św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Listy

–   LISTY: część pierwsza –


LISTYTeresa


DO CELINY

Siostry Genowefy od Najświętszego Oblicza

8 maja 1888.

Dziś cztery lata jak przystąpiłam do pierwszej Komunii św., czy pamiętasz?... Ileż łask otrzymałam od tego czasu od Pana Boga!

Droga moja Celinko, bywają chwile, gdy pytam samą siebie, czy to rzeczywiście prawda, że jestem w Karmelu; niekiedy trudno mi w to uwierzyć! Doprawdy! Czymże zasłużyłam, by Pan Bóg obsypywał mnie tylu łaskami?

Jutro upływa miesiąc od chwili, gdy jesteśmy z dala od siebie, mnie się jednak zdaje, że nie rozstałyśmy się wcale, czyż to nie obojętne, gdzie jesteśmy?... Gdyby nawet rozdzielał nas ocean, będziemy zawsze zjednoczone, bo pragnienia nasze dążą do jednego celu, a serca biją zgodnie... Pewna jestem, że mnie rozumiesz. ,,Obojętne zresztą, czy życie jest wesołe i rozkoszne, czy smutne, w każdym razie dojdziemy do kresu naszej doczesnej wędrówki!” Dzień Karmelitanki jest dniem straconym, jeśli przeminie bez cierpienia; odnosi się to także do Ciebie, bo Ty sercem jesteś Karmelitanką.

II

23 lipca 1888.

Życie bywa często uciążliwe. Jakaż gorycz, ale zarazem jakaż słodycz! Tak, życie kosztuje, z trudem zaczynamy dzień pracy, słaby pączek doznał tego zarówno jak i pięknie rozwinięty kwiat lilii. Gdybyż przynajmniej odczuwało się bliskość Jezusa! Ach! uczyniłoby się wszystko dla Niego... ale nie, On ukazuje się nam jedynie w dali, o tysiąc mil, jesteśmy zdane jedynie na siebie. Ach! jakże nudno i pusto, gdy nie ma Jezusa!

Ale cóż to czyni ten słodki Przyjaciel? Czyż nie widzi jak jesteśmy strwożone, nie odczuwa ciężaru, jaki nas przygniata? Gdzież On jest, dlaczego nie przyjdzie nas pocieszyć, skoro On jedynym naszym Przyjacielem?

Doprawdy! Niedaleko jest od nas, owszem, bardzo blisko, patrzy na nas, żebrze o ten smutek, o tę agonię... (1), potrzebuje tego dla dusz wielu, dla naszej duszy. Chce dać nam tak piękną nagrodę: ambicje Jego co do naszej duszy są tak wielkie!

Ale jakżeż powie ,,Moja kolej” (2), jeśli nasza jeszcze nie nadeszła, jeżeliśmy dotąd jeszcze nic Mu nie dały? Niestety, bardzo Go to kosztuje, że musi napawać nas smutkiem, ale On wie, że jest to jedyny sposób przygotowania nas, abyśmy mogli ,,poznać Go jak On siebie poznaje, abyśmy stali się bogami” (3). Jak wielkie nasze przeznaczenie! Jakże wielka jest dusza nasza! Wznieśmy się ponad wszystko przemijające, trwajmy z dala od ziemi im wyżej, tym czystsze powietrze! Jezus ukrywa się, ale odgaduje się Jego obecność... Zalewając się łzami, ocieramy Jego załzawione oczy a Matka Boska uśmiecha się; biedna Matka! Ona tyle miała zmartwienia z naszego powodu. Czyż nie słuszne, abyśmy Ją trochę pocieszali, cierpiąc i płacząc wraz z Nią?...

Czytałam dzisiaj fragment Ewangelii, gdzie Jest powiedziane: “Nie mniemajcie, żebym przyszedł puszczać Pokój na ziemię... ale miecz” (4). Pozostaje zatem jedynie walka, a gdy już sił nie mamy, wówczas Jezus walczy zamiast nas. Przyłóżmy wspólnie siekierę do korzenia... (5)

III

20 października 1888.

Gdybym słuchała własnego serca, prosiłabym Jezusa, by mi zesłał wszystkie zmartwienia, wszystkie smutki i życiowe troski najdroższej mojej Celinki, ale widzisz, nie idę za tym głosem bo lękałabym się, żeby mi Jezus nie powiedział, że jestem egoistką; bo pragnęłabym w takim razie, żeby mi dał wszystko to, co najlepsze, nie zostawiając nic dla oblubienicy tak ukochanej przez Niego.

On jej pozwala odczuć ból rozłąki właśnie w tym celu, by jej udowodnić swoją miłość, toteż nie mogę o to prosić Jezusa. A poza tym posiada On bogactwa, takie skarby nieprzebrane, że może nas obie do woli wzbogacić.

Jeżeli się zastanowimy, że gdyby nam Pan Bóg dał cały wszechświat, ze wszystkimi Jego skarbami, to nie dorównałoby to bynajmniej jednemu najmniejszemu cierpieniu! Jakaż to łaska, gdy rano nie czujemy ani cienia odwagi, żadnej siły do praktykowania cnoty... O wtedy właśnie chwila odpowiednia, by “przyłożyć siekierę do korzenia drzewa” (5). Zamiast tracić czas na zbieranie drobnych okruszyn, czerpiemy pełną ręką ze skarbnicy diamentów. Jakiż plon przy końcu dnia!... To prawda. że niekiedy gardzimy chwilowo tą bezcenną sposobnością gromadzenia skarbów, to moment trudny, miałoby się ochotę wszystko rzucić, ale jeden akt miłości, nawet nie odczutej, naprawia wszystko a nawet więcej czyni; Jezus uśmiecha się, pomaga nam, chociaż my nic o tym nie wiemy, a uboga i słaba miłość nasza osusza łzy, które złość ludzka wyciska z Jego boskich oczu. Miłość wszystkiemu podoła: “rzeczy wprost niemożliwe nie zdają się jej zbyt trudne” (6). Jezus nie tyle patrzy na wielkość naszych czynów, ani nawet na trudności, ale na miłość, która pobudza nas do ich spełnienia (7).

Napotkałam niedawno piękne bardzo słowa. Oto one, sądzę, że Ci się spodobają: ,, Rezygnacja jest jeszcze odrębna od woli Bożej; ta sama różnica zachodzi między zjednoczeniem a jednością; w zjednoczeniu jest zawsze jeszcze dwoje, w jedności natomiast jedno tylko” (8). Och! tak, bądźmy jedno z Jezusem. Wzgardźmy wszystkim co mija. Myśli nasze powinny wznosić się ku Niebu, skoro tam mieszka Jezus.

IV

J. M. J. T.

Luty 1889 (9).

Moja ukochana Celinko!

Nie umiałabym powiedzieć ile dobrego uczyniły mi Twoje drogie słowa... Teraz właśnie jesteś prawdziwie Jezusową ,,Lilią-Nieśmiertelnikiem”; och! jakże On się cieszy swoją lilią, z jaką miłością spogląda na ten kwiat ukochany, który chce jedynie tylko Jego samego i niczego innego nie pragnie, jak pocieszać Go...

Każde nowe cierpienie, każda trwoga serca, to niejako lekki zefir, który zanosi Jezusowi woń Jego lilii, wówczas On uśmiecha się z miłością i gotuje natychmiast nową gorycz. Napełnia kielich aż po brzegi w tej myśli, że im więcej lilia wzrasta w promieniach miłości, tym bardziej wzrastać powinna w cierpieniu!

Jakiż to przywilej, gdy Jezus zsyła nam tak wielkie cierpienie! Ach! WIECZNOŚĆ nie będzie zbyt długa, by Mu dzięki składać. Zalewa nas po prostu powodzią łask, tak jak obdarzał największych świętych; skąd nam tak wielkie uprzywilejowanie? To tajemnica, którą odsłoni nam Jezus dopiero w Ojczyźnie, w dniu gdy “otrze Bóg wszelką łzę z oczu ich” (10).

Tak mówić mogę jedynie do mojej duszy (11), w przeciwnym razie nie byłabym zrozumiana, ale zwracam się przecież do niej, a wszystkie moje myśli powstały już poprzednio w jej umyśle; może jednak nie uświadomiła sobie ona jeszcze dostatecznie, jak wielką miłość odczuwa Jezus dla niej, a dlatego żąda, by w zamian oddała Mu WSZYSTKO. Dla Niego nie ma nic niemożliwego, On nie ogranicza ŚWIĘTOŚCI swojej lilii... Żadne granice nie istnieją dla Niego!... Dlaczegóż miałyby zaistnieć?... Jesteśmy większe niż wszechświat cały. Pewnego dnia osiągniemy, i my także, istnienie boskie...

Och! jakżeż dziękuję Jezusowi, że umieścił lilię przy naszym ukochanym Ojczulku, lilię, której nic nie przeraża, lilię gotową raczej umrzeć niż opuścić tak chlubny posterunek, naznaczony jej przez miłość Jezusową!...

Nie możemy się już obecnie niczego innego spodziewać na ziemi jak tylko cierpienia, i jeszcze cierpienia. Gdy przeminie jedno cierpienie, inne zostanie i wyciągnie ku nam swoje ręce; och! jakiejże zazdrości godny los taki... Cherubini w Niebie zazdroszczą nam naszego szczęścia.

Właściwie nie dlatego pisałam do mojej najdroższej Celinki, ale chciałam jej powiedzieć, by napisała do panny Pauliny (12), donosząc jej o nieszczęściu, jakie nas dotknęło przez chorobę Tatusia. Śmiej się Celinko, teraz na Ciebie kolej, z Twojej biednej Teresy, która porusza właściwy temat dopiero kończąc swój list!

Biedna Leonia, ją także bardzo miłuję, ona jest bardziej nieszczęśliwa niż my, Jezus mniej ją obdarzył. Ale od tych, ..którym wiele dano, wiele domagać się będą” (13). Twoja siostrzyczka

Teresa od Dzieciątka Jezus now. karm. nieg.

V

J. M. J. T.

Jezus +

Karmel, 28 lutego 1889.

Moja ukochana Celinko!

Czy to możliwe, żebym do Caen pisała do Ciebie? Pytam się siebie czy to sen, czy jawa?... Ale nie, to rzeczywistość!...

Zadziwię Cię niewątpliwie, siostrzyczko droga, mówiąc Ci, że daleka jestem od ubolewania nad Tobą, ale widzisz, uważam raczej, że los Twój godzien jest zazdrości.

Jezus ma odnośnie do Ciebie dalekosiężne zamiary niewymownej swej miłości, chce, by Jego ,,Lilia-Nieśmiertelnik” była całkowicie i niepodzielnie Jego, toteż On sam obejmuje kierownictwo jej pierwszego nowicjatu; Jezus boską swoją ręką przystraja swoją oblubienicę na dzień jej zaślubin, ale Jego ręka ukochana nie myli się w doborze ozdób... Jezus jest: „Oblubieńcem krwi”... (14) Żąda dla siebie wszystkiej krwi serca.

Och! ależ to nas kosztuje, gdy chcemy dać Jezusowi wszystko czego zażąda! Jakież to szczęście, że nas kosztuje! Jaka radość niewymowna, gdy dźwigając nasze krzyże, odczuwamy naszą SŁABOŚĆ!

Czy ,,Lilia-Nieśmiertelnik” zrozumiała biedne ziarnko piasku? Twoim nowicjatem jest boleść; jakiż to niepojęty wprost przywilej!..,

Ach! Siostrzyczko najdroższa, daleka od narzekania na ciężar krzyża, zesłanego nam przez Jezusa, nie mogę wprost pojąć nieskończonej Jego miłości, która skłoniła Go do takiego postępowania z nami. Drogi nasz Ojczulek jest widocznie bardzo umiłowany przez Jezusa, skoro tak cierpi! Czyż nie uważasz jednak, że nieszczęście, jakie go dotknęło, jest właśnie dopełnieniem jego pięknego życia? Czuję, ,,Lilijko-Nieśmiertelniku”, że mówię Ci prawdziwe szaleństwa, ale mniejsza o to, myślę wiele innych rzeczy o miłości Jezusa, są one może jeszcze mocniejsze... Jakież to szczęście, być upokarzanymi! Wszakże to jedyna do świętości droga... Czyż możemy teraz mieć jakiekolwiek wątpliwości co do woli Jezusa odnośnie do naszych dusz?... Życie to sen, wkrótce przebudzimy się, a jakaż wtedy radość!... Im większe są nasze cierpienia, tym większa chwała nieskończona” Och! nie traćmy ani najmniejszej odrobiny z doświadczeń zesłanych nam przez Jezusa, to istna kopalnia złota, z której czerpać możemy; czyż nie wyzyskamy należycie tej sposobności?... Ziarnko piasku zabiera się do dzieła bez radości, bez odwagi, bez siły, a wszystkie te tytuły ułatwiają mu wykonanie zadania, chce pracować z miłości.

VI

12 marca 1889.

Odczuwam, dziś wieczór, potrzebę zanurzenia się w nieskończoności wraz z Celinką... Odczuwam potrzebę zapomnienia o ziemi; tutaj wszystko mnie męczy, wszystko jest dla mnie ciężarem, jedną tylko znajduję radość, a to cierpieć dla Jezusa... Ale radość ta chociaż nie odczuta jest mimo to ponad wszelkie radości. Życie mija... wieczność zbliża się szybkimi krokami... wkrótce będziemy żyć życiem Jezusa. Napojone przez czas pewien u źródła wszelkiej goryczy, będziemy ubóstwione u źródła wszelkich radości, wszelkich rozkoszy (15).

Wkrótce, Siostrzyczko droga, jednym spojrzeniem będziemy mogły zrozumieć najtajniejsze przeżycia istoty naszej!...

“Przemija postać świata tego”... (16) Wkrótce zobaczymy nowe Niebiosa, ,, słońce bardziej promieniste oświetli swoim blaskiem rozległe morskie przestrzenie i horyzonty nieskończone...” (17). Bezkresna wielkość, nieograniczone przestworza będą naszym mieszkaniem... nie będziemy już więźniami na tej ziemi wygnania, wszystko PRZEMINIE!... Wraz z niebiańskim naszym Oblubieńcem, płynąć będziemy na wodach bezbrzeżnych jezior... ,,Nieskończoność nie ma ani granic, ani dna, ani brzegów!...” (18) "Odwagi, Jezus słyszy nawet najdalsze echo naszej boleści” (19). Nad rzekami babilońskiej ziemi..., na wierzbach wpośród niej zawiesiliśmy muzyczne instrumenty nasze (20), ale w dniu naszego wyzwolenia jakież harmonijne wydobędziemy z nich dźwięki! Z jakąż radością wprawimy w ruch struny naszych instrumentów!...

Miłość Jezusową dla Celinki zrozumieć zdoła jedynie Jezus!... Jezus popełnia szaleństwa dla Celiny... Niechże Celina również szaleństwa czyni dla Jezusa... Miłość płaci się jedynie miłością (21) a rany zadane miłością zagoić potrafi tylko miłość (22).

Ofiarujmy całym sercem cierpienia nasze Jezusowi, by zbawiać dusze; biedne dusze!... one mniej łask mają niż my, a przecież krew Boga została przelana dla ich zbawienia!... Jezus chce, by zbawienie ich uzależnione było od westchnienia naszego serca... Jakaż to tajemnica!... Jeżeli jedno westchnienie może zbawić jedną duszę, ileż zdołają dokonać takie cierpienia jak nasze?... Nie odmawiajmy nic Jezusowi!...

 

VII

J. M. J. T.

Karmel, 4 kwietnia 1889.

Moja ukochana Celinko!

List Twój napełnił moją duszę wielkim smutkiem! (23)... Biedny nasz Ojczulek!.,. Nie, myśli Jezusa nie są myślami naszymi... drogi Jego nie są drogami naszymi (24).

Podaje nam kielich tak gorzki, że słaba nasza natura zaledwie zdoła go znieść. Nie usuwajmy naszych warg od tego kielicha, przygotowanego ręką Jezusa. Patrzmy na życie we właściwym świetle... Wszakże to chwila tylko pomiędzy dwoma wiecznościami. Cierpmy w pokoju! Przyznaję, że słowo pokój wydaje mi się nieco mocne, ale zastanawiając się niedawno nad tym, odkryłam tajemnicę cierpienia w pokoju. Kto mówi pokój, nie mówi radość, albo przynajmniej radość odczuta; aby cierpieć w spokoju, wystarczy gotowość na wszystko czego Jezus chce.

Ażeby być oblubienicą Jezusową, trzeba upodobnić się do Jezusa; Jezus jest cały skrwawiony, cierniem ukoronowany!...

“Albowiem tysiąc lat przed oczyma twymi, jako dzień wczorajszy, który przeminął (25).

“Nad rzekami babilońskiej ziemi, tameśmy siedzieli i płakali gdyśmy wspomnieli na Syjon... na wierzbach wpośród niej zawiesiliśmy muzyczne instrumenty nasze — Bo nas tam pytali ci, którzy nas w niewolę zagnali, o słowo pieśni, i ci, którzy nas zawiedli, mówili: ,Zaśpiewajcie nam z pieśni Syjońskich!' Jakoż mamy śpiewać pieśń Pańską w ziemi cudzej?” (Psalm Dawida) (26)

Nie, nie śpiewajmy pieśni niebiańskich stworzeniom... ale jak Cecylia śpiewajmy w sercu naszym (27) pieśń melodyjną Umiłowanemu naszemu!...

Pieśń cierpienia zjednoczona z Jego cierpieniami, oto co zachwyca najbardziej Jego Serce...

Jezus płonie miłością dla nas... patrz na Jego godne Oblicze! Przypatrz się Jego oczom zgaszonym i spustoszonym!... patrz na rany Jego... Wpatruj się w Jego Oblicze... Tam zobaczysz jak nas miłuje.

Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus od Najśw. Oblicza now. karm. nieg.

VIII

J. M. J. T.

Jezus +

Karmel, 26 kwietnia 1889,

Jezus mi poleca złożyć Ci życzenia w rocznicę urodzin, w dwudziestolecie Jego Oblubienicy... (28) Jakże hojnie darzył ją cierpieniami w ciągu tych lat dwudziestu, szczególnymi łaskami! Dwadzieścia lat! wiek pełen iluzji... powiedz mi, jakie iluzje zostawiasz w sercu Celinki?...

Ileż wspomnień wspólnych!... To świat cały... Tak, Jezus miewa szczególniejsze upodobania; bywają w jego ogrodzie owoce, które ogrzane Słońcem Jego miłości dojrzewają szybko, omalże w mgnieniu oka... Dlaczego należymy do ich liczby?... Pytanie pełne tajemnic... Jakąż rację może nam Jezus podać?... Jego racją jest postępowanie bez żadnej racji... Celinko!...korzystajmy z tego przywileju Jezusa, który nauczył nas tylu rzeczy w niewielu latach, nie zaniedbajmy żadnej sposobności, czyńmy to, co może Go uradować... Ach! pozwólmy, by nas ozłociło Słońce Jego miłości... to Słońce tak gorejące... niechaj strawi nas miłość!

Święty Franciszek Salezy mówi: “Gdy ogień miłości płonie w sercu, wówczas meble wyrzuca się przez okna” (29).

Och! nie zostawiajmy w sercu nic... nic w naszym sercu oprócz Jezusa!...

Nie sądźmy, żebyśmy mogły miłować bez cierpienia, bez wielkiego cierpienia. Nasza biedna natura istnieje i niemałą tu gra rolę! To nasze bogactwo, sposób zarobkowania! A tak jest cenna że Jezus zstąpił umyślnie po to na ziemię, by przybrać naturę ludzką. Cierpmy z goryczą, to znaczy bez odwagi, bez męstwa... “Jezus cierpiał ze smutkiem; bez smutku czyżby dusza cierpiała”? (30) A my chcielibyśmy cierpieć ochoczo, wielkodusznie... Celino!... Jakież to złudzenie!... Chcielibyśmy nie upadać nigdy? Co to szkodzi, Jezu drogi, jeżeli upadam co chwila, widzę wtedy słabość moją a to dla mnie wielki zysk. Ty, Jezu, widzisz wówczas, jak słaba jestem i nic nie potrafię uczynić, a wtedy tym skłonniejszy jesteś, by nieść mnie w swoich ramionach. A jeżeli tego nie czynisz, to widocznie podoba Ci się abym leżała na ziemi... nie będę się wówczas niepokoić, ale zawsze wyciągnę ku Tobie błagalne me ręce, pełne miłości! Nie mogę uwierzyć, żebyś miał mnie opuścić!... ,,Święci, gdy przebywali u stóp Pana naszego, właśnie wtedy spotykali swój krzyż” (31). Celinko droga, słodkie echo mej duszy!,.. Gdybyś znała moją nędzę... Och! gdybyś wiedziała! Świętość nie polega na mówieniu pięknych rzeczy, nie polega nawet na tym, by myśli mieć wzniosłe, odczuwać je, polega jedynie na gotowości cierpienia.

“Świętość! trzeba ją zdobywać na ostrzu miecza, trzeba cierpieć... znosić mękę agonii...” (32).

Nadejdzie dzień, gdy znikną cienie, wówczas zostanie jeno radość, upojenie...

Korzystajmy z tego jednego momentu cierpienia, patrzmy na każdą chwilę. Chwila każda, to skarb... jeden akt miłości pozwoli nam lepiej poznać Jezusa, zbliży nas do Niego na wieczność całą!...

Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus od Najśw. Oblicza now. karm. nieg.

IX

Jezus +

Karmel, 14 lipca 1889.

Moja ukochana Celinko!

Dusza moja nie opuszcza Cię. Cierpi wygnanie wraz z Tobą!... Och! ileż to kosztuje, jak trudno żyć, zostawać na tym padole goryczy i trwogi... Ale jutro... za godzinę, przybijemy do przystani, jakież szczęście! Ach! jakże to błogo będzie uwielbiać Jezusa twarzą w twarz i to przez całą wieczność! Zawsze i zawsze coraz to bardziej miłować, zawsze radość coraz bardziej upajająca, szczęście bez chmurki.

Jakżeż to Jezus uczynił, że tak oderwał dusze nasze od wszelkiego stworzenia? Ach! dotknął nas wielkim ciosem, ale był to cios miłości... Bóg jest godzien podziwu, ale nade wszystko godzien jest miłości, miłujmy Go zatem... miłujmy Go na tyle, aby cierpieć dla Niego, wszystko cokolwiek tylko zechce, chociażby nawet cierpienia duszy, oschłości, trwogi, pozorną oziębłość. Ach! to doprawdy wielka miłość, miłować Jezusa nie odczuwając słodyczy tej miłości, to prawdziwe męczeństwo. A więc umierajmy jako męczennice!

Och! moja Celinko! słodkie echo mej duszy, czy rozumiesz?... męczeństwo tajemne, znane tylko Bogu samemu, którego żadne oko ludzkie nie dojrzy, męczeństwo bez chwały, bez zaszczytu, bez triumfu!...

Oto miłość posunięta aż do heroizmu! Ale pewnego dnia ,,Bóg wdzięczny zawoła: Teraz moja kolej” (33). Och! cóż zobaczymy wówczas? Czymże jest to życie, które nie będzie miało końca?... Bóg będzie duszą naszej duszy. Tajemnica niezgłębiona! ,,Oko ludzkie nie widziało nie stworzonego światła, ucho ludzkie nie słyszało niezrównanych harmonii, ani serce człowieka nie może przeczuć, co Bóg zachowuje dla tych, których miłuje” (34). A to wszystko nastąpi wkrótce, tak jest, wkrótce. Śpieszmy się, by uwić naszą koronę, wyciągnijmy ręce, by uchwycić palmę, a jeżeli będziemy bardzo miłowały, jeżeli umiłujemy Jezusa namiętnie, to On nie będzie tak okrutny, by zostawiać nas długo jeszcze na tej ziemi wygnania...

Celinko, podczas tych krótkich chwil pozostawionych nam jeszcze, nie traćmy czasu... zbawiajmy dusze... dusze ,,giną jak płatki śniegu” (35), a Jezus płacze, a my... a my myślimy o własnych cierpieniach, zamiast pocieszać naszego Oblubieńca! och! Celinko moja, żyjmy dla dusz, bądźmy apostołkami, ratujmy zwłaszcza dusze kapłanów, one powinny być przeźroczystsze od kryształu... Niestety! iluż złych księży, księży, którzy nie są dostatecznie święci! Módlmy się, ofiarujmy nasze cierpienia, by uprosić im świętość a w dniu ostatecznym jakże wdzięczny (36) będzie Jezus. Damy Mu dusze!...

Celinko, czy rozumiesz ten okrzyk mego serca?

Razem... Zawsze razem,

Celina i Teresa od Dzieciątka Jezus od Najświętszego Oblicza now. karm. nieg.

X

22 października 1889.

Posyłam Ci piękny obraz Najświętszego Oblicza, dany mi niedawno przez naszą Matkę. Znajduję, że odpowiada doskonale Marii od Najświętszego Oblicza (37), toteż nie mogę go zatrzymać dla siebie; od dawna już myślałam, że ofiaruję go Celince, mojej Celince. Niechże Maria od Najświętszego Oblicza będzie drugą Weroniką (38), która ociera krew i łzy Jezusowi, swemu jedynie Umiłowanemu! Niechże pozyskuje dusze dla Niego, te zwłaszcza dusze, które ona miłuje! (39) Niech dołoży usilnych starań, mężnie i dzielnie stawi czoło żołnierzom, czyli światu, by dojść do Niego... Jakżeż szczęśliwą będzie gdy ujrzy kiedyś w chwale ten napój tajemniczy, którym posiliła niebiańskiego swego Oblubieńca; gdy ujrzy wargi Jego, ongiś zaschnięte, otwarte obecnie radośnie, by rzec jej jedyne i wieczne słowo Miłości! podziękowanie, które nie będzie miało końca...

Do rychłego widzenia, ukochana mała Weroniko, jutro zapewne Umiłowany zażąda nowej ofiary, nowej ulgi dla ugaszenia pragnienia; ale cóż, ,, umierajmy z Nim” (40).

XI

J. M. J. T.

Jezus +

10 maja 1890.

Moja ukochana Celinko!

Czy jesteś zadowolona z Twojej podróży? Mam nadzieję, że Matka Boska darzy Cię obfitymi łaskami; o ile nie są to łaski pocieszające, to niewątpliwie przynoszą wiele światła! A Najświętsze Oblicze! (41) Celinko, czy zdajesz sobie sprawę, że zwiedzanie tak świętych miejsc jest wielką łaską?... Sercem chciałabym Ci towarzyszyć wszędzie, ale niestety! nie znam planu podróży, myślałam nawet, że dopiero na przyszły tydzień będziesz w Lourdes.

Celinko, musisz być bardzo szczęśliwa, podziwiając piękno przyrody, góry, srebrzyste rzeki; to wszystko takie majestatyczne, tak doskonale nadaje się do tego, aby podnieść dusze nasze... Ach! Siostrzyczko droga, oderwijmy się od ziemi, wzlećmy na górę Miłości, gdzie znajduje się najpiękniejsza Lilia dusz naszych. Wyzujmy się z pragnienia pociech Jezusowych, aby przywiązać się jedynie do Niego!

A Matka Boska? Ach! Celinko, ukryj się starannie w cieniu Jej dziewiczego płaszcza, aby Cię uświęciła pełnią dziewictwa... Czystość jest taka piękna, taka biała! Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają (42). Tak jest, zobaczą Go nawet na ziemi, gdzie nie ma nic czystego, ale gdzie wszystkie stworzenia stają się przeźroczyste, jeżeli przyglądamy się im przez Oblicze najpiękniejszej i najbielszej Lilii!...

Celinko, serca czyste bywają często otoczone cierniami, często również są pogrążone w ciemnościach, a wówczas wydaje się liliom, że straciły biel swoją, sądzą, że otaczające je ciernie zdołały zniszczyć ich kielichy, podrzeć ich płatki! Czy rozumiesz Celinko? Lilie wśród cierni są umiłowanymi Jezusa, największą dla Niego rozkoszą przebywać wśród nich! Błogosławiony ten, kto stał się godnym znosić pokusę” (43).

Teresa od Dzieciątka Jezus od Najśw. Oblicza.

XII

19-20 maja 1890.

Celinko, jakiż to przywilej być zapoznanym na ziemi. Ach! myśli Boże nie są myślami naszymi (44), gdyby były nimi, życie nasze byłoby jednym tylko hymnem wdzięczności...

Celinko, czy myślisz, że św. Teresa otrzymała więcej łask niż Ty?... co do mnie to nie powiem Ci, abyś dążyła do jej seraficznej świętości, natomiast pragnę, abyś była doskonałą, jako i Ojciec Twój niebieski doskonały jest (45). Ach! Celinko, nasze nieskończone pragnienia nie są zatem ani marzeniem sennym, ani chimerą, skoro Jezus sam dał nam takie przykazanie (46).

Celinko, czy nie stwierdzasz, że na ziemi nie ma już nic dla nas! Jezus chce, byśmy wychyliły Jego kielich aż do dna, zostawiając tam naszego najdroższego Ojczulka (47). Ach! nie odmawiajmy Mu niczego, On tak bardzo potrzebuje miłości i tak jest spragniony, że czeka, byśmy Mu podały kroplę wody, która by Go ochłodziła. Ach! dawajmy bez rachuby, pewnego dnia On powie nam: „Teraz moja kolej” (48).

XIII

W wilię welacji (49).

J. M. J. T.

Jezus +

Wtorek, 23 września 1890.

Och! Celinko jak wyrazić, co się dzieje w mojej duszy? Jest rozdarta, ale czuję, że ranę zadała mi ręka przyjazna, ręka bosko zazdrosna!...

Wszystko było gotowe do moich Zaślubin; ale czyż nie znajdujesz, że brakowało jeszcze czegoś do tej uroczystości? To prawda, że Jezus już wieloma klejnotami uzupełnił moją wyprawę, ale brakowało widocznie jeszcze jednego o niezrównanej piękności; otóż ten cenny diament otrzymałam dzisiaj od Jezusa... Celinko, przyjmując go, wylałam wiele łez — płyną jeszcze (50); byłabym niezadowolona ze siebie, wyrzucałabym sobie to, gdybym nie wiedziała, ,,że istnieje miłość, której jedyną rękojmią są łzy” (51).

To Jezus sam tak zrządził, to On, a ja poznałam Jego miłosne dotknięcie.

