, jak Jan nauczył swoich uczniów, abyśmy, jako uczniowie, umieli się modlić takimi samymi słowami jak Nauczyciel.” Ciągle odpowiadałem wam: “Uczynię to, kiedy zobaczę w was minimum przygotowania potrzebnego do tego, by modlitwa nie stała się próżną formułką ludzkich słów, lecz prawdziwą rozmową z Ojcem.” Nadeszła właśnie ta [chwila]. Posiadacie już to, co konieczne, aby rozumieć słowa, które należy mówić do Boga. I chcę was ich nauczyć dziś wieczorem – w pokoju i miłości, panujących pomiędzy nami oraz w miłości i pokoju z Bogiem, w Bożym pokoju i miłości.

Byliśmy posłuszni paschalnemu przepisowi obowiązującemu Izraelitów i Bożemu przykazaniu miłości do Boga i bliźniego. Jeden z was wiele cierpiał w tych dniach. Cierpiał, choć na to nie zasłużył. Cierpiał z powodu wysiłku, jaki podejmował, aby pohamować gniew, wywołany czyimś działaniem. Tak, Szymonie, synu Jony, chodź tutaj. Nie ma poruszenia twego szlachetnego serca, którego bym nie znał, i dzielę z tobą każdy twój smutek. Twoi towarzysze i Ja...»

«Ale Ty, Panie, zostałeś o wiele bardziej znieważony niż ja! I to było dla mnie dodatkowym cierpieniem... większym, nie... bardziej dotkliwym... i jeszcze... bardziej... bardziej... No cóż, Judasz czuł odrazę do uczestniczenia w moim święcie, dlatego cierpiałem jako człowiek. Widok Ciebie – zasmucanego i znieważanego – wywoływał inne cierpienie, podwójne... Ja... nie chcę się pysznić i przydawać sobie wartości przez posługiwanie się Twoimi słowami... Jednak muszę powiedzieć – i jeśli to pycha, powiedz mi o tym – że cierpiałem w mojej duszy... a to bardziej boli.»

«To nie pycha, Szymonie. Cierpiałeś duchowo, bo Szymon, syn Jony, rybak z Galilei, właśnie przemienia się w Piotra Jezusa - Nauczyciela ducha, dzięki któremu także Jego uczniowie stają się aktywni duchowo i mądrzy. Chcę dziś wieczorem nauczyć was się modlić po to, abyś poczynił postępy w życiu duchowym, abyście postąpili naprzód. Jakże się zmieniliście od czasu modlitwy w samotności!»

«Wszyscy, Panie?» – pyta Bartłomiej z lekkim niedowierzaniem.

«Pojmuję, co chcesz powiedzieć. Mówię o was, jedenastu, nie o innych...»

«Co się dzieje, Panie, z Judaszem, synem Szymona? Już go nie rozumiemy... Wydawał się taki zmieniony, a teraz po naszym odejściu znad jeziora...» – mówi zasmucony Andrzej.

«Zamilknij, bracie. Ja posiadam klucz do tej tajemnicy! On wszczepił w siebie coś z Belzebuba. Poszedł do groty w Endor, aby zadziwiać ludzi i... i został zaspokojony! Nauczyciel powiedział mu to w tym dniu... W Gamali diabły weszły w świnie. W Endor diabły, które wyszły z tego nieszczęśliwego Jana, weszły w niego... to zrozumiałe.... zrozumiałe... Pozwól mi to powiedzieć, Nauczycielu! Mam to tutaj, w gardle, i jeśli tego nie wypowiem, to pozostanie i zatruje mnie...»

«Szymonie, bądź dobry!»

«Tak, Nauczycielu... i zapewniam Cię, że nie będę wobec niego niegrzeczny. Jednak mówię i myślę, że występny Judasz – to wszyscy pojęliśmy – jest trochę spokrewniony ze świnią... i rozumiemy, że demony wybierają chętnie świnie, chcąc zmienić... miejsce pobytu. Tak. Powiedziałem.»

«Tak mówisz?» – pyta Jakub, syn Zebedeusza.

«A cóż chcesz innego? Nie ma powodów, by stawać się takim nieznośnym. Jest gorzej niż w ‘Pięknej Rzece’! Tam mogliśmy myśleć, że miejsce i pora roku tak go pobudzają... A teraz...»

«Jest inna przyczyna, Szymonie...»

