swieci.jpg (11796 bytes)


NOWI POLSCY BŁOGOSŁAWIENI


Bł. ks. Władysław Findysz pierwszy polski męczennik za wiarę okresu komunizmu


Był ofiarnym i bezkompromisowym proboszczem w Nowym Żmigrodzie na Podkarpaciu, prześladowanym przez władze komunistyczne za "łamanie wolności sumienia i wyznania".
Po pokazowym procesie i więziennych represjach kapłan ten zmarł w roku 1964, w wieku 57 lat.
Władysław Findysz urodził się niedaleko Krosna w 1907 roku. Po ukończeniu gimnazjum w Krośnie wstąpił do przemyskiego seminarium i w wieku 25 lat został wyświęcony na kapłana. Pełnił posługę w kilku parafiach, m.in. w Drohobyczu i Jaśle. W 1941 roku został administratorem, a następnie proboszczem w parafii w Nowym Żmigrodzie. W czasie niemieckiej okupacji pomagał m.in. okolicznym Żydom w ucieczce na Węgry. Wystawiał im odpowiednie świadectwa i ekwipunek na drogę. Kiedy we wrześniu 1944 roku na miasteczko spadły radzieckie bomby, udzielił mieszkańcom schronienia w kościele. Na pewien czas został wysiedlony z parafii. Wiele wysiłku wkładał w walkę z głodem, jaki zapanował po przejściu frontu. W czasie, gdy władze komunistyczne przesiedlały ludność łemkowską w ramach akcji "Wisła", ustrzegł wielu parafian, którym groziła przymusowa deportacja. Prawdopodobnie wydał wtedy około 500 fałszywych metryk chrztu. Od 1957 r. pełnił funkcję wicedziekana, a od 1962 był dziekanem żmigrodzkim.
Dla władzy ludowej od samego początku był podejrzany. Jak każdy duchowny miał przyporządkowaną teczkę ewidencji operacyjnej kleru. Zapisano w niej, że Findysz "od wyzwolenia wrogo występował przeciwko ustrojowi PRL". Był dla władz trudnym orzechem do zgryzienia. Funkcjonariusze określali jego charakter jako "wybuchowy, usiłujący narzucić innym swą wolę. Nie znosi sprzeciwów. Prowadzi ascetyczny tryb życia i usiłuje go narzucać innym". Nowożmigrodzki proboszcz cieszył się natomiast pozytywną opinią i zaufaniem kurii biskupiej - jak donosili konfidenci bezpieki.
Dokumentację na jego temat zaczęto skwapliwie zbierać w 1955 r. Wtedy był podejrzany o "rozsiewanie wrogiej propagandy wykorzystując do tego ambonę". W aktach zapisano, że "utrzymuje stosunki zażyłe z osobami o wrogim stosunku do Polski Ludowej. Niezależnie od tego przy wygłaszanych kazaniach wypowiada się że, kto weźmie ślub cywilny to odpadnie od kościoła, i będzie uważany jako samobójca".
Inwiligacja ks. Findysza w latach 50-tych miała związek z zakazem nauczania religii w szkole, który dotknął go w 1952 r. z powodu prowadzenia "walki ze wszelką myślą postępową na odcinku wychowania młodzieży w duchu socjalistycznym". Protestował także w 1956 r., gdy władza usiłowała likwidować punkty katechetyczne.