Wiesz do jakiego stopnia pragnęłam zobaczyć dziś rano najdroższego naszego Ojczulka; a teraz widzę jasno, że wolą Bożą jest, by to się nie stało. Pan Bóg dopuścił to, po prostu, by wypróbować naszą miłość... Jezus chce, abym była sierotą, chce żebym była sama z Nim samym, by zjednoczyć się poufniej ze mną; a chce także oddać mi w Ojczyźnie te radości tak słuszne, których odmówił mi na wygnaniu.

Celinko, nie martw się, Oblubieniec nasz jest Oblubieńcem łez, a nie uśmiechów; dajmy Mu łzy nasze, by Go pocieszyć, a dnia pewnego łzy te zamienią się w uśmiechy pełne niewymownej słodyczy!

Celinko, nie wiem czy rozumiesz cośkolwiek z mego listu, zaledwo mogę utrzymać pióro... ktoś inny objaśniłby Ci dokładniej cały przebieg rozmowy z Wujem ale Twoja Teresa potrafi jedynie wyrazić się mową Nieba. Celinko, zrozumiej Twoją Teresę.

Obecne doświadczenie jest cierpieniem trudnym do zrozumienia, widzi się ofiarowaną nam radość, jest możliwa, naturalna, wyciągamy rękę... i nie możemy uchwycić tej tak upragnionej pociechy!... ale Celinko, jakżeż to wszystko jest tajemnicze!... Nie mamy już schronienia tu na ziemi, w każdym razie Ty możesz powiedzieć, jak Najświętsza Panna: ,,Jakież to schronienie!”... tak, jakie schronienie... ale nie uczyniła tego ręka ludzka, to Jezus! To Jego ,,wzrok zasłoniony” spoczął na nas!

Dostałam list od Ojca wygnanego (52), a oto jeden fragment z tegoż: ,,Och! moje Alleluja jest przepojone łzami. Ani jeden, ani drugi z ojców Siostry nie przybędzie, aby Ją ofiarować Jezusowi. Czyż trzeba nam bardzo ubolewać nad Siostrą, gdy tam w górze Aniołowie się radują a Święci zazdroszczą? Korona cierniowa Siostry budzi ich zazdrość. Niechże Wasza Miłość umiłuje te ukłucia jako rękojmię miłości Boskiego Oblubieńca”.

Celinko, przyjmijmy chętnym sercem cierpienie zesłane nam przez Jezusa; jutrzejsza uroczystość będzie dla nas świętem łez, ale czuję, że Jezus będzie tak pocieszony!...

Chciałabym Ci wiele powiedzieć, ale brak mi słów!... Miałam polecone napisać, żeby Cię pocieszyć, ale zapewne bardzo źle się z tego wywiązałam... Ach! gdybym mogła przekazać Ci ten spokój, jakim Jezus mnie obdarza mimo i wśród moich łez; o to właśnie proszę Go dla Ciebie, która jesteś mną!...

Celinko, nachylają się cienie (53), przemija postać świata tego (54); wkrótce, tak, wkrótce ujrzymy Oblicze nieznane a umiłowane, które zachwyca nas swymi łzami.

Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus od Najsw. Oblicza zak, karm. nieg.

XIV

J. M. J. T.

Jezus +

Karmel, 26 kwietnia 1891.

Moja ukochana Celinko!

Oto po raz czwarty z samotności Karmelu Twoja Teresa składa Ci życzenia w dniu urodzin (55)... Och! jakże niepodobne są te życzenia do świeckich. Teresa nie pragnie dla swojej Celinki zdrowia, szczęścia, majątku, sławy, etc.; och! nie, nic z tego wszystkiego.

Nasze myśli nie są na ziemi wygnania, nasze serce jest tam, gdzie jest nasz skarb (56), a skarb nasz jest w górze, w Ojczyźnie, gdzie Jezus przygotowuje nam miejsce (57) obok siebie. Mówię miejsce a nie miejsca, bo niewątpliwie ten sam tron zarezerwowany jest dla tych, które na ziemi miały zawsze jedną tylko duszę... Razem wzrastałyśmy, razem pouczał nas Jezus o swoich tajemnicach, tajemnicach wzniosłych, które zakrył przed mądrymi i uczonymi a objawił je maluczkim (58), razem cierpiałyśmy w Rzymie. Serca nasze były naówczas tak ściśle zjednoczone, a życie byłoby dla nas na ziemi ideałem szczęścia, gdyby Jezus nie wdał się, by jeszcze zacieśnić więzy nasze. Tak, rozdzielając nas, złączył nas sposobem nie znanym dotąd duszy mojej, gdyż od tej chwili nie potrafię niczego pragnąć dla siebie samej, ale zawsze tylko dla nas obydwóch.

Ach! Celinko!... Przed trzema laty dusze nasze nie były jeszcze zdruzgotane, szczęście było jeszcze możliwe dla nas na ziemi; ale Jezus skierował ku nam miłosne spojrzenie, zamglone łzami, a spojrzenie to stało się dla nas oceanem cierpienia, ale także oceanem łaski i miłości. Zabrał nam tego, którego miłowałyśmy tak serdecznie. Zabrał go w sposób daleko jeszcze boleśniejszy niż wówczas, gdy w zaraniu życia pozbawił nas matki ukochanej; czyż nie dlatego jednak tak uczynił, abyśmy mogły mówić słusznie: ,,Ojcze nasz, który jesteś w niebie”? (59) Och! jakież to pocieszające słowo! Jakże wspaniałe, nieskończone horyzonty odkrywa oczom naszymi...

Celinko, na obczyźnie ziemia rodzi dla nas jeno dzikie rośliny i ciernie, ale czyż nie jest to cząstka dana również boskiemu naszemu Oblubieńcowi? Och! jakże piękna jest także dla nas ta cząstka nasza... A kto tam powie, co gotuje nam wieczność?... Celinko najdroższa, Ty zadawałaś mi tyle pytań, gdy byłyśmy małe; dziwię się, że nie zapytałaś się nigdy: “Ależ dlaczego Pan Bóg nie stworzył mnie aniołem”? Ach! Celinko, powiem Ci co myślę: jeżeli Jezus nie stworzył Cię aniołem w Niebie, to dlatego bo chciał, żebyś była aniołem ziemskim; tak, Jezus chce mieć tutaj dwór niebieski podobnie jak na wysokościach! Chce aniołów-męczenników, aniołów-apostołów i w tej intencji stworzył mały kwiatek nieznany, który nazywa się Celina. Jezus chce, by ten mały kwiatek ratował dla Niego dusze; aby to osiągnąć, domaga się jednego tylko: by kwiatek cierpiąc męczeństwo, spoglądał na Niego... A ta tajemnicza wymiana spojrzeń Jezusa z Jego małym kwiatkiem dokona istnych cudów, przywróci Jezusowi mnóstwo innych kwiatów (zwłaszcza pewną lilię zwiędniętą i skalaną, którą przemienić należy w różę miłości, serdecznego żalu i skruchy) (60).

Celinko najdroższa, nie miej do mnie żalu za to, że Ci powiedziałam, że w Niebie będziemy miały to samo miejsce, bo widzisz, ja myślę, że mała, nędzna stokrotka może wzrastać na tej samej ziemi co lilia olśniewającej bieli, a również mała perełka oprawiona obok diamentu będzie korzystała z jego blasku...

Och! Celinko, miłujmy Jezusa nieskończenie, z dwóch naszych serc uczyńmy jedno, aby o tyle większą była miłość jego!...

Celinko, tematu rozmowy z Tobą nie wyczerpię nigdy, zrozumiej wszystko, co chciałabym Ci powiedzieć w dwudziestą drugą rocznicę Twoich urodzin!...

Twoja siostrzyczka, która jedno jest z Tobą. (Wiesz, że obecnie mamy razem czterdzieści lat? Nic dziwnego, że nabyłyśmy już niemałe doświadczenie; co sądzisz o tym?)

Teresa od Dzieciątka Jezus, od Najśw. Oblicza zak. karm. nieg.

XV

20 października 1891

Celinko, co mam Ci powiedzieć, czyż nie wiesz wszystkiego? Tak, ale chcę ci powiedzieć, dlaczego Celiny (61) zakwitły wcześniej w tym roku; Jezus pozwolił mi to odczuć dziś rano z okazji Twoich imienin.

Zauważyłaś zapewne, że nigdy zima nie była tak ostra i ciężka jak w ubiegłym roku, a wskutek tego wszystkie kwiaty rozwinęły się znacznie później; było to całkiem naturalne i nikomu się nie śniło dziwić się temu. Ale jest jeden kwiatek tajemniczy, który Jezus zastrzegł sobie, by pouczyć nasze dusze, to kwiatek-Celina... W przeciwieństwie do innych, rozwinął się o miesiąc wcześniej od zwyczajnej pory swego kwitnienia... Celinko, czy rozumiesz mową mojego ukochanego małego kwiatka, kwiatka mojego dzieciństwa, kwiatka moich wspomnień?!!! Mroźne mgły, srogość zimy, zamiast opóźnić jego rozwój, przyśpieszyły go i zakwitł wcześniej. Nikt nie zauważył tego, kwiatek ten jest tak mały, skromny. Pszczoły jedynie znają skarby zawarte w tajemniczym jego kielichu, składającym się z mnóstwa małych kielichów równie bogatych. Teresa, podobnie jak pszczoły, zrozumiała tę tajemnicę: zima to cierpienie, cierpienie nie zrozumiane, zapoznane; oczy profanów patrzą na nie jako na coś niepotrzebnego. Jakżeż jednak ono jest płodne i potężne w oczach Jezusa i Aniołów, którzy, jakby czujne pszczoły, umieją zbierać miód zawarty w tajemniczych i mnogich kielichach wyobrażających one dusze, a raczej dzieci tego małego, dziewiczego kwiatu... Celinko, trzeba by roi całych tomów, by napisać to, co myślę o moim małym kwiatku; dla mnie on jest jednak tak doskonałym obrazem Twojej duszy! Tak, Jezus dozwolił, byś znosiła zimne, mroźne mgły, zamiast ciepłych promieni słonecznych i pociech, toteż oczekiwania Jego spełniły się, mała roślinka wyrosła i zakwitła omal że nagle... Celinko, gdy kwiat rozwija się, należy go zerwać, ale kiedy i jak zerwie Jezus swój mały kwiatek?... Może różowy kolor jego kielicha oznacza męczeństwo!... Tak, odczuwam nawrót dawnych moich pragnień; możliwe, że Jezus zechce, zażądawszy wprzód, byśmy Mu oddały Miłość za miłość, domagać się obecnie krwi za Krew, życia za życie... (62) Pozwólmy tymczasem pszczołom wyczerpać wszystek miód z małych kielichów, nie zatrzymujmy nic dla siebie, dajmy wszystko Jezusowi, a potem “powiemy, jak kwiat gdy nadejdzie wieczór życia: wieczór, oto wieczór” (63). Wtedy skończy się... po mgłach i mroźnych wiatrach zabłysną łagodne promienie słońca, po łzach Jezusa wieczne Jego uśmiechy...

Ach! nie odmawiajmy Mu, płaczmy dzień jeden z Nim, skoro będziemy się radowały Jego chwałą przez całą wieczność!... Mały, ukochany kwiatku, czy rozumiesz swoją Teresę?

XVI

15 sierpnia 1892.

Celinko! rozległe pustkowia, zachwycające horyzonty otwierające się przed Tobą (64), przemawiają niewątpliwie hojnie do duszy Twojej. Co do mnie nie widzę tego wszystkiego, ale mówię za świętym Janem od Krzyża:

W moim Umiłowanym mam gór wyżyny i samotne doliny wśród gajów tonące... (65) itd.

A Umiłowany poucza duszę moją, mówi do niej w milczeniu wśród ciemności...

Ostatnio nasunęła mi się myśl, którą muszę powiedzieć mojej Celinie. Zastanawiałam się pewnego dnia, co mogłabym zrobić, aby ratować dusze; pewne słowa Ewangelii ukazały mi jasne światło: kiedyś, mówił Jezus do uczniów swoich, wskazując na pola dojrzałych zbóż:

“Podnieście oczy wasze a przypatrzcie się krainom, że białe już tą do żniwa” (66), a nieco później: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proścież tedy Pana żniwa, aby wysłał robotników na żniwo swoje” (67).

Jakaż tajemnica! Czyż Jezus nie jest wszechmocny? Czyż stworzenia nie są własnością Tego, który je stworzył? Dlaczegóż zatem Jezus mówi: “Proścież tedy Pana żniwa, aby wysłaał robotników na żniwo”?... Dlaczego?... Ach! dlatego, że Jezus kocha nas miłością tak niepojętą, że chce, abyśmy współpracowały z Nim w dziele zbawienia dusz. Nie chce nic uczynić bez nas. Stworzyciel wszechświata czeka na modlitwę biednej małej duszy, by zbawić inne dusze odkupione na równi ceną wszystkiej Jego krwi.

Naszym powołaniem nie jest praca żniwiarza na łanach dojrzałego już zboża; Jezus nie mówi do nas: ,, Spuśćcie oczy, przypatrzcie się łanom złocistych kłosów i idźcie źąć”; nasza misja jest daleko wznioślejsza. Oto słowa Jezusa: „Podnieście oczy wasze i patrzcie...” Patrzcie, jak wiele w moim Niebie jest miejsc pustych; waszym zadaniem zapełnić je... jesteście moimi Mojżeszami modlącymi się na górze; proście mnie o robotników a ześlę ich, czekam tylko na waszą modlitwę, na jedno westchnienie serca waszego!

Czyż apostolat modlitwy nie jest niejako wznioślejszy od apostolatu słowa? Naszą misją, jako Karmelitanek, jest kształtowanie robotników ewangelicznych, którzy zbawią miliony dusz, a my będziemy ich matkami...

Celinko, gdyby to nie były własne słowa naszego Jezusa, któż by się ośmielił temu wierzyć?... Odkrywam, że nasza cząstka jest najpiękniejsza!... Czegóż mamy zazdrościć kapłanom?

 

XVII

19 października 1892.

Dziecinne nasze serdeczne przywiązanie zamieniło się w ści­sły związek uczuć, jedność dusz i myśli. Któż zdołał dokonać tego cudu?... Ach! to Ten, który zachwycił serca nasze.

,,Miły mój wybrany z tysięcy... sama wonność jego olejków wystarcza, by pociągnąć w jego ślady (68). Idąc jego śladami, panienki przebiegają lekko drogę” (69) (Pieśń nad pieśniami).

I rzeczywiście, Jezus pociągnął nas obydwie, chociaż roz­maitymi drogami, wzniósł nas ponad wszystkie nietrwałe rzeczy tego świata, którego postać przemija (70). Położył niejako wszystkie rzeczy pod stopami naszymi. Jak Zacheusz weszłyśmy na drzewo, aby ujrzeć Jezusa... (71) A wtedy mogłyśmy powie­dzieć razem ze św. Janem od Krzyża: “Wszystko jest moje, wszystko jest dla mnie; ziemia jest moja, Niebiosa są moje. Bóg jest moim i Matka Boga jest moja” (72).

Co do Najśw. Maryi Panny to muszę Ci powiedzieć z jaką prostotą do Niej się odnoszę; spostrzegam niekiedy, że mówię do Niej: ,,Ależ moja dobra Najśw. Panienko, stwierdzam, że ja jestem szczęśliwsza od Ciebie, bo mam Ciebie za Matkę, a Ty, Matuchno najdroższa, nie masz Najświętszej Maryi Panny, aby Ją miłować... To prawda, że jesteś Matką Jezusa, ale tego Je­zusa dałaś mi całego... a On na krzyżu oddał nam Ciebie, abyś była Matką naszą. A tak jesteśmy bogatsze niż Ty, skoro my posiadamy Jezusa, a Ty jesteś Matką naszą! Niegdyś, w pokor­nym swoim uniżeniu, pragnęłaś być, gdy czas nadejdzie, małą służebnicą szczęśliwej Dziewicy, która dostąpi tego zaszczytu, iż będzie Matką Boga, a oto ja, nędzne stworzenie, nie służebnicą jestem, ale dzieckiem Twoim! Maryjo, jesteś Matką Jezusa i moją także Matką”.

Matka Najświętsza śmieje się niewątpliwie z mojej naiwności, ale przecież to, co Jej mówię, jest najzupełniej prawdziwe!

Celinko, jakąż tajemnicą jest nasza wielkość w Jezusie! Oto wszystko, co nam Jezus ukazał, gdy nam polecił wspiąć się na symboliczne drzewo, o którym mówiłam Ci przed chwilą! A teraz jakiejże jeszcze udzieli nam wiedzy? Czyż nie pouczył nas już o wszystkim? Słuchajmy co nam mówi:

“Zejdź, prędko, bo dziś w domu twoim zamieszkać mi potrzeba” (73).

Jakżeż to? Jezus każe nam zejść! dokąd to zejść nam trzeba? Celinko, wiesz to lepiej niż ja, pozwól jednak, że Ci powiem, gdzie teraz mamy pójść w ślad za Jezusem. Niegdyś Żydzi pytali Boskiego Zbawiciela: "Nauczycielu, gdzie mieszkasz”? (74) a On im odpowiedział: "Lisy mają jamy i ptaki niebieskie gniazda, a Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił” (75). Oto dokąd zejść powinnyśmy, aby móc służyć Jezusowi za mieszkanie: powinnyśmy być tak ubogie, abyśmy nie miały gdzie skłonić głowy.

Oto, Celinko droga, co Jezus sprawił w duszy mojej podczas moich rekolekcji... Rozumiesz, że chodzi tu o usposobienie wewnętrzne. Zresztą, czyż zewnętrznie nie zostałyśmy już ogołocone ze wszystkiego przez bolesne doświadczenie w Caen?... W naszym drogim Ojcu dosięgnął Jezus zewnętrznej, najczulszej części naszego serca, teraz pozwólmy Mu dalej działać, a będzie umiał dokonać swego dzieła w duszach naszych...

Jezus pragnie, żebyśmy Go przyjęły do serc naszych; są one niewątpliwie już wolne od przywiązania do stworzeń, ale niestety! czuję, że moje nie jest jeszcze opróżnione ze mnie samej, i oto dlaczego Jezus każe mi zstąpić... On, Król królów upokorzył się do tego stopnia, że ,, Twarz jego była zasłoniona” (76), dlatego nikt Go nie poznawał... i ja także chcę zasłonić twarz moją, chcę, żeby jedynie tylko mój Umiłowany mógł ją widzieć, by On tylko jeden liczył łzy moje... by w moim sercu przynajmniej mógł skłonić najdroższą swoją głowę i odczuć, że jest znany i rozumiany!...

XVIII

25 kwietnia 1893.

Gdy myślę o Tobie, przebywając przy Jedynym Przyjacielu dusz naszych, to wtedy zawsze nasuwa mi się prostota, jako charakterystyczna, najważniejsza cecha Twego serca... Celinko!... pełen prostoty mały kwiatku Celino, nie patrz z zazdrością na kwiaty ogrodowe.

Jezus nie powiedział nam: ,, Jestem kwiatem ogrodowym, różą szczepioną” ale rzekł: “Jam Kwiat polny i Lilia padolna” (77). Otóż dziś rano, przebywając blisko Tabernakulum pomyślałam, że moja Celinka, mały kwiatek Jezusowy powinien być, i pozostać zawsze kroplą rosy ukrytą w boskim kielichu pięknej Lilii padolnej.

Kropla rosy, cóż prostszego i czystszego? Nie utworzyły jej chmury, gdyż rosa spada na kwiaty właśnie wtedy, gdy lazur Nieba błyszczy miliardem gwiazd. Nie można jej przyrównać do deszczu, bo przewyższa go pięknością i świeżością. Rosa istnieje tylko w nocy; zaledwie słońce pocznie rzucać ciepłe swoje promienie, ulatniają się urocze perły, które błyszczały na koniuszkach traw i kwiatów na łące, a rosa zmienia się w lekką parę. Celinka jest właśnie taką kroplą rosy, nie utworzyły jej chmury, ale spłynęła z pięknego Nieba, ze swojej Ojczyzny. Podczas nocy życia misją jej jest ukrywać się w sercu Kwiatu polnego; żadne ludzkie spojrzenie nie powinno jej tam odkryć, jedynie kielich, który posiada tę małą kropelkę, pozna jej świeżość.

Szczęśliwa mała kropelko rosy, znana jedynie Jezusowi, nie zatrzymuj się, by podziwiać szumiące rzeki podziwiane przez stworzenia, nie zazdrość nawet przeźroczystemu strumykowi wijącemu się poprzez łąkę. Nie ma wątpliwości, że jego szmer jest bardzo słodki, ale stworzenia mogą go słyszeć, a zresztą strumyk nie zmieściłby się w kielichu Kwiatu polnego. Nie może być dla samego tylko Jezusa. Ażeby być Jego tylko własnością, trzeba być maleńkim, tak maleńkim jak kropla rosy! Och! jakże mało dusz zmierza do tego, by pozostać tak małymi! Mówią: “czy rzeka i strumyk nie są pożyteczniejsze od kropli rosy? Jakież jest jej działanie? Nie jest zdatne do niczego, chyba jedynie do tego, by odświeżyć na chwil kilka kwiat polny, który dziś jest a jutro zniknie” (78).

Bez wątpienia, osoby te mają słuszność, kropla rosy nadaje się rzeczywiście tylko do tego; one jednak nie znają Kwiatu polnego, który zechciał zamieszkać na naszej ziemi wygnania i pozostać tutaj podczas krótkiej nocy życia. Gdyby Go znały, to zrozumiałyby wyrzut, jaki Jezus uczynił niegdyś Marcie (79). Nasz Umiłowany nie potrzebuje naszych pięknych myśli ani błyskotliwych dzieł; o ile by zapragnął wzniosłych myśli, to ma przecież niezliczone mnóstwo Aniołów, legiony duchów niebiańskich. Ich wiedza przekracza nieskończenie tę, jaką posiadają najgenialniejsze umysły mieszkańców smutnej naszej ziemi.

Nie przyszedł zatem Jezus szukać zdolności ni talentów. Stał się kwiatem polnym jedynie po to, by nam ukazać, jak bardzo miłuje prostotę. Lilia padolna tęskni jedynie za małą kropelką rosy... I dlatego stworzył jedną, która nazywa się Celina!... Podczas nocy życia musi ona pozostać ukryta dla wszelkiego ludzkiego spojrzenia, ale gdy cienie zaczną się nachylać (80), gdy Kwiat polny stanie się Słońcem sprawiedliwości (81), wówczas gdy przyjdzie dokończyć swego biegu olbrzyma (82) czyżby miał zapomnieć o małej swej kropelce rosy?... O nie! zaledwie ukaże się w chwale, towarzyszka Jego wygnania będzie przy Nim. Boskie Słońce zatrzyma na niej jeden ze swych miłosnych promieni i natychmiast ukaże się olśnionym oczom Aniołów i Świętych biedna mała kropelka rosy, jaśniejąca jako cenny diament, a jako odblask Słońca sprawiedliwości upodobni się do Niego. Ale to nie wszystko jeszcze. Boska Gwiazda, spoglądając na swoją kroplę rosy, przyciągnie ją do siebie; ona zaś wzniesie się jakby lekka mgła, pogrąży się na wieczność całą w łonie gorejącego ogniska Miłości nie stworzonej i zawsze będzie z nią zjednoczona. Tak samo jak na ziemi była wierną towarzyszką Jego wygnania, Jego wzgardy, tak też w Niebie będzie wiecznie królować.

W jakimże zdziwieniu pogrążeni będą wówczas ci wszyscy, którzy sądzili na ziemi, że mała kropla rosy jest zupełnie niepotrzebna. Bez wątpienia, będą mieli słuszną wymówkę, dar Boży nie został im objawiony, ich serca nie zbliżyły się do serca Kwiatu polnego, nie słyszeli tych słów porywających:

,,Daj mi pić” (83), Jezus nie powołuje wszystkich dusz, aby były kroplami rosy. Chce, by istniały także inne cenne napoje, przydatne dla stworzeń, zaspokajające ich potrzeby, ale dla siebie zastrzega tylko kroplę rosy; oto całe Jego pragnienie.

Jakże wielki to przywilej, być powołaną do tak wzniosłej misji!... Ażeby jej jednak odpowiedzieć, potrzeba wielkiej prostoty... Jezus wie dobrze, że na ziemi trudno jest zachować czystość, toteż chce, by Jego krople rosy nie znały same siebie; lubi się im przypatrywać, ale On sam tylko patrzy na nie; one zaś nie znają swojej wartości, oceniają siebie jako daleko mniej wartościowe, niższe od innych stworzeń... Oto czego pragnie Lilia padolna.

XIX

18 lipca 1893.

Święta Teresa mówi, że miłość trzeba podtrzymywać (84). Nie mamy drzewa pod ręką, gdy otaczają nas ciemności, oschłości, ale czyż nie jesteśmy przynajmniej obowiązane dorzucać drobne słomki? Jezus jest wprawdzie aż nadto potężny, aby sam podsycał płomień, jednakże jest zadowolony, gdy widzi, że i my także staramy się dodać paliwa. Jest to objaw delikatności, który Mu sprawia przyjemność, i wtedy On dorzuca do ognia wiele drzewa; my tego nie widzimy, ale odczuwamy siłę i żar Miłości.

Doświadczyłam tego; gdy nic nie czuję, gdy jestem NIEZDOLNA do modlitwy, do praktykowania cnót, wówczas jest to właśnie chwila stosowna, aby szukać drobnych okazji, tych nic, a to właśnie cieszy Jezusa bardziej niż władztwo świata, a nawet bardziej niż męczeństwo ofiarnie zniesione. Na przykład, uśmiech, miłe słówko, wypowiedziane wtedy, gdy miało by się ochotę milczeć albo okazać znudzenie, itp... itp.

Najdroższa moja Celinko, czy rozumiesz? Nie dlatego, by zgotować sobie koronę, zyskać zasługi, ale tylko, by Jezusowi sprawić przyjemność... Gdy nie mam sposobności, to przynajmniej mówię Mu często, że Go kocham; to nic trudnego a podtrzymuje ogień. Chociażby się zdawało, że zgasł ten płomień miłości, mimo to pragnę rzucać cokolwiek a Jezus potrafi rozpalić go na nowo.

Celinko, lękam się, że nie powiedziałam tego co trzeba; może pomyślisz, że ja zawsze tak postępuję, och! nie zawsze bywam wierna, ale nie zniechęcam się, oddaję się całkowicie w ręce Jezusa. ,,Mała kropelka rosy” zagłębia się tylko coraz bardziej w kielichu Kwiatu polnego, a tam znajduje wszystko co straciła i daleko więcej jeszcze.

XX

7 lipca 1894.

Nie wiem czy jesteś jeszcze w tym samym usposobieniu jak kiedyś, ale pomimo to przytoczę Ci fragment z Pieśni nad pieśniami, który wyraża doskonale stan duszy do tego stopnia pogrążonej w oschłości, że nic nie potrafi jej rozweselić ani pocieszyć:

,,Zstąpiłam do ogrodu orzechowego, abym oglądała jabłka na dolinach i obaczyła czy zakwitła winnica i czy rozwinęły się jabłka granatu. Nie wiedziałam gdzie jestem, dusza moja zatrwożyła się dla wozów Aminadabowych”. (Rozdz. VI, w. 10 i 11) (85).

Oto wierny obraz dusz naszych. Zstępujemy nieraz do żyznych dolin, gdzie serce nasze tak chętnie się posila; rozległe niwy Pisma świętego (86), które tak często otwierały nam szerokie widnokręgi i ukazywały bogate skarby, te rozległe niwy zdają nam się teraz pustynią bezpłodną i bezwodną; nie wiemy już gdzie jesteśmy; w miejscu pokoju i światła znajdujemy jeno zamęt albo przynajmniej ciemności...

Ale podobnie jak oblubienica, i my także wiemy jaki jest powód naszego doświadczenia: ,,dusza nasza jest zatrwożona dla wozów Aminadabowych”. Nie jesteśmy jeszcze w Ojczyźnie a doświadczenie ma nas oczyścić jak złoto w tyglu. Wydaje się nam niejednokrotnie, że jesteśmy opuszczone, niestety! te wozy, turkot ich, hałasy, które nękają nas, czyż są w nas czy też poza nami? Nie wiemy, lecz Jezus wie dobrze, On widzi nasz smutek, i nagle, rozlega się słodki głos Jego, głos słodszy od tchnienia wiosny: ,,Wróć się, wróć się, Sulamitko, wróć się, wróć się, abyśmy na cię patrzyli!” (Pieśń, rozdz. VI, w. 12) (87).

Jakież wezwanie naszego Oblubieńca! Jakże to! nie miałyśmy odwagi nawet patrzeć na siebie, do tego stopnia uważałyśmy się za pozbawione blasku i ozdoby, a oto Jezus wzywa nas, przywołuje. Chce się nam przypatrywać do woli, ale On nie jest sam, z Nim razem dwie inne Osoby Trójcy Przenajświętszej przychodzą, by wziąć na własność duszę naszą... Jezus przyrzekł to niegdyś, gdy miał wstąpić do Ojca swego i Ojca naszego (88) Mówił z niewymownie serdeczną dobrocią: ,,Jeżeli mnie kto miłuje, będzie chował słowa moje, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy i mieszkanie u niego uczynimy” (89).

Zachować słowa Jezusa, oto jedyny warunek naszego szczęścia, dowód miłości naszej dla Niego. Ale czymże jest to słowo?... Zdaje mi się, że słowo Jezusa, to On Sam, On Jezus, Słowo (90), Słowo Boskie!... A dalej mówi nam w tej samej Ewangelii świętego Jana, gdy modląc się do Ojca za swoich uczniów, tak się wyraża: “Uświęć ich w słowie; mowa Twoja jest prawdą...” (91). W innym znów miejscu oznajmia nam Jezus, że On jest Drogą, Prawdą i Żywotem (92). Wiemy zatem jakie jest Słowo, które mamy zachować, nie będziemy pytali się Jezusa jak Piłat: ,,Co to jest Prawda?” (93). My ją posiadamy, tę Prawdę, zachowujemy Jezusa w sercach naszych!...

Możemy często mówić za przykładem Oblubienicy, że nasz ,,Umiłowany jest snopkiem mirry” (94), jest naszym "Oblubieńcem krwi” (95), ale jakże słodko nam będzie usłyszeć dnia pewnego to słowo tak miłe z ust naszego Jezusa: “A wy jesteście tymi, którzy wytrwali przy mnie we wszystkich przeciwnościach moich. A ja wam przygotowałem królestwo, jak mnie przygotował Ojciec mój!” (Ewangelia) (96).

Przeciwności Jezusa, jakaż to tajemnica! I On zatem był doświadczany, On także! Tak jest, i często nawet On sam tłoczy prasę... szuka pocieszyciela i nie może znaleźć... (97) Wielu służy Jezusowi, ale mała liczba jest tych, którzy zgodziliby się na dotrzymanie towarzystwa Jezusowi śpiącemu (98) mimo groźnych fal lub cierpiącemu w ogrodzie agonii!... Kto zechce służyć Jezusów: dla Niego samego? Ach, to my... Celinka i Teresa będą się jednoczyć coraz to bardziej, w nich urzeczywistni się modlitwa Jezusa:: ,,Mój Ojcze, niech będą jedno, jak i my Jedno jesteśmy” (99). Tak, Jezus przygotowuje nam już królestwo, jako Jemu przygotował Ojciec (100). Jednakże gotując nam miejsce w królestwie swoim, doświadcza nas. Chce, aby twarz nasza widzialna dla stworzeń, jednakże była niejako ukryta (101), aby nikt nas nie poznawał, tylko On sam... Natomiast jakież to szczęście, gdy pomyślimy, że dobry Bóg, że cała Trójca Przenajświętsza patrzy na nas, że w nas przebywa i przygląda się nam z upodobaniem.. Ale cóż chciałaby widzieć w sercu naszym, jeżeli nie ,,jeno chóry muzyczne w obozie wojskowym?” (Pieśń, rozdz. VII, w. l) (102)

,,Jakoż mamy śpiewać pieśń Pańską w cudzej ziemi? Od dawna zawiesiliśmy harfy nasze na wierzbach nadbrzeżnych” (103), nie umiałybyśmy nimi się posługiwać!... Nasz Bóg, Gość serca naszego wie dobrze o tym, przychodzi więc do nas z tym zamiarem, by znaleźć namiot PUSTY na ziemskich polach walki. Tego tylko żąda, a On sam, jako Boski muzykant wykona koncert. Ach! gdybyśmy słyszały tę niewysłowioną harmonię, gdyby jedno bodaj jej drgnienie dotarło do naszych uszu!...

,,O co prosić mamy, jak potrzeba, nie wiemy; ale sam Duch prosi za nami wzdychaniem niewymownym” (święty Paweł) (104). Rzeczą naszą zatem zaprzeć się siebie, a oddać całkowicie duszę naszą wielkiemu Bogu. Obojętne wówczas, że brak jej wszelkich darów, które błyszczą na zewnątrz, skoro wewnątrz jaśnieje pełnym blaskiem chwały Król królów!...

Jakże wielką musi być dusza, aby pomieścić Boga! a jednak dusza jednodniowego dziecka jest dla Niego rozkosznym rajem; czymże wobec tego będą nasze, które walczyły, cierpiały, by zachwycić Serce naszego Umiłowanego?...

XXI (105)

J. M. J. T.

Moja ukochana Celinko!

Wcale nie jestem zdziwiona, że tak ciężkie przeżywasz doświadczenie, miałam i ja podobne w ubiegłym roku i wiem co to jest... Pan Bóg chciał, żebym złożyła ofiarę (106), a gdy to uczyniłam, podobnie jak Ty odczułam spokój pośród cierpienia.

Odczułam jednak coś innego jeszcze, oto że Bóg często domaga się jedynie naszej woli. Żąda wszystkiego, a gdy Mu odmawiamy najmniejszej nawet rzeczy, zanadto nas miłuje, “by miał ustąpić: jeśli jednak wola nasza zastosuje się do Jego woli, gdy przekona się, że szukamy tylko Jego samego, postępuje z nami tak, jak niegdyś z Abrahamem... Oto co Jezus pozwolił wewnętrznie mi odczuć; sądzę, że obecnie jesteś w epoce doświadczenia, teraz właśnie odbywa się to wyzucie się, którego potrzebę odczuwasz w duszy...” Jezus kruszy obecnie Twoją naturę. dając Ci krzyż i utrapienie”... Im więcej się zastanawiam, tym większej nabieram pewności, że pewnego dnia przyjdziesz tutaj (107). Matka Maria Gonzaga poleciła mi, żeby Ci to powiedzieć; była tak dobra czytając Twój list, widząc to byłabyś wzruszona!... Nie obawiaj się, znajdziesz raczej krzyż i męczeństwo tutaj niż gdziekolwiek indziej!... Będziemy cierpiały razem, podobnie jak dawniej chrześcijanie łączyli się, aby wzajemnie dodawać sobie odwagi w godzinie doświadczeń...

A potem Jezus przyjdzie, zabierze jedną z nas, a inne zostaną na krótki czas na wygnaniu, wśród łez... Celinko, powiedz mi, czy cierpienie byłoby tak wielkie, gdyby jedna z nas była w Lisieux, a druga w Jerozolimie?... Czy Matka Najświętsza byłaby cierpiała tak bardzo, gdyby nie stała pod krzyżem swego Jezusa?...

Myślisz może, że Ciebie nie rozumiem? a ja Cię zapewniam, że czytam w Twojej duszy... Czytam, wiem, że jesteś wierna Jezusowi, chcesz zastosować się do Jego woli, szukasz jedynie Jego miłości. Nie lękaj się; w obecnym doświadczeniu Pan Bóg oczyszcza to, co mogłoby być zbyt tkliwe we wzajemnym naszym przywiązaniu, ale podstawa tego przywiązania jest zbyt czysta, by miał je zniszczyć. Słuchaj uważnie, co Ci powiem. Nigdy, nigdy Jezus nas nie rozłączy. Jeżeli umrę pierwej, nie przypuszczaj, bym się oddaliła od duszy Twojej, będziemy bardziej jeszcze zjednoczone niż kiedykolwiek! Może właśnie to daje Ci Jezus odczuwać mówiąc Ci o rozłączeniu? Ale przede wszystkim nie martw się, nie jestem chora, przeciwnie, zdrowie mam żelazne, ale Pan Bóg może skruszyć żelazo równie łatwo jak glinę... To wszystko dzieciństwo, mało ważne, nie myślmy o przyszłości (mówię o sobie, bo nie lekceważę bynajmniej doświadczenia, jakie nawiedziło duszę najdroższej Celinki, nie nazywam go dzieciństwem).

Czymże są krzyże zewnętrzne?... mogłybyśmy się oddalić jedna od drugiej nie cierpiąc przy tym, gdyby Jezus pocieszał dusze nasze... Prawdziwym krzyżem jest męczeństwo serca, tajemne cierpienie duszy, a ten krzyż, którego nikt nie widzi, my możemy dźwigać nie rozłączając się wcale.

XXII

19 sierpnia 1894.

Bardzo się cieszę, najdroższa moja Siostrzyczko, że nie doznajesz wewnętrznego zadowolenia wstępując do Karmelu; to właśnie objaw wielkiej delikatności ze strony Jezusa, że chce otrzymać od Ciebie prezent. Wie doskonale, że większe jest szczęście dawać aniżeli brać (108). Mamy jedynie krótkie chwile życia, by dawać Bogu... a On przygotowuje się już, by nam powiedzieć: “Teraz moja kolej” (109). Jakież to szczęście cierpieć dla Tego, który miłuje nas do szaleństwa i uchodzić za szalone w oczach świata. Sądzi się drugich wedle siebie, a skoro świat postradał zmysły, to myśli, że my także jesteśmy szalone!...

Ale zresztą, nie jesteśmy pierwsze! Jedyną zbrodnią zarzuconą Jezusowi przez Heroda było to, iż jest szalonym... a ja to samo myślę!... Tak, to było szaleństwem, że szukał małych, nędznych serc śmiertelników, aby się stały Jego tronami, On król chwały, który siedzi na prawicy Ojca, włada Cherubinami! On, którego niebiosa pomieścić nie mogą! Był szalonym nasz Umiłowany, gdy przyszedł na ziemię, by szukać grzeszników, aby stali się Jego poufnymi przyjaciółmi, by upodobnić ich do siebie, On, który był doskonale szczęśliwy z dwiema uwielbionymi Osobami Trójcy Przenajświętszej!... Nie zdołamy nigdy popełnić dla Niego tych szaleństw, jakie On popełnił dla nas, a nasze uczynki nie zasługują wcale na miano szaleństw, są to bowiem tylko akty bardzo rozumne, i daleko niższe od tego, czego miłość nasza pragnęłaby dokonać. Świat zatem jest szalony, głupi, skoro nie wie, względnie nie chce wiedzieć, co Jezus uczynił dla jego zbawienia, świat jest tym przywłaszczycielem, który uwodzi dusze i prowadzi je do cystern bezwodnych. (110)

My zaś nie jesteśmy próżniakami, marnotrawnymi. Jezus obronił nas w osobie Magdaleny. Zasiadł do stołu, Marta usługiwała, Łazarz jadł wraz z Jezusem i uczniami Jego. Co do Marii, nie myślała o pożywieniu ale jedynie o tym, by sprawić przyjemność Temu, którego miłowała; toteż wzięła naczynie pełne drogocennego olejku, a stłukłszy je, wylała na głowę Jego (111) i napełnił się cały dom wonnością olejku (112), a Apostołowie szemrali przeciw Magdalenie (113).

Zupełnie podobnie jest z nami: najgorliwsi chrześcijanie, a nawet księża uważają, że jesteśmy przesadne, że powinnyśmy służyć wraz z Martą, zamiast poświęcać Jezusowi alabastrowe naczynia naszego życia, wraz z wonnościami w nich zawartymi... Ale cóż to szkodzi, że nasze alabastry zostaną stłuczone, byle Jezus był pocieszony, a tak świat wbrew samemu sobie zmuszony będzie odczuwać wonność unoszącą się z tych naczyń, a oczyszczającą zatrute powietrze, którym nie przestaje oddychać.


(1) Aluzja do wielkiego doświadczenia rodzinnego. P. Martin po kilkukrotnych lekkich atakach paraliżu, powtarzających się od l maja 1887, doznał właśnie ponownego, bardzo poważnego.

(2) Z książki ks. Arminjon, O celu obecnego życia i tajemnicach życia przyszłego. Święta z wielkim zamiłowaniem odczytywała te konferencje i lubiła szczególnie rozdział tutaj cytowany (patrz Dzieje duszy, r. 5).

(3) l Kor 13,12; Ps 6; Arminjon. dz. cyt.

(4) Mt 10, 34.

(5) Mt 3, 10; Łk 3, 9.

(6) Patrz O naśladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 5, 4.

(7) Św. Teresa od Jezusa, Twierdza wewnętrzna, VII, 6.

(8) Pani Swetchine.

(9) List ten był pisany w pierwszych dniach lutego.

(10) Ap 21, 4.

(11) Teresa wyraża w ten sposób swoją poufną duchową łączność z Celiną.

(12) Panna Paulina Romet z Alencon, przyjaciółka rodziny i chrzestna matka Pauliny Martin (s. Agnieszki do Jezusa).

(13) Łk 12, 48.

(14) Wj 4, 25. Cytat często używany przez o. Pichon, TJ.

(15) Myśl ta i zwroty, które ją wyrażają, nie są dosłownym cytatem, ale zostały widocznie natchnione kilkoma fragmentami z książki Arminjona: La fin du monde present et les mysteres de la vie future, ss. 297, 298, 315.

(16) l Kor 7, 31.

(17) Przytoczone wedle książki Une Voix de Prison przez Lamennais.

(18) Arminjon, dz. cyt., s. 300.

(19) O. Pichon, TJ.

(20) Ps 136,2.

(21) Św. Jan od Krzyża, Objaśnienie Pieśni duchowej, strofa 9.

(22) Tamże, strofa 11.

(23) W związku ze stanem zdrowia p. Martin.

(24) Iz 55,8.

(25) Ps 139,4.

(26) Ps 136,1—4. Odsyłacz został podany przez Świętą.

(27) Oficjum liturgiczne o świętej Cecylii.

(28) Rocznica urodzin Celiny przypadała na 28 kwietnia.

(29) Słowa cytowane przez o. Pichon TJ w czasie rekolekcji udzielanych w Karmelu w Lisieux w październiku 1887 roku, nauka druga siódmego dnia. (Teresa czytała notatki zapisane przez jedną z uczestniczek).

(30) Słowa o Pichon, TJ

(31) Słowa o Pichon, TJ

(32) Słowa o Pichon, TJ

(33) C. Arminjon, dz. cyt.

(34) Parafraza l Kor 2, 9. Św. Paweł napisał: “...tym, którzy Go miłują”.

(35) Św. Teresa od Jezusa.

(36) C. Arminjon, dz. cyt.

(37) Imię to obrane samorzutnie przez Teresę dla jej siostry, nadano rzeczywiście Celinie od chwili jej wstąpienia do Karmelu, aż do jej obłóczyn (od 14 września 1894 do 5 lutego 1895).

(38) Imię Weronika znaczy prawdziwy obraz. Jest to bardzo znamienne, że Święta tak nazwała swoją siostrę Celinkę, która miała później, zachęcona przez Teresę, odtworzyć wiernie prawdziwy portret Pana naszego Jezusa Chrystusa, wedle świętego Całunu z Turynu.

(39) Dusze kapłańskie.

(40) J 11, 16.

(41) Aluzja do miejsca postoju w Tours i pielgrzymki do Oratorium pana Dupont, „świętego męża z Tours”.

(42) Mt 5, 8.

(43) Jk l, 12.

(44) Iz 55, 48.

(45) Mt 5, 48.

(46) W tej epoce Teresa powierzyła o. Blino, TJ swoje pragnienie: “Stać się świętą, miłować Boga tak bardzo, jak święta Teresa”. Dobry zakonnik, zamiast ją zachęcić, usiłował ograniczyć jej aspiracje, które zdawały mu się zbyt śmiałe. Świętą ten sprzeciw pobudził do szukania w Księgach świętych oparcia i uzasadnienia swej ufności. Słowa jej skierowane do Celiny odzwierciedlają doskonale stan jej duszy (patrz L a v e i l l e, Sainte Therese de L'Enfant-Jesus, Lisieux 1925, s. 188, nota l.

(47) W Caen.

(48) Arminjon, dz. cyt.

(49) Na tę ceremonię Teresa spodziewała się obecności ojca z racji pewnego chwilowego polepszenia się jego zdrowia. W ostatniej jednak chwili p. Guerin sprzeciwił się, obawiając się, zresztą zupełnie słusznie, że tego rodzaju wzruszenie może być niebezpieczne dla czcigodnego chorego.

(50) “Łzy moje nie były zrozumiane”... (patrz Dzieje duszy, rozdz.8)

(51) Cytat z wiersza Celiny

(52) Od o. Pichon, TJ,

(53) Pnp 4, 6.

(54) l Kor 7, 31.

(55) W r. 1888 św. Teresa od Dzieciątka Jezus życzenia te złożyła Celince osobiście, w rozmównicy.

(56) Mt 6, 21; Łk 12, 34.

(57) J 14, 2.

(58) Mt 11, 25; Łk 10, 21.

(59) Mt 6, 9.

(60) Aluzja do przyszłego nawrócenia byłego ojca Jacka Loyson, o które Teresa się modliła. Ten biedny zbłąkany człowiek, ongiś karmelita, który zerwał z Kościołem św. nie mogąc się pogodzić z ogłoszonym dogmatem o nieomylności papieża, zawarł świętokradzki związek małżeński.

(61) Tak nazywała Teresa białe “astry”, o delikatnych, lekkich, strzępiastych kwiatach.

(62) Wielu sądziło w owych czasach, że antyreligijne zakusy mogą zamienić się w krwawe prześladowanie.

(63) Cytat z wiersza Celiny.

(64) Celinka, ulegając naleganiom wuja, wyjechała na krótki czas do Musse, zostawiając ojca pod opieką Leonii.

(65) Św. Jan od Krzyża, Pieśń duchowa, strofa 14.

(66) J 4, 35.

(67) Mt 9, 37—38.

(68) Pnp 5, 10; l, 3. Tekst cytowany przez Świętą odbiega od oryginału.

(69) Św. Jan od Krzyża, Pieśń duchowa, strofa 15. Odsyłacz do “Pieśni nad pieśniami” podała sama św. Teresa.

(70) l Kor 7, 31.

(71) Łk 19, 4.

(72) Św. Jan od Krzyża, Modlitwa duszy rozmiłowanej. Autentyczny tekst modlitwy w miejscu cytowanym brzmi: “... Moje są niebiosa i moja jest ziemia, moje są narody, moi są grzesznicy i sprawiedliwi! Aniołowie są moi. Matka Boża jest moja, wszystkie rzeczy są moje, i sam Bóg jest moim i dla mnie...” (Św. Jan od Krzyża, Dzieła. Kraków 1961).

(73) Łk 19,5

(74) J 1,38

(75) Mt 8, 20; Łk 9, 58.

(76) Iz 53, 3.

(77) Pnp 2, 1—2.

(78) Aluzja do słów Mt 6, 30.

(79) Por. Łk 10, 42.

(80) Pnp 4, 6.

(81) Mt 4, 2.

(82) Ps 18, 6

(83) J 4,7

(84) Patrz Życie, r. 30, 20.

(85) Pnp 6, 11—12; odsyłacz w tekście podany został przez św. Teresę.

(86) O naśladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 51, 2.

(87) Pnp 6, 12; odsyłacz w tekście wskazała Święta.

(88) J 20, 17.

(89) J 14, 23.

(90) J l, l.

(91) J 17, 17.

(92) J 14, 6.

(93) J 18, 38.

(94) Pnp l, 12.

(95) Wj 4, 25. Określenie używane często przez o. Pichon, TJ.

(96) Łk 22, 28—29. Cytat lekko odbiegający od autentycznego brzmienia Pisma św. Wyraz “Ewangelia” napisała sama Święta.

(97) Iz 63, 3 i 5.

(98) Mt 8, 24; Mk 4, 38, Łk 8, 23.

(99) J 17, 21.

(100) Łk 22, 29.

(101) Iz 63, 3.

(102) Pnp, 7, l. Odsyłacz w tekście podała sama Święta.

(103) Ps 136, 4 i 2.

(104) Rz 8, 26. Święta sama podała źródło.

(105) Wobec bliskiej śmierci pana Martin, a rzekomej niemożliwości wstąpienia czwartej siostry z tej samej rodziny do Karmelu w Lisieux — przełożony klasztoru sprzeciwił się już poprzednio — o. Pichon zachęcał Celinę, by przyjechała do Kanady z chwilą, gdy zwolniona będzie od obowiązku opieki nad ojcem. Zamierzał powierzyć jej kierownictwo a raczej fundację nowego dzieła. Polecił jej jednak, by na razie nie mówiła o tym w Karmelu. Celinka, nie zdradzając sekretu, starała się jednak przygotować siostry do ostatecznego rozstania, mówiąc, że wydaje się jej rzeczą lepszą złożyć Jezusowi całkowitą ofiarę z uczuć rodzinnych i wstąpić do innego klasztoru niż Karmel w Lisieux. Nie ukrywała jednak wobec sióstr jakie to dla niej bolesne. Oto powód listu Świętej.

(106) Ofiarę z przywiązania do rodziny, wskutek perspektywy wyjazdu do Karmelu w krajach misyjnych.

(107) O pragnieniu swoim, by Celina wstąpiła do Karmelu w Lisieux, Święta wyraziła się jasno do matki Agnieszki od Jezusa: “Zrobiłam zupełną ofiarę ze siostry Genowefy, lecz nie mogę powiedzieć, bym już jej nie pragnęła. Często latem, podczas godziny milczenia przed Jutrznią, siedząc na tarasie, mówiłam sobie; Ach! gdyby moja Celinka tu była przy mnie!... Lecz nie, byłoby to za wielkie szczęście! I wydawało mi się to marzeniem nie do urzeczywistnienia. Jednakże nie pragnęłam tego szczęścia z natury, pragnęłam go dla jej duszy, aby mogła iść moją małą drogą. A gdy ujrzałam ją tu wstępującą, i to nie tylko wstępującą, lecz nadto oddaną zupełnie mej pieczy (dla wprawienia jej w nasze życie), gdy zobaczyłam, że Pan Bóg tak przewyższa moje pragnienia, wówczas zrozumiałam ogrom miłości, jaką miał dla mnie”.

(108) Dz 20, 35.

(109) Arminjon, dz. cyt.

(110) Patrz 2, 13.

(111) Mk 14, 3.

(112) J 12, 3.

(113) Mt 26, 9; Mk 14, 4.