«Powiedz, Nauczycielu, jaka. Będę zadowolony, jeśli zmienię zdanie o moim towarzyszu.»

«Judasz jest zazdrosny i wzburzony z powodu swej zazdrości.»

«Zazdrosny? O kogo? Nie ma przecież żony, a nawet gdyby ją miał i gdyby znajdowała się pomiędzy niewiastami, myślę, że nikt z nas nie okazywałby wzgardy wobec niego, ucznia jak my...»

«Jest zazdrosny o Mnie. Zastanów się. Judasz zmienił się po [pobycie w] Endor i w Ezdrelonie. To znaczy wtedy, gdy zobaczył, jak zajmowałem się Janem i Jabesem. Teraz zaś – gdy Jan, zwłaszcza Jan, odejdzie ode Mnie do Izaaka – zobaczysz, że stanie się ponownie pogodny i dobry.»

«Ech!... Dobrze. Nie powiesz mi jednak, że nie ma go w swej władzy jakiś mały demon. A przede wszystkim... Nie! Powiem to. A przede wszystkim nie powiesz mi, że stał się lepszy w tych ostatnich miesiącach. Ja też byłem zazdrosny w zeszłym roku... Nie chciałem nikogo więcej poza nami sześcioma, sześcioma pierwszymi. Pamiętasz? Teraz, teraz... Pozwól mi jeden raz wziąć Boga na świadka mojej myśli. Teraz mówię, że jestem szczęśliwy widząc, jak rośnie liczba uczniów wokół Ciebie. O! Chciałbym zdobyć wszystkich ludzi i przyprowadzić ich do Ciebie i mieć wszystkie środki, aby dopomóc wszystkim, którzy są w potrzebie... tak, aby nędza nie była dla nikogo przeszkodą w dojściu do Ciebie. Bóg widzi, czy mówię prawdę. Dlaczego jednak teraz taki jestem? Bo pozwoliłem, abyś Ty mnie przemienił. On... nie zmienił się. Przeciwnie... Tak, Nauczycielu... To jakiś mały demon nim zawładnął...»

«Nie mów tego. Nie myśl tak. Módl się, aby wyzdrowiał. Zazdrość to choroba...»

«Przy Tobie się zdrowieje, jeśli się chce. Ach! Będę go znosił ze względu na Ciebie... Ale co to za praca!...»

«Dałem ci za to nagrodę: [otrzymałeś] dziecko. A teraz nauczę cię modlitwy...»

«O! Tak, Bracie – mówi Juda Tadeusz. – Rozmawiajmy o tym... i niech się nie wspomina o moim imienniku bez przyczyny. Wydaje mi się, że już został ukarany. Nie ma go z nami o tej godzinie!»

[por. Mt 6, 9-15; Łk 11,2-4] «Posłuchajcie. Kiedy modlicie się, mówcie tak: Ojcze nasz, któryś jest w Niebie, święć się imię Twoje, niech przyjdzie na ziemię Twoje królestwo, jak jest w Niebie. A na ziemi niech będzie spełniana Twoja wola, jak w Niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. I daruj nam nasze długi, jako i my odpuszczamy naszym dłużnikom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode Złego. Amen.»

Jezus wstał, aby odmówić modlitwę. Wszyscy poszli za Jego przykładem, skupieni i wzruszeni.

«Nie trzeba nic innego, Moi przyjaciele. W tych słowach zawiera się jak w złocistym kręgu wszystko, czego potrzeba człowiekowi dla ducha, dla ciała i krwi. Tym samym prosicie o to, co jest jemu i im potrzebne. A jeśli będziecie czynić to, o co prosicie, osiągniecie życie wieczne. Jest to modlitwa tak doskonała, że fale herezji ani wieki jej nie naruszą. Chrześcijaństwo będzie podzielone z powodu kąsania szatana. Liczne części Mojego mistycznego Ciała porozrywają się i rozdzielą. Powstaną komórki odizolowane. Stanie się to z powodu próżnego pragnienia utworzenia ciała doskonałego, jakim będzie Ciało mistyczne Chrystusa, to znaczy utworzone ze wszystkich wiernych zjednoczonych w Kościele apostolskim, który – dopóki będzie istniała ziemia – pozostanie jedynym prawdziwym Kościołem. Te cząsteczki pooddzielane – a przez to pozbawione darów które zostawię Mojemu Kościołowi - Matce, mającej żywić Moje dzieci – będą się jednak zawsze nazywać chrześcijanami. Będą oddawać cześć Chrystusowi, przypominając sobie zawsze w swoim błędzie, że od Niego pochodzą. Otóż i one będą się modlić słowami tej powszechnej modlitwy. Zapamiętajcie sobie ją dobrze. Rozważajcie ją stale. Stosujcie się do niej w waszym postępowaniu. Nie trzeba niczego innego, aby się uświęcić. Gdyby ktoś był sam, w środowisku pogańskim – bez świątyni, bez książek – miałby już całą prawdę do rozważenia w tej modlitwie i kościół otwarty w swoim sercu przez tę modlitwę. Posiadałby normę [postępowania prowadzącą] w sposób niezawodny do uświęcenia.