Błyskawiczne dochodzenie

W pierwszej połowie października 1963 r. proboszcz rozesłał do parafian odezwy w ramach soborowego czynu dobroci. Każdy otrzymywał osobiste zalecenie, np. do uaktywnienia praktyk religijnych, pogodzenia się z teściową, porzucenia pijaństwa, uporządkowania małżeństwa czy zaniechania sporu o płot. Niektórzy sami donieśli na posterunek milicji o listach od księdza. Zresztą ks. Findysz wysłał odezwy i do funkcjonariuszy MO, którzy przecież także byli jego parafianami. Innych niespodziewanie wzywano na przesłuchania.
Władze uznały, że odezwy są wyrazem tak poważnej przemocy religijnej, iż proboszcz-przestępca zasługuje na karę.
Na nic zdały się odpowiedzi ks. Findysza przed prokuraturą wojewódzką. Został aresztowany 25 listopada i osadzony na Zamku w Rzeszowie. Był w tym czasie już poważnie chory. We wrześniu przeszedł operację tarczycy, a przed świętami Bożego Narodzenia miał poddać się operacji przełyku.
Natychmiast po jego aresztowaniu interweniowała kuria przemyska, która wezwała do wypuszczenia ciężko chorego księdza z aresztu i umożliwienie mu odpowiadania z wolnej stopy. Wobec niejasnych informacji bp Tomaka prosił również o sprecyzowanie stawianych mu zarzutów.
Przed sądem ks. Findysz został oskarżony o "zmuszanie parafian do wykonywania praktyk i obrządków religijnych". 17 grudnia zapadł wyrok: 2,5 roku więzienia za złamanie postanowień dekretu o ochronie i wolności sumienia i wyznania.
Nie dopatrzono się okoliczności łagodzących. Ks. Findysz trafił do więzienia, ponieważ - zdaniem sądu - stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu oskarżonego był znaczny, brak było okoliczności uzasadniających odstąpienie od zastosowania aresztu tymczasowego, a podejrzenie choroby nie jest równoważne z ustaleniem tej choroby, dopiero fakt ustalenia raka może uzasadnić zmianę traktowania skazanego. Przed Bożym Narodzeniem 1963 r. ks. Findysz nie zdołał poddać się koniecznej operacji. Potem było już za późno.
W lutym 1964 r., kiedy wyniszczony na zdrowiu ksiądz stanął przed komisją lekarską w więzieniu na Montelupich w Krakowie, okazało się, że choroba stała się śmiertelna. Lekarze stwierdzili: rak przełyku i wpustu żołądka. Wyniszczony fizycznie i psychicznie ksiądz został 29 lutego zwolniony z więzienia. Parafianie twierdzili, że kiedy powrócił do Nowego Żmigrodu, trudno w nim rozpoznać dawnego człowieka. Badania lekarskie we Wrocławiu w czerwcu potwierdziły terminalny stan chorego. Komisja szpitala więziennego orzekła, że "rak już się nie kwalifikuje do zabiegu operacyjnego".
Ks. Findysz zmarł w Nowym Żmigrodzie 21 sierpnia 1964 r. w opinii świętości. Od 2000 roku mieszkańcy parafii i duchowni zaczęli czynić starania o jego beatyfikację. Proces diecezjalny w Rzeszowie zakończył się w 2002 roku. W 2004 r. w Rzymie orzeczono, że poniósł śmierć z powodu cierpień zadanych mu w więzieniu z motywu "nienawiści do wiary". Jan Paweł II potwierdził swoim autorytetem jego męczeństwo za wiarę.
Bł. ks. Władysław Findysz jest pierwszym męczennikiem czasów komunistycznych w Polsce i pierwszym beatyfikowanym w powstałej w 1992 roku diecezji rzeszowskiej.


Bł. Bronisław Markiewicz był założycielem zgromadzeń zakonnych, proboszczem, wychowawcą, społecznikiem, publicystą...


Był także mistykiem, który wyjątkowo wnikliwie opisywał swoje czasy i prorokiem, bezbłędnie przewidującym przyszłe wydarzenia - dechrystianizację Europy, wielkie rewolucje, konflikty militarne.

