św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Rady i wspomnienia

–   RADY I WSPOMNIENIA –


RADY I WSPOMNIENIA

zebrane przez s. Genowefę od Najświętszego Oblicza,

t_rose.jpg (8758 bytes)siostrę i nowicjuszkę św. Teresy od Dzieciątka Jezus


W początkach pełnienia urzędu Mistrzyni, kiedy opowiadałyśmy jej o naszych wewnętrznych walkach, nasza droga Siostra starała się nas uspokoić czy to rozumowaniem, czy wykazując nam jasno, że ta lub tamta miała rację. Ale ta metoda wywoływała długie dyskusje, które nie osiągały zamierzonego celu i nie przynosiły duszom korzyści. Bardzo szybko spostrzegła się i zmieniła swe postępowanie. Zamiast starać się o to, byśmy uniknęły walki usuwając jej przyczynę, stawiała nas z nią oko w oko...

Tak więc na przykład, przychodziłam, by jej powiedzieć: Oto jest sobota, a moja towarzyszka, mająca w tym tygodniu obowiązek napełnienia skrzyni drzewem, nie zrobiła tego, a przecież ja robię to w mojej kolei tak starannie. Wtedy dążyła ona do tego, by mnie przyzwyczaić do znoszenia sytuacji, które mnie tak bardzo oburzały. Nie starała się rozproszyć sprzed mych oczu tych czarnych myśli, ani o to, by wyświetlić sprawę, ale zmuszała mnie do rozważenia jej możliwie najdokładniej i zdawała się przyznawać mi rację:

,,No, więc, przypuśćmy, że tak jest; zgadzam się, że twoja towarzyszka popełnia te winy, które jej przypisujesz...”

Postępowała w ten sposób, by mnie nie zniechęcać, a następnie pracowała na tej bazie. Krok za krokiem doprowadziła mnie do tego, że pogodziłam się z losem, a nawet nauczyła mnie pragnąć tego, by Siostry nie okazywały mi względów czy uprzejmości i co więcej, bym była nawet upominana zamiast nich, gdy one niedoskonale spełniały polecenia, by mnie obwiniano niesłusznie za niewykonanie tego, co nie było moim obowiązkiem. W końcu utrwaliła w mej duszy to najdoskonalsze usposobienie. Później, gdy zwycięstwo zostało już odniesione, opowiadała mi o dowodach ukrytej cnoty oskarżonej przeze mnie nowicjuszki. Wkrótce urazy ustąpiły podziwowi i przekonaniu, że inne są lepsze ode mnie.

Co więcej, chociaż wiedziała, że ta Siostra napełniła ową sławną skrzynię drzewem, strzegła się bardzo, by mi o tym nie powiedzieć, bo taka wiadomość unicestwiłaby od razu moją walkę wewnętrzną. Postępując zgodnie ze swym planem, który chciałam tu przedstawić, mówiła mi z prostotą: “Wiem, że skrzynia jest już napełniona”, ale zrobiła to dopiero wtedy, gdy byłam już doskonale przygotowana do przyjęcia tej wiadomości.

Nieraz zostawiała nam samym niespodziankę podobnego odkrycia i korzystała z okazji, by pokazać, że przyczyną walki wewnętrznej była często nasza wyobraźnia a nie rzeczywiste i rozumne powody.

— Chcę chętnie przyjmować uwagi, jeżeli są słuszne — mówiłam do niej — uznaję je wtedy gdy popełniłam błąd, ale nie mogę znieść upomnienia jeśli jestem w porządku.

,,Co do mnie — odpowiedziała — jest całkiem inaczej. Wolę być niesłusznie oskarżoną, bo gdy nie mam sobie nic do wyrzucenia, ofiaruję to Bogu z radością; następnie upokarzam się na myśl, że jestem zdolna do zrobienia tego, o co mnie oskarżają”.

Pewnego razu byłam zniechęcona i przypisywałam ten stan zmęczeniu. Powiedziała wtedy do mnie:

,,Kiedy nie praktykujesz cnoty, to nigdy nie powinnaś wtedy sądzić, że dzieje się to z przyczyny naturalnej jak: choroba, pogoda czy zmartwienie. Ponieważ jesteś bardzo słaba w praktykowaniu cnoty, więc winnaś znajdować w tym powód do upokarzania się i musisz się zaliczyć do rzędu dusz małych. Obecnie jest ci koniecznie potrzebne nie tyle praktykowanie cnót heroicznych co nabycie pokory. Dlatego dobrze jest, że twoje zwycięstwa są zawsze zmieszane z porażkami i to z rodzaju takich, o których nie możesz myśleć z przyjemnością. Przeciwnie, wspomnienie o nich upokarza cię, pokazując, że nie należysz do liczby dusz wielkich. Tyle jest na ziemi dusz, które nigdy nie cieszą się uznaniem otoczenia, a to nie dopuszcza im myśleć, że same posiadają cnotę, którą podziwiają u innych”.

,,Jeżeli uważają cię za pozbawioną cnoty, nic ci przez to nie ujmują i nie czynią uboższą, to oni sami tracą radość wewnętrzną, bo nie ma nic bardziej słodkiego jak myśleć dobrze o naszym bliźnim. Tym gorzej dla tych, którzy sądzą cię krzywdząco, a tym lepiej dla ciebie, jeśli się upokarzasz dla miłości Bożej”.

— Och! kiedy myślę o tym wszystkim co muszę jeszcze zyskać — powiedziałam do niej.