[por. Mt 6, 9; Łk 11,2] ‘Ojcze nasz’

Ja Go wzywam: ‘Ojcze’. To Ojciec Słowa, Ojciec Wcielonego. Chcę, abyście i wy Go tak nazywali, bo jesteście zjednoczeni ze Mną, jeśli we Mnie pozostajecie. Był taki czas, kiedy człowiek musiał padać twarzą do ziemi, aby wzdychać i drżeć z przerażenia: ‘Boże!’ Kto nie wierzy we Mnie i w Moje słowa, trwa jeszcze w tym paraliżującym przerażeniu... Przyjrzyjcie się wnętrzu Świątyni. Nie tylko Bóg, lecz także to, co przypomina Boga, jest ukryte za potrójną zasłoną przed oczyma wiernych. Oddzielenie przestrzenią, oddzielenie zasłonami, wszystko to zostało zastosowane, aby powiedzieć modlącemu się: “Jesteś błotem, a On jest Światłością; jesteś nikczemny, a On jest Święty; jesteś niewolnikiem, a On jest Królem.”

A teraz!... Wstańcie! Zbliżcie się! Jestem Kapłanem Wiecznym. Mogę wziąć was za rękę i powiedzieć: “Chodźcie”. Mogę chwycić zasłony i zerwać je, odsłaniając całkowicie miejsce niedostępne, aż dotąd zamknięte. Zamknięte? Dlaczego? Zamknięte z powodu Grzechu, tak, ale jeszcze bardziej – przez znikczemniałą myśl ludzi. Dlaczego jest zamknięte, skoro Bóg jest Miłością, skoro Bóg jest Ojcem? Ja mogę, muszę i chcę was wprowadzić nie w proch, lecz w błękity; nie jako oddalonych, lecz bliskich; nie w szatach niewolników, lecz jako dzieci [spoczywające] na sercu Boga. Mówcie: “Ojcze! Ojcze!”. I nie ustawajcie w powtarzaniu tego słowa. Czy nie wiecie, że za każdym razem, gdy je wypowiadacie, Niebo promienieje radością Boga? Gdybyście tylko tyle mówili – ale z prawdziwą miłością – modlilibyście się już w sposób miły Panu. “Ojcze, ojcze mój!” – mówią dzieci do swego ojca. Jednym z pierwszych słów, które wypowiadają jest: “Matka, ojciec”. Wy jesteście dziećmi Bożymi. Odrodziłem was ze starego człowieka, którym byliście. Zniszczyłem go Moją miłością, aby dokonać narodzenia człowieka nowego, chrześcijanina. Nazywajcie więc słowem, które najwcześniej znają dzieci, Ojca Najświętszego, który jest w Niebiosach.

[por. Mt 6, 9; Łk 11,2]Święć się Imię Twoje’

O! Imię bardziej od każdego innego święte i słodkie; Imię, które przerażenie grzesznika kazało wam zasłaniać innym [określeniem]. Nie, już nie Adonai, już nie! To Bóg: ten Bóg, który w nadmiarze miłości stworzył Ludzkość. Niech Ludzkość odtąd – wargami oczyszczonymi w kąpieli, którą Ja przygotowuję – nazywa Go zawsze Jego Imieniem. Niech usiłuje pojąć pełnią mądrości prawdziwe znaczenie tego Niezrozumiałego, gdy – zespolona z Nim w swoich najlepszych synach – zostanie wyniesiona do Królestwa, które Ja przyszedłem ustanowić.

