Do Matki Bożej z Guadalupe? Można wziąć udział w pielgrzymce jeszcze w lutym 2009!


Matka Boża z Guadalupe  

Opiekunka mających się narodzić


Ofiary z ludzi u Azteków 

Epoka, w której Maryja – Matka Boga i ludzi – zstąpiła na meksykańską ziemię była szczególna. Przed przybyciem Hiszpanów do Meksyku Aztekowie praktykowali ofiary z ludzi na wielką skalę. Szacuje się, że swoim bogom składali ofiary z 50 do 60 tys. ludzi na rok. Czarownicy otwierali nożem klatkę piersiową, wyrywali jeszcze bijące serce ofiary i palili je, ofiarowując swym pogańskim bóstwom. Tak – jak mieli nadzieję – przysparzali łask tym, którzy zostali przy życiu, w szczególności zaś zapewniali sobie słońce i deszcz w stosownym momencie. Kiedy mówimy o ich fałszywych bogach, na myśl przychodzi ten, o którym Biblia mówi: „Od początku był on zabójcą” (J 8,44). 

I tak w roku 1487, kiedy poświęcano świątynię bogowi Huitzlopochti, w ciągu 4 dni poświęcono ponad 80 tys. ofiar. Pomiędzy nimi co piątą ofiarą było dziecko... Nie należy przy tym sądzić, że Aztekowie byli niewykształceni. Przeciwnie! Posiadali wiedzę matematyczną, astronomiczną, architektoniczną oraz z innych dziedzin. Lecz, jak jest też u ludzi przy końcu naszego wieku, istniał wielki brak równowagi pomiędzy wiedzą świecką a znajomością prawdziwej religii. Według tradycji ich przodkom miała ukazać się kometa o kształcie uskrzydlonego węża – Quetzacoalt, dlatego bożków przedstawiali w postaci węża! Im oddawali cześć, składając ludzkie ofiary. Takie były obyczaje Azteków, gdy przybyli Hiszpanie. W naszej epoce Wężowi starodawnemu składa się ofiary z ludzi w innej formie: uśmiercając każdego roku miliony niewinnych dzieci, zabijanych w łonach ich matek. Prócz nich są jeszcze ofiary wojen toczących się dziś po trochu wszędzie. To wielki hołd dla szatana, pragnącego unicestwić życie na naszej planecie i odebrać Bogu radość dawania życia Jego dzieciom.

Proroctwo księżniczki 

W roku 1509 księżniczka Papantzin, siostra rządzącego króla miała sen: anioł, na którego czole widniał znak krzyża poprowadził ją nad rzekę. Tam ujrzała statki o białych żaglach, oznakowane wielkim czarnym krzyżem, podążające w kierunku wybrzeża Azteków. Anioł powiedział jej, że na pokładzie tych statków są cudzoziemcy, niosący im poznanie Boga prawdziwego. Po przebudzeniu wyjawiła treść swego snu przywódcom Azteków, jaki i królowi, który uwierzył swej siostrze. Proroctwo miało się wkrótce spełnić.

Przybycie Hiszpanów 

Rzeczywiście w r. 1519, Hiszpan przebywający na Kubie, 33-letni Hernan Cortez przedsięwziął wyprawę do Meksyku na statkach wyposażonych w białe żagle i wielki czarny krzyż, zgodnie z opisem księżniczki. Cortezowi towarzyszyło 2 kapłanów i 550 mężczyzn. Wysiedli na ziemi meksykańskiej w piątek, 22 kwietnia, który w tamtym roku był Wielkim Piątkiem. Dziwna rzecz: Aztekowie oczekiwali w tym samym dniu przybycia boga Quetzacoalt, który – zgodnie z ich proroctwami – miał przybyć w ciele ich nawiedzić. W takim razie, dla nich, Cortez i jego ludzie mogli być jedynie bogami i król nie ośmielił się z nimi walczyć! Cortez był żarliwym chrześcijaninem. Ożywiał go duch misyjny i niewzruszona wiara w naszego Pana i Jego Matkę. Zbliżając się do stolicy Azteków uwalniał uwięzionych przez nich Indian, czyniąc sobie z nich sprzymierzeńców i pomocników w walkach, których nie można było uniknąć. To tak 300 hiszpańskich żołnierzy pokonało 30 tys. nieprzyjaciół. 

Po 93 dniach oblężenia Cortez zdobył miasto Meksyk. Pomimo protestów czarowników zaczął burzyć bożki. W świątyniach umieszczał krzyże i wizerunki Matki Bożej. Położył kres ofiarom z ludzi. Pomimo to nie było nawróceń tak szybkich i licznych, jakie miał nadzieję oglądać. W dodatku wziąwszy wielką ilość dialektów, trudno było się porozumieć. Wierzenia pogańskie były tak zakorzenione w duszach Indian, że trudno je było wyrwać. Cortezowi brakowało misjonarzy. Napisał więc do Karola V o wysłanie ich do Ameryki. Władca zgodził się. W 1524 przybyli franciszkanie, oddając się całkowicie ewangelizacji. Wszystko byłoby się potoczyło dobrze, gdyby nie chciwość konkwistadorów, którzy ustanowili niewolnictwo, wychodząc z założenia, że Indianie nie posiadają duszy. Biskup protestował, lecz daremnie. Kapłani, którzy usiłowali przeciwstawić się niewolnictwu zostali zamęczeni i zabici. Król, kiedy mu o tym doniesiono, zakazał niewolnictwa, lecz ufność Indian została zburzona: zachowanie wielu Hiszpanów nie było zgodne z nauką Ewangelii. Hiszpański władca – wobec wszystkich trudności, z jakimi musiał się borykać – błagał w modlitwach Najświętszą Pannę o interwencję i o znak, że jego prośba została wysłuchana. Wkrótce miał go otrzymać w sposób, jakiego z pewnością nie oczekiwał.

Matka Boża stawia stopy na meksykańskiej ziemi... 

Historia objawienia, które miało przyczynić się do przyjęcia wiary w Boga Prawdziwego przez Indian wiąże się z osobą nawróconego i ochrzczonego w 1525, 51-letniego Juana Diego. Choć mieszkał około 15 km od miasta Meksyk, udawał się tam każdego dnia, żeby uczestniczyć we Mszy św. Tak samo było 9 grudnia 1531 r. Kiedy był w drodze, przechodząc w pobliżu świątyni bogini Tonantzin usłyszał nagle śpiew tysięcy ptaków i ujrzał po raz pierwszy piękną młodą niewiastę, która zawołała go serdecznie: «Juanito, mój najpokorniejszy synu, dokąd idziesz?»

Objawienie pierwsze 

Była sobota tuż przed wschodem jutrzenki, kiedy szedł do miasta. Śpiew ptaków, które usłyszał u stóp wzgórza Tepeyacac był tak piękny, że Juan Diego zaczął się zastanawiać, czy nie śni. A może znalazł się przypadkiem w ziemskim raju? Kiedy śpiew umilkł i usłyszał wołający go głos, poszedł w jego kierunku. Odczuł wielką radość. Nie bał się. Piękna Pani, która zapytała go dokąd idzie, stała naprzeciw niego. Ujrzał, że jest niezwykłej wielkości, ma piękne szaty, błyszczące jak słońce, a miejsce, w którym stała było otoczone jakby blaskiem drogocennych kamieni. Ziemia błyszczała wokół Niej jak tęcza. Wszelkie rośliny wyglądały tak, jakby się przemieniły w kosztowności. Pokłonił się i na Jej pytanie odrzekł: „Pani, muszę dojść do Twego kościoła w Meksyku, aby uczestniczyć we Mszy św., co zostało nam przekazane i dane przez kapłanów...” Ona zaś mu powiedziała:

«Wiedz i dobrze zrozum, najpokorniejszy z moich synów, że Ja jestem zawsze Dziewicą – Świętą Maryją, Matką Boga prawdziwego, dla którego istniejemy, Stworzyciela wszystkich rzeczy, Pana nieba i ziemi. Chciałabym, żeby tutaj został wybudowany kościół, abym mogła wam ukazać i dać moją miłość, moje współczucie, moją pomoc i opiekę, gdyż jestem waszą Matką miłosierną dla was, dla wszystkich mieszkańców tej ziemi i dla wszystkich, którzy Mnie kochają, wzywają i darzą ufnością. Ja słucham ich uskarżań i zajmuję się ich biedami, ich potrzebami, ich troskami. Aby wypełnić to, o co proszę, idź do pałacu biskupa w Meksyku i powiedz mu, że bardzo pragnę, żeby tu, na tej równinie powstał kościół wybudowany na moją cześć. Opowiesz mu w szczegółach wszystko, co widziałeś i co tu podziwiałeś oraz to, co słyszałeś. Bądź pewien, że będę ci niezmiernie wdzięczna i dam ci nagrodę za wysiłki i trud, jaki podejmiesz dla wypełnienia tej misji. Oto usłyszałeś moje wskazówki. Idź mój najpokorniejszy synu i wypełnij to jak najlepiej.» Juan Diego pochylił głowę i rzekł: „Pani, będę posłuszny twoim wskazaniom. Teraz muszę Cię opuścić.” Zszedł ze wzgórza i poszedł prosto do Meksyku. Matka Boża ukazała mu się we wszystkich Swych przymiotach! Ujawniła pragnienie, by świątynię poświęconą azteckiej bogini zastąpiono kościołem dla Boga Prawdziwego. Juan Diego udał się więc do biskupa. 

Kiedy udało mu się otrzymać pozwolenie na ujrzenie go i kiedy opowiedział, co go spotkało, zauważył, że biskupowi bardzo trudno było... uwierzyć w jego cudowną, nadprzyrodzoną przygodę. Po wysłuchaniu został więc odesłany. Biskupem był wówczas o. Juan de Zumarraga, franciszkanin, rówieśnik Juana Diego. Na zakończenie rzekł mu: „Przyjdź jeszcze kiedyś do mnie, mój synu, chętnie cię posłucham. Opowiesz mi wtedy wszystko od początku, a ja się zastanowię nad prośbą, w sprawie której przybyłeś”... Juan Diego odszedł więc bardzo smutny: prośba Pięknej Pani nie została przyjęta.

Objawienie drugie 

W tym samym dniu powrócił na miejsce spotkania z Maryją, która czekała na niego tam, gdzie widział Ją po raz pierwszy. Wyznał Jej, że postąpił zgodnie z poleceniem: z wielkim trudem udało mu się spotkać z biskupem, w szczegółach opowiedział mu o niezwykłym zdarzeniu, jednak – skończył swą opowieść – „Przyjął mnie życzliwie, wysłuchał uważnie, lecz to, co mi powiedział oznacza, że nie wierzy.” Na koniec Juan Diego poprosił Maryję, żeby posłała do biskupa kogoś godniejszego i wzbudzającego szacunek. Wtedy biskup z pewnością nie będzie podejrzewał, iż prośba o budowę kościoła jest wymysłem człowieka, lecz spełni żądanie Maryi. Błagając o wybaczenie za niewypełnienie misji, czekał na Jej odpowiedź. Maryja zaś powiedziała: «Posłuchaj, najmniejszy z Moich synów, powinieneś zrozumieć, że Ja mam liczne sługi i posłańców, którym mogę powierzyć wypełnienie mojego polecenia i mojej prośby, lecz to właśnie ciebie proszę o pomoc, żeby za twoim pośrednictwem moje życzenie się spełniło. Gorąco cię proszę, najmniejszy synu, i stanowczo ci nakazuję, żebyś jutro poszedł zobaczyć się z biskupem. Pójdziesz tam w moim imieniu i powiesz mu o moim życzeniu, żeby zaczął budować tutaj kościół. I powiedz mu, że to Ja, zawsze Dziewica, Święta Maryja, Matka Boga wysłałam cię do niego.” Juan Diego przystał na prośbę Maryi, obiecując nazajutrz o zachodzie słońca przynieść Jej odpowiedź.

Objawienie trzecie 

Nazajutrz, 10 grudnia wyszedł więc przed świtem z domu. Około godz. 10, po Mszy św., kiedy wszyscy odeszli, on udał się do pałacu biskupa. Jednak tym razem czyniono mu jeszcze większe trudności. Udało mu się jednak ujrzeć go i rzucić do jego stóp. Ze smutkiem i płaczem powtórzył polecenia Pięknej Pani: biskup ma wybudować kościół. Niestety i tym razem, choć Juan Diego – wypytywany szczegółowo – powtórzył przebieg swych spotkań z Matką Bożą, nie spotkał się z wiarą i zrozumieniem. Wreszcie biskup orzekł, że aby uwierzyć, iż przysyła Go Najświętsza Panna i żeby wybudować dla Niej kościół musi otrzymać jakiś znak. To uwiarygodni Jej posłańca. Nie zrażony tym Juan Diego postanowił przekazać ten warunek Maryi. Tymczasem biskup szybko znalazł w swym otoczeniu osoby godne polecenia im delikatnej misji: śledzenia Indianina. Miały mu donieść, gdzie się uda i co będzie robił. Ci jednak, którzy szli za nim stracili go z oczu. Rozwścieczeni tym powrócili i zaczęli nalegać na biskupa, żeby nie dawał wiary zwodzicielowi, zmyślającemu «nieprawdę». Jego zaś postanowili ukarać, kiedy tylko powróci. Tymczasem Juan Diego zaniósł odpowiedź Maryi. Ona zaś odrzekła: „ „Bardzo dobrze, mój mały, jutro pójdziesz zanieść znak biskupowi, jakiego wymaga. Dzięki temu uwierzy i nie będzie już w nim wątpliwości ani podejrzliwości. I wiedz, że Ja ciebie wynagrodzę za twe starania, wysiłki i trud dla Mnie. Czekam tu na ciebie jutro.”

Objawienie czwarte 

Jednak następnego dnia Juan Diego nie mógł się udać na umówione spotkanie. Wujek, który go odwiedził – Juan Bernardo rozchorował się i jego stan był bardzo poważny. Wezwany lekarz niewiele pomógł, więc wujek prosił o przyprowadzenie księdza, przekonany, że nadszedł jego ostatni dzień. We wtorek, przed świtem Juan Diego wyszedł więc z pośpiechem po księdza. Dochodząc do drogi prowadzącej na wzgórze Tepeyac, zaczął się obawiać, że idąc tędy może spotkać Piękną Panią. Wtedy będzie musiał iść do biskupa ze znakiem. A przecież musiał przede wszystkim sprowadzić księdza do wujka, który pragnął się wyspowiadać!... Postanowił więc okrążyć wzgórze, żeby Maryja... go nie zauważyła. Ujrzał Ją jednak schodzącą ze zbocza. Podeszła do niego do stóp wzgórza, które zamierzał ominąć i zapytała: «Co się stało mój synu? Dokąd idziesz?» Pochylił się więc zaczął tłumaczyć: „Moje Dziecko, Córeczko, Pani! Niech Bóg uczyni Cię szczęśliwą... ja Cię zasmucę, ale wiedz, że twój sługa, a mój wujek jest bardzo chory...” 

Po przedstawieniu sytuacji i wyjaśnieniu, jak bardzo musi się śpieszyć, by na czas sprowadzić księdza zapewnił, że potem powróci, by zanieść biskupowi obiecany znak. Po wysłuchaniu Indianina Maryja odpowiedziała: «Posłuchaj mnie i zrozum dobrze, najmniejszy z moich synów. Nic nie powinno cię przestraszać i smucić. Niech twoje serce będzie spokojne. Nie bój się tej choroby ani żadnej innej, nie miej trosk. Czyż nie ma tutaj Mnie, która jestem twoją Matką? Czy nie jesteś pod moją opieką? Czy Ja nie jestem twoim zdrowiem? Czy ty nie spoczywasz szczęśliwy na Mojej piersi? Czegóż jeszcze więcej pragniesz? Nie bądź nieszczęśliwy ani niczym wzburzony. Nie bądź smutny z powodu choroby twego wujka. On nie umrze. Bądź pewien, że w tej chwili jest uzdrowiony.» Juana Diego pocieszyły słowa Pani z Nieba. Chętnie wykonał więc Jej kolejne polecenie: «Wejdź, o najmniejszy z moich synów, na sam szczyt wzgórza, tam, gdzie Mnie ujrzałeś po raz pierwszy i gdzie udzieliłam ci wskazówek. Zobaczysz tam różne kwiaty. Zerwij je i potem mi je przynieś.» 

Juan Diego natychmiast wspiął się na wzgórze. Nigdy nie widział tak wielkiej różnorodności cudnych róż w dodatku o tej porze roku! Pachniały i pokryte były kroplami rosy, przypominającymi kosztowne perły. Zaczął je więc zbierać i umieścił je w swojej tilmie. Szczyt wzgórza nie był miejscem, gdzie mogłyby kwitnąć jakiekolwiek kwiaty. Pełno tu było skał, cierni. Gdzieniegdzie rosła trawa, o ile nie było przymrozków. Zaniósł zebrane róże Pięknej Pani. Ona zaś wzięła je do rąk i ponownie umieściła w jego tilmie ze słowami: «O, najmniejszy z moich synów. Te róże są znakiem, jaki zaniesiesz biskupowi. Powiesz mu w moim imieniu, że w nim ujrzy moje życzenie i powinien mu się podporządkować. Ty jesteś moim posłańcem, najbardziej godnym mojego zaufania. Stanowczo ci jednak polecam, żeby rozwinął swą szatę dopiero przed biskupem. Wszystko mu też opowiesz...» Po wysłuchaniu raz jeszcze prośby Maryi o wybudowanie kościoła oraz Jej wskazówek Juan Diego udał się bezpośrednio do Meksyku, strzegąc w zawiniętej szacie swych pachnących róż.

Cudowny wizerunek Matki 

Kiedy dotarł do pałacu i poprosił o spotkanie z biskupem. Nikt nie chciał go słuchać! Był dla nich niestosownym gościem, zjawiającym się w dodatku o nieodpowiedniej porze. Nie dał jednak za wygraną, kiedy po wielu godzinach ujrzeli, że czeka nadal cierpliwie na możliwość wejścia i w dodatku ma coś w swej szacie, wreszcie zainteresowali się biednym Indianinem. Kiedy uchylił rąbka tilmy świeże i piękne róże, jakie w niej miał, tak ich zaskoczyły, że usiłowali mu je odebrać, jednak róże wymykały się im z rąk i widzieli je już nie jako prawdziwe, lecz wymalowane na tkaninie. Dawszy za wygraną zawiadomili biskupa. Dla biskupa powód przybycia odesłanego Indianina mógł być tylko jeden: znak! Nakazał więc natychmiast wprowadzić go. Indian ukląkł jak miał w zwyczaju, po czym opowiedział, co widział i słyszał w czasie spotkania Pani. Na koniec rzekł: «Ekscelencjo, zrobiłem to, co mi poleciliście. Powiedziałem Pani z Nieba, Świętej Matce, że prosiliście o znak i dowód, aby uwierzyć, że trzeba zbudować kościół, o który Ona prosi. Powiedziałem Jej, że dałem słowo, że ten znak przyniosę. Ona okazała łaskawość i zgodziła się na spełnienie tej prośby... Dziś rano znowu Ją ujrzałem i wysłała mnie, żebym się z wami zobaczył. Wysłała mnie na szczyt wzgórza tam, gdzie zwykle Ją widziałem, żebym nazrywał róż. Kiedy to uczyniłem, Ona wzięła je do rąk i umieściła ponownie w mojej szacie, abym je zaniósł i osobiście przekazał... Oto one...» 

Niczego nie podejrzewając Juan Diego rozwinął swą białą szatę, wysypując z niej róże. Kiedy zaś wielka ilość pięknych kwiatów upadła na ziemię, na jego szacie ujrzano wizerunek Najświętszej Panny, zawsze Dziewicy, Matki Boga. Ten sam wizerunek, który dziś można oglądać w Tepeyac, określanym jako Guadelupe. Na widok wizerunku i róż biskup upadł na kolana, błagając o przebaczenie, że nie spełnił od razu prośby Maryi. Potem zdjął szatę Indianina i zaniósł ze czcią do kaplicy. Na prośbę biskupa Juan Diego został w pałacu, a nazajutrz udali się razem tam, gdzie Piękna Pani życzyła sobie, by powstał kościół.

Objawienie Juana Bernardino 

Po wskazaniu biskupowi miejsca, w którym Pani z Nieba pragnęła świątyni Juan Diego pożegnał się, by powrócić wreszcie do chorego wujka. Opuścił go przecież idąc po księdza do Tlatilolco. Biskup z towarzyszącymi mu osobami, postanowił udać się z nim do domu. Po przybyciu ujrzeli wujka w dobrym zdrowiu. Zaskoczony, że jego krewny idzie z tak czcigodną świtą, pytał o powody. Juan Diego raz jeszcze opowiedział jak w drodze spotkał Panią z Nieba. Obiecała mu uzdrowienie wujka i nakazała udanie się do biskupa. Wuj zaś powiedział, że i jemu ukazała się Piękna Pani obiecując zdrowie i wyjaśniając, że jego krewny musiał udać się do Meksyku. Pani nakazała mu też zobaczenie się z biskupem i opowiedzenie, że Ją widział, że to Ona go uzdrowiła i że pragnie być nazywana Najświętszą Panną z Guadalupe oraz że chce, aby Jej wizerunek był znany. Juan Bernardino i Juan Diego zamieszkali u biskupa aż ukończono budowę kościoła. Biskup przeniósł święty wizerunek do kościoła, gdzie wszyscy mogli go oglądać. Miasto było poruszone. Wszyscy przychodzili, by podziwiać i modlić się. Boski cud wzbudzał zachwyt, bo przecież nikt na świecie nie namalował cenniejszego obrazu.

Tajemnica oczu Matki Bożej 

Według licznych naukowców, którzy uważnie przebadali oczy wizerunku Matki Bożej, powstałego w sposób cudowny na tilmie Indianina, tam, gdzie normalnie odbija się obraz w oku człowieka, widać liczne kształty, które odpowiadają kształtom i wielkości osób, jakie znajdowały się naprzeciw wizerunku. W r. 1929 Alfonso Marcue, oficjalny fotograf Bazyliki, odkrył jakby odbicie jasnego obrazu brodatego mężczyzny w prawym oku wizerunku Dziewicy. Początkowo nie wierzył własnym oczom. Jakże to możliwe? Brodaty mężczyzna w oku Matki Bożej? Jednak po wielu badaniach zdjęć nie ma już wątpliwości i decyduje się powiadomić władze Bazyliki. Zaskoczenie było tak wielkie, że... nakazano mu po prostu całkowite milczenie o tym odkryciu, czemu się podporządkował. 20 lat później, 29 maja 1951 r., Jose Carlos Salinas Chavez, badając dobrej jakości zdjęcie twarzy dokonuje takiego samego odkrycia! Wyraźne odbicie brodatego mężczyzny w prawym oku. Widzi też odbicia w oku lewym. 

Od tej chwili liczne osoby, około 20 fizyków i okulistów, miały okazję zbadać z bliska oczy Dziewicy na Jej cudownym wizerunku na tilmie. Pierwszym był znanym okulista dr Javier Torroella Bueno. Badania dokonał 27 marca 1956 r. W sporządzonym raporcie, pierwszym, jaki opublikowano na ten temat, udowadnia obecność potrójnego odbicia (zjawisko Purkyniego-Sansona), charakterystyczne dla każdego żywego oka ludzkiego i oświadcza, że te obrazy umieszczone są dokładnie tam, gdzie być powinny, zgodnie ze wspomnianym zjawiskiem oraz to, że zniekształcenie obrazów jest zgodne z załamaniem rogówki. W tym samym roku okulista, dr Rafael Torrija Lavoignet, bada oczy we wszystkich szczegółach oftalmoskopem. Zauważa kształt postaci ludzkiej ukazujący się w rogówce oczu tam, gdzie powinna się znajdować w związku ze zniekształceniem normalnego oka ludzkiego, a zwłaszcza - co niezwykłe - odnotowuje, że oczy wydają mu się niezwykle żywe, gdy są badane. Wiele innych badań podjęli okuliści: wszyscy byli zgodni co do wyników swych badań. 

Jednak nowa i fascynująca analiza pojawia się dopiero w r. 1979, kiedy dr Jose Aste Tonsmann z Uniwersytetu w Cornell, używając komputera i urządzeń najbardziej nowoczesnych bada skrupulatnie doskonałej jakości zdjęcie twarzy – jest to fotografia oryginału tilmy. Po przefiltrowaniu zdjęć cyfrowych i po usunięciu „zanieczyszczeń” oraz po ich powiększeniu dokonuje kilku niezwykłych odkryć! Widzi już nie tylko popiersie mężczyzny widoczne w obu oczach, lecz także inne postacie odbite w nich. Jeden z najbardziej fascynujących wniosków z jego badań zawiera się w stwierdzeniu, że Matka Boża z Gwadelupy pozostawiła nam nie tylko dowód swego ukazania się, lecz także kilka ważnych przesłań. Zostały one ukryte w oczach wizerunku aż do dziś, gdy nowoczesne urządzenia pozwalają nam na odkrycie ich teraz, gdy są nam tak bardzo potrzebne. Czy nie jest takim przesłaniem obraz jakby rodziny pośrodku oka Dziewicy w tym czasie, gdy rodziny są tak bardzo zagrożone i atakowane we współczesnym świecie? Obraz różnych postaci, które wydają się stanowić rodzinę, wśród których są dzieci i niemowlę niesione przez kobietę na plecach, jak było to w zwyczaju w XVI w. To ukazuje – według dr Tonsmanna – powiększony obraz prawego oka, otaczając wartością rodzinę. Widząc w tym odkryciu swoisty znak dany przez Opatrzność, kard. Posadas Ocampo, zabity przed kilku laty – ten sam, który przyjął w swym kraju serdecznie Vassulę – ogłosił Matkę Bożą z Gwadalupe „Opiekunką dzieci mających się narodzić”... 

Oprac. E. B. na podst. informacji dostępnych (ze zdjęciami tilmy) w Internecie pod adresem: http://ng.netgate.net/~norberto/eyes-french.html


CHRONOLOGIA WYDARZEŃ ZWIĄZANYCH Z CUDOWNYM WIZERUNKIEM


Orędzie Matki Bożej z Guadalupe przekazane ks. St. Gobbiemu w r. 1981: «Wielka próba» 

Zebraliście się tu w stałym, tygodniowym Wieczerniku. Moi najmilsi synowie przybyli z najdalszych okolic Meksyku, tej ziemi, która tak Mnie kocha. Chronię ją ze szczególną troską i bronię przed wieloma formami zła, jakie jej dziś zagrażają. Jestem waszą Matką łagodną i miłosierną. Przed wielu laty odbiłam Mój obraz na płaszczu małego Juana Diego, któremu się ukazałam. Dziś pragnę odbić Mój Obraz w sercu i w życiu każdego z was. Jesteście naznaczeni Moją pieczęcią miłości, odróżniającą was od tych, którzy pozwolili się zwieść Bestii i noszą wypisaną na sobie jej bluźnierczą liczbę (Ap 13,16n). 

Smok i Bestia nic nie mogą uczynić tym, którzy są naznaczeni Moją pieczęcią. Gwiazda Otchłani będzie prześladować wszystkich naznaczonych Moją pieczęcią, ale nie uda jej się w niczym zaszkodzić duszom, na których Ja Sama odbiłam Mój Obraz. Dzięki krwi, którą wielu z nich będzie musiało przelać, złagodzona zostanie sprawiedliwość Boża, a czas Mojego zwycięstwa – przyśpieszony... Dzięki waszej modlitwie, waszemu cierpieniu i osobistej ofierze doprowadzę do końca Mój plan. Przyśpieszę chwilę tryumfu Mojego Niepokalanego Serca w Królestwie Jezusa, który przyjdzie do was w chwale. Wtedy zacznie się nowa epoka pokoju i ujrzycie wreszcie nowe niebiosa i nową ziemię. 

Mam wielki plan wobec was, odpowiedzcie więc wszyscy wspaniałomyślnie! W tym nadzwyczajnym Wieczerniku otrzymałam dla was od Ojca, za pośrednictwem Jezusa, dar Ducha Świętego. On przemieni was w «apostołów ostatnich czasów»... Ofiarujcie Mi wasze modlitwy i cierpienia, wasze zaufanie. Nie lękajcie się, gdy Mój przeciwnik atakuje was i używa straszliwych zasadzek, aby doprowadzić was do zniechęcenia. Jesteście Moimi najmniejszymi dziećmi, Moimi umiłowanymi synami, Moimi apostołami. Wasze światło będzie wzrastać z dnia na dzień. Staniecie się przewodnikami i rękojmią zbawienia w godzinach ucisku. 

Módlcie się, synowie umiłowani, gdyż dla waszej ojczyzny – jak i dla całego świata – nadeszła wielka próba. 

Puebla, 12.11.1981


Orędzie Matki Bożej z Guadalupe przekazane ks. St. Gobbiemu w r. 1994: «Źrenica Moich Oczu» 

Z jak wielką miłością patrzę na was, Kapłani i wierni należący do Mego Ruchu! Jesteście obecni tu, w Moim bardzo czczonym sanktuarium, by uczestniczyć w waszym wielkim Wieczerniku. Kończy on Wieczerniki organizowane w miastach Meksyku, na tej ziemi, którą szczególnie ochraniam i błogosławię. Sprawiam, że z Mego Niepokalanego Serca spływają potoki miłosiernej miłości na was wszystkich, na Kościół i na całą tę biedną ludzkość. Jak w Moich oczach utrwalony jest portret małego Juana Diego, któremu się ukazałam, tak samo i wy jesteście wyryci w Moich oczach i w sercu waszej Niebieskiej Mamy. 

Jesteście źrenicą Moich oczu, gdyż jesteście Moimi najmniejszymi dziećmi całkowicie Mi poświęconymi, dzięki czemu mogę na was rozlewać całą czułość Mej matczynej miłości. Jesteście źrenicą Moich oczu, ponieważ pozwalacie Mi się prowadzić z tak wielką uległością. Słuchacie Mnie, robicie to, o co was proszę, kroczycie po drodze, jaką wam wyznaczyłam. Dzięki temu – za waszym pośrednictwem – mogę realizować wielki plan tryumfu Mojego Niepokalanego Serca w świecie. Jesteście źrenicą Moich oczu, gdyż poprzez was mogę rozszerzać światło wiary w tych dniach wielkiego odstępstwa; zapach łaski i świętości – w czasie wielkiego zepsucia i zwycięską siłę miłości w tej godzinie przemocy i nienawiści. 

Jesteście źrenicą Moich oczu dzięki wielkiej miłości, jaką darzycie Jezusa w Eucharystii. Z jak wielką radością patrzę na was, kiedy idziecie przed tabernakulum, by oddać Jezusowi wasz kapłański hołd miłości, adoracji i wynagrodzenia. Obecnie wielka pustka i obojętność otacza Jezusa w Eucharystii, wy zaś szerzycie wciąż uroczyste godziny adoracji eucharystycznej. Otaczacie Jezusa w Eucharystii kwiatami i światłem – znakami ukazującymi waszą miłość i pełną serdeczności pobożność. 

Jesteście źrenicą Moich oczu, gdyż jesteście prości, ubodzy, pokorni i kochacie Mnie z całą czystością waszych dziecięcych serc. Widziałeś, Mój mały synu, z jakim entuzjazmem kochają Mnie, proszą i wychwalają Moje meksykańskie dzieci. To dlatego stąd rozpocznie się Moje wielkie zwycięstwo nad wszystkimi siłami masońskimi i szatańskimi dla największego tryumfu Mego Syna Jezusa. Potwierdzam ci, że na wielki jubileusz roku 2000 nadejdzie tryumf Mego Niepokalanego Serca, który przepowiedziałam wam w Fatimie. Nastąpi on równocześnie z powrotem Jezusa w chwale dla ustanowienia Jego Królestwa na świecie. I tak ujrzycie wreszcie na własne oczy nowe niebiosa i nową ziemię. Z całą Moją matczyną miłością, pocieszona i otoczona czcią przez was, błogosławię was w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. 

Meksyk, 5.12.1994


[powrót do strony głównej] [mapa całej witryny] [pełna oferta książek i kaset] [nowości] [ostatnie zmiany] [pismo "Vox Domini"] [czytelnia on line i nie tylko] [ewangelia na niedziele i święta] [archiwum plików 'zip'] [nasze plany] [mirror site strony polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia 'Prawdziwe Życie w Bogu'] [prawdy wiary Kościoła Katolickiego] [ciekawe linki religijne w różnych językach] [przeszukiwanie witryny "Vox Domini"] [e-mail] [kilka słów o Wydawnictwie]