Z ubogich dla ubogich

Ubóstwo chłopów, dla których pracował niemal przez całe życie, poznał już w dzieciństwie. Urodził się 13 lipca 1842 r. w Pruchniku pod Jarosławiem w rodzinie rolników tak biednych, że matka na przednówku musiała karmić dzieci korzeniami perzu. Rodziny nie stać było na opłacenie gimnazjum. Gdy wreszcie podjął naukę, musiał utrzymywać się z korepetycji.
Pod wpływem antyreligijnej atmosfery, panującej w szkole, stracił wiarę, którą odzyskał w dzień Niepokalanego Poczęcia w 1863 r. W tym samym roku wstąpił do seminarium w Przemyślu, zaś po otrzymaniu święceń był wikarym w Harcie i Przemyślu, proboszczem w Gaci i Błażowej. Był także wykładowcą homiletyki w przemyskim seminarium, co otwierało mu perspektywy dalszej kariery kościelnej.
Przeżył szok, gdy na wieś, znaną z czasów dzieciństwa, spojrzał z dystansu człowieka dojrzałego i wykształconego. "Całe wsie w Galicji, poczynając od wójta, nie wiedzą Kim jest Chrystus" - pisał w założonym przez siebie miesięczniku "Powściągliwość i Praca". "Zapytasz włościanina, mówiącego po polsku, czy jest Polakiem, to nieraz namyśla się, co odpowiedzieć, albo odpowie przecząco, że nim nie jest".
Ciemnota religijna nie była jedyną plagą wiejskiego życia. Były nim przysłowiowa galicyjska bieda i powszechne pijaństwo. Ks. Markiewicz zaczynał swą posługę kapłańską od zakładania bractw trzeźwości. W efekcie jego duszpasterskiej gorliwości karczmarze z okolic plajtowali, chłopi zakładali spółdzielnie, a ich dzieci grały w szachy, pasąc gęsi i krowy.

"Trzy słowa" i życiowa decyzja

W 1887 ks. Markiewicz wydał pod pseudonimem niewielką książkę "Trzy słowa do starszych w narodzie w stulecie rozbioru Ojczyzny", która była podsumowaniem jego doświadczeń duszpasterskich i wytyczała program jego dalszych działań. Książeczka wywołała skandal i wściekłość elit - arcybiskup krakowski kard. Puzyna nakazał wycofanie i zniszczenie nakładu, zaś 45-letniego autora uznano za wywrotowca. Czym się naraził? Po pierwsze - odebrał czytelnikom komfort bycia niewinną ofiarą zaborców. Zdaniem ks. Markiewicza niewola była karą za grzechy. "Bóg nam odjął byt polityczny za grzechy nasze. (...) Tym grzechem jest ucisk, wyzyskiwanie i zaniedbanie ludu" - pisał przypominając, że śluby Jana Kazimierza, iż naprawi krzywdy, zadane ludowi, nie zostały spełnione.
Do księży apelował, aby likwidowali analfabetyzm religijny. Podsuwał metody, zachęcał, by do tej pracy zaprosić jak najszersze grono współpracowników "kleryków, bractwa i ludzi pobożnych obojga płci. Wielu z nich czeka tylko waszego skinienia. Już dawno byliby się zabrali chętnie do uczenia katechizmu na własną rękę, ale nie chcieli się wam narażać" - pisał do kapłanów. Radził im, żeby całkowicie poświęcili się duszpasterstwu nie tracąc czasu na prowadzenie gospodarstwa czy inne zajęcia. "Cóż poczniecie na Sądzie wy, co znacie owce swoje i krowy, a owieczek Chrystusowych nie znacie?" - pytał.
Świeckim wytykał egoizm i próżniactwo. "Tymczasem człowiek stworzony jest do pracy, a osobliwie Polak, który musi odrobić i za przodków z ostatniej doby, i za siebie".