[por. Mt 6,10; Łk 11,2] ‘Niech przyjdzie na ziemię Twoje królestwo, jak jest w Niebie’

Pragnijcie z całych sił tego przyjścia. Panowałaby radość na ziemi, gdyby ono przyszło: Królestwo Boże w sercach, w rodzinach, między współobywatelami, między narodami. Ponoście cierpienia, trud i ofiary dla tego Królestwa, aby ziemia stała się zwierciadłem odbijającym w każdym człowieku życie Nieba. Ono nadejdzie. Któregoś dnia to wszystko przyjdzie. Całe wieki łez i krwi, błędów i prześladowań, zaćmienia rozpraszanego przez strumienie światła promieniującego z mistycznej Latarni Mojego Kościoła poprzedzą chwilę, gdy ziemia posiądzie Królestwo Boże. Ten Kościół jest łodzią, która nigdy nie zatonie. Jest także podwodną skałą, której nie może naruszyć żadna fala. Będzie on przechowywać Światło, Moje Światło, Światło Boże. To będzie jak intensywne rozpalenie się gwiazdy, która osiągnąwszy doskonałość istnienia, rozpada się – kwiat niezmierzonych ogrodów niebieskich – aby w jaśniejącym drżeniu złożyć u stóp swego Stwórcy swe istnienie i miłość. To jednak nadejdzie. A potem nastanie Królestwo doskonałe, błogosławione, wieczne – Niebieskie.

[por. Mt 6,10] ‘Niech na ziemi, jak i w Niebie, będzie spełniana Twoja wola’

Unicestwienie własnej woli – [by dać pierwszeństwo] woli kogoś innego – może się dokonać tylko wtedy, gdy osiąga się doskonałą miłość do tej istoty stworzonej. Zrezygnowanie z własnej woli na rzecz Woli Bożej może mieć miejsce tylko wtedy, gdy dochodzi się do posiadania cnót teologalnych w stopniu heroicznym. W Niebie, gdzie wszystko jest bez braków, spełniana jest wola Boża. Obyście umieli, wy, synowie Niebios, czynić to, co czyni się w Niebie.

[por. Mt 6,11; Łk 11,3] ‘Daj nam chleba naszego powszedniego’

Kiedy osiągniecie Niebo, będziecie się karmić tylko Bogiem. Szczęście będzie waszym pokarmem. Tu jednak wciąż potrzebujecie chleba. Jesteście dziećmi Boga, słuszne jest więc mówić do Niego: “Ojcze, daj nam chleba”. Obawiacie się, że was nie wysłucha? O, nie! 

[por. Łk 11,5n] Pomyślcie tylko, że jeden z was ma przyjaciela. Spostrzega, że brak mu chleba, aby nakarmić innego przyjaciela lub krewnego, który przyszedł do niego przy końcu drugiej straży. Idzie więc do przyjaciela, mówiąc: “Przyjacielu, pożyć mi trzy chleby, bo przyszedł do mnie gość i nie mam mu co dać jeść”. Czyż może usłyszeć odpowiedź z wnętrza domu: “Nie naprzykrzaj mi się, bo zamknąłem już drzwi, zabezpieczyłem okiennice i moje dzieci śpią u mego boku; nie mogę wstać i dać ci tego, czego pragniesz”? Nie. Jeśli się zwrócił do prawdziwego przyjaciela i jeśli nalega, otrzyma to, o co prosi. Mogłoby się zdarzyć, że ten, do którego się zwrócił, jest niezbyt dobrym przyjacielem. A jednak też otrzyma z powodu swego nalegania. Proszony bowiem o tę przysługę człowiek, aby nie być dłużej niepokojonym, pośpieszy się, aby dać mu, ile tylko chce.

[por. Mt 7, 7n, Łk 11,9n] Wy jednak, prosząc Ojca, nie zwracacie się do ziemskiego przyjaciela, lecz do Przyjaciela Doskonałego, którym jest Ojciec Niebieski. Dlatego mówię wam: “Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. Faktycznie, kto prosi, ten otrzymuje; kto szuka, w końcu znajduje; a kto puka, temu otwierają drzwi. Które z ludzkich dzieci widzi, że dostaje do rąk kamień, jeśli prosi swego ojca o chleb? Kto widzi, że otrzymuje węża zamiast pieczonej ryby? Nikczemnikiem byłby ojciec, gdyby tak postąpił wobec dziecka. Już to powiedziałem i powtarzam, aby was przekonać o znaczeniu dobroci i ufności. Skoro człowiek o zdrowych zmysłach nie da wam skorpiona zamiast jajka, to z tym większą dobrocią da wam Bóg to, o co prosicie! Ponieważ On jest dobry, a wy bardziej lub mniej źli jesteście. Proście zatem z miłością pokorną i dziecięcą waszego Ojca o chleb.