,,Powiedz raczej: stracić!... W miarę jak pozbędziesz się swych niedoskonałości, Jezus napełni twą duszę swymi wspaniałościami”.

“Aż do czternastego roku życia — zwierzyła się mi — praktykowałam cnotę nie odczuwając z tego żadnej pociechy, nie zbierając owoców: moja dusza była jak drzewo, którego kwiaty opadają w miarę tego jak się rozwijają. Złóż Panu Bogu ofiarę z tego, że nigdy nie będziesz zbierać owoców, to znaczy, że całe życie będziesz czuła wstręt do cierpienia, do upokorzenia, że będziesz widziała wszystkie owoce twych drobnych pragnień i twej dobrej woli spadające bezużytecznie na ziemię. Pan sprawi, że w chwili twej śmierci, w mgnieniu oka, na drzewie twej duszy dojrzeją piękne owoce”.

Siostra Teresa od Dz. Jezus była wysoka, miała 162 cm wzrostu, podczas gdy Matka Agnieszka od Jezusa była dużo niższa. Powiedziałam do niej jednego dnia:

— Gdybyś mogła wybierać, to co byś wolała, być wysoką czy małą?

Odpowiedziała bez wahania: ,,Wolałabym być małą, by być małą we wszystkim”.

Mówiłam jej o umartwieniach Świętych, na co mi odpowiedziała: “Zbawiciel dobrze zrobił, że nas uprzedził, że w domu Ojca Jego jest mieszkań wiele” (1). Gdyby tak nie było, byłby nam powiedział...

,,Tak, gdyby wszystkie dusze, powołane do doskonałości, musiały praktykować udręczenia, aby dostać się do Nieba, byłby nam powiedział, a my, wielkodusznie, nałożylibyśmy je sobie. Ale On nam oznajmił, że w Jego domu jest wiele mieszkań. Jeżeli są one dla wielkich dusz Ojców pustyni i męczenników pokuty, to są też i dla małych dzieci. Jest tam dla nas miejsce zastrzeżone, jeśli będziemy bardzo kochać Jego i naszego Ojca niebieskiego i Ducha Miłości”.

,,Zbawiciel odpowiedział kiedyś matce synów Zebedeuszowych: ,Być po prawicy mojej, albo po lewicy jest dla tych, którym jest to zgotowane dla Ojca mojego'(2). Wyobrażam sobie, że te wybrane miejsca, odmówione wielkim świętym, męczennikom, będą udziałem małych dzieci...

Pytano ją, jakim imieniem mamy ją wzywać, gdy będzie już w Niebie.

“Nazywajcie mnie małą Teresą”, odpowiedziała pokornie.

Kiedy ją pytałam, czy zapomina czasem o obecności Bożej, odpowiedziała mi z wielką prostotą: “O! nie, wiem dobrze, że nigdy nawet trzech minut nie pozostaję bez pamięci o Bogu”. Okazałam moje zdumienie, że taka pilność może być możliwa. “Jest rzeczą naturalną — odpowiedziała — że myśli się o Tym, kogo się kocha!”

“Wdzięczność jest tym, co najbardziej przyciąga łaski Boże; gdy dziękujemy za dobrodziejstwa, Bóg jest wzruszony i spieszy, by dać nam dziesięć nowych łask, a jeśli dziękujemy nadal z takim samym wylaniem, to jakże nieobliczalne jest pomnożenie łask! Doświadczyłam tego, spróbuj, zobaczysz! Moja wdzięczność jest bezgraniczna za wszystko, co mi Bóg dał, i okazuję Mu ją w tysiączny sposób”.

Była ona również wdzięczna za najmniejszą usługę, ale szczególnie za dobro duchowe udzielane jej przez kapłanów, wobec których miała możność zwierzenia się.

“Gdybym była kapłanem — mówiła — uczyłabym się hebrajskiego i greki, aby móc czytać słowa Boga tak, jak On raczył je wyrazić w ludzkiej mowie”.

Pobudzana duchem wiary okazywała księżom wielkie uszanowanie z powodu ich kapłańskiej godności; trudno wyobrazić sobie większą cześć niż ta, jaką miała dla nich.

W licznych wypowiedziach w ciągu życia wyrażała żal, że nie mogła być kapłanem. W czerwcu 1897 r. czując się bardzo chorą, powiedziała do mnie: ,,Pan Bóg zabierze mnie w wieku, w którym nie miałabym czasu, by zostać księdzem, gdybym nim mogła była być”.

Zachwycała się tym, że św. Stanisławowi Kostce przyniosła Komunię świętą św. Barbara. ,,Dlaczego nie anioł? — mówiła mi — dlaczego nie ksiądz?, ale dziewica! O! w Niebie zobaczymy cudowne rzeczy! Myślę, że ci, którzy za swego życia ziemskiego bardzo tego pragnęli, będą się cieszyć w Niebie przywilejami kapłaństwa”.

“Jakaż to tajemnica! Naszymi małymi aktami cnoty, naszą miłością bliźniego praktykowaną w cieniu, nawracamy dusze, które są daleko od nas... pomagamy misjonarzom... a nawet, w ostatnim dniu, być może, powiedzą nam, że budowałyśmy materialne mieszkania Jezusowi i przygotowywałyśmy Jego drogi...”

Jeżeli która z Sióstr trwała w swym smutku i niezadowoleniu, okazywała się względem niej najbardziej miłą, przewidującą i łagodną, aby współczuciem w jej cierpieniu uspokoić podniecone serce.

Dobroć jej okazywała się w tym, że z ogromną troskliwością i tkliwością przyjmowała te Siostry, które były dla niej powodem przykrości. Rację takiego postępowania wytłumaczyła mi pewnego dnia w ten sposób:

“Och! jakże Pan Bóg jest miłosierny dla dusz niedoskonałych. Nawet przyroda świadczy o tym. Przypatrz się zielonemu groszkowi, który rozpuszcza się w ustach, a który składa się tylko z cukru. Jego skórka jest bardzo cienka, a mimo to znosi on żar słoneczny i chłód nocny, które są jego udziałem. Jest on symbolem dusz doskonałych. Przeciwnie, wielkie ziarna bobu, które symbolizują dusze niedoskonałe, całe są otoczone futrzaną osłoną, dobrze je zabezpieczającą. Należy więc postępować tak jak Pan Bóg i nad duszami niedoskonałymi należy roztaczać całą naszą delikatność i uprzejmość”.

Kiedy jej się zdawało, że jestem zbytnio sobą zajęta, powiedziała mi: ,,Zamykać się w sobie, to wyjaławiać swą duszę! Trzeba wtedy szybko zabrać się do pełnienia uczynków miłości bliźniego”.

,,Niekiedy — mówiła — człowiek czuje się tak źle ze sobą samym, w swym wnętrzu; powinien wtedy natychmiast wyjść z zajmowania się sobą. Pan Bóg nie nakłada nam wcale obowiązku pozostawania w swoim własnym towarzystwie. Przeciwnie! Pozwala często, byśmy byli sobie niemili po to, żebyśmy opuścili siebie samych. W tym wypadku widzę tylko jeden środek, opuścić siebie i pójść odwiedzić Jezusa i Maryję przez pełnienie uczynków miłości bliźniego”.

,,Nie trzeba nigdy szukać siebie samego, bo ,gdzie ktoś siebie samego szuka, tam przestaje kochać'  (3). Dlatego pod koniec mego życia w zakonie czuję się tak szczęśliwą jak tylko sobie można to wyobrazić, że nigdy nie szukałam siebie. Ten, kto wyrzeka się siebie, już tu na ziemi otrzymuje zapłatę. Pytałaś mnie często o sposób osiągnięcia czystej miłości; jest nim: zapomnienie o sobie samym i nie szukanie siebie w niczym...”

Spacerując po ogrodzie w czasie rekreacji, powiedziała do mnie, wskazując na jedno z drzew owocowych: ,,Popatrz na te gruszki, tak brzydkie z wyglądu. Są one obrazem Sióstr, które ci się nie podobają. W jesieni, gdy podadzą ci je obrane z brzydkiej skórki, zjesz je z przyjemnością, nie myśląc nawet, żeś nimi kiedyś pogardzała. Tak samo w dniu ostatecznym, zadziwisz się, widząc swe Siostry, które uwolnione ze wszystkich niedoskonałości, ukażą się jako wielkie święte...”

Podczas naszej podróży do Rzymu, a miała wtedy 14 lat, przeglądając Roczniki Sióstr Misjonarek, przerwała swoją lekturę, mówiąc do mnie: ,,Nie chcę więcej tego czytać; już i tak bardzo pragnę zostać misjonarką, do czego by więc doszło, gdybym się jeszcze przyglądała obrazkom tego apostolatu! Chcę być Karmelitanką!”

Potem wytłumaczyła mi, dlaczego powzięła takie postanowienie: “Oto dlatego, by więcej cierpieć w monotonii surowego życia, a przez to zbawić więcej dusz!”

W chwili straszliwych cierpień, kiedy gruźlica obejmowała cały jej organizm i kiedy błagałyśmy Niebo ze łzami, powiedziała: “Proszę Boga, aby wszystkie modlitwy zanoszone w mojej intencji nie przynosiły mi ulgi w cierpieniach, ale pomagały zbawiać grzeszników”.

Słyszę ją jeszcze jak mówiła: “Nie, nie myślałam nigdy, że można tyle cierpieć... nigdy... nigdy! Mogę to wytłumaczyć tylko tym, że gorąco pragnęłam zbawiać dusze”.

Były to jedne z ostatnich jej słów przed śmiercią.

Poproszono mnie o szpilkę, która była mi wygodna w użyciu i żałowałam, że muszę ją dać. Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus powiedziała mi: “Ach! jaka ty jesteś bogata! Nie możesz być szczęśliwa...”

“Podczas rekreacji — mówiła Siostra Teresa — więcej niż gdziekolwiek indziej znajdziesz okazję ćwiczenia się w cnocie. Jeśli chcesz odnieść z niej wielką korzyść, to idź na nią nie w intencji zabawienia siebie, ale zbawienia drugich; w ten sposób będziesz się ćwiczyła w całkowitym oderwaniu się od siebie samej.

,,Na przykład: jeżeli opowiadasz jednej z Sióstr jakąś historię, według ciebie bardzo interesującą, a ona przerwie ci, by opowiadać coś innego, to słuchaj jej z zajęciem, choćby to cię wcale nie interesowało i nie staraj się, by podjąć z powrotem swoje opowiadanie. Postępując w ten sposób, wyjdziesz z rekreacji z wielkim pokojem wewnętrznym i napełniona nową mocą do ćwiczenia się w cnocie, ponieważ nie szukałaś swego zadowolenia, ale sprawienia przyjemności drugim. O, gdyby wiedziano, ile się zyskuje przez wyrzeczenie się wszystkiego...!”

Przeczytawszy, że niektórzy Święci oddalali się od swych krewnych, albo zrywali z nimi stosunki, mówiła nam, że ,,bardzo się cieszy, że w domu Boga jest wiele mieszkań”, dodając, iż “jej mieszkanie nie będzie mieszkaniem wielkich świętych, ale tych małych, którzy bardzo kochali swoją rodzinę...”

A przecież, kiedy zapytałam jej, co ją pobudza do ewentualnego wyjazdu do Hanoi, odpowiedziała mi:

“Nie to, by być użyteczną, ale by tam cierpieć z powodu osamotnienia serca”.

“Niesłusznie skarżysz się, że nie spełniasz swej woli. Przyznaję, że nie spełniasz jej w codziennych drobiazgach, ale czyś sobie sama nie wybrała takiego życie? A więc spełniasz swą wolę w niepełnieniu jej, ponieważ przychodząc do Karmelu, wiedziałaś dobrze, na co się decydujesz. Zapewniam cię, że ja nie zostałabym tu ani minuty pod przymusem. Gdyby mnie kto zmuszał do takiego życia, nie mogłabym nim żyć, ale ja sama chcę takiego życia... Chcę tego wszystkiego, co mi się sprzeciwia. Tak, to ja sama chcę tego, co jest przeciwne mej woli, ponieważ głośno oświadczyłam w dniu mej Profesji: ,chcę być karmelitanką z mego upodobania i wolnej woli (4)”.

— Żyjąc w świecie, mówiłam do niej, entuzjazmowałam się, czułam serce pełne żarliwości, byłam przedsiębiorcza. Dla chwały Bożej byłam gotowa udać się na koniec świata, nie lękałabym się dzikich zwierząt, a teraz zagasły we mnie wszelkie żywe uczucia i nie czuję najmniejszej odwagi do niczego...

,,To wszystko wynikało z twojej młodości — odpowiedziała mi; prawdziwa odwaga nie leży w tym chwilowym zapale, z którym pragniemy iść na podbój dusz za cenę tych wszystkich urojonych niebezpieczeństw, które dodają tylko więcej uroku temu pięknemu marzeniu; prawdziwa odwaga polega na tym, aby wtedy, gdy serce kona, chcieć ich i równocześnie odpychać od siebie, tak jak to przeżył nasz Zbawiciel w Ogrodzie Oliwnym”.

,,Dusza nie jest dlatego świętą, że Bóg używa jej jako swego narzędzia. On jest jakby artystą, który posługuje się różnymi pędzlami. Dlaczego bierze jeden, a inny zostawia na boku? A może ten nie używany jest lepszy od innych. W każdym razie fakt, że Mistrz go używa do pracy, niczego mu nie dodaje”.

— A co dodaje wartości?

,,Uznanie tej prawdy, nieprzypisywanie sobie czegokolwiek, niecenienie bardziej tego lub tamtego, zwracanie się ze wszystkim do Boga (5).

,,Podobnie jak malutkim, słabym i drżącym płomieniem można rozpalić wielki pożar, tak i Pan Bóg posługuje się czym bądź, by rozszerzyć swoje królestwo. Najzwyklejsza książka, nawet świecka, może do tego służyć. Nie mamy się więc czym pysznić, kiedy jesteśmy używani jako narzędzie. Pan Bóg nie potrzebuje nikogo”.

,,Istnieją święci, których znamy, bo są oni bliżsi nam, ale to nie dowodzi, że oni są największymi świętymi. Podobnie sądzimy o gwiazdach z odległości, ale ich prawdziwą piękność zna tylko Bóg. Niektóre z nich wydają się bardzo malutkie, a nawet nie widzimy ich wcale, a są bez porównania piękniejsze niż te, które nazywamy .pierwszej wielkości'.

“Nic nas nie upewnia, że święci kanonizowani są istotnie największymi świętymi. Bóg ich wynosi dla swej chwały i naszego zbudowania raczej niż dla nich samych. Czytałam kiedyś, że miłość, jaką mają święci jeden dla drugiego w wieczności, nie mierzy się ich wielkością i wywyższeniem w chwale, ale wzajemną sympatią. Będziemy mogli kochać dusze najmniejsze większym uczuciem niźli niejedną z dusz wzniosłych'. Ta myśl zawsze mnie zachwycała”.

12 lipca

Jedna z Sióstr powiedziała do niej, że przed śmiercią może mieć godzinę trwogi, by odpokutować za grzechy.

“Bać się śmierci, by tym zadośćuczynić za me grzechy? to nie miałoby więcej mocy, by mnie oczyścić, niż błotnista woda! Ale jeśliby przyszła na mnie taka godzina trwogi, to ofiaruję ją za grzeszników i tak będzie ona aktem miłości bliźniego. To cierpienie stanie się dla innych lepsze niż woda. Mnie oczyszcza tylko jedna rzecz, to znaczy ogień Miłości Bożej”.

24 sierpnia

Miała bardzo silną duszność, i by pomóc sobie w oddychaniu powtarzała: “Cierpię, cierpię” ale wkrótce zaczęła to sobie wyrzucać, że się skarży i powiedziała mi: “Kiedy powiem cierpię, ty odpowiedz: tym lepiej! Ja nie mam siły na to, ale ty wyrazisz moją myśl!”

Musiałam ją posłuchać, ale ile mnie to kosztowało... Wyznaję, że nie robiłam tego często!

25 września Mówiłam do niej: Będziesz spoglądać na nas z Nieba, prawda? Odpowiedziała mi spontanicznie: “Nie! będę zstępować!”

W jednym z ostatnich dni życia, w chwili wielkiego cierpienia prosiła mnie: „O! moja Siostro Genowefo, módl się za mnie do Najśw. Panny. Ja modliłabym się za ciebie tak bardzo, gdybyś ty była chora. Sama za siebie nie mam odwagi modlić się”.

I jeszcze westchnęła: “O! jakże trzeba modlić się za umierających! Gdyby o tym wiedziano!”


RADY I WSPOMNIENIA

zebrane przez nowicjuszki św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Zniechęcona byłam widokiem moich niedoskonałości — opowiada jedna z nowicjuszek — a wtedy Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus powiedziała mi:

,,Przypominasz mi malutkie dziecko, które zaczyna wstawać o własnych siłach, ale jeszcze nie umie chodzić. Chcąc wyjść na piętro do mamy, podnosi nóżkę, by wejść na pierwszy stopień. Daremny trud! upada za każdym razem, nie może zrobić ani kroku. Zgódź się być małym dzieckiem; pełniąc wszystkie cnoty, ty podnoś tylko stale nóżkę, aby wejść na pierwszy stopień świętości. Nie uda ci się wejść nawet na niego, ale Bóg wymaga od ciebie tylko jedynie dobrej woli. Wkrótce zwyciężony twymi daremnymi wysiłkami, zejdzie sam, weźmie cię w ramiona i uniesie na zawsze do swego Królestwa”.

— Zawsze chcesz być podobną do małych dzieci, powiedz nam więc o Siostro, co trzeba czynić, aby nabyć ducha dziecięctwa, co to znaczy być małym?

“Być małym — odpowiedziała — to uznawać swą nicość, to oczekiwać wszystkiego od Boga, jak małe dziecko oczekuje wszystkiego od swego ojca. Niczym się nie kłopotać ani nie gromadzić mienia.

“Nawet w domu ubogich, póki dziecię jest małe, dają mu to co jest niezbędnie potrzebne, lecz gdy podrośnie, ojciec już go żywić nie chce i mówi do niego: teraz pracuj! możesz już sam dać sobie radę. Otóż, aby nie usłyszeć tego, nie chciałam nigdy być dużą, czułam się niezdolną, by zapracować sama na moje życie, na życie wieczne w Niebie. Pozostałam więc zawsze małą, nie mając innego zajęcia jak zrywać kwiaty, kwiaty miłości i ofiary i oddawać je Bogu, aby Mu sprawić przyjemność.

,,Być małym, to nie przypisywać sobie cnót, które się pełni, nie sądzić, że jest się zdolnym do czegokolwiek, lecz uznawać, że Bóg daje swemu małemu dziecku skarb cnót w ręce, aby go używało w potrzebie; lecz jest to zawsze skarb Pana Boga.

,,Wreszcie nie zniechęcać się swoimi błędami, bo dzieci upadają często, ale są za małe, aby uczynić sobie wielką krzywdę”.

— Któż cię nauczył twojej Małej Drogi miłości, która tak rozszerza serca? — pytałam ją.

“Jezus sam wskazał mi drogę — odpowiedziała. — Żadna książka, żaden teolog nie pouczał mnie, a jednak czuję w głębi serca, że jestem w prawdzie. Od nikogo nie otrzymałam zachęty, z wyjątkiem Matki Agnieszki od Jezusa. Gdy nadarzała się okazja, aby otworzyć moją duszę, byłam tak mało zrozumiana, że powtarzałam Bogu ze św. Janem od Krzyża: ,,Nie chciej więcej wysyłać mi zwiastunów, którzy nie umieją mi powiedzieć tego, czego chcę” (6).

Ty Siostro jesteś doprawdy świętą..

“Nie, nie jestem świętą — odpowiedziała — nie spełniam nigdy czynów, jakich dokonywali święci: jestem maleńką duszyczką, którą Bóg napełnił łaskami... W Niebie zobaczysz, że mówię prawdę”.

— Ale byłaś zawsze wierna łaskom Bożym, prawda? “Tak, od trzeciego roku życia nie odmówiłam niczego Panu Bogu. Ale nie mogę się tym przechwalać Patrz jak dzisiejszego wieczoru zachodzące słońce złoci wierzchołki drzew; podobnie moja dusza wydaje się wam cała błyszcząca i ozłocona, ponieważ jest wystawiona na promienie miłości. Gdyby Boskie Słońce nie przysłało swego ognia, natychmiast stałabym się ponurą i ciemną”.

— I my chciałyśmy być złote. Co trzeba robić? “Trzeba praktykować małe cnoty. Jest to nieraz trudne, ale Pan Bóg nie odmawia pierwszej łaski, która daje odwagę do przezwyciężenia się; jeżeli dusza odpowie jej wiernie, znajdzie się natychmiast w światłości. Uderza mnie zawsze pochwała dana Judycie: ,, Mężnie sobie poczęłaś i wzmocnione jest serce twoje”. Trzeba więc najpierw działać z odwagą; następnie serce się umocni i wtedy idziemy ze zwycięstwa do zwycięstwa”.

*

“Patrzyłam niedawno na lampkę, w której maleńki knot zaledwie się tlił. Jedna z Sióstr zbliżyła do niego świecę i od niej zapalono wszystkie świece całego Zgromadzenia. Pomyślałam sobie: Któż więc może chlubić się ze swych uczynków? Przecież za pomocą słabego światełka tej lampki można by było zapalić cały świat. Zdaje się nam nieraz, że łaski i światła Boże otrzymujemy za pośrednictwem błyszczących świec; ale skąd te świece mają płomień? Być może, że mają go dzięki modlitwie duszy pokornej a bardzo ukrytej, pozornie pozbawionej blasku, nie uznawanej za cnotliwą, małej w oczach własnych, prawie gasnącej.

“Ileż ujrzymy tajemnic w przyszłości! Nieraz myślałam, że wszystkie łaski, które otrzymałam, zawdzięczam być może błaganiom jakiejś ukrytej duszy, którą poznam dopiero w Niebie.

“Pan Bóg chce, by dusze na świecie udzielały sobie za pomocą modlitw darów niebieskich i aby kiedyś w ojczyźnie wiecznej mogły się nawzajem miłować uczuciem pełnym wdzięczności, bez porównania silniejszym od miłości rodzinnej, najidealniejszej na ziemi.

“Tam nie spotkamy już obojętnych spojrzeń, bo wszyscy Święci będą sobie coś nawzajem zawdzięczać.

,,Nie zobaczymy więcej spojrzeń zazdrosnych; szczęście każdego z wybranych będzie szczęściem wszystkich. Z męczennikami staniemy się podobni do męczenników; z doktorami będziemy jako doktorzy, z dziewicami jako dziewice; i tak samo jak członkowie jednej rodziny są ze siebie nawzajem dumni, tak i my będziemy się cieszyć szczęściem naszych braci, nie odczuwając najmniejszej zazdrości”.

Widząc mnie kiedyś płaczącą, Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus upomniała mnie, bym nie miała zwyczaju okazywać zaraz na zewnątrz moich trosk, ponieważ nic tak nie zasępia życia Zgromadzenia jak nierówność usposobienia.

— To prawda — odrzekłam — odtąd płakać będę tylko wobec Pana Boga.

Odpowiedziała mi żywo: “Płakać wobec Boga! nie rób tego! Więcej niż wobec ludzi powinnaś przed Nim ukrywać swój smutek. Jakże! Ten dobry Mistrz ma tylko nasze klasztory, by rozweselić swe Serce; On przychodzi do nas, by odpocząć, by zapomnieć o bezustannych skargach swych przyjaciół ze świata — bo na ziemi, najczęściej zamiast uznawać wartość Krzyża, tylko się skarżą i płaczą — a ty miałabyś czynić jak ogół śmiertelników?... Po prostu, nie byłby to dowód bezinteresownej miłości. To my mamy pocieszać Jezusa, a nie Jezus nas.

“Wiem, że On ma tak dobre Serce, iż osuszy twe łzy, gdy będziesz płakać, ale potem odejdzie smutny, bo nie mógł na tobie złożyć swej Boskiej Głowy. Jezus kocha serca radosne, kocha dusze zawsze uśmiechnięte. Kiedyż nauczysz się ukrywać przed Nim swe smutki, albo mówić Mu śpiewając, że jesteś szczęśliwa cierpiąc dla Niego?

,,Oblicze jest odbiciem duszy — dodała — powinnaś więc mieć zawsze twarz spokojną i pogodną, jak małe dziecko, które jest zawsze zadowolone. Kiedy jesteś sama, postępuj tak tym bardziej, ponieważ Aniołowie nieustannie patrzą na ciebie”.

,,Dawniej, jeszcze w świecie — mówiła — budząc się rano; myślałam co mnie może w ciągu dnia spotkać przyjemnego lub niemiłego; jeśli przewidywałam przykrości, wstawałam smutna. Teraz jest całkiem inaczej; myśląc o przykrościach, o cierpieniach, które mnie czekają, wstaję bardziej radosna i pełna odwagi, im więcej przewiduję okazji do dania Jezusowi świadectwa mej miłości i zapracowania na życie moich dzieci (7), biednych grzeszników. Potem całuję mój zakonny krzyżyk, kładę go delikatnie na poduszkę na czas ubierania się i mówię Mu: Mój Jezu, Ty się już dosyć napracowałeś, dosyć napłakałeś podczas trzydziestu trzech lat Twego życia na ziemi! Dzisiaj odpocznij sobie... Teraz jest na mnie kolej walczyć i cierpieć”.

Raz w dzień prania szłam do pralni wcale się nie spiesząc. Przechodząc, przypatrywałam się kwiatom w ogrodzie. Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus szła również, ale krokiem szybkim i mijając mnie rzekła:

“Czy tak spieszą się ludzie mający nakarmić dzieci i zarobić dla nich na życie?”

W pierwszym roku mego nowicjatu miałam wiele trudności. W momencie, kiedy zdawało się, że nie ma nadziei, bym mogła złożyć Profesję, Siostra Teresa od Dzieciątka Jezus spytała mnie:

“Czy ufasz, że to osiągniesz?”

— Tak — odpowiedziałam — jestem pewna, że Bóg użyczy mi tej łaski i nic nie może mnie doprowadzić do zwątpienia w to, że ją otrzymam.

“Trwaj stale w tej ufności — odpowiedziała. — Niemożliwe, by Bóg na nią nie odpowiedział, bo On zawsze mierzy swą hojność naszą ufnością. Przyznaję jednak, że gdyby twoja ufność osłabła i ja sama zwątpiłabym, bo do tego stopnia słaba jest ufność ludzka”.

Zapytałam ją, czy Pan Jezus widząc moją wielką nędzę, nie jest ze mnie niezadowolony.

,,Nie lękaj się — odpowiedziała. — Ten, którego obrałaś za Oblubieńca, posiada na pewno wszystkie doskonałości; ale, ośmielam się powiedzieć, ma on równocześnie wielką słabość: jest ślepy! a także nie posiada jednej wiedzy: to jest wyrachowania.

“Gdyby widział jasno, gdyby umiał rachować, to czyż wobec wszystkich naszych grzechów nie powinien by zamienić nas w nicość? Ale nie, Jego miłość do nas czyni Go ślepym w sensie dodatnim.

“Rozważ tylko: Jeżeli największy na świecie grzesznik w chwili śmierci żałuje i umiera w akcie miłości wówczas Pan licząc z jednej strony nieprzeliczonych łask, których ten nieszczęśnik nadużył, ani z drugiej strony tych jego zbrodni, widzi jedynie i liczy tylko jego ostatnią modlitwę i przyjmuje go bezzwłocznie w ramiona swego Miłosierdzia.

,,Ale, by uczynić Go tak ślepym i niezdolnym do najmniejszego rachunku, trzeba umieć chwycić Go za Serce; to Jego słaba strona...”

Zrobiłam jej raz przykrość i poszłam ją przeprosić. Wydawała się bardzo wzruszoną i powiedziała mi:

Żebyś wiedziała czego doświadczam! Nigdy tak dobrze nie zrozumiałam jak teraz, z jaką miłością przyjmuje nas Jezus, gdy Go przepraszamy po popełnionej winie. Jeżeli ja, biedne stworzenie, uczułam tyle tkliwości dla ciebie w chwili, gdy powróciłaś do mnie, to co musi dziać się w Sercu Bożym, gdy my do Niego wracamy... Tak, na pewno, prędzej niż ja to zrobiłam, On zapomina o naszych wszystkich nieprawościach, by już nigdy o nich nie wspomnieć... A nawet czyni więcej: kocha nas bardziej, aniżeli kochał nas przed naszym upadkiem!...”

“Jest tylko jeden sposób zmuszenia Pana Boga, aby nas wcale nie sądził: stanąć przed Nim z pustymi rękoma”.

— Co to znaczy?

“To jest całkiem proste: nie rób żadnych zapasów, rozdawaj swe dobra w miarę jak je otrzymujesz. Ja, gdybym żyła nawet 80 lat byłabym zawsze jednakowo uboga, nie umiem robić oszczędności — wszystko co mam, natychmiast rozdaję, by kupować za to dusze.

“Gdybym czekała z oddaniem mego skarbu aż do chwili śmierci, i gdybym dała go, by oceniono jego prawdziwą wartość, wtedy Zbawiciel odkryłby, że jest to stop metali i na pewno poszłabym do czyśćca.

“Czyż nie opowiadają, że wielcy święci przybywając przed tron Boży z rękami pełnymi zasług, idą nieraz do tego miejsca ekspiacji, ponieważ wszelka sprawiedliwość jest splamiona w oczach Pańskich” (8)?

— Ale — spytałam — jeżeli Bóg nie będzie sądził naszych dobrych uczynków, to On osądza nasze złe i co będzie wtedy?

“Co też mówisz? Zbawiciel jest samą Sprawiedliwością; jeżeli nie będzie sądził dobrych, nie będzie też sądził złych czynów. Zdaje mi się, że dla ofiar miłości nie będzie sądu; raczej Pan Bóg pospieszy się, by wiecznym szczęściem nagrodzić swą własną miłość, którą będzie widział gorejącą w ich sercu”.

— Jak myślisz — powiedziałam - czy dla dostąpienia tego przywileju wystarczy uczynić akt ofiarowania, który ułożyłaś?

“O, nie! — odpowiedziała — same słowa nie wystarczą... By rzeczywiście być ofiarą miłości, trzeba się oddać całkowicie.

Nie będzie się strawionym przez miłość, jeżeli się nie odda miłości”.

Widząc jedną z naszych Sióstr bardzo zmęczoną, powiedziałam , do Siostry Teresy od Dzieciątka Jezus: Nie lubię patrzeć, gdy ktoś cierpi, zwłaszcza dusze święte. Odpowiedziała mi żywo:

„O, nie podzielam twego zdania! Święci, którzy cierpią, nie budzą we mnie litości! Wiem, że mają siłę do zniesienia swych cierpień i że tym sposobem oddają wielką chwałę Bogu; ale . tych, którzy nie są świętymi, którzy nie umieją wyciągnąć korzyści ze swych cierpień, o! tych żałuję bardzo! Zrobiłabym wszystko, by ich pocieszyć i przynieść im ulgę...”

Najważniejszym odpustem zupełnym, którego każdy może dostąpić bez zwykłych koniecznych warunków, jest odpust miłości, która pokrywa mnóstwo grzechów” (9).

Pewnego dnia opowiadałam jej o dziwnych zjawiskach wywoływanych przez hipnotyzera na osobach, które dobrowolnie poddają się jego woli. Te szczegóły bardzo ją zainteresowały i nazajutrz powiedziała mi:

„Odniosłam dużo korzyści z tego wczorajszego opowiadania! O, jakże chciałabym dać się zahipnotyzować Naszemu Zbawicielowi!” To jest pierwsza myśl, jaka nasunęła mi się po przebudzeniu. Z jaką słodyczą oddałabym Mu swą wolę! Tak, chcę, by zawładnął wszystkimi mymi władzami i to w taki sposób, by moje czyny nie miały w sobie nic ludzkiego i mojego osobistego, ale by były całkowicie Boże, natchnione i kierowane przez Ducha Miłości...”

Często płakałam i to bez powodu, czym ona bardzo się martwiła. Pewnego dnia wpadła na wyśmienity pomysł: wzięła ze stołu muszelkę i trzymając mi ręce, bym nie mogła obcierać oczu, zaczęła zbierać me łzy do muszelki. Zamiast dalej płakać nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.

,,Zabieraj się — powiedziała — teraz pozwalam ci płakać tyle, ile pragniesz, ale tylko zawsze do muszelki”.

Tydzień przed jej śmiercią płakałam cały wieczór myśląc o jej zbliżającej się śmierci. Zauważyła to i zapytała:

,,Płakałaś? — Ale czy do muszelki?”

Nie mogłam skłamać i moje wyznanie zasmuciło ją.

“Umrę wkrótce — powiedziała — i nie będę spokojna o ciebie, jeżeli nie przyrzekniesz mi, że będziesz wiernie postępować za moją radą. Przywiązuję do tego zasadniczą wagę — to dla dobra twej duszy”.

Przyrzekłam jej, prosząc równocześnie jak o łaskę, by mi pozwoliła płakać dowolnie po niej.

,,Czemuż masz po mnie płakać? Szkoda łez. Masz opłakiwać moje szczęście? W końcu, z litości nad twoją słabością pozwalam ci płakać przez pierwsze dni. Ale potem trzeba będzie wrócić do muszelki”.

Muszę wyznać, że byłam wierna memu przyrzeczeniu, mimo że było to połączone z heroicznym wysiłkiem z mej strony. Kiedy zbierało mi się na płacz, brałam to niemiłosierne narzędzie; podstawianie jej pod jedno i pod drugie oko odrywało mą myśl od przedmiotu troski i ten pomysłowy sposób uleczył mnie w krótkim czasie z mojej zbyt wielkiej wrażliwości.

*

Pewnego dnia dała mi następujące zlecenie:

,,Kiedy będę już w Niebie, trzeba często napełniać me ręce modlitwami i ofiarami, abym miała przyjemność spuszczać na dusze deszcz łask...”

Zapewniała mnie: ,,Kocham cię tak, jakby całe moje serce należało do ciebie...”

— Ale kochasz przecież bardzo naszą Matkę i wszystkie Siostry, więc niemożliwe, byś mnie kochała więcej ani nawet tak samo.

,,Tych rzeczy nie można porównywać ze sobą. Nasze serce jest stworzone na obraz Bożego Serca, które kocha każde stworzenie tak, jak gdyby ono było jedyne na świecie. A więc miłość, którą mam dla ciebie, nie uszczupla w niczym miłości, którą odczuwam w stosunku do innych osób. Moje serce oddaję całkowicie każdej, a jednak należy ono niepodzielnie do Boga. Prawdziwa miłość bliźniego nie powinna być nigdy przedmiotem porównań, zazdrości. Jeśli się tak dzieje, to znaczy, że rozumie się ją źle, że się samemu tej miłości nie posiada. Wtedy jest szukanie siebie samego. Wtedy nie patrzy się trafnie”.

,,Dobroć nie powinna przeradzać się w słabość. Kiedy się kogoś słusznie upomni, trzeba na tym poprzestać i nie myśleć o tym, że sprawiło się mu przykrość. Biec za zasmuconą, by ją pocieszyć, to znaczy zrobić jej więcej złego niż dobrego. Zostawić ją samej sobie, to zmusić ją, by nie oczekiwała niczego od ludzi, by zwróciła się do Boga, by uznała swą winę, by się upokorzyła. Inaczej przyzwyczai się do tego, że po zasłużonej naganie jest pocieszana i zacznie postępować jak rozpieszczone dziecko, które krzycząc i tupiąc nogami, zmusza matkę do powrotu i osuszenia jego łez”.

— A więc śmierć przyjdzie po ciebie? — pytałyśmy. ,,Nie, to nie śmierć przyjdzie po mnie, ale Pan Bóg. Śmierć nie jest widziadłem, przerażającą zjawą, taką, jaką przedstawiają niektórzy na różnych obrazach. Katechizm uczy nas, że śmierć jest to rozłączenie duszy i ciała, jest więc tym i tylko tym! Przeto nie lękam się rozłączenia, które połączy mnie z Bogiem na zawsze.

,,A czy Boski Złodziej przyjdzie prędko, by ukraść swe małe winne grono?

“Już Go widzę w oddali, ale bardzo uważam, by nie zawołać: Złodziej!!! Przeciwnie, przyzywam Go mówiąc: Oto tędy droga, tędy...”


(1) J 14, 2.

(2) Mt 20, 23; Mk 10, 40.

(3) O naśladowaniu Chrystusa, ks. III, r. 5, 7.

(4) Odpowiedź przed złożeniem profesji według dawnego ceremoniału.

(5) O naśladowaniu Chrystusa: “Przeto nie powinieneś przypisywać sobie nic dobrego, ani też cnoty komukolwiek z ludzi; lecz wszystko odnieś do Boga, bez którego człowiek nie ma nic dobrego” (ks. III, r. 9, 2).

(6) Św. Jan od Krzyża, Pieśń duchowa, strofa 6.

(7) S. Maria od św. Piotra, Życie przez nią samą, s. 286.

(8) Iz 64, 5

(9) Prz 10,12