Włoska lekcja

W 1885 r. ks. Markiewicz pojechał do Włoch, gdzie spotkał się ze św. Janem Bosko. Wychowaniem młodzieży interesował się od pierwszych lat kapłańskich. Szczególnie niepokoiły go rzesze zaniedbanych dzieci, które, pozbawione miłości, dokonają w przyszłości katastrofalnych rewolucji i przemocą odbiorą to, czego nie otrzymały w dzieciństwie. Dlatego uznał, że najbardziej naglącym działaniem duszpasterskim jest zakładanie sierocińców i dobrych szkół wyznaniowych.
We Włoszech poznał zakłady, prowadzone przez salezjanów, a w 1887 r. wstąpił do Zgromadzenia. Po siedmiu latach wrócił do Polski, żeby przeszczepić dzieło wielkiego wychowawcy młodzieży na rodzimy grunt.
Po powrocie do kraju został proboszczem parafii w Miejscu pod Krosnem. Dał się poznać jako doskonały duszpasterz, charyzmatyczny spowiednik i doskonały organizator. Ta ostatnia cecha była szczególnie potrzebna w zakładaniu placówki dla bezdomnych i zaniedbanych chłopców, która powstała w 1893 r., zaledwie rok po przyjeździe ks. Markiewicza do Miejsca. W roku 1897 ks. Markiewicz podjął trudną decyzję odłączenia się od salezjanów i wystąpienia ze zgromadzenia. Powodem była koncepcja ubóstwa - wizytator zakonny, Włoch, który nie zadał sobie trudu poznania miejscowych realiów, zażądał, aby wychowankowie jadali przy oddzielnym stole. Na "lepszym stole" trzeba było podawać wino, a w ostateczności - piwo. Parafianie byli zdumieni - proboszcz, który gorliwie zwalczał pijaństwo, sam zaczął zamawiać piwo... Fakt wystąpienia postawił ks. Markiewicza w trudnej sytuacji - dotychczas ciągnęła się za nim opinia wywrotowca, teraz okazał się nieposłuszny...
Mimo trudności, zakłady dla opuszczonej młodzieży rozrastały się niezwykle dynamicznie, tak że do śmierci ks. Markiewicza przeszło przez nie 1,5 tys. wychowanków, zaś do wybuchu II wojny światowej - 13 tys. W zakładach uczono rozmaitych rzemiosł i nowoczesnego rolnictwa, dzieci były wychowywane głęboko religijnie. Obok placówek dla chłopców, powstawały zakłady dla dziewcząt. Przybywało współpracowników - młodych mężczyzn i kobiet - kształtował się zalążek nowych zgromadzeń zakonnych. Ks. Markiewicz chciał, by nowej rodzinie duchowej patronował św. Michał Archanioł - gdyż to on dowodzi niebieskim zastępom w walce z siłami zła i ciemności o dusze dzieci i młodzieży. Dość oczywista sytuacja została jednak inaczej oceniona przez biskupa przemyskiego Józefa Sebastiana Pelczara, który nie wyraził zgody na zatwierdzenie dzieła - dwóch świętych nie potrafiło znaleźć wspólnego języka.

Powściągliwość i praca

Brak aprobaty kościelnej, źródło wielkich cierpień założyciela michalitów, stał się bodźcem do powołania w 1898 r. towarzystwa "Powściągliwość i Praca". Powstało w celu prowadzenia zakładów wychowawczych, ale zaczęło też wydawać ukazujący się do dziś miesięcznik pod tym samym tytułem. Jego redaktorem naczelnym był ks. Markiewicz, który niestrudzenie głosił rodakom, że potrzebują ascezy i ciężkiej pracy.
Zwykły wiejski proboszcz dostrzegał, że w Europie następuje apostazja całych narodów, a to ściągnie skutki nieobliczalne. Kreśląc w czarnych barwach wizje przyszłości, ks. Markiewicz wskazywał na wyjście z kryzysu: szkoły, kształtujące autentycznych chrześcijan, opiekę nad młodzieżą zaniedbaną, powściągliwość i pracę jako podstawowe wartości każdego chrześcijanina.
Przez 20 lat pełnienia funkcji proboszcza nie wziął ani dnia urlopu, a braciom, którzy zapraszali go na wyjazd do Zakopanego tłumaczył, że nieprzyjaciel działa nieustannie i że dużo czasu na odpoczynek będzie miał po śmierci.
Zmarł 29 stycznia 1912 r.


Bł. ks. Ignacy Kłopotowski był opiekunem ubogich, założycielem przytułków, sierocińców, ochronek, wydawcą prasy katolickiej, założycielem Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej


Urodził się 20 lipca 1866 r. w Korzeniówce koło Drohiczyna na Podlasiu. Kształcił się w gimnazjum klasycznym w Siedlcach, później w seminarium duchownym w Lublinie i w Akademii Duchownej w Petersburgu. Święcenia kapłańskie otrzymał 5 lipca 1891 r. w katedrze lubelskiej.
Po święceniach został wikariuszem parafii Nawrócenia św. Pawła w Lublinie. Od 1892 r. przez czternaście lat prowadził wykłady z Pisma Świętego, katechetyki, kaznodziejstwa, teologii moralnej i prawa kanonicznego w lubelskim seminarium duchownym. Równocześnie pracował w wikariacie katedralnym, a następnie jako rektor kościoła św. Stanisława.
W pracy duszpasterskiej bardzo często spotykał się z moralną i materialną nędzą, bezrobociem i zacofaniem. Ludzi żyjących w nędzy i zagubionych moralnie ks. Kłopotowski otaczał szczególną troską. Zainicjował liczne dzieła charytatywno-społeczne. Stworzył Dom Zarobkowy w Lublinie (1893), w którym bezdomni pracowali w wielu warsztatach, zarabiając na utrzymanie i mieszkanie. Założył szkołę rzemieślniczą, Przytułek św. Antoniego dla moralnie upadłych kobiet (1896), sierocińce w Lublinie, w Jacku k. Lubartowa i w Opolu Lubelskim oraz domy dla starców na Sierakowszczyźnie i Wiktorynie. Jako rektor kościoła św. Stanisława udzielał pomocy prześladowanym unitom. Był też inicjatorem założenia w podlubelskich wsiach sieci szkół wiejskich przy pomocy Zgromadzenia Sióstr Służek Niepokalanej z Mariówki, za co spotkały go represje ze strony władz rosyjskich.
Pisał też i wydawał tanie broszurki religijno-patriotyczne, wydawał dziennik "Polak-Katolik", tygodnik "Posiew", miesięcznik "Dobra Służąca". W 1908 r., z myślą o rozwinięciu działalności wydawniczej, przeniósł się do Warszawy. Tu powstały pisemka dla dzieci: "Kółko Różańcowe" i "Anioł Stróż". Po odzyskaniu niepodległości wznowił i redagował "Przegląd Katolicki", zaś pod koniec życia zaczął wydawać "Głos Kapłański".
W 1913 r. został mianowany wikariuszem przy kościele św. Anny, a rok później rektorem kościoła przy ul. Freta. Sześć lat później został proboszczem parafii Matki Bożej Loretańskiej przy kościele św. Floriana na warszawskiej Pradze. Chcąc zapewnić ciągłość zapoczątkowanej przez siebie działalności wydawniczej, 31 lipca 1920 założył Zgromadzenie Sióstr Loretanek, które do dziś prowadzi apostolstwo przez słowo drukowane.
Rozwijając w Warszawie działalność wydawniczą nie zapomniał o najbardziej potrzebujących: w 1928 r. założył Loretto k. Wyszkowa - ośrodek kolonijny dla biednych dzieci i dla staruszek. Osoby, które bezpośrednio się z nim zetknęły, zaświadczają, że był "prawdziwym ojcem, opiekunem sierot". Organizował dla nich bezpłatne kuchnie, kolonie, ochronki. Do dziś w budynku przy ul. Sierakowskiego 6 siostry loretanki prowadzą Dom Ojca Ignacego - świetlicę dla dzieci z najuboższych rodzin z terenu warszawskiej Pragi.
Ks. Kłopotowski zmarł nagle 7 września 1931. Został pochowany na Powązkach. Zgodnie z jego wolą, 26 września 1932 r. jego ciało złożono na cmentarzu w Loretto. W roku 2000 prochy ks. Ignacego przeniesiono do kaplicy sanktuarium założonego przez niego zgromadzenia loretanek.
Proces beatyfikacyjny rozpoczęto w 1988 r. W grudniu 2004 w obecności papieża Jana Pawła II, ogłoszono dekret o heroiczności cnót ks. Ignacego. 3 maja 2005 Stolica Apostolska orzekła, że złożone w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych udokumentowane świadectwo uzdrowienia ks. Antoniego Łatko z Szerokiej ma charakter cudu dokonanego za pośrednictwem ks. Kłopotowskiego.
61-letni kapłan został napadnięty i zmasakrowany przez nieznanych sprawców na plebanii w nocy z 20 na 21 czerwca 1991 r. Księdza odnaleziono o 5 rano nieprzytomnego, broczącego krwią, z licznymi ranami głowy i całego ciała. Podczas operacji w szpitalu w Jastrzębiu Zdroju lekarze stwierdzili, że czaszka ks. Łatko nosi ślady 13 ciosów.
Jednocześnie z pomocą medyczną parafianie i przyjaciele prosili Boga o zachowanie życia i powrót do zdrowia ks. Łatko. Modlili się za wstawiennictwem sługi Bożego ks. Ignacego Kłopotowskiego, którego czcicielem był ks. Antoni. Szerzył on jego kult wśród parafian.
Ks. Antoni Łatko w krótkim czasie powrócił do zdrowia i 19 lipca 1991 r. opuścił szpital, podejmując na nowo obowiązki kapłańskie. Jest on niezmiennie przekonany, że Bóg uczynił w jego życiu cud za pośrednictwem ks. Ignacego Kłopotowskiego. W pierwszych dniach po wyjściu ze szpitala udał się do Loretto na jego grób, aby podziękować mu za dar życia, a siostrom loretankom za modlitwę.
Kilka lat później rozpoczęto proces badający to niezwykłe uzdrowienie. Jego otwarcia dokonał abp Damian Zimoń 21 grudnia 1995 r. w Katowicach. Zebrano obszerny materiał medyczny, udostępniony przez szpital w Jastrzębiu Zdroju, przesłuchano 18 świadków, w tym: lekarzy, kapłanów, parafian, siostry loretanki oraz samego uzdrowionego.
Zebraną dokumentację przedstawiono Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.
Dekretem z 9 kwietnia 1999 r. kongregacja potwierdziła ważność przeprowadzonego procesu na szczeblu diecezjalnym. W oparciu o zebrany materiał opracowano pozycję o domniemanym cudzie. Przekazana do zaopiniowania przez kolejnych dwóch watykańskich lekarzy, tzw. periti ex officio (biegłych z urzędu), uzyskała ich pozytywną opinię. Opisywany przypadek polecili oni poddać dalszej analizie przez trzy kolejne komisje: lekarską, teologiczną i kardynalską.
Sympozjum Komisji Lekarskiej 25 listopada 2004 r. wydało pozytywną ocenę cudu. Również siedmiu teologów 7 lutego 2005 r. potwierdziło tę opinię. Ostatnie orzeczenie kardynałów dotyczące cudownej interwencji Boga za wstawiennictwem sługi Bożego ks. Ignacego Kłopotowskiego wydano 3 maja 2005 r.

*
Początkowo wyznaczono datę beatyfikacji na 24 kwietnia 2005 r. Jednak śmierć Jana Pawła II pokrzyżowała te plany. Benedykt XVI podał nowy termin: 19 czerwca 2005 r. podczas III Krajowego Kongresu Eucharystycznego w Warszawie.



[powrót do wykazu BIOGRAFII] [powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]