[por. Mt 6,12; Łk 11,4] ‘Odpuść nam nasze długi, jako i my je odpuszczamy naszym dłużnikom’

Istnieją długi materialne i duchowe. Są też długi moralne. Jest długiem materialnym moneta lub towar pożyczony, który ma być zwrócony. Długiem moralnym jest szacunek wymuszony, a nie odwzajemniony oraz miłość chciana, lecz nie okazywana. Długiem duchowym jest posłuszeństwo [należne] Bogu – od którego wymaga się wiele, chociaż daje się mało – i miłość wobec Niego. On nas kocha i powinien być stale kochany, jak winna być kochana matka, żona, dziecko, od których wymagamy tak wiele. Egoista chce mieć, ale nie daje. Ale egoista – to antypody Nieba. Mamy długi wobec wszystkich. Od Boga po rodziców, od nich aż po przyjaciela, od przyjaciela po bliźniego, od bliźniego po sługę i niewolnika. Oni wszyscy są bowiem takimi samymi istotami jak my. 

[por. Mt 6,15] Biada temu, kto nie przebacza! Nie będzie mu przebaczone. Przez wzgląd na sprawiedliwość Bóg nie może darować człowiekowi długu – [jaki ten ma] wobec Niego, Najświętszego – jeśli człowiek nie przebacza równemu sobie bliźniemu.

[por. Mt 6,13; Łk 11,2] ‘Nie wódź nas na pokuszenie, ale wybaw nas ode Złego’

Człowiek, który nie odczuwał potrzeby dzielenia z nami uczty Paschalnej, zapytał Mnie prawie rok temu: “Jak to, Ty prosiłeś o to, by nie być kuszonym, i o pomoc w samej pokusie?” Byliśmy tylko my sami... i odpowiedziałem mu. Potem byliśmy we czwórkę, w opustoszałej okolicy, i ponownie udzieliłem mu odpowiedzi. Jeszcze mu nie wystarczyło, bo w duchu twardym trzeba zrobić wyłom i zniszczyć złą twierdzę zaciętości. Dlatego powtórzę to jeszcze jeden raz, dziesięć, sto razy, aż wszystko zostanie zrozumiane. Ale wy – nie opancerzeni nieszczęsnymi naukami ani jeszcze bardziej nikczemnymi namiętnościami – zechciejcie się modlić w ten sposób. Proście pokornie, aby Bóg stawiał przeszkody pokusom. O, pokoro! Znać siebie takim jakim się jest! Znać się, ale bez nienawidzenia siebie. Mówcie: “Mogę upaść, nawet jeśli wydaje mi się, że tak się nie stanie, bo mój osąd samego siebie nie jest doskonały. Dlatego, mój Ojcze, daj mi, o ile to możliwe, wolność od pokus, trzymając mnie tak blisko Ciebie, żeby Zły nie mógł mi szkodzić.” Pamiętajcie o tym, że to nie Bóg kusi do Zła, lecz że to Zło kusi. Proście Ojca, aby podtrzymywał was w waszej słabości do tego stopnia, żeby szatan nie mógł jej wodzić na pokuszenie.

Skończyłem, Moi umiłowani. To jest Moja druga Pascha z wami. W ubiegłym roku podzieliliśmy się tylko chlebem i barankiem. W tym roku daję wam modlitwę. Inne dary ofiaruję wam w czasie innych świąt Paschy, jakie spędzę z wami, abyście – kiedy pójdę tam, gdzie chce Ojciec – w czasie każdego święta baranka mojżeszowego, wspominali Mnie, Baranka.

Powstańcie. Chodźmy. Wejdziemy ponownie do miasta o świcie. Jutro też ty, Szymonie, i ty, bracie Mój (wskazuje Judę), pójdziecie po niewiasty i dziecko. Ty, Szymonie, synu Jony, i wy pozostali, będziecie ze Mną aż oni powrócą. Następnie udamy się razem do Betanii.»

Schodzą do Getsemani. Wchodzą do domu na spoczynek.